Udajpur – romantyczne, białe miasto Radżastanu i jego atrakcje

Udajpur zwane białym miastem czy Wenecją północy uważane jest za jedno z najpiękniejszych miast w Indiach.
Położone w stanie Radżastan, w górach Arawali, położone jest nad pięknym jeziorem Pichola. Miasto jest określane przez turystów przymiotnikiem romantyczne i rzeczywiście bardziej przypomina wietnamskie Hoi Ann aniżeli Delhi czy chociażby ostatnio przez nas zwiedzany Dżajpur.

Naszą drogę do Udajpuru pokonujemy nocnym pociągiem z Dżajpuru. Niestety nie to nam pozostanie w pamięci z tej 8 godzinnej podroży. Załapaliśmy się na miejsca w wagonie, który był koszmarnie zaniedbany. Żadne z szyb się nie domykały a niektóre mogły się tylko szerzej otworzyć. Na zewnątrz w nocy ok. 8-10 stopni, a temperatura odczuwalna jeszcze niższa. Podróż staje się nocnym koszmarem z którego ani się obudzić ani go zmienić. Przemarzliśmy bardzo więc tuż po przyjeździe kierujemy się na taras naszego hotelu aby w pełnym słońcu choć troszkę odmrozić niemile nocne wspomnienia.

 

Atrakcje miasta Udajpur

Pierwsze poranne wrażenia z obserwacji Udajpuru mile nas zaskakują. Miasto odróżnia się spokojnym charakterem od agresywnych kolosów miejskich jakimi były Delhi czy Dżajpur. Brak głośnych dźwięków klaksonów samochodowych, mniej naganiaczy sklepowych i uliczki czystsze, bardziej zadbane. Do tego mieszkańcy uśmiechnięci i nienachalni.

Miasto stało się znacznie bardziej atrakcyjne turystycznie po emisji słynnej części Jamesa Bonda z Sir Roger Moore’a z 1983 roku, której sceny były kręcone w kilku miejscach w mieście. Oczywiście nasz hotel jak wiele innych wieczorem w hotelowej restauracji pokazuje słynny film o agencie 007. Takiego seansu nie mogliśmy sobie odmówić.

 

Udajpur

Udajpur

Udajpur

 

 

Street art i sztuka Udajpuru

Zaczynamy swoje zwiedzanie od spaceru po wąskich klimatycznych uliczkach. Budynki mieszkalne ozdobione są malowidłami tutejszych artystów. Grafiki tworzone w charakterystycznym stylu radżastańskim przedstawiają różne symbole również religijne czy życie codzienne. Kolory są wyraźne a perspektywa tak stworzona, że wszystkie elementy obrazu są mocno wyostrzone. Warto w tym miejscu dodać iż cale miasto słynie głownie z malowidła miniaturowego na płótnie, jedwabiu i kości wielbłądziej. Zachęceni ściennymi arcydziełami odwiedzamy jedna ze szkol artystycznych (art school) która w rzeczywistości okazuje się rodzinna pracownia tego rękodzieła- robi wrażenie!

 

Udajpur street art

Udajpur street art

Udajpur street art

Udajpur street art

 

Jezioro Pichola

Popołudnie spędzamy w towarzystwie poznanego na platformie couchsurfing Nitina, który niestety nie mógł nas przenocować, ale spędził z nami kilka godzin w mieście. Umawiamy się pod główna świątynią w mieście. Szybko go rozpoznajemy i jedziemy na podobno najlepsza kawę w mieście. Siedzimy sobie nad pobliskim jeziorkiem i sączymy kawę z glinianych kubeczków.

Centralnie położone jezioro o nazwie Pichola przyciąga turystów, miejskie praczki czy amatorów wodnych przejażdżek. Białe zabytkowe budynki odbijają się w tafli tego niewielkiego akwenu wodnego. Liczni grajkowie na nieznanych nam instrumentów wygrywają hipnotyczne dźwięki.

Na samym środku jeziora znajduje się słynny Lake Palace, który obecnie jest  5-gwiazdkowym hotelem. Wcześniej ten piękny biały budynek z marmuru zbudowany w XVIII w. służył rodzinie królewskiej. Hotel pojawił się oczywiście w filmie Ośmiorniczka z James’em Bondem.
Na drugiej wyspie znajdującej się również pośrodku jeziora znajduje się kolejny pałac Jag Mandir słynący z pięknych ogrodów, w których rodzina królewska spędzała letnie miesiące.

Nitin zabiera nas jeszcze do muzeum lalek, gdzie oglądamy różne maski, lalki I postaci bożków oraz 10 min pokaz tzw puppet show. Nitin dzielnie udziela mi odpowiedzi na miliony pytań. Szkoda tylko, że spędziliśmy z nim tak mało czasu.

 

Udajpur jezioro Pichola

Udajpur jezioro Pichola

Udajpur jezioro Pichola

Udajpur jezioro Pichola

Udajpur jezioro Pichola

Udajpur jezioro Pichola

 

Muzyka i taniec w Bagore Ki Haveli

O 18.30 udajemy się jeszcze do Bagore Ki Haveli, gdzie co noc odbywa się przedstawienie taneczne. Bagore Ki Haveli obecnie mieści muzeum ale wcześniej pełniła funkcję rezydencji arystokratycznej. Przedstawienie odbywa się w wewnętrznym patio w tym budynku. (wstęp 150 rs/osoba + 150 Rs/aparat). Siadamy z samego przodu. Godzinny występ przedstawia poszczególne tańce z różnych terenów Radżastanu. Panie pięknie ubrane tańczą co z dzwonkami, dzbanami czy z ogniem wykonując przy tym bardzo skomplikowane ruchy. Na koniec furorę robi jedna z kobiet już w podeszłym wieku która z 9 dzbanami na wodę tańczy trzymając je jednocześnie na głowie. Niezła sztuka! Oboje stwierdziliśmy, że było naprawdę warto.

taniec radżputański Udajpur

taniec radżputański Udajpur

taniec radżputański Udajpur

taniec radżputański Udajpur

Pałac Miejski i świątynie miasta

Następnego dnia zwiedzamy kolejne atrakcje miasta. Idziemu jeszcze zobaczyć Pałac Miejski (wstęp 250r/os + 250 kamera/aparat). Jeden z największych kompleksów w Radżastanie z XVI w powstawał czterysta lat. W środku zobaczyliśmy wspaniale dekorowane sale ale oczywiście warto dostać się w najwyższe partie kompleksu aby zobaczyć panoramę miasto i widoki na jezioro.

Przechadzając się po mieście nie sposób przejść obok świątyń hinduskich i nie wstąpić do środka. Świątynia Jagdish położona jest w samym centrum miasta. Wysokie schody prowadzą do środka Przechodząc kilka razy koło tej ogromnej budowli słyszymy śpiewy z niej dochodzące. Wiemy, że musimy ją wreszcie odwiedzić. Okazuje się ze to nagranie płynące z głośnika ale w środku starszy pan przy akompaniamencie bębna z zachrypniętym głosem wyśpiewuje pieśni wielbiące bogów. Kilka jest nieziemski.

Na zakończenie dnia wybieramy się na przejażdżkę łodzią po jeziorze Pichola a miasto pięknie mieni się w blasku zachodzącego słońca.

pałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpurpałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpur

pałac miejski Udajpur

Moon Palac – pałac księżycowy

Decydujemy się zostać w Udajpurze jeden dzień dłużej. W końcu gdzie uda nam się na trasie tak odpocząć. To miasto chyba najbardziej się do tego nadaje Rano krążymy po dwóch stronach jeziora. Niespiesznie i trochę bez celu. Jedna knajpka na śniadanie, druga na kawkę. Po drodze jakieś zakupy. Tutaj sprzedają na prawdę piękne rzeczy. Szkoda że nie ma się tyle miejsca w plecaku.

Udajpur

Udajpur

 

Na zachód słońca wyruszamy do Moon Palac. Górujący na wysokiej skale pałac jest świetnym miejscem widokowym na miasto. Tutaj tez nagrywano sceny z filmy o agencie 007. Łapie my tuk tuka ( dwie strony z 2 h postojem 150 Rs). Oczywiście daleko przed wjazdem na górę rozstawiono bramkę, gdzie oplata jest pobierana. 160 Rs za osobę to dość wygórowana cena. Dodatkowo jeżeli chce się wyjechać samochodem to kolejna 100 Rs za dwie strony. Mamy poważny plan wyjść samemu. Ale po przejściu chyba z 2 km wiemy ze będzie za ciężko i jednak łapiemy samochód. Kierowca daje nam śmieszny czas pobytu 30 min. Oczywiście po krótkiej wymianie zdań ustalamy ze siedzimy min 1h do zachodu słońca. W końcu czekamy aż słonce zejdzie niżej i miasto lepiej będzie widać. Pałac niestety jest w opłakanym stanie. W środku nie ma nic. Sceny z filmy tylko były nagrywane z zewnątrz. A sam widok no cóż jest niezły.

Udajpur

Udajpur

Wracamy do hotelu i nasz pobyt w tym romantycznym mieście dobiega końca. Szkoda stąd wyjeżdżać…

Przeczytaj o innych ciekawych miejscach w Radżastanie (Dżajpur) i Indiach (Varanasi, Amritsar, Agra).

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Dżajpur – różowe miasto Radżastanu

Radżastan to kraina jak z baśni tysiąca i jednej nocy. Kolorowy i gwarny region pełen jest dawnych pałaców maharadży i fortów. Zapachy przypraw, kolorowe miasta i sari kobiet, a do tego niesamowita historia. Z tym kojarzy nam się to miejsce.

Naszą podróż rozpoczynamy w stolicy Radżastanu, różowym mieście Dżajpur. Miasto chociaż hałaśliwe i nie zachwycające, tak bardzo jak inne miejsca na naszym szlaku, lecz warte pierwszego spotkania z Radżastanem.
Miasto znajduje się około dwieście kilometrów od stolicy Indii – New Delhi dlatego wraz z Agrą stanowi miejsce licznie odwiedzane przez turystów.
Samo miasto ma ciekawą historię. Powstało od podstaw na półpustynnym płaskowyżu w XVIII w. przez księcia Jai Singha II, który był miłośnikiem nauk ścisłych. Miasto otoczone było wysokimi murami i podzielone na dziewięć części przez układ prostych i szerokich ulic. Nazwa każdej z nich wiązała się z tym co na niej było sprzedawane oraz nazwy kasty.
Różowe miasto Dżajpur, swój przydomek zyskało po wizycie w 1876 roku Księcia Walii dla którego mury budynków zbudowane z piaskowca przemalowano na kolor czerwony.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Dżajpur co warto zobaczyć?

 

Naszą podróż po mieście rozpoczynamy już na dworcu. Decydujemy się wynająć na cały dzień krwisto czerwonego tuk tuka, który obwiezie nas po najważniejszych atrakcjach. Sama podróż w naszym „ferrari” jest pełna przygód. Najciekawszym momentem wycieczki była niespodziewana kontrola drogowa naszego „czerwonego ferrari”. Dla naszych chłopaków z tuk tuka na pewno! Nasz kierowca nie zauważył ze jedzie pod prąd i zapomniał przy tym prawa jazdy. Pech, nie dość ze trafili na „hojnych” turystów z Polski, którzy chętnie odwiedzali przydrożne sklepiki i nic nie kupowali (prowizja z zakupów należny się kierowcy) to jeszcze 7 stów mandatu (ok.15 $). Zaznaczam że my zapłaciliśmy za całodzienne wożenie 4 stówy!

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Pałac Wiatrów – Hava Mahal

Znajdujący się w mieście pałac wiatrów wybudowany przez maharadżę Pratapa Singha w 1799 roku jest jednym z najbardziej zauważalnych zabytków Dżaipuru. Przy ruchliwej i jednej z głównych ulic zobaczymy wysoką koronkową fasadę posiadającą aż 593 małe okienka, która stała się jednym z symboli miasta. Fasada w rzeczywistości nie jest jedną ze ścian pałacu lecz pełniła inną funkcję. Zbudowana dla żon i kochanek maharadży miała ochraniać je od świata zewnętrznego ale również pozwalać na spoglądanie na miasto.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Świątynia małp – Galta Ji

Tuż za bramą Galta za wschodzie miasta zatrzymujemy się aby dojść do świątyni małp. Trasa wspina się w górę na tzw. Górę małp skąd przy zachodzie słońce obserwujemy panoramę miasta. Idąc dalej dochodzimy do świątyni hinduskiej, która składa się z kilku budynków, które wyglądają jak pałace i wciśniętych tuż przy skałach. Nie dziwimy się dlaczego nazywają to miejsce świątynią małp. Po drodze i w samej świątyni spotykamy tysiące makaków i chyba innych odmian małp. Nie wszystkie są przyjacielsko nastawione. Widać, że tylko się czają aby złapać coś do jedzenia. Staramy się pilnować mają oczy dookoła głowy.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Jantar Matar – obserwatorium astronomiczne

Maharadża był miłośnikiem astronomii i matematyki. Stworzone w Dżajpurze obserwatorium składa się z 16 obiektów dzięki którym można obliczyć azymut, wysokość n.p.m., obserwować pozycję gwiazd czy zaćmienie słońca. Maharadża zbudował jeszcze cztery inne obserwatoria w Delhi, Varanasi, Maturze i Ujjain.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Fort Amber

Po drodze do fortu Amber zatrzymujemy się na chwilę na trasie aby zobaczyć słynny Pałac na Wodzie  – Jal Mahal. Budowla zbudowana przez wspominanego już wcześniej maharadże stanowi przykład pięknego stylu radżpuckiego. Odnowiony budynek można zwiedzić.

Jedenaście kilometrów od Dżajpuru znajduje się obronny fort z kompleksem pałacowym zbudowany z żółtego piaskowca. Stanowił on siedzibę i stolicę Radżputów. Prace rozpoczęły się w XVI w. i trwały przez 150 lat do momentu przeniesienia stolicy do Dżajpuru. Sam fort robi duże wrażenie, usytuowany na zboczu gór pięknie oświetlony porannym słońcem, a nad nim króluje kolejny fort Jagardah. Ten drugi posiada mury obronne ciągnące się kilometrami po zboczach górskich. Wygląda prawie jak mur Chiński.,
W drodze do samego kompleksu mijają nas słonie z turystami na grzbiecie i zagabują nas jak zwykle niestrudzeni handlarze wszystkiego. Przejażdżka na słoniu dla niektórych turystów stanowi największą atrakcję. Nam wystarczy dojście na własnych nogach.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Więcej wpisów z Indii znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Nasze podróżnicze podsumowanie 2018 roku – najlepsze wspomnienia

 Kolejny rok kończy się i lubimy podsumować co się udało a co może nie do końca było po naszej myśli.

A, że piszemy bloga podróżniczego to post będzie oczywiście dotyczył naszego podsumowania podróżniczego.

Dla naszej rodziny był to naprawdę dobry rok. Może w życiu prywatnym nie udało się wszystkiego zrobić ale podróże, które są częścią naszego życia, były częste i bardzo zróżnicowane.

Nasz plan podróżniczy na ten rok zakładał po jednej podróży do Azji, Europy i Polski.

Chociaż jedno z nas pracuje na etacie spędziliśmy w podróży zagranicznej 47 dni i wiele dni w Polsce. Odwiedziliśmy 5 krajów i byliśmy 12 razy w powietrzu. Do tego oczywiście wycisnęliśmy wszystko z naszych weekendów. W całym roku tylko kilka z nich spędziliśmy w domu a reszta była aktywna i bardzo poznawcza.

Najlepsze wspomnienia 2018 roku?
Zobaczcie nasze podróżnicze podsumowanie.

Tegorocznych wspomnień mamy całą masę ale najważniejsze z nich to:

Kazachstan – góry, kaniony i przestrzeń

Kraj, który całkowicie nas oczarował i obecnie plasuje się w pierwszej trójce najlepszych miejsc, które do tej pory odwiedziliśmy.
Oczywiście podróż odbyła się z naszą 4-latką więc wyzwanie było jeszcze większe ale i tak było warto. Podróż była dla nas powrotem do przeszłości, kiedy zaczynaliśmy nasze podróże po Azji ponad 10 lat temu i nie było tłumów turystów,  nie było internetu, a z ludźmi po prostu się rozmawiało.

Do tego cudowna natura. Uwielbiamy góry, przestrzeń i spokój a tam znaleźliśmy tego pod dostatkiem.
Zakochaliśmy się w okolicy miasta Kegen, gdzie wioski schowane pomiędzy góry przyciągały nas jak magnes. Spędziliśmy czas nad licznymi jeziorami (Tuscol, Kandy), w środku kanionów (Księżycowy, Szaryński), nad wydmami czy w górach.

Dla nas ten wyjazd był najlepszym w tym roku a dużo opisów znajdziecie →KAZACHSTAN

Altyn emel śpiewająca wydma kazachstan
Chodzenie po śpiewającej wydmie okazało się nie lada wyzwaniem przy mocno wiejącym wietrze. Śpiewu nie słyszeliśmy- tak mocno wiało 🙂
Kanion szaryńśki z dzieckiem
Autko zostawiamy na krawędzi kanionu a wszystkie niezbędne rzeczy zabieramy ze sobą do Bungalow-ów
Saty Kaindy Kolsai
W dole mieścina Saty. Miejsce wypadowe do jeziora Kaindy i Kolsai.
Góry aktau jak dojechac transport
Piękne góry Aktau w Parku Altyn Emel.

 

Norwegia – fiordy, góry i plaże

To kraj, który odwiedzamy już od paru lat i będzie tak jeszcze długo. Oj cieszymy się, że mamy tam rodzinę 🙂 A Oslo znamy już bardzo dobrze.

W tym roku byliśmy dwa razy i pierwszy raz udało się podróżować podczas lata i zimy. Jak Norwegia to czas spędzamy aktywnie i cały czas na świeżym powietrzu.

Nocleg pod namiotem, wspinaczka na Priekestolen to były nasze plany na to lato i tą wizytę. Udało się, pogoda dopisała a widoki wbijały w ziemię. Do tego zawitaliśmy nad zachodnie wybrzeże na południe od Stavanger. Tam znajdziecie piaszczyste i szerokie plaże.

Zima w Norwegii to całkowicie nowe doznanie dla nas. Dzień jest krótki, pogoda zmienna, ale śniegu w stolicy nie brakuje. Wypoczywamy, jeździmy na sankach, smakujemy specjałów na jarmarku świątecznym ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie ruszyli dalej. Jedziemy na południe od Fredrikstad w stronę wysepek parku narodowego Ytre Hvaler. Cóż widoki i pogoda pierwsza klasa.

Więcej o Norwegii znajdziecie TUTAJ

Preikestolen z dzieckiem
Dwugodzinny trekking wynagradza wspaniałym widokami!
oslo co zobaczyć
Targ Bożenarodzeniowy a raczej festiwalowy w Oslo.
ytre hvaler ciekawe miejsca
Ytre Hvaler to park narodowy położony w południowo-wschodniej części Norwegii i Szwecji, który warto zobaczyć…zwłaszcza jesienią lub zimą gdzie natężenie turystyczne jest umiarkowane.
Oslo plaże fiord
W Oslo znajdziemy piękne nabrzeże z kilkoma kamienistymi plażami.

 

Malta – zabytki, plaże i słońce

Nowy kraj na naszej liście. Ruszamy we wrześniu chcąc jeszcze przedłużyć sobie lato. Jest gorąco, ale nie tracimy czasu i zwiedzamy dokładnie wyspy wynajętym samochodem, co samo w sobie już jest wyzwaniem.

Naszym punktem wypadowym jest Sliema ze wspaniałym widokiem na stolicę Valletta. Objeżdżamy wyspę ze wszystkich stron. Płyniemy łódką do jaskiń Blue Grotto, spacerujemy po klifach Diglii, podziwiamy starożytne miasto Mdina czy podziwiamy zachód słońca w nadmorskiej wiosce Marsaxlokk. Do tego odpoczywamy na licznych plażach jak: zatoka św. Piotra, Ramla, Złota zatoka.

Nie omijamy również wyspy Gozo, której surowy krajobraz, zabytki sakralne oraz małe wioseczki urzekły nas. Cały dzień przeznaczamy również na wycieczkę łódką na piękną wysypkę Camino, która słynie z krystalicznej wody w zatoce Blue Lagoon. Nasza mała podróżniczka również musi skorzystać z atrakcji i zabieramy ją do parku Popeye. Niesamowite miejsce stworzone na potrzeby filmu z bajecznymi domkami i licznymi atrakcjami dla dzieci.

Na deser zostawiamy sobie wizytę w najmniejszej stolicy Europy oraz trzech miastach. Valletta jest malutka, ale wygląda jak muzeum. Ilość zabytków jest ogromna. A spacer wzdłuż wąskich uliczek to sama przyjemność.

Malta
Klify Diglii…komentarz zbędny.
Park rozrywki Popeye, warto tam spędzić większa część dnia. Na pewno nie będziemy się nudzić!
Wyspa Camino wraz z plażą Blue Lagoon.
Wyspa Camino wraz z plażą Blue Lagoon.
Valletta blog podróżniczy
Valletta, setki uliczek, dobre jedzenie.

 

Izrael  – wiele religii i mnóstwo historii

Listopad w Polsce nie jest naszym ulubionym miesiącem. Szybka decyzja i uciekamy tam gdzie ciepło. Izrael od dawna był na naszej liście.

Podróż miała charakter bardzo sentymentalny. Dla nas Izrael to kraj bardzo różniący się od tych, które do tej pory widzieliśmy z powodu bardzo zagmatwanej historii. To wszystko spowodowało, że nie była to tylko podróż typowo turystyczna, ale z mocnym zabarwieniem politycznym w tle. Dla naszej Zosi, która jest bardzo dobrze zaznajomiona z historiami ze Starego i Nowego Testamentu wyjazd był bardzo ciekawy. Wszystkie miejsca były dla niej ciekawe i bardzo dopytywała się jaka z tym miejscem wiąże się historia. Bajki z cyklu Historie Biblijne zrobiły swoje 🙂

Po raz kolejny wypożyczyliśmy samochód i rozpoczynając od północy kraju przemierzyliśmy tereny Nazaretu, jeziora Galilejskiego, pięknej Akky i Hajfy. Nie ominęliśmy oczywiście fortecy Masady na południu i wykąpaliśmy się w Morzu Martwym.

Jerozolima najbardziej nam się spodobała. Klimat Starego Miasta, gdzie cztery religie się ścierają jest niesamowity. Ilość zabytków jest ogromna i kilka dni na zwiedzanie to za mało. Wibrujący i nowoczesny Tel Aviw był idelnym zakończeniem wyjazdu.

morze martwe jak dojechać
Morze Martwe, pływanie w kwasie solnym jest tak samo przyjemne jak i niebezpieczne.
Tani nocleg w jerozolimie
Jerozolima, panorama na stare miasto z naszego hostelu.
Twierdza Masada nad Morzem Martwym. Konieczny punkt w programie zwiedzanie i koniecznie wcześnie rano lub przed zamknięciem.
Tel Awiw, to dobre miejsce na odsapnięcie od tłumów i zgiełku ciasnych uliczek Jerozolimy

 

Polska – w domu zawsze najlepiej

Uwielbiamy podróże po Polsce. Z roku na rok odkrywamy coraz więcej. W tym roku ruszyliśmy znów na wschód, który nas już raz oczarował. Udało nam się spędzić długi weekend czerwcowy na Roztoczu. Chodziliśmy, kąpaliśmy się, jeździliśmy na rowerze i pływaliśmy kajakiem.
Był Roztoczański Park Narodowy, Czartowe Pole, Zamość, Susiec, Józefów i Krasnobród. Wypoczęliśmy i aktywnie spędziliśmy te parę dni.

Jadąc po raz kolejny na wschód nareszcie zwiedziliśmy piękne miasto Lublin a udało się to podczas międzynarodowego Festiwalu Sztukmistrzów. Nie zapomnieliśmy o wizycie w naszym ukochanym mieście Sandomierzu. Która to już wizyta? Oj trudno zliczyć.|

Cały dzień zwiedzaliśmy również świętokrzyskie miasteczka jak: Koprzywnica, Klimontów, Opatów oraz niesamowity zamek Ujazd.

W sierpniu po pobycie w Norwegii ruszyliśmy na zachód Polski. Dolny Ślask nadal jest dla nas nieodkrytą kartą ale z roku na rok chcemy spędzać w tym regionie więcej czasu. Teraz nareszcie zobaczyliśmy kościoły pokoju w Jaworze i Świdnicy, zamek Książ i Bolków, przespacerowaliśmy się wzdłuż kolorowych jeziorek w Rudawskim Parku Krajobrazowym oraz w pięknym mieście Świdnica, której starówka mnie całkowicie zachwyciła.

Nie bylibyśmy sobą, bez wizyty w polskich górach. Kolejne szlaki w polskich Beskidach za nami chociaż w tym roku ilość wyjazdów była mniejsza. Zosia rośnie i noszenie jej na plecach przez całą trasę już nie wchodzi w grę. Na szczęście już kilka szlaków prostych pokonała na własnych nogach. Oby tak dalej 🙂

Wycieczki jednodniowe podczas weekendów to nasza codzienność. Atrakcje Górnego Śląska w większości poznaliśmy ale jeszcze parę miejsc warto odwiedzić. Czas aby to spisać.

Wszystkie wpisy z Polski znajdziecie TUTAJ

szumy nad tanwią gdzie jechać roztocze
Jest tyle miejsc w Polsce które zachwycają.
Kajaki na roztoczu są bardzo popularną aktywna forma wypoczynku.
W trasie po Polsce zawsze nas coś zachwyci!
Festiwal sztukmistrzów w Lublinie, na tę imprezę warto zarezerwować cały dzień a nawet dwa!

A jak Wasze tegoroczne wspomnienia? Co najbardziej zapamiętaliście?

Jak zapowiada się rok 2019?

Nic nie planujemy … taki jest plan. Zobaczymy jak będzie.

Ten rok na pewno będzie inny 🙂


Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Saty i jezioro Kaindy czyli zatopiony las

Jezioro Kaindy niewątpliwie wraz z parkiem Altyn Emel, Kanionem Szaryńskim czy jeziorami Kolsai jest największą atrakcją południowo – wschodniego Kazachstanu.

