Dżajpur – różowe miasto Radżastanu

Radżastan to kraina jak z baśni tysiąca i jednej nocy. Kolorowy i gwarny region pełen jest dawnych pałaców maharadży i fortów. Zapachy przypraw, kolorowe miasta i sari kobiet, a do tego niesamowita historia. Z tym kojarzy nam się to miejsce.

Naszą podróż rozpoczynamy w stolicy Radżastanu, różowym mieście Dżajpur. Miasto chociaż hałaśliwe i nie zachwycające, tak bardzo jak inne miejsca na naszym szlaku, lecz warte pierwszego spotkania z Radżastanem.
Miasto znajduje się około dwieście kilometrów od stolicy Indii – New Delhi dlatego wraz z Agrą stanowi miejsce licznie odwiedzane przez turystów.
Samo miasto ma ciekawą historię. Powstało od podstaw na półpustynnym płaskowyżu w XVIII w. przez księcia Jai Singha II, który był miłośnikiem nauk ścisłych. Miasto otoczone było wysokimi murami i podzielone na dziewięć części przez układ prostych i szerokich ulic. Nazwa każdej z nich wiązała się z tym co na niej było sprzedawane oraz nazwy kasty.
Różowe miasto Dżajpur, swój przydomek zyskało po wizycie w 1876 roku Księcia Walii dla którego mury budynków zbudowane z piaskowca przemalowano na kolor czerwony.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Dżajpur co warto zobaczyć?

 

Naszą podróż po mieście rozpoczynamy już na dworcu. Decydujemy się wynająć na cały dzień krwisto czerwonego tuk tuka, który obwiezie nas po najważniejszych atrakcjach. Sama podróż w naszym „ferrari” jest pełna przygód. Najciekawszym momentem wycieczki była niespodziewana kontrola drogowa naszego „czerwonego ferrari”. Dla naszych chłopaków z tuk tuka na pewno! Nasz kierowca nie zauważył ze jedzie pod prąd i zapomniał przy tym prawa jazdy. Pech, nie dość ze trafili na „hojnych” turystów z Polski, którzy chętnie odwiedzali przydrożne sklepiki i nic nie kupowali (prowizja z zakupów należny się kierowcy) to jeszcze 7 stów mandatu (ok.15 $). Zaznaczam że my zapłaciliśmy za całodzienne wożenie 4 stówy!

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Pałac Wiatrów – Hava Mahal

Znajdujący się w mieście pałac wiatrów wybudowany przez maharadżę Pratapa Singha w 1799 roku jest jednym z najbardziej zauważalnych zabytków Dżaipuru. Przy ruchliwej i jednej z głównych ulic zobaczymy wysoką koronkową fasadę posiadającą aż 593 małe okienka, która stała się jednym z symboli miasta. Fasada w rzeczywistości nie jest jedną ze ścian pałacu lecz pełniła inną funkcję. Zbudowana dla żon i kochanek maharadży miała ochraniać je od świata zewnętrznego ale również pozwalać na spoglądanie na miasto.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Świątynia małp – Galta Ji

Tuż za bramą Galta za wschodzie miasta zatrzymujemy się aby dojść do świątyni małp. Trasa wspina się w górę na tzw. Górę małp skąd przy zachodzie słońce obserwujemy panoramę miasta. Idąc dalej dochodzimy do świątyni hinduskiej, która składa się z kilku budynków, które wyglądają jak pałace i wciśniętych tuż przy skałach. Nie dziwimy się dlaczego nazywają to miejsce świątynią małp. Po drodze i w samej świątyni spotykamy tysiące makaków i chyba innych odmian małp. Nie wszystkie są przyjacielsko nastawione. Widać, że tylko się czają aby złapać coś do jedzenia. Staramy się pilnować mają oczy dookoła głowy.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Jantar Matar – obserwatorium astronomiczne

Maharadża był miłośnikiem astronomii i matematyki. Stworzone w Dżajpurze obserwatorium składa się z 16 obiektów dzięki którym można obliczyć azymut, wysokość n.p.m., obserwować pozycję gwiazd czy zaćmienie słońca. Maharadża zbudował jeszcze cztery inne obserwatoria w Delhi, Varanasi, Maturze i Ujjain.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Fort Amber

Po drodze do fortu Amber zatrzymujemy się na chwilę na trasie aby zobaczyć słynny Pałac na Wodzie  – Jal Mahal. Budowla zbudowana przez wspominanego już wcześniej maharadże stanowi przykład pięknego stylu radżpuckiego. Odnowiony budynek można zwiedzić.

Jedenaście kilometrów od Dżajpuru znajduje się obronny fort z kompleksem pałacowym zbudowany z żółtego piaskowca. Stanowił on siedzibę i stolicę Radżputów. Prace rozpoczęły się w XVI w. i trwały przez 150 lat do momentu przeniesienia stolicy do Dżajