Czy łatwo zacząć podróżować z dzieckiem? Nasza historia

Czy łatwo zacząć podróżować z dzieckiem? Nasza historia

Share on Facebook21

Dużo jeździsz? Jesteś aktywną osobą? A co jak się pojawi dziecko?

I tutaj słyszysz sprzeczne informacje z różnych stron. Jedni radzą dostosować się do dziecka a drudzy twierdzą, aby nie rezygnować ze swojego stylu życia. A ja radzę rób oba.

Wiadomość o nadejściu Zosi była wspaniałym momentem w moim  życiu, ale jednocześnie wzbudzała obawy, że zmieni się ono znacząco. Wyprzedzając te obawy zaczęłam już w ciąży planować, gdzie i kiedy pojedziemy z małą. W końcu przez ostatnie lata w każdym roku jeździliśmy do Azji, więc nie wyobrażałam sobie, że mogłabym siedzieć w domu. Oczywiście słyszałam dookoła, że wszystko będzie inaczej i już nie będę mogła sobie pozwolić na takie wojaże. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale dla mnie była to tylko kwestia zmiany sposobu podróżowania a nie zamknięcia się w domu. Z wypiekami na twarzy czytałam opowieści podróżujących rodziców z dziećmiTastaway, Kasai, Weekendowi etc. i wiedziałam, że u nas będzie tak samo dobrze.

W zimnym miesiącu lutym 2014 roku pojawiła się Zosia. Pierwszy tydzień był całkiem przyjemny jak z telewizyjnej reklamy. Spanie, karmienie, czyli codziennie rozterki mamy. Niestety od drugiego tygodnia moje wyobrażenie na temat macierzyństwa zmieniło się znacząco. Zosia płakała i nie spała. Zastanawiałam się i zachodziłam w głowę, co jest nie tak i również sama z nią płakałam. Po miesiącu niestety pojawiła się silna reakcja alergiczna, gdzie żaden lekarz nie mógł ocenić dokładnie, czym jest spowodowana. Nasze wyobrażenia zostały zweryfikowane przez trudną rzeczywistość.

Zosia przez pierwszy rok była bardzo wrażliwa na wszystkie zmiany. Jazda samochodem dłużej niż 5 min była niezłym wyzwaniem. Do tego dochodziło ciągłe karmienie i spanie tylko na dworze. Nie spodziewałam się, że ja do tej pory śpioch będę cieszę się z 3 godzin snu. To wszystko oczywiście powodowało ogromne zmęczenie i nawet depresje, ale chęć wyrwania się z tego marazmu mogły być dla mnie tylko podróże.

Dalsze wyjazdy musieliśmy jednak sobie odpuścić. Remedium na te braki stawało się odkrywanie Polskich nieznanych nam dotąd zakątków.

W wakacje nareszcie byliśmy w Tatrach i Pieninach. Nasze ukochane góry wreszcie były na wyciągnięcie ręki. Zosia w wózku jakoś znosiła nawet dosyć długie trasy. O chuście nie mowy. A my za każdym razem na nowo ładowaliśmy baterie.

Z dzieckiem w trasie jest inaczej, odkładamy swoje „chcę” na nasze „chcemy”

Po pierwszym roku sytuacja zaczęła się polepszać. Zosia trochę bardziej się wyciszyła lecz wciąż jedzenie sprawiało problemy.

Zaczęliśmy jeździć w góry już od marca i tak aż do października schodziliśmy z Zosią na plecach Tatry i Beskidy. Książeczka PTTKu szybko zapełniła się pieczątkami a my po pierwszym roku stagnacji poczuliśmy się jakby ktoś wypuścił nas z klatki.

Pierwsza wycieczka w Tatry- spacer do Doliny Chochołowskiej. Zosia niespełna półroczna.

W następnym roku odwiedzamy już wszystkie tatrzańskie schroniska po stronie polskiej- tutaj Czarny Staw Gąsienicowy.

Mamy szczęście, że Zosia z łatwością zasypiała w nosidle- wtedy można było „nadgonić” drogę- Gęsia Szyja.

Chodząca Zosia to chwile oddechu dla tragarza.

Na szlaku do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów

 

Udały się również pierwsze podróże samolotem. Nareszcie odwiedziliśmy znajomych i rodzinę w Anglii i Norwegii. Zwiedzaliśmy w trochę w inny sposób, ale zachwycaliśmy się miejscami, które do tej pory nie były dla nas interesujące.

Rok 2016 przyniósł duże zmiany. Po raz kolejny musieliśmy zmienić podejście do zwiedzania. Niestety Zosia z powodów zdrowotnych musiała przejść na dietę bezglutenową i bezmleczną. Nie ukrywam, że było to dla nas trudne. Kilka miesięcy zastanawialiśmy się, co się dzieje i dlaczego nasze dziecko nie chce jeść. Metodą prób i błędów doszliśmy chyba do rozwiązania. Kilka miesięcy diety i obecnie nie mamy większych problemów z jej apetytem.

Zmiana nawyków żywieniowych to również zmiana w podróżowaniu, ale to już opiszemy w oddzielnym poście.

Mimo problemów udało się spędzić 2 tygodnie w Norwegii pod namiotem, gdzie czasami w temperatura wynosiła 8 ºC.

Poranek w namiocie.

Rutyna, codzienne pakowanie i rozpakowywanie „szpeju” na polu namiotowym.

Posty z norweskich fiordów, widzianych z namiotu znajdziesz tutaj. Wpisy z Norwegii

Nie ominęliśmy oczywiście gór, chociaż tym razem nawet zahaczyliśmy o Sudety w Polsce i Czechach.

Wisienką na torcie w październiku był wyjazd do Toskanii. wpisy z Toskani

Plany na nowy rok się tworzą. Nie mamy zamiaru rezygnować, chociaż przy charakterze naszej Zosi rodzina nas podziwia, że jeszcze nam się chce jeździć. Ale gdy podróże to twoja pasja to i tak prędzej czy później wrócisz do niej, bo to bardzo mocne uzależnienie

A więc nie rezygnuj i próbuj do końca, jeśli podróże to ważna część Twojego życia!

Share on Facebook21

LEAVE A COMMENT