Taj Mahal jako dowód miłości

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Być w Indiach i nie zobaczyć jednego z Cudów świata byłoby wręcz niewybaczalne. Tak przyznaje, widzieliśmy Taj Mahal wiele razy, ale nie na żywo i to trzeba było zmienić

Nasza podróż do Agry znowu trwała wiele godzin w pociągu z Waranasi. Bladym świtem wpadamy na dworzec i wszystko pięknie, jesteśmy na czas. Małpy skaczą po pociągach i okradają podróżnych. Szczury delektują się sadzawką i co chwilę czmychają w popłochu do sprytnie ukrytych kryjówek. Pan zamiatacz nabłyszcza peron a potem zasypuje jednego szczura w kanale! Ot ciekawostki.

Po dłuższej chwili wpada na peron mocno opóźniony pociąg Mahruda, który niczym nie rożni się od tego, który nas dowiózł z Deli do Waranasi. Niczym z zewnątrz, bo w środku to inna sprawa. Zaczynamy szorować naszymi krajowymi, mokrymi ściereczkami do twarzy czarne od potu i od podeszw siedziska. Całkiem nieźle sobie radzimy, niestety po pół godzinie do pociągu wpada starsza para i jestem zmuszony zmienić siedzisko na inne. I od nowa chusteczki idą w ruch! Noc mija całkiem szybko, na szczęście. Jedynie pojedynczo puszczane bezwolnie „bączki” i chrząśnięcia pasażerów przerywają sen, lecz tylko na chwilkę, bo zmęczenie daje nam o sobie znać i dalej spijmy błogim snem. Dojeżdżamy do Agry z dwugodzinnym opóźnieniem.

Agra
Wszechobecne małpiaki w miejscach publicznych nikogo tutaj nie dziwią.
Agra
Na skróty

Agra to miasto jak każde inne w Indiach, oczywiście zatłoczone i zanieczyszczone, ale nasz hostel ma świetny widok z dachu na Taj Mahal.
I to nam wystarczy.

Agra
Widok z dachu hostelu w którym się zatrzymaliśmy.

Jedziemy najpierw do Agra Fort. Wyjątkowo nam się tutaj podoba. Widok na Taj Mahal też jest niczego sobie. A sam fort niestety nie jest udostępniony w całości, gdyż wojsko ma tutaj swoją siedzibę. Fort należał do jednego z najważniejszych miejsc w świecie, panujących na terenie Indii Mongołów. Kolejni władcy zarządzali królestwem z tego miejsca.

Chcemy bardzo pojechać na drugą stronę rzeki Jamuny skąd roztacza się wspaniały widok na Taj Mahal.
Niestety czasy kiedy można było podejść do rzeki i z nie tak dużej odległości zrobić zdjęcia minęły. Tuż przy brzegu rozstawiona jest siatka a zastęp chyba 20 policjantów niby pilnuje. Trochę szkoda, bo poziom wody w rzece jest dość nisko i nie widać jej na zdjęciach, ale no cóż. W końcu policjanci mają jakieś zajęcie.

Agra
Widok z przed ogrodzenia- widokówki nie dla każdego 🙂

Wracamy do naszego hostelu. Od przyjazdu uwielbiamy wieczorne wyjścia na kolacje. Jak to świetnie, gdy nie trzeba gotować a ty za małe pieniądze najesz się dobrze i do syta. Podjadam Thali – na jednym talerzu ciapati, ryż, warzywa w sobie curry, ser a Agata Parathe – placek z warzywami i smażony ryż z serem i jajkiem.

Następnego dnia jest jeszcze ciemno i nieśmiało uchylam okno z przekonaniem, że ujrzę za nim gęsta mgłę. Miłe zaskoczenie. Gwiazdy, księżyc i wszystko jak na dłoni a w oddali widoczne budynki Taj Mahal, który jeszcze „śpi”. Udajemy się do południowej bramy. Jest cicho i spokojnie. Psy zwinięte w rogale, rykszarze pokryci kocami i kilku turystów człapie sennie przed nami. Troszkę inny obraz Indii niż ten, do którego przywykliśmy. Do bramy południowej mamy 5 minut spacerkiem, rykszarz spod koca wyszeptuje nam, że musimy się jednak kierować w stronę zachodniej bramy, bo tam są kasy czynne od godz 6.30. Jego wersje potwierdzają hindusi człapiący za nami. Krótki spacer, stajemy w kolejce, bilety oraz woda i szmaty na buty w ich cenie i tak już o 6.50 wchodzimy do Taj Mahal.