Jezioro Kaindy (inaczej Kajyngdy) znajduje się w parku narodowym Kolsai na wysokości 1867 m n.p.m. Ma 400 metrów długości, a woda jest koloru turkusowego. Połączeniu krystalicznie czystej wody wraz wystającymi ponad jej taflę białymi świerkowymi kikutami, robi niesamowite wrażenie.
Jezioro powstało zaledwie w 1911 roku w wyniku trzęsienia ziemi. Spadające kamienie utworzyły naturalną zaporę w miejscu gdzie znajdował się las. Początkowo drzewa były całkowicie pod powierzchnią wody dopiero w 1980 roku lawina wodna zmniejszyła wielkość jeziora i tym samym pnie drzew zaczęły być widoczne nad powierzchnią wody.

Widok o poranku, zdecydowanie lepsze światło do fotografowania odnajdziemy po przeciwnej stronie jeziora.

W piękny słoneczny dzień, a taki właśnie mieliśmy, turkusowa woda w połączeniu z wystającymi pniami drzew wygląda jak nie z tego świata.

Oczywiście niska temperatura wody, zaledwie 6 stopni odstrasza, ale znajdują się chętni którzy zatopione konary drzew również chcą obejrzeć w ekwipunku nurka. A widok musi być dość niesamowity sądząc po zdjęciach obecnych w sieci.

Obchodzimy jezioro prawą stroną i widok z tej perspektywy bardziej nam przypada do gustu. W prawym górnym rogu brama jeziora do której po chwili dochodzimy.

 

Już przyjemniejsze światło do fotografowania. Zdjęcie z drona.

 

Widok z drugiej strony jeziora Kaindy.

 

Sami i szczęsliwi

Dojazd do jeziora Kaindy

Temat zasługuje na osobny paragraf, bo chociaż trasa z Saty ma tylko 12 km to trwa nawet ponad godzinę. Wyjazd na drogę prowadzącą do jeziora nie jest trudny. Tuż przy wjeździe do małej wioski Saty po lewej stronie za cmentarzem znajdziecie drogę szutrową, która prowadzi w górę, a przydrożny znak pokazuje, iż w tym kierunku znajduje się właśnie jezioro.  A droga no cóż, dziury, kamienie, rzeka i jeszcze większe dziury. Tempo 10 km/h. Do tego okazało się, że standardowa trasa przecina rzekę a jej część została zniszczona osuwiskiem. Pozostaje nam tylko jechać wzdłuż rzeki i dotrzeć do dalszej części drogi. Na szczęście jej poziom był niewysoki. Po 8 km podskakiwania na każdej dziurze dojechaliśmy do budki strażników, gdzie po opłaceniu wstępu niestety trasa się nie kończy. W pewnych momentach jest nieciekawie, ogromne kałuże i błoto i  nasz samochód choć 4 x 4 momentami mocno się poci!

Początek trasy do jeziora Kaindy, osobówka do rzeki da radę, potem nie polecamy.

Najlepiej idzie starym gazikom, które chętnie są wynajmowane przez turystów. Dojeżdżamy do parkingu ale strażnicy mówią, że możemy jechać jeszcze wyżej, gdzie również znajduje się parking. Trasa bardzo wąska ale na szczęście jesteśmy z samego rana i lekko poza sezonem.

Rzeczna trasa, trochę się napociliśmy i zjedliśmy nerwów w trakcie 15 minutowego przejazdu.
Szlaban przed wjazdem na teren jeziora. Przed nami jeszcze 2 km jazdy autem.

Z górnego parkingu, gdzie możemy odpocząć pod wiatami do jeziora prowadzi 10 min szlak. Schodzimy nad taflę wody, robimy kilka zdjęć ale dużo ładniejsze widoki uświadczymy obchodząc jezioro drużką prawej sronie. Niestety nie ma możliwości zrobić pętli wokół jeziora.
Po ponad 2 godzinach wracamy do wioski Saty, której okolica bardzo nam się podoba.

Rozpoczynamy mały rekonesans po okolicy. Za widocznym pagórkiem kolejny i kolejny. Saty.

Saty

Opis dojazdu do Saty jest równie ciekawy więc zdecydowanie nie możemy go ominąć w naszym opisie.

Z Kegen, w którym zabawiliśmy trochę czasu (zobacz jedno z najpiękniejszych dla nas miejsc w Kazachstanie) ruszyliśmy w stronę miejscowości Saty. Google maps pokazuje dwie trasy drogą A-351 (na Ałmaty) i potem P-16 albo no właśnie oznaczenia trasy nie znajdziemy ale droga w miejscowości Zhanalsh łączy się z drogą P-16. Mapy offline pokazują raczej tą pierwszą trasę.

My oczywiście nie chcieliśmy jechać trasą, której cześć pokonaliśmy wcześniej więc ruszyliśmy trasą bez numeru.

Odcinek od Kegen do Shyrganak posiada jako taki asfalt. Później jest coraz gorzej. Przez parę kilometrów jechaliśmy po utwardzonym piachu, gdyż trwały pracę drogowe. Po wyjechaniu na ponad 2000 m n.p.m. mamy tylko dziurawą drogę, ale za to widoki cudowne. Zatrzymujemy się bardzo często podziwiając ośnieżone góry, piękne zielone doliny i … cmentarze, które niesamowicie wyglądają wśród zielonych traw.

Trasa do Saty z Kegen jest niesamowita.
Trasa do Saty sie buduje..jeszcze kilka wiosen upłynie zanim to się stanie.

Na trasie pomiędzy Togyzbulak a Saty asfaltu coraz więcej i komfort jazdy znośny.

Saty jest małą wioską, która staje się bardzo popularna wśród turystów dzięki sąsiedztwu jezior Kaindy (o tym wspominałam powyżej ) oraz trzem jeziorom Kolsai. Niestety nie udało nam się ich zobaczyć z powodu lawiny błotnej, która całkowicie odcięła drogę dojazdową do jezior. Ale jeżeli będziecie na miejscu zdecydowanie polecamy.

Sami w fantastycznych okolicznościach przyrody.

Saty otoczone jest górskimi łańcuchami i poprzecinane korytem rzeki.  Jest świetną bazą wypadową w okoliczne góry. Nie ma tu szlaków. Po prostu ruszyliśmy przed siebie. Pokonując jeden  pagórek naszym oczom pojawiaj się następny i następny.. Do tego trafiło się małe jeziorko a wszędzie podziwialiśmy pasące się konie. Góry pięknie wyglądają, jakby falowały. Jesteśmy wiosną więc jest zielono, ale również brązowo. Najwyższe szczyty pokryte są jeszcze śniegiem.
Zakochaliśmy się w tym miejscu.

 

Informacje praktyczne:

Wstęp nad jezioro Kaindy – 740 KZT/os; 200 KZT/samochód

Nocleg w Saty tuż przy wjeździe za stacją benzynową, przy drodze po lewej stronie „u Szynara” – 10 000 KZT/os; posiłek – 1000 KZT/os

Nocleg oferują jeszcze inne rodzinne domy. My widzieliśmy trzy oznaczone nazwą ” gastinica”

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Kazachstanie znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Kegen i jego piękne okolice wraz z wizytą nad jeziorem Tuzcol

Wiedzieliśmy, że największe atrakcje południowo – wschodniego Kazachstanu nam się spodobają, ale nie wiedzieliśmy, że znajdziemy miejsca jeszcze piękniejsze (subiektywnie) i to nie na głównym szlaku turystycznym.

Czy każdemu tam się spodoba ? Tego nie możemy obiecać, ale my w okolicach Kegen odnaleźliśmy przestrzeń spokoju.

Naszą bazą wypadową była miejscowość Kegen. Nic o niej nie wiedzieliśmy. Nie była nawet w naszym planie. Jedyne co wiedzieliśmy to to, że chcemy zobaczyć jezioro Tuzcol, które znajduje się niecałe 20 km od granicy chińskiej i około 70 km właśnie od Kegen.

Po wizycie w Kanionie Szaryńskim ruszyliśmy w stronę granicy chińskiej nie mając pojęcia czy gdzieś po drodze uda nam się znaleźć nocleg. Większość turystów spała w miejscowości Szonża skąd robiła jednodniowy wypad nad jezioro (widzieliśmy tam dwa rozsądne hostele przy głównej ulicy). My na szczęście mieliśmy czas więc po prostu jechaliśmy przed siebie. Nas czas w żaden sposób nie gonił, ruszyliśmy więc dalej nie martwiąc się za nadto o nocleg czy pogodę.

Kegen znalazło się na naszej trasie. Niepozorne miasteczko, gdzie przy głównej ulicy toczyło się całe życie. Jeden plac zabaw, kilka kafejek, stacja benzynowa przy wjeździe…chyba zagościmy tutaj na dłużej. Wysokościomierz w zegarku wskazuje wysokość ok.1700 m n.p.m. Myślimy, parę pięter i śpimy na Kasprowym wierchu. Miasteczko otoczone ze wszystkich stron, oddalonymi o kilkanaście kilometrów ośnieżonymi górami.  Zostajemy, tylko ….Czy znajdziemy tutaj nocleg? Tak, tylko jeden zaszyty gdzieś w jednej z bocznych uliczek z napisem „Kegen”. Na próżno szukać go w internecie. Facjata hotelu odstrasza.  Szukamy dalej…na darmo! Wracamy pod nasz piekny Hilton 🙂 i dobrze!

