Alaverdi – czyli jak miasto może być ładne w swojej brzydocie

Alaverdi – czyli jak miasto może być ładne w swojej brzydocie

Naszą opowieść o Armenii zaczniemy od jakże nie oczywistego miejsca jakim jest miasto Alaverdi.
Nie było w naszych planach zostać tam na dłużej jak i większości turystów odwiedzających szybko okoliczne klasztory.
Ale dla nas było to miejscem, gdzie podglądaliśmy prawdziwe życie Armeńczyków. Nie tych z Erewania czy innych miejsc turystycznych.

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

 

Alaverdi nie jest kolorowe, jest raczej szare, czarne i odrapane. Gdy wspominam to miejsce przed oczami widzę dym buchający z góry, gdzie znajduje się nadal funkcjonująca kopalnia miedzi i rozwalające się budynki, gdzie ludzie prowadzą „normalne” życie.
Miasto zahipnotyzowało nas od pierwszego wejrzenia. Na samym początku naszej podróży w Armenii było pierwszym większym miastem na naszej trasie przez które po prostu przejechaliśmy. Ale wiedzieliśmy, że chyba zatrzymamy się tam na dłużej w drodze powrotnej do Gruzji.

Alaverdi Armenia

osiedla na szczycie gór

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

jeden z pojazdów, którym podążaliśmy przez Armenię

Alaverdi Armenia

Alaverdi położone jest zaledwie 40 km od granicy z Gruzją na północnym wschodzie Armenii w kanionie rzeki Debed. I to właśnie ta dolina sprawia, że miasto ma niesamowity klimat.
Miasto położone jest na dnie kaniony, ale również na szczytach otaczających gór. To miasto górnicze, które w czasach Związku Radzieckiego prosperowało bardzo dobrze. Potem kopalnia upadła i miasto powoli zaczęło się wyludniać. Po zakupie kopalni przez rosyjskiego biznesmena sytuacja powoli staje się lepsza. Ale samo miasto jest niesamowite, ale o tym później.

Dojeżdżamy na miejsce marszrutką, a kierowca strasznie chce nam znaleźć nocleg. Oczywiście dostając przy tym prowizje. Targujemy się przez jakiś czas aż wreszcie mamy dość. Idziemy do sklepu i tak się zastanawiamy co dalej robić. Jedna z ekspedientek zainteresowała się naszym biednym losem i pyta o co chodzi. Proponuje hotel Debed z dobrą ceną. Zamawia nam taksówkę i jedziemy na miejsce. Z centrum miasta, które jest na dnie kanionu Debed wyjeżdżamy serpentynami na szczyty, gdzie umiejscowione są inne dzielnice miasta. Hotel Debed to kilkupiętrowy budynek, który niedługo przed naszym przyjazdem został otwarty to znaczy tylko jedno piętro. Suzi osoba zarządzająca jest świetna. Mówi po angielsku i schodzi nam z ceny. Mamy ogromny pokój z własną łazienką.

Wracamy do centrum miasta, ale na skróty, kolejką górską. Tak mają tu kolejkę, taką jak mieliśmy kilkanaście lat temu na Kasprowy Wierch. Widoki są niesamowite. Z jednej strony ogromna kopalnia, a z drugiej miasto, rozłożone jest na dnie kanionu i na okolicznych górach. Będąc już na dnie doliny ciągnie nas w stronę kopalni. Krzątamy się w okolicy blokowisk tuż przy wejściu do niej. Wszystko jest zapuszczone, oberwane i nie kolorowe, ale ludzie a zwłaszcza dzieci z chęcią chcą nas poznać. Niektórzy zapraszają do domu, dzieci proponują grę w piłkę. Jest naprawdę super. Po paru godzinach wracamy ostatnią marszrutką do naszego królestwa na szczycie góry, na długo wyczekiwaną kolację.

 

Alaverdi Armenia

widok z kolejki robi niesamowite wrażenie

Alaverdi Armenia

w dole rzeka Debed

Alaverdi Armenia

miasto Alavedi położone jest nie tylko w kanionie rzeki Debed ale również na okolicznych szczytach