Taj Mahal
Muskane porannym słońcem.

Wspomnę o tym, że znowu moja Bronia (Bronica EC-TL) zawiodła. Temperatura zmroziła mechanizm lustra tak, że modły błagania i szlochania nie pomagały, nawet baterie wymieniłem i w akcie desperacji parę razy ją stuknąłem leciutko i pieszczotliwie! Na szczęście jeden fotograf z Niemiec, który również używał średnio-formatowego aparatu podszedł do mnie i powiedział, że jego mamiya rz67 również „zaniemówiła”- czyli jest szansa, że jeszcze na kliszy zrobię parę zdjęć. Po godzinie, gdy temperatura wzrosła do 10 C° strajk zawieszono i dokonałem parę fotek na slajdzie.
W kompleksie spędziliśmy 4 godziny a można i dłużej.

Taj Mahal, uznany za jeden z Cudów Świata, naszym zdaniem jest piękny. Niezwykłe jest to, iż kompleks jest dowodem miłości. Został postawiony przez Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę przedwcześnie zmarłej żony.

Kompleks składa się z głównej świątyni przykrytej ogromną kopułą oraz dwóch symetrycznych budowli po jej dwóch stronach. W rogach głównej świątyni stoją cztery minarety, z których muezin nawołuje do modlitwy. Budowla pokryta jest białym marmurem, który pięknie mieni się w słońcu. Dodatkowo marmur pokryty jest tysiącem kamieni szlachetnych, półszlachetnych oraz dekoracji z czarnego marmuru. Proporcje budowli, geometryczne wzory i kunszt wykonania są niezwykłe.

Ostatni raz byliśmy pod takim wrażeniem z powodu jakiejś budowli w Kambodży w Angkor Wat a więc potwierdzamy, że warto zobaczyć na żywo Taj Mahal.

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Amritsar czyli spokój w szalonych Indiach

Amritsar najświętsze miasto wyznawców Sikhizmu i stolica stanu Penjab była dla nas po wizycie w Waranasi najważniejszym miejscem w Indiach, które chcieliśmy zobaczyć.

Region Penjab znajduje się tuż przy granicy z Pakistanem. Stąd już niedaleko do Kaszmiru i Ladakhu nazywanego Małym Tybetem.
Ale wizyta w górach to już plan na inną podróż.

Podróż do Amritsar

Dojazd do Amritsaru był dla nas niezłą przygodą. 22 h z Jaisalmeru w 4 różnych autobusach pozostało w naszych pamięciach … na zawsze.

Amritsar
Autobus „delux” sypialny.

Pierwszy z autobusów (którym myśleliśmy, że dojedziemy bezpośrednio do celu) miał dumną nazwę de lux. Miejsca leżące jak w kuszetkach pociągu. Myślimy nie jest źle. Autobus rusza, a my wygodnie ułożeni i gotowi do snu. Niestety przed wyjazdem Agata pytała mnie co jeśli w autobusie będzie tak samo zimno jak w pociągu (podróż pociągiem jednej z najniższych klasy to już osobna opowieść) . Odpowiedziałem, że to niemożliwe bo szyby musiałyby się nie domykać, a raczej w tej klasie autobusów to rzadkość. Po 5 minutach podroży przekonałem się, że w Indiach wszystko jest możliwe!

Szyby się nie domykały z niewiadomego mi powodu. Próbowałem z całych sił, z pełną desperacją je zamknąć a one jak gdyby nigdy nic! Agata miała ciut lepiej izolowaną wnękę i ciut lepszy śpiwór. Pozwoliło jej to przetrwać całą noc bez jęczenia i modlenia się o poranne słońce! Ja nie wytrzymałem ciągłego powiewu zimnego strumienia powietrza i zszedłem na miejsca siedzące! Eh tylko że tam było jeszcze zimniej! Kilka okien uporczywie, konsekwentnie i powolutku po zamknięciu otwierały się ponownie! Lepiej na siedząco marznąc niż jak mumia w śpiworze bez możliwości obrócenia się.

Tak dotrwaliśmy do godz. 8 rano i pozostała jeszcze tylko godzina. Na szczęście złapaliśmy gumę i można było przy ledwo widocznym za horyzontem słońcu rozgrzać kości! Panowie jakby czytali w naszych myślach i nie spieszyli się za bardzo ze zmiana ogumienia! Po 45 min. ruszamy dalej. Ostatni nasz przystanek to Gangarangan– jak zwał tak zwał!
W miejscu tym turystów białych nie widziano od dawna, zresztą kto by się tu dobrowolnie pchał! My też chcemy stąd jak najszybciej zmykać. Kierujemy się do jednej z tzw. agencji przewozowej, aby zakupić bezpośredni bilet do Amritsaru. Ale Indie wciąż nas zaskakują. Panowie zza biurka ze stoickim spokojem informują nas że następny autobus do naszego celu wyjeżdża o 9 ale wieczorem! Krótka wymianie zdań i kierujemy się na lokalny dworzec. Po kilku minutach poszukiwania białego kruka mówiącego w języku angielskim wsiadamy do autobusu, który ma nas zawieść do miejscowości na K potem przesiadka w autobus do miejscowości na F a stamtąd to już bezpośrednio do Amritsaru! „Fajnie” pomyśleliśmy.

Amritsar
Ostatnie godziny w podróży do Amritsaru.

Dotarliśmy wreszcie do Amritsar i Złotej Świątyni, która przyciąga wyznawców Sikhizmu z całego świata, ale również turystów zafascynowanych tym miejscem.

Amritsar
Kompleks otaczający Złotą Świątynię.

Następnego dnia z samego rana udajemy się świątyni. W specjalnych szatniach zostawiamy buty i dostajemy obowiązkowe przykrycie na głowę. Jest bardzo zimno i bose stopy przymarzają do posadzki z marmuru.  Oczywiście są pasy dywanów, ale jak się chce zrobić zdjęcie – no cóż trzeba pocierpieć.

Amritsar
Szatnie gdzie należy pozostawić swoje obuwie przed wejściem do świątyni.

Złota świątynia w Amritsarze zgodnie z opowieściami spotkanego Sikha w Delhi, robi ogromne wrażenie.

Amritsar
Złota Świątynia

Jest to ogromne centrum Sikhów. Wszystko dla każdego odwiedzającego jest bezpłatne.
Ogromne szatnie przechowują tysiące bagaży i butów, kilka budynków mieszczą bezpłatne sale do spania i pokoje do wynajęcia za drobna opłatą, gigantyczna kuchnia wydaje codziennie ok 35 tys. bezpłatnych posiłków a autobusy dowożą wiernych z różnych stacji.
Każdy może się przyłączyć do pomagania np w kuchni lub szatni.

Amritsar
Kuchnia tętni życiem cała dobę. Można zgłosic się na ochotnika i poczuc niesamowita atmosferę tam panującą.
Amritsar
Expresowe mycie naczyń.
Amritsar
Sale w których wierni oraz goście otrzymują darmowy posiłek.
Amritsar
Na strawę liczyć każdy może.

Złota świątynia otoczona jest stawem Amrit Sarowar, w którym pielgrzymi z chęcią dokonują rytualnej kąpieli. Tylko w przeciwieństwie do Gangesu, staw jest codziennie filtrowany i czyszczony. Do świątyni umieszczonej na środku stawu prowadzi most guru. Świątynia jest cała ze złota, a w środku cały czas odprawiane są modlitwy zawarte w Świętej Księdze. Śpiewy słychać w całym kompleksie. Wieczorem wraz tłumem udajemy się do wnętrza świątyni.

Amritsara.
Niesamowity poblask odbijającego światła złota.

Ja siadam przy mężczyznach a Agata kobietach. Czekamy do 21.30 kiedy to wielka księga zostaje zamknięta i przeniesiona na noc w specjalne miejsce. Przygotowanie do wyniesienia trwa wyjątkowo długo. Wszystko jest zbierane, czyszczone, pieniądze są upychane do wielkich skarbonek. Sama księga przykryta jest chyba 15 sztukami materiału. Potem okrywana chyba 20 prześcieradłami. Oczywiście system składania jest bardzo precyzyjny i dość skomplikowany. Po tych wszystkich czynnościach księga wreszcie wędruje do lektyki i uczestnicy ustawiają się w kolejce, aby choć na chwilkę ponieść jedno z ramion lektyki.

Amritsar
Święta księga Sikhów.

Niesamowite jaki czuliśmy się spokojnie i dobrze w tym miejscu. Udało się nawet odpocząć trochę od Indii 🙂

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Waranasi – święte miasto śmierci

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki z Waranasi” contextual=”btn-success” size=”btn-default” link=”https://byle-na-chwile.pl/waranasi-smierc-nad-gangesem/”]

Waranasi miało być dla nas ukoronowaniem podróży po Indiach. Budzące zachwyt wśród turystów wzbudziło i w nas podobne uczucia. Miasto stanowi ważny ośrodek kultu dla wyznawców hinduizmu i buddyzmu. Przepływająca przez niego święta rzeka Ganges przyciąga jak magnes. Rytualna kąpiel w rzece oraz spalenie zwłok na ghatach (schody prowadzące do rzeki) są ważnym wydarzeniem w życiu Hindusów.