Hotel Kegen.

W środku jest całkiem miło i bezpiecznie. Wybieramy nieduży pokój trzyosobowy. Toaleta w korytarzu i odpadające drzwi kabiny prysznicowej w komórce przy wejściu. Ale piękne okolice miasteczka, dostęp do wifi i bycie jedynymi turystami spowodowały, że zostajemy na trzy noclegi. W budynku mieści się centrala taksówek więc przygotujcie się, że telefon dzwoni non stop 🙂 (nocami taxi nie kursuje)

Metraż w sam raz.

No dobrze ale może wreszcie pokażemy Wam dlaczego tak tam fajnie.

Kegen z lotu ptaka…

Główna tętnica tego miasteczka…

Główna ulica miasteczka Kegen

Ciekawe czy ktoś kiedykolwiek zastosował się do tego znaku?

Przestrzeń spokoju…


 

Jezioro Tuzcol

Małe górskie jezioro znajduje się na wysokości 1950 m n.p.m. Nazwa jeziora oznacza słony. I to prawda bo jezioro jest mocno zasolone.
W zależności od pór roku może osiągnąć poziom zasolenia nawet jak w Morzu Martwym w Izraelu. Niestety nie próbowaliśmy czy będziemy swobodnie dryfować na powierzchni. Jest za zimno 🙂

Okolica jeziora jest przepiękna szkoda tylko, że nie możemy zobaczyć szczytów w Tien Shan – Khan Tengri (7,010 m) oraz Pobeda (7,439 m). Jezioro znajduje się na płaskowyżu, ale jest otoczone przepięknie pofałdowanymi górami. Całą drogę od wioski Karasaz nie spotykamy nikogo. Nad samym jeziorem oprócz pasterza na koniu, który wypasał swoje owce nie było nikogo i niczego. Niesamowite, że takie miejsce z takim potencjałem jest nadal nieodkryte. Na miejscu karmimy się widokami i pieścimy uszy ciszą.

Dojazd do Jeziora Tuzcol od Kegen

Pędzimy nad Tuzcol.

i jest….

Jezioro Tuzcol

w takich okolicznościach przyrody chciałoby się zostać jak najdłużej…

Cisza…i cisza.

Napotkany samotny pasterz…




Jak dojechać?
Z Kegen jedziemy drogą A-351 w kierunku do miejscowości Narynkol. Po 35 km odbijamy na północ w drogę podziurawiona jak ser szwajcarski. Dojeżdżamy do wioski Karasaz. Tutaj mamy problemy gdzie jechać, ale miejscowi pomagają chociaż nie wszyscy wiedzą o czym mówimy, bo co dla nas jest atrakcją dla nich jedynie jeziorem otoczonym pastwiskami. Byli całkiem zdziwieni widząc naszą trójkę, pewnie się zastanawiali co nas tutaj przygnało. Przejeżdżamy przez wioskę, na końcu której znajduje się most i zaczyna się droga szutrowa. 10 km i dojeżdżamy na miejsce. Po raz kolejny nie wyobrażam sobie przyjechać tutaj bez samochodu 4×4 po deszczu. W okresie suchym osobówka da radę. Staramy się objechać jezioro ale dla naszego samochodu w pewnych miejscach jest dość grząsko.
Od Kegen nie znaleźliśmy żadnego miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść ale na szczęście znów kuchenka i własny zapas jedzenia się przydał.
Objeżdżamy jezioro od północy i dalej drogą szutrową kierujemy się w stronę miejscowości Tekes na drogę A-351.

Aktasy

Nawet nie wpisujcie w Internecie bo i tak nic nie znajdziecie. Aktasy to mała wioseczka oddalona 20 km od Kegen. Jadąc w stronę jeziora Tuzkol drogą A-351 odbijamy na trasie w lewo po 12 kilometrach.
A po co tam jechać?
Dla widoków. My byliśmy zachwyceni. Dojeżdżając do wioski po drodze podziwiamy piękną dolinę, która ciągnie się wzdłuż drogi a w niej rzeka, która płynie tak jak matka natura tego chciała. Wije się to w lewo to w prawo. Natomiast sama wioska to kilka krótkich szutrowych dróg, ale widok z okolicznych gór niesamowity. Jest położona jeszcze wyżej niż Kegen. Zresztą sami zobaczcie.

Lokalizacja Aktasy

Ładnie co? W przewodnikach cisza…Aktasy!

Wjeżdżamy…Aktasy.

Podróże smakują lepiej razem! W tle Aktasy.

Okoliczny cmentarz. Aktasy.

W oddali Aktasy.


Karkara

Jadąc w kierunku granicy z Kirgistanem drogą A-362, która znajduje się zaledwie 40 km od Kegen mijamy wioskę Karkara. Wioska bardzo biedna patrząc na obejścia domostw. Znów kilka ulic. Płoty sklecone z wszystkiego co dla nas byłoby jedynie odpadem przemysłowym bo każdy kawałek drewna jest na miarę złota. Mieszkania buduje się tutaj ze starych stołów szaf, a sztachety w płocie ciężko uświadczyć.  Wioska otoczona z jednej strony piękną doliną rzeki a z drugiej  wyższymi partiami gór gdzie możemy znaleźć „słoną” rzekę. Dojazd do niej zajął nam dość trochę czasu. Oczywiście nie ma żadnych znaków. Jedynie kierowaliśmy się włączonym gps’em i niewyraźnym śladem rzeki na satelicie mapy google. Nie polecamy trasy po deszczach bo raczej oprócz pasterzy lub psów nie spotkacie nikogo.

Może je kiedyś napotkacie…Karkara

Karkara i meczet.


Dojazd do solnej rzeki od Kegen

Droga do słonej rzeki.

I jesteśmy…jazda dalej robi się niebezpieczna…

To nie śnieg.

Buleksaz, Shyrganak

Wioski tym razem nie są naszym celem, ale droga od Kegen do nich jest warta zatrzymania się i to nie raz. Piękne ośnieżone góry w oddali i znów cudowna dolina z rzeką. Nie ma co opisywać zdjęcia oddadzą to piękno.






   

i Krotki filmik z okolicy Kegen

Informacje praktyczne:
– nocleg w Kegen – 7000 KZT
– jedzenie w restauracjach: jedliśmy w trzech miejscach: Kafe Khan Tengri, w „barze” mlecznym przy głównej ulicy oraz po drugiej stronie ulicy od naszego „hotelu”

Więcej wpisów z Kazachstanu znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Kanion Szaryński i Księżycowy – wielkie kaniony Kazachstanu

Minęły dopiero trzy dni w Kazachstanie a my doświadczyliśmy tu tak wiele.. Park Altyn Emel zrobił na nas duże wrażenie, ale wiedzieliśmy, że przed nami miejsca równie lub bardziej interesujące. Kolejnym cudem natury na naszej drodze jest Kanion Szaryński czyli taki Grand Kanion ale w mniejszej skali.

Opuszczając Basshi z samego rana wyruszamy dalej w stronę Żarkientu drogą A-353. Trasa znów piękna. Góry i stepy. Niesamowite tylko jak te kolory się zmieniają. Ciekawe czy tylko nam tak się podoba :).





20 km przed Żarkientem skręcamy na południe i krajobraz nagle się zmienia. Już nie ma gór tylko sam step. Trasa do Szonży jest mniej urozmaicona, dzięki temu aparat może odpocząć a my nadgonić trasę. Na miejscu dobrze zaopatrzyć się w jedzenie i wodę. W Szonży, jest kilka dobrze zaopatrzonych sklepów z jedzeniem oraz kilka tanich hosteli a my na wszelki wypadek szukamy noclegu gdybyśmy zdecydowali się tam wrócić.

Kierując się drogą A-352 po 30 km dojeżdżamy do znaku, który informuje o skręcie do Kanionu Szaryńskiego. Trochę jesteśmy zaskoczeni bo byliśmy przekonani, że wjazd jest tylko od drogi A-351. Bardzo nas to cieszy bo zaoszczędzamy kilkanaście kilometrów.

Znak obwieszczający, że Kanion Szaryński juz niedaleko.

Szlaban oraz budka strażników tuż przed wjazdem do Kanionu Szaryńskiego.

Wraz ze skrętem dobra droga się kończy, obyci z drogami szutrowymi pokonujemy ją w niezłym tempie.
Wjazd do kanionu jest płatny. Kilka formalności i już jesteśmy za szlabanem.
Najpierw podjeżdżamy nad krawędź kanionu aby zorientować się gdzie należy zjechać. Trasa w dół do kanionu, co tu dużo mówić, jest straszna. Pionowa z ogromnymi dziurami. Podejmujemy próbę ale w ostatniej chwili wycofujemy się, gdy widzimy jak samochód ześlizguje się i przechyla na boki. Napęd 4 x 4  nie pomoże a świadomość że auto jest wypożyczone nie zachęca do ryzyka. Rónież wyłysiałe opony nie wróżyły sukcesu w podjeździe tą stromą ścieżką. Samochody ze zdecydowanie wyższym nadwoziem dadzą radę.
Nieudany zjazd nie zniechęca nas, bo i tak wiemy, że chcemy zostać w kanionie na noc. Samochód zostawiamy na krawędzi, pakujemy jeden plecak, Zosia do nosidła i schodzimy na dno kanionu.