Alaverdi Armenia

kopalnia miedzi w dole

Alaverdi Armenia

przykopalniane osiedla górników

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

kopalnia miedzi

Alaverdi Armenia

Klasztory Sanahin i Haghpat

Alaverdi to nie tylko postsowieckie blokowiska i bieda dookoła. Turyści odwiedzają okoliczne klasztory które swoją surowością mają niezwykły klimat. Klasztory Sanahin oraz Haghpat wpisane są na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Mieszkając na szczycie góry mamy możliwość zobaczyć pierwszy z nich Sanahin zaledwie po 15 minutowym spacerze. Klasztor z X w. jest piękny, skryty pomiędzy drzewami a koło niego znajduje się cmentarz. Nazywany „starszy od tamtego” a mowa o Haghpat. W środku wszędzie krzyże i ogromne kolumny podtrzymujące całą konstrukcję. Spędzamy sporo czasu na miejscu. W środku jest niesamowicie, gdy promienie światła przez małe okienka wpadają do wnętrza. Cmentarz znajdujący się tuż obok również wygląda inaczej niż u nas i czujemy się tam trochę nieswojo. Groby w większości składają się z dość dużych rozmiarów płyt, na których wyrzeźbione postacie zmarłych wyglądają bardzo realnie. Czasami nawet zobaczymy w jaki sposób osoba zmarła zwłaszcza jak był to wypadek. Brrrr…

 

Alaverdi Armenia

ścieżka do klasztoru Sanahin

Alaverdi Armenia

klasztor Sanahin

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
Alaverdi Armenia
Alaverdi Armenia

Kolejnego dnia jedziemy taksówką do kolejnego klasztoru Haghpat. Przejazd zajmuje trochę czasu bo znów musimy zjechać na dół kaniony i wyjechać na kolejny szczyt. Haghpat jest młodszym klasztorem, ale piękniej zachowanym. Oprócz klasztoru niegdyś również mieściła się tam uczelnia medyczna. Trzęsienie ziemi w XIII w. dokonało poważnych zniszczeń, ale klasztor został odbudowany. W środku odbywa się jakaś uroczystość dla kilku osób z rodziny. Trudno się domyśleć o co chodzi. Kolejna godzina mija i z naszym kierowcą wracamy do hotelu. Upał jest nieznośny, ale krótka drzemka stawia nas na nogi.

Alaverdi Armenia

samochód z klasą 🙂

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

klasztor Haghpat


Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
Tak kończymy nasz pobyt w tym mieście.

Jeżeli będzicie w okolicy polecamy to miasto, bo nie zawsze musi być ładnie 🙂

Informacje praktyczne:

Dojazd do Sanahin – taksówka – 600 AMD; autobus (stary, żółty, sowiecki sprzęt) z głównego dworca w centrum miasta po 10 minutach dojeżdża na plac na wzgórzu – 100 AMD, gdzie znajduje się wspomniany przez nas Hotel Debed; kolejka – 100 AMD i na końcu 15 min spacer.
Hotel Debed – 8000 AMD – pokój 2 os
Dojazd do Haghpat – taksówka – 2000 AMD; marszrutka z głównego dworca w centrum miasta po210 minutach dojeżdża na miejsce (8x dziennie) – 200 AMD

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

4 Comments

  • Renata Szafrańska

    Przeczytałam z zaciekawieniem. Zdjęcia mnie zachwyciły ale i przeraziły. Gdzieś w środku siebie uciekam od takich zaniedbanych miejsc w których trwa życie. Może się boję a może kojarzą mi się z dzieciństwa nie najlepiej. Mimo wszystko czytało się znakomicie. Samo miejsce takie nieprzewodnikowe, nieturystyczne – w sam raz dla mnie 🙂 Pozdrawiam Was ciepło.

    22 kwietnia 2018 at 23:41
    • Byle-na-chwile
      Byle-na-chwile

      Cześć i przepraszamy za późną odpowiedź, ale kolejna podróż w dość nieturytyczne miejsce mocno oderwała nas od sieci internetu.
      W Alavaerdi, jak również w wielu innych miejscach w Armenii rzeczywiście można poczuć się dość niepewnie. Stare postsowieckie miasteczka stają się powoli ruiną ale ludzie, których spotykamy podczas podróży są tak przyjaźni, że nie ma możliwości poczuć się zagrożonym chociaż przez chwilę.
      Pozdrawiamy i szykujemy dalsze opowieści o wschodzie.

      8 maja 2018 at 07:42
  • Mariola

    Interesujący wpis. Czasem warto zatrzymać się w takim „niewygłaskanym” miejscu, zerknąć na życie innych ludzi. Jest brzydko. Jakiś czas temu i u nas bywały podobne miejsca.

    8 maja 2018 at 17:22
    • Byle-na-chwile
      Byle-na-chwile

      To prawda, miejsce na pierwszy rzut oka nieciekawe ale ma swój klimat, dlatego też zostaliśmy tam na dłużej.

      10 maja 2018 at 11:07

LEAVE A COMMENT