 

Waranasi miasto
Czas „płynie” powoli nad Gangesem
Waranasi miasto
Wagon klasy „sliper” czyli wygoda inaczej.

Ponad 11 godzinna podróż z Agry do Waranasi pociągiem klasy tzw. „niskiej”(sleeper) nareszcie się zakończyła. Noc była ciężka, kraty w oknach wagonów przymykane jedynie drewnianymi deskami przez które niemiłosiernie wdzierało się mroźne powietrze. Ciągłe szturchanie przez poszukujących wolnego miejsca na pryczy lub bezpośrednio pod nią.  Na szczęście obecny w naszym przedziale policjant z karabinem sprawiał, że czuliśmy się bardziej bezpieczni. Oby tak dalej.

Do Waranasi dojechaliśmy z opóźnieniem, pomimo tego wysłannik z guest house-u cierpliwie na nas czekał. Pierwszy raz zarezerwowaliśmy nocleg z wyprzedzeniem, ale bez przedpłaty i warto to zrobić w tak turystycznym miejscu jak Waranasi. Warto również jeśli zależy nam na fajnym miejscu, niedrogim i usytuowanym bezpośrednio nad gathami. Nasz hostelowy przewodnik prowadził  z zawrotną prędkością tuk-tuka przez zakorkowane miasto. Potem spacer, bo dalsza droga nie pozwalała na przeciśnięcie się w niej motoru z przyczepką. Co chwile musimy uważać na bardzo liczne kupy pozostawione przez spacerujące uliczkami „święte krowy”. A gdzie ta ich świętość w tych kupach? 🙂 Smród moczu wskazuje, że każda ściana to latryna i śmietnik zarazem.

Waranasi miasto
Wąskie uliczki Waranasi

Nasz hostel umiejscowiony jest tuż nad ghatami (schody prowadzące do rzeki Ganges i ciągnące się wzdłuż niej) i mamy wspaniały widok z balkonu i restauracji na dachu.

Waranasi miasto
Widok na Ghaty z naszego hostel-u

Szybki prysznic, śniadanie i udajemy się w stronę ghatów. W pierwszej kolejności idziemy w stronę Manakarnika Ghat, miejsca kremacji zwłok. Jest to najbardziej popularne miejsce nad Gangesem, gdzie palone są zwłoki i to przez 24h. Dla Hindusów kremacja nad świętą rzeką jest najważniejszym celem w życiu. Daje ona możliwość wyrwania się z ciągłego cyklu narodzin i śmierci.

Cała uroczystość robi wrażenie. Zwłaszcza, że po chwili palenia widzisz wyginające się części ciała. Popiół i resztki ludzkie wrzucane są do rzeki. Nie wszystkie rodziny stać na odpowiedni pochówek. Koszt drewna używanego do kremacji zwłok jest bardzo wysoki i tylko nieliczni mogą pozwolić sobie na komfort ułożenia odpowiedniej masy drewna na stosie.
Nie do końca spopielone ciała unoszone są nurtem w dół rzeki. Sami mieszkańcy miasta i pielgrzymi oczywiście nic sobie z tego nie robią, widok ten staje się częścią krajobrazu.  A Ganges nie na darmo otrzymuje tytuł najbardziej zanieczyszczonej rzeki świata. Wielokrotnie się  przekonujemy że tytuł ten na Hindusach nie robi żadnego wrażenia. Rytualna kąpiel, wykonywanie prania czy mycie zębów wodą z rzeki jest tak naturalne jak wschód czy zachód słońca. Nas pewnie sama styczność z tą wodą by powaliła aczkolwiek Łukasz miał ochotę się w niej obmyć, ostatecznie zabrakło ręcznika 😉

Waranasi miasto
Codzienność, zwłoki w ostatniej w podróży.
Waranasi miasto
Poranna toaleta w Gangesie

Spacerujemy dalej, ciągle nagabywani do zakupu czegoś, do ogolenia brody czy masażu dłoni. Wieczorem warto udać się na Ghat Dasaswamedh, gdzie odbywają się wieczorne modły (aarti). Ceremonie z ogniem wykonywane są przez brahminów.
Mamy szczęście bo dodatkowo jesteśmy w czasie wielkiego festiwalu, na który zjechali pielgrzymi z wielu stron Indii. Monotonna muzyka uspokaja i nawet ogromny tłum nam nie przeszkadza. Pielgrzymi puszczają świece na wodzie i poddają się rytualnej kąpieli. Uroczystości trwają do bardzo późna, a ogromna większość przybyłych na uroczystości wiernych rozkłada koce na płytach betonowych czy schodach wijąc sobie wygodne gniazdko, w którym doczekują do rana. Bezdomni i żebracy, którzy w ogromnej ilość zjechali do miasta, tego dnia nie mogą narzekać. Hindusi hojnie ich obdarowują jedzeniem i drobnymi pieniędzmi.