Kanion Szaryński w pełnej krasie.

Dlaczego Kanion Szaryński jest jedną z najważniejszych atrakcji Kazachstanu?

Kanion Szaryński a właściwie Dolina Zamków. Ciągnie się na długości 120 km i ma aż 12 mln lat. Został wyżłobiony przez rzekę Szaryn. Szerokość waha się od 20-80 metrów a wysokość od 80 do 300 metrów. Podążając nim możemy podziwiać ciekawy formy zbudowane ze skał podatnych na działanie wody, wiatru i temperatury. Kolor skał jest pomarańczowo – czerwony i zmienia odcienie w zależności od padających promieni słońca.
Dolina Zamków ma ok. 3 km a na końcu tuż przy rzece Szaryn znajduje się utworzony tzw. Eco Park, w którym można przenocować
i zjeść.
Dla turystów do spania przeznaczone są bungalowy; tradycyjne kazachskie jurty oraz pokoje w budynku, które są zdecydowanie dobrym rozwiązaniem w przypadku zimniejszych miesięcy.

Byliśmy jedynymi turystami w Eco Parku. Ja z Zosią spędziliśmy czas nad rzeką rzucają kamyczki a Łukasz cieszył oczy robiąc zdjęcia Kanionu przy zachodzącym słońcu, co najlepiej oddaje jego piękno.
Nasza noc odbyła się w bungalowie. Mieliśmy szczęście z pogodą bo nie zmarzliśmy w nocy. Spotkane kilka dni później turystki w Saty dość mocno już odczuły w kanionie niższą temperaturę. Na następny dzień, po śniadaniu na tarasie, wyruszyliśmy w drogę powrotną na krawędź kanionu.

Wyjeżdżając za szlaban strażników mogliśmy wybrać tę samą drogę albo jechać na południe, 12 km do trasy A-351, która jest wybierana przez turystów jadących z Ałmaty. Praca na stepie idzie pełną parą i pewnie za rok będzie w tym miejscu już droga asfaltowa.

Czy warto zobaczyć Kanion Księżycowy (Żółty)?

Będąc już na trasie A-351 warto odbić w stronę Kegen aby zobaczyć jeszcze inny kanion. Kanion Księżycowy (Żółty) obserwowaliśmy z góry jak również chodziliśmy jego dnem. Dojazd nie jest taki łatwy bo niestety nie ma nigdzie znaków ale dzięki temu jest tam cicho
i spokojnie.
Turystów jak na lekarstwo w porównaniu ze sąsiednim Kanionem Szaryńskim. Uważajcie tylko na te trasy po deszczach. Błoto będzie obfite, a w pobliżu trudno znaleźć kogokolwiek.

wskazówki dojazdu NAD Kanion google maps

Wskazówki dojazdu na DNO Kanionu google maps

 Dojazd na Kanion Księżycowy. Jakieś 100 m. po lewej od punktu oznaczonego na mapie znajduje się ścieżka równoległa Dojazd ,,na” Kanion. Szczegóły w linkach powyżej zdjęcia. Wystarczy, że zainstalujecie google maps i ściągniecie mapę rejonu i korzystacie z niej offline jeśli nie macie karty kazachskiej.

 

Ścieżka wjazdowa (po lewej) na Kanion Księżycowy, po około 5 km dojeżdżamy do kanionu.

Ścieżki ciąg dalszy, w oddali skały kanionu.

Przed spacerem na sypkich skałach kanionu, posilamy się terenowym posiłkiem.

Nieopodal wypasające owce i konie.

Kanion Księżycowy nie bez powodu jest nazywany również Żółtym. Skały i tworzone przez nie formacje są żółte i pięknie mienią się w słońcu.  Jak już pisałam wcześniej Kanion zobaczyliśmy z „dołu” i „góry”.
Jadąc z Kanionu Szaryńkiego po przejechaniu przez most na rzece Szaryn, jeżeli chcemy zobaczyć dno Kanionu Księżycowego, należy skręcić w lewo w niepozorną drogę szutrową tuż przed następnym skrzyżowaniem z drogą na południe. Natomiast aby zobaczyć Kanion z góry wystarczy pojechać dalej i za skrzyżowaniem kolejna droga szutrowa, która odbija w lewo doprowadzi nas na krawędź.

Ścieżka doprowadzająca do dna Kanionu Księżycowego.

Już niedaleko…

Wyruszamy na mały rekonesans dolinami kanionu.

 


Droga dnem kanionu kończy się przy rozległej dolinie. Jest to fajne miejsce biwakowe. My przekroczyliśmy mały strumyk i weszliśmy głębiej w Kanion. Trasa nie jest oznaczona więc po prostu szliśmy przed siebie. Po kilkunastu minutach kanion stawał się coraz węższy aż ścieżka w większości była zasypana. To był już sygnał dla nas do powrotu.
Widok z góry pokazał rozmiary kanionu i był jest on naprawdę imponujący. Zeszliśmy trochę między skały ale trzeba uważać bo są bardzo kruche. Jest możliwe zejście w dół na dno Kanionu ale tego nie wypróbowaliśmy z tej strony.

Podoba Wam się?

 

Informacje Praktyczne:

wstęp do Kanionu Szaryńskiego 750 KZT/os + 200 KZT za samochód
nocleg w Eco Parku – bungalow 7000 KZT/os; jurta – 40 000 KZT/za całości-pomieści 12 osób; pokój – 10 000 KZT/os
strona parku Kanionu Szaryńskiego www.charyn.kz

Więcej wpisów o Kazachstanie znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Park Altyn Emel w Kazachstanie – Śpiewająca Wydma i góry Aktau

 Zastanawiając się nad wyjazdem do Kazachstanu przed oczami pojawiały mi się tylko obrazy ciągnącego się po horyzont stepu oraz stolicy Astany wybudowanej praktycznie od zera właśnie na stepie. Góry raczej kojarzyły mi się tylko z sąsiednim Kirgistanem.

Zgłębiając temat jednak doszliśmy do wniosku, iż tereny w tzw. obwodzie ałmatańskim są niezwykle ciekawe. Wydmy, jeziora i kaniony. Oczywiście step też zobaczymy, ale otoczony pięknymi górami.
Plan na Kazachstan mieliśmy wstępnie ustalony, ale wiedzieliśmy, iż w trasie wszystko możemy zmienić.

Na pierwszy punkt obraliśmy sobie park Ałtyn Emel, który jest jedną z głównych atrakcji w Kazachstanie.
Park powstał w 1996 roku i od 2002 roku jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Teren parku to obszary pustynne, półpustynne i stepowe, ale otoczony górami oraz doliną rzeki Ili i jeziorem Kapszagaj. Ilość opadów w ciągu roku nie jest duża.

Droga do Altyn Emel

Nie czekając już następnego dnia po przylocie, gdy wszystkie formalności związane z wynajmem samochodu, zakupem kuchenki, gazu i zrobieniem zakupów zostały dokonane, ruszyliśmy przed siebie.
Przedzieranie się przez Ałmaty nie było najprzyjemniejsze, ale to już w oddzielnym poście. Po wyjeździe z miasta czekała nas jazda dość dobrą autostradą z trzema pasami. Ruch nie za duży więc trochę monotonnie ale bardzo przyjemnie pokonujemy kolejne kilometry. Pierwszy postój zrobiliśmy w okolicy tamy na jeziorze Kapszagaj. A samo miasto o tej samej nazwie to takie azjatyckie Las Vegas. Miasto uciech i hazardu, gdzie kolejne kasyna wyrastają jak grzyby po deszczu. Mała uwaga- przejeżdżając przez to cudo kiczu warto zwolnić, pewnikiem będzie że znad horyzontu pojawi się w najmniej oczekiwanej chwili milicjant który z chęcią wlepi nam mandat za prędkość czy brudny samochód.
Dalej podążamy autostradą A3 do miejscowości Saryozek, później dobra droga powoli się kończy ale widoki stają się coraz lepsze. Przejeżdżamy przez przełęcz górską i kierując się w stronę wioski Basshi (Kalinino) teren stepowo – górski otacza nas ze wszystkich stron.

Altyn Emel
Okolice Basshi, miejsce wypadowe do parku Altyn Emel.

 

Park Altyn Emel – Śpiewająca Wydma

W Basshi jesteśmy już późnym popołudniem, ale wszystkie formalności związane z wjazdem do parku następnego dnia, udaje nam się załatwić. Bilety do parku zakupimy w domu strażników. Próbujemy znaleźć jakiś nocleg w wiosce, ale oprócz hotelu i domu do wynajęcia za siedzibą strażników nikt więcej nam nie poleca.

Altyn Emel
Dzieciaki w miejscowości Basshi

Następnego dnia wyruszamy już o 7 rano. Turystów jest dosłownie kilku, ale i tak wolimy być na miejscu jak najszybciej. Kierujemy się na południe od wioski Basshi i po kilkunastu metrach dojeżdżamy do znaku, który pokazuje w którym kierunku należy udać się do „Śpiewającej Wydmy” albo Gór Aktau.
Zaczynamy od wydmy, bo trasa krótsza chociaż to i tak około 50 km. Zanim wjedziemy do parku dojeżdżamy jeszcze do kolejnego punktu kontroli. Obowiązkowo nasze bilety są sprawdzane przez strażnika i jeżeli wszystko pasuje szlaban zostaje podniesiony (nie ma możliwości ominąć szlabanu bez obecności strażnika- to tak dla ciekawskich).

Śpiewające wydmy altyn emel
Punkt kontrolny przed wjazdem na trasę do śpiewających wydm.

A przed nami piasek, step i żwir. Trasa to żwirowo – szutrowa droga z licznymi koleinami. Na początku jechaliśmy bardzo wolno, ale zdecydowanie lepiej prowadziło się pojazd z prędkością 60-70 km/h. Samochód po prostu prawie frunął 🙂 Taka prędkość pozwala mu w miarę komfortowo sunąć po poprzecznych szczelinach.

Altyn Emel
Przed nami 50 km ciężkiej szutrowej drogi

Po drodze kolejny szlaban, gdzie pani z malutkim dzieckiem, mieszka pośrodku niczego. Odbijamy w stronę kamieni ustawionych jak miniatura Stonehange pośrodku pustkowia i wracamy na główną trasę. Po około 30 minutach przed naszymi oczyma ukazuje się ogromna wydma w pięknym żółtym kolorze. W rzeczywistości są to dwie wydmy o wysokości 120 m i 150 m.

Altyn Emel
W oddali nasz cel.

Na miejscu okazuje się, że wiatr nie pozwala nam wyjść na najwyższą wydmę. Czujemy się jak podczas burzy piaskowej, ale nic z tego idziemy na niższą tuż obok i widoki z niej są równie pięknie. Na szczęście biegi i zjazd na tyłku z góry jest zaliczony.
Nie udaje nam się usłyszeć charakterystycznego „śpiewu” czy „dudnienia” wydmy, bo  wiatr jest za silny. Odgłosy, które można jednak usłyszeć trwają nawet do kilku minut i są spowodowane tarciem drobinek piasku o siebie. Samo wyjście na wydmę może zająć nawet 40 minut lub więcej, ale na pewno warto.

https://www.facebook.com/bylenachwile/videos/2025572410809359/

Altyn Emel
Altyn Emel

Altyn Emel
Altyn Emel
Altyn Emel

Park Altyn Emel – Góry Aktau

Wracamy z wydmy do wioski Basshi, aby zatankować na głównej trasie. Czeka nas ponad 160 km więc bak musi być pełny. Kierujemy się na południu mijając dwie małe wioski. Na końcu ostatniej Aktobe prosimy o pomoc miejscowych, bo dróg jest wiele. Podążamy dalej prosto i po parunastu metrach znajdujemy znak. Dopiero wtedy jesteśmy pewni, że jedziemy w dobrym kierunku.

góry Aktau
Którą drogą za wioską? Ta najbardziej po prawej

80 km w góry Aktau (zwane Białymi) po szutrowej drodze to spory dystans. Droga nam się dłuży, ale po około trzech godzinach docieramy. Na małym „parkingu” z kilkoma wiatami jesteśmy sami. Najpierw gotujemy obiad i z pełnymi brzuchami wchodzimy w góry, kierując się drogą pośrodku kanionu. Kiedy zwęża się coraz bardziej wychodzimy z niego i gładko pofałdowanymi grzbietami spacerujemy po kolorowych zboczach. Góry są piękne. Mają piaskową strukturę przekładaną białymi kryształkami. Kolory pastelowe jak czerwony, pomarańczowy, żółty i oczywiście biały mienią się w słońcu. Na miejscu spędzamy dwie godziny a w drodze powrotnej skręcamy w stronę wzgórza Katutau. Ale uprzedzam droga jest jeszcze gorsza i trzeba zdecydowanie zwolnić, bo kamienie są w wielu miejscach. Na miejscu zobaczymy skały wulkaniczne w kolorze purpurowym. Nie robi to już aż takiego wrażenia jak góry Aktau, ale warto samemu się przekonać.

góry Aktau

góry Aktau


góry Aktau
góry Aktau
góry Aktau
góry Aktau    góry Aktau

góry Aktau
góry Aktau
góry Aktau
góry Aktau

góry Aktau
góry Aktau

góry Aktau
Widok z góry

góry Aktau

góry Aktau

Park Altyn Emel – kurchany Besshatyr i Terekty petroglify

Początkowo nie mieliśmy w planach zwiedzić ostatniej trasy w parku Altyn Emel, ale czas się znalazł i zdecydowaliśmy się wyruszyć z Almaty na jeden dzień w stronę rzeki Ile oraz do parku Altyn Emel.
Najpierw jedziemy w stronę rzeki Ile, która jest piękna i od Kapszagaj do petroglifów Tamgały Tas jest 40 km. Mapy google poprowadziły nas między polami a później droga niestety schodziła mocno w dół z licznymi kamieniami. Pasażerowie osobówki, która podążała za nami nie zdecydowali się zjechać. Na szczęście później znaleźliśmy inna trasę bo chyba bym tego nie przeżyła 🙂
Przy samych petroglifach odbywał się obóz wspinaczkowy. Okoliczne górki mają fajne trasy skałkowe. Petroglify, które znajdujemy to tylko obrazki buddyjskie wykonane w XVII w. oraz rysunki naskalne wykonane na potrzeby filmu „Nomad” Po drugiej stronie dostrzegamy również specjalnie stworzoną fortecę na potrzeby filmu. Rzeczywiście wygląda to niesamowicie.

rzeka Ile
rzeka Ile
rzeka Ile
forteca z filmu „Nomad”

rzeka Ile
rzeka Ile

Wracamy w stronę Kapszagaj i odbijamy na północ do Shengeldy. Na miejscu sporo czasu nam zajęło, aby dowiedzieć się dokładnie w którym kierunku mamy jechać. Mieszkańcy z okolicznej wioski też nie mieli o tym pojęcia. Trasa nie jest bardzo turystyczna. Po drodze spotkaliśmy tylko kilka osób.
Czy polecamy? My nie, pamiętam jak żałowaliśmy, ale nie dojechaliśmy do samych kurchanów Besshatyr (około 30 ziemnych kopców-grobowców z epoki żelaza) tylko do petroglifów. Cała trasa od Shengeldy to 80 km. Nie wjedziemy do parku bez opłaty za wstęp uiszczonej w Almaty lub Basshi. My o tym nie wiedzieliśmy. Strażnik widząc że jesteśmy z dzieckiem i byliśmy o 16 zlitował się nad nami i wraz z nami pojechał do petroglifów. Od momentu zjazdu z trasy, 10 km pokonuje się w max 10-20 km/h. Droga najeżona jest kamieniami a na miejscu kilka wyrytych w skale zwierząt z epoki brązu i żelaza i to tyle.

Altyn Emel
Brama wjazdowa do petroglifów.

Altyn Emel
Altyn Emel
Altyn Emel


Informacje praktyczne:

zezwolenie do parku plus bilet załatwiamy w wiosce Basshi lub Ałmaty – 1012 KZT/ os., 200 KZT/ samochód7
hotel w Basshi – 10 000 KZT (2-os pokój ze wspólną łazienką), 12 000 KZT (2-os pokój z łazienką)
dom za siedzibą strażników – 10 000 KZt (2-os pokój ze wspólną łazienką)
obiad w hotelu – 1000 KZT

strona parku Altyn Emel https://altyn-emel.kz/en/

Więcej informacji praktycznych znajdziecie TUTAJ oraz TUTAJ.

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Kazachstan – jak wypożyczyć samochód? – informacje praktyczne

Mam nadzieję, że we wcześniejszym wpisie znaleźliście wszystkie najistotniejsze informacje praktyczne, które zdecydowanie pomogą Wam w organizacji  wyjazdu na własną rękę do Kazachstanu.
Pozostała tylko jedna kwestia – dotycząca wynajmu samochodu. Już wspominaliśmy, iż podróżowanie autostopem czy lokalnym transportem jest możliwe jednakże w naszym przypadku nie dałoby nam takiej niezależności. Dodatkowo podróżowaliśmy z dzieckiem więc zmienia to nasze podejście.
Wynajmowaliśmy do tej pory samochód tylko w Europie więc doświadczenia poza naszym kontynentem nie mamy.

A temat nie jest prosty głównie z kilku powodów.

