Spływ Mekongiem z Tajlandii do Laosu – czyli tym razem podróż łodzią

Spływ Mekongiem z Tajlandii do Laosu – czyli tym razem podróż łodzią

Share on Facebook8

Podróż łódką rzeką Mekong z granicy Tajlandii do Laosu to jedna z tych atrakcji podczas pobytu w Azji o których się nie zapomina.

Dwa dni w łódce, rzeka, piękne krajobrazy ale również turyści z całego świata, którzy z nami podróżują. Co można robić przez ten czas? Jeść, pić świetne laotańskie piwo Lao Beer, oglądać brzeg rzeki i życie mieszkańców, rozmawiać ze współpasażerami i tak po prostu się ponudzić.

Granica tajlandzko-laotańska (Chiang Khong – Huay Xiay)

Ten niesamowity spływ zaczynamy na granicy Laosu w Huay Xiay. Docieramy tam z Chiang Mai beznadziejnym autobusem. Klimatyzacja na full i trzepie przez całą drogę Dodatkowo ledwo, co wyjeżdża pod górę. Plus jest taki, że posiada toaletę, choć dość obskurną oraz dostajemy małe butelki z wodą oraz paczkę ciastek. Normalnie wypas :).
Autobus jest pełen turystów i tak o 15 godz. dojeżdżamy do Chiang Khong. Kierowcy tuk tuków już czekają z wygórowaną ceną za parę kilometrów wiedząc, ze i tak nie mamy innego wyjścia. Przy brzegu Mekongu podbijamy pieczątkę wyjazdową i przepływamy łodzią długorufową na drugą stronę rzeki do Huay Xiay. Płynie z nami chyba z 20 turystów. Szybko idziemy wyrobić wizę. I już jesteśmy w Laosie.
Standardowo rozpoczynamy poszukiwania noclegu w przysłowiowej najniższej cenie. W pokoju tylko materac, ale łazienka jest z ciepłą wodą, więc nie jest źle. Chcemy wymienić pieniądze i kupić bilet na łódkę do Luang Prabang na jutro. Niestety pieniądze można zamienić tylko w banku lub w agencjach, lecz przelicznik jest bardzo zły. Dodatkowo do przystani jest za daleko, więc musimy kupić bilety w agencji. Najlepsze ceny proponuje guesthouse BAP – 240.000 kipów lub 30 $. Musimy płacić w $. Na przystani jest taniej ale nie mamy ochoty znów tuk tukiem jechać tylko po bilety. Pieniądze zamienimy dopiero następnego dnia w banku z samego rana.
Nocleg nad Mekongiem jest atrakcją samą w sobie. Całe życie Laotańczyków tutaj toczy się wokół rzeki.

Na granicy

Nad brzegiem Mekongu

I jesteśmy w łódce

Pakbeng

Następnego dnia z przyjeżdżają tuk tuki, które zabierają nas na przystań. Podbijamy pieczątki w paszporcie, dostajemy bilety i już jako pierwsi jesteśmy na łódce.
Łódź jest długorufowa z 2 rzędami bardzo twardych ławek. Miejsca jest na 80 osób a nas jest na pewno ponad 110. Mieliśmy wypłynąć, koło 10 ale udaje nam się dopiero koło 12. W końcu po co się spieszyć. Czas nie ma tu wielkiego znaczenia i trzeba się do tego przyzwyczaić.
My rozlokowujemy się na 2 miękkich siedzeniach z tyłu przy burcie.

Podróż jest bardzo przyjemna. Widoki fantastyczne. Przy Mekongu toczy się całe życie Laotańczyków. Widzimy wioski bambusowe, rybaków, ludzi piorących i kąpiących się oraz oczywiście dzieci. Podróż trwa 7 h. Gdy przypływamy do Pakbeng jest już ciemno. Okazuje się, że mieszkańcy już czekają na nas z ofertą swoich noclegów. Wybieramy ten, co jest niedaleko i z niezłym widokiem. Wodę gorącą dostajemy w misce podgrzaną na ogniu. Więc pachniemy jak kiełbaska z ogniska. Światło też gaśnie już o 22.00 bo w miasteczku są tylko generatory. Na szczęście w Laosie może kupić już bagietki i warzywa, więc możemy odsapnąć od ryżu.

Pakbeng na trasie

chwila relaksu

załadunek i w drogę

 

Luang Prabang

Jak zwykle pobudkę mamy bardzo wcześnie. Łukasz idzie robić zdjęcia a ja czekam na kociołek z ciepłą wodą. O 8.00 już jesteśmy przy łódce ale jak zwykle wypływamy później. Słonko świeci, robimy zdjęcia i tak przez kolejne godziny.
Oczywiście po drodze sytuacja się diametralnie zmienia. I tak po 4 h płynięcia łódka po prostu straciła ster :). Dobrze, że kapitan szybko się orientuje i cumuje przy skałach na samym środku Mekongu. Czekamy godzinę zanim nasz kapitan wraca z inną łódką. W tym czasie relaksujemy się na skałach, których tu jest wyjątkowo dużo w samym Mekongu. Druga łódka niestety holuje nas tylko do najbliższej wioski, aby tam wszyscy pasażerowie mogli przejść na kolejną łódkę.
Kolejne godziny mijają i już wiemy, że na czas na pewno nie będziemy w Luang Prabang. Zapada powoli noc. Dobrze, że choć księżyc jest w pełni. Robi się coraz zimniej a łódka nie posiada świateł. W sumie to po co 🙂 Kapitan i pracownicy starają się oświetlać drogę latarkami a nie jest to proste zadanie, gdyż dużo wystających skał jest w tej rzece. Trochę zaprząta nam głowę myśl, co by było gdybyśmy wpadli na jedną z nich? Katastrofa jak w Titanic’u  Co pierwsze ratować? Już widzę Łukasza ze wszystkimi swoimi aparatami w ręce :). O 19 dopływamy do przepięknego Luang Prabang. Cali i zdrowi 🙂

wioski na trasie

przymusowy przystanek z powodu awarii

jakoś może dopłyniemy…

Info praktyczne:

Rejs Mekongiem do Luang Prabang rozpoczyna się w Huay Xai w Laosie i trwa 2 dni. Na nocleg łodzie zatrzymują się w miejscowości Pakbeng. Cena rejsu zaczyna się od 220.000 kipów. za dwa dni. Bilet można zakupić na przystania le również w licznych tzw. hostelowych agencjach.

Share on Facebook8

LEAVE A COMMENT