Waranasi miasto
Uroczystości na cześć księżyca
Waranasi miasto
Święto ksieżyca, obmywanie ciała w Gangesie, Waranasi

Następnego dnia jeszcze przed wschodem słońca zrywamy się z łóżek. Po chwili zbiegamy po schodach wprost w ramiona kajakarza o imieniu Papo! Zabiera nas w podróż wzdłuż ghatów świętych wód Waranasi. Wątły szczuplutki, subtelny mocarz wymachuje wielgaśnymi wiosłami w dłoniach. Poranna mgła nie pozwala w pełni cieszyć się wschodem słońca, liczymy że później się podniesie. Podobno od 2 tygodni tak już tu jest, ale jutro będzie „good”, zapewnia Papo! Płyniemy dalej. Coraz więcej pielgrzymów udaje się na rytualną kąpiel (pudźa). Poranek jest dość zimny ale to ich nie zniechęca. Trzykrotne pełne zanurzenie w wodzie i odmówienie modlitwy daje oczyszczenie.
Po półtoragodzinnym dryfowaniu schodzimy na ziemię. Spacerujemy dalej wzdłuż ghatów, gdzie toczy się codzienne życie mieszkańców.

 

Waranasi miasto
Poranne obrzędy religijne, Waranasi

Kolejny dzień spędzamy w „mieście”. Choć trudno to nazwać miastem. Przeciskamy się wąskimi uliczkami starając się nie wdepnąć w krowie miny i kałuże. Nadal nas zadziwia, że miejscowi nie mają problemów z chodzeniem bez butów. Nie myślę tutaj oczywiście o bezdomnych. Święte krowy albo grzebią w śmieciach albo się droczą zagradzając pieszym drogę, walczą z psami o swoje terytorium odwiedzają stragany i małe sklepiki z najróżniejszymi drobiazgami. Podobno taka krowa pokonuje około 20 km dziennie w poszukiwaniu jedzenia. Podobno codziennie pokonują te samą trasę odwiedzając te same domostwa, które obdarywują je świeżą strawą. A my po raz kolejny przechodzimy od jednego ghatu do następnego gdzie ciągle odbywają się kremacje (ghat Manikarnika czy ghat Harishchandra).

 

Waranasi miasto

Waranasi miasto
Tradycyjny pogrzeb, palenie zwłok, fotografowanie bezwzględnie zabronione, Waranasi

Po drodze jesteśmy świadkiem ogromnego prania ubrań oczywiście w wodach Gangesu. Jeden z mieszkańców postanowił zrobić praie na ghacie gdzie dokonywane jest palenie zwłok. Pewnie było mu najbliżej. Na głównym schodach- Dasaswamedh non stop gra muzyka, a pielgrzymów ciągle przybywa, na poranne obmyewanie i wieczorne uroczystości puri.  . Jest to również popularne miejsce wśród nowożeńców, gdzie wraz z całą rodziną schodzą schodami wprost do wód Gangesu by zasiąść w jednej z łodzi i odpłynąć.

Waranasi miasto
Panna Młoda, w oczach nie widać radości.

Przychodząc z rana można wziąć porządna kąpiel wraz z praniem, potem ogolić i ostrzyc się dokładnie, pomodlić, zjeść, odpocząć i tak może minąć cały dzień. I to wszystko w jednym miejscu. Waranasi zadziwia. A my wieczorem już wyjeżdżamy, a szkoda. Spacer po ghatach, mimo brudu i smrodu na długo pozostawi niezapomniane wspomnienia.

Waranasi miasto
Życie nad Gangesem „płynie” powoli

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki z Waranasi” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/waranasi-smierc-nad-gangesem/”]

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Indiach znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

miasto Waranasi zdjęcia

[pi_wiloke_button button_name=”Poczytaj o Waranasi” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/waranasi-swiete-miasto-smierci/”]

[pi_wiloke_button button_name=”Poczytaj o Waranasi” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/waranasi-swiete-miasto-smierci/”]