1. Ruch zwłaszcza w Ałmaty jest ogromny. Jazda wymaga wprawy. Cały czas się zastanawiamy w jaki sposób kierowcy otrzymali tam prawo jazdy. Nie używają kierunkowskazów, zatrzymają się w każdym miejscu, wyprzedzają na trzeciego, nie znoszą wpuszczać innych i tak dalej.
Jazda w Ałmaty wymaga wprawy i nie należy do najłatwiejszych. Liczne kolizje są na porządku dziennym. Oczywiście automatyczna skrzynia biegów może początkowo niewprawnego kierowcy nieco deprymować. Łukaszowi po kilku godzinach jazdy udało się nie szukać lewarka zmiany biegów czy zostawić lewą nogę w spokoju.

kazachstan wynajem samochodu
Ruch drogowy w Ałmaty.


2. Drogi
poza tzw. głównymi szlakami są w opłakanym stanie. Jak mamy zwykłą szutrówkę to jeszcze nie jest źle, ale przeważnie droga usiana jest dziurami, koleinami i to naprawdę sporymi. Do tego jeżeli chcemy zwiedzić np.; góry Aktau czy jezioro Tuzcol samochód z napędem 4×4 jest obowiązkowy. Weźcie również pod uwagę że w sezonie wiosennym czy po ulewnych deszczach należy być ostrożnym wjeżdżając do kanionów czy na piaszczyste dróżki.

 

Trasa ponad 2000 m. n.p.m. Widoki wspaniałe ale drogi pozostawiają wiele do życzenia.

kazachstan wynajem samochodu
Czasami jesteśmy zmuszeni jechać korytem rzeki. Bez auta 4/4 nie mielibyśmy szans.


3. Kontrole policji
zwłaszcza w mieście, ale też na uczęszczanych trasach są bardzo częste. Słyszeliśmy wiele historii, które zawsze kończyły się daniem łapówki. My na szczęście tego nie przeżyliśmy. Tylko raz na tamie przy Kapszagaj, gdzie standardowe są sprawdzane wybrane samochody, zostaliśmy zatrzymani. Policjant wyłapywał wynajęte brudne auta. Co nie jest trudne bo rejestracje z wypożyczalni mają żółte rejestracje. Nasze auto było ubłocone, ale standardowo, jak po przejechaniu po kilku głębokich kałużach. Chwila niepewności i zostaliśmy puszczeni wolno. Zapewne brak komunikacji w języku rosyjskim, zniechęcił kontrolera.
Ograniczenia w mieście to 50 km/h. Poza miastem do 90 i drogi szybkiego ruchu to 11o km/h. Jeśli na trasie szybkiego ruchu macie nagle ograniczenie do 60- 70 km/h to możecie być pewni, że za zakrętem stoją. Jeśli jedziecie trasą przez miasto, pomimo że jest odgrodzone od drogi barierkami to zwolnijcie do 50 km/h. Nie wiemy w jaki sposób policjanci dokonują pomiaru bo suszarek nie widzieliśmy, ale nie przeszkadzało im to w zatrzymywaniu szybciej jadących pojazdów.

 

kazachstan wynajem samochodu

kazachstan wynajem samochodu
kazachstan wynajem samochodu


4. Cena
– wynajem samochodu 4×4 nie należy do taniej przyjemności. Do tego liczba wypożyczalni jest mała. Głównie są to lokalne firmy, których strony dostępne są tylko w języku rosyjskim. Oprócz tego warunki umowy zawierają dodatkowo punkty.

kazachstan wynajem samochodu
Tankowanie…

kazachstan wynajem samochodu
Szutrowe drogi…po mocnym deszczu należy być bardzo ostrożnym!

 

Gdy zdecydujecie się na wynajem samochodu zdecydowanie polecamy samochód 4×4. Automatyczna skrzynia biegów na niektórych trasach zdecydowanie również pomoże. I oczywiście podróż samemu bez kierowcy, gdyż to my decydujemy gdzie jedziemy i na jak długo zostajemy.

Jeśli nie uda nam się potwierdzić autka na nasz urlop można spróbować złapać kierowcę na lotnisku. Dniówka takiej usługi to koszt nieco powyżej wynajęcia samego auta z wypożyczalni. Oczywiście dobrym zwyczajem jest zapraszanie na posiłek oraz nocleg naszego kierowcy. Niestety są to zazwyczaj wygodne auta osobowe nieprzystosowane do jazdy ekstremalnej, nie dojedziemy z takim kierowcą w mniej dostępne miejsca. Nie liczcie również na to że kierowca mówi cokolwiek po angielsku.

Nasze najgorsze drogi to:
Altyn Emel – góry Aktau – 80 km w jedną stronę; śpiewająca wydma – 40 km w jedną stronę, droga gruntowa, koleiny i czasami kamienie
jezioro Kandy – najtrudniejsza; przejazd przez rzekę, dziury, ogromne kałuże i trasa 12 km pokonana w około godzinę
jezioro Tuzcol – szutrowa droga z koleinami i dziurami
solna rzeka – oj było tam błoto i to niezłe- trudności nawigacyjne
petroglify Tamgaly w Altyn Emel – 10 km koszmaru, prędkość 5 km/h. Nie zdecydowaliśmy się jechać dalej. Za daleko, ciężko z informacja jak tam trafić a widoki nie do końca takie jakie byśmy po tak ciężkiej trasie oczekiwali.

tatnie

kazachstan wynajem samochodu
Moment który zmroził nasze serca- ostatnie metry na trasie do jeziora Kandy.

kazachstan wynajem samochodu
Trasa do „solnej rzeki”- po deszczu nie do przejechania.

kazachstan wynajem samochodu
Trasa do jeziora Tuzcol – szutrowa droga z koleinami i dziurami, osobówka da radę!

kazachstan wynajem samochodu
Męcząca trasa do gór Aktau

Gdzie i za ile wynająć samochód?

Jak wspominałam Kazachstan dopiero się rozwija turystycznie. Nie znajdziemy na tą chwilę na miejscu aż tak wielu międzynarodowych wypożyczalni jak Hertz czy Avis. Wyszukiwarki typu rentalcars.com działają ale ceny też są wysokie.
My korzystaliśmy z oferty Vladex (strona w języku rosyjskim). Kontakt mailowy głównie z Nickiem – pracownikiem firmy jest bardzo sprawny i co najważniejsze po angielsku.

Szukając wypożyczalni należy wziąć pod uwagę:

1. Termin wyjazdu – oczywiście w wakacje cena jest wyższa i ilość dostępnych samochodów zmniejsza się w trybie ekspresowym. Zajmijcie się tym z wyprzedzeniem bo samochodów zwłaszcza 4×4 nie jest za dużo. Spotkaliśmy Polaków, którym wszyscy odmówili i musieli skorzystać z oferty z kierowcą to dość mocno nadszarpnęło ich budżetem.

2. Limit kilometrów – wiele wypożyczalni obsługuje tylko w Almaty, nie pozwalając wyjechać więcej niż 30 km za miasto. Nasza wypożyczalnia oferowała limit 300 km na dzień czyli 4200 km za cały pobyt. Zrobiliśmy ponad 2500 km.

3. Warunki umowy – oczywiście musicie mieć w cenie pełnie ubezpieczenie, wiedzieć o dodatkowych kosztach.

4. Forma płatności – najczęściej w gotówce. Odbierając samochód na lotnisku warto dogadać się aby płatność dokonać w mieście z powodu niekorzystnego kursu wymiany walut na lotnisku. Dzięki temu nie stracicie na początku jeszcze więcej pieniędzy.

WAŻNE!!! Nie zapomnijcie o wyrobieniu międzynarodowego prawa jazdy międzynarodowe prawo jazdy Czas oczekiwania to około 2-3 tygodni. Wybieramy opcję Wiedeńską (min. dla Kazachstanu oraz Kirgistanu)

Pomocna może być nawigacja na system android oraz OIS o nazwie SYGIC. Działa offline, i większość tras czy dróżek jest na niej widoczna. Mapy krajów zapisujemy w pamięci telefonu. Jest gratis!!!

Coś co może nam umilić podróż w niedostępnych miejscach to muzyka w samochodzie, niestety poza miastem ciężko złapać jakąkolwiek stację. A jak już coś gra to chińska propaganda. Warto więc zabrać muzę na mp3 czy małe głośniczki podłączone do telefonu z naszą muzyką. No i nie zapomnijcie przejściówek z zapalniczki w samochodzie na wasz kabel, który podłączycie do telefonu! Power banki też bardzo się przydadzą!

 

Ceny za wynajem w naszej wypożyczalni to:

Samochód osobowy – 12 000 KZT za dzień
Samochód 4×4 – 17 000 KZT za dzień
Dojazd do lotniska – 5 000 KZT
Zezwolenie na wyjazd do Kirgistanu – 50 000 KZT
Kaucja – 50 000 KZT
Myjnia – 1500 KZT za osobówkę, 3000 KZT za 4×4

Ceny wysokie dla pary, ale jeśli zbierzecie się w cztery osoby to zawsze jest taniej chociaż niektóre odcinki lepiej pokonywać bez nadmiernego balastu 🙂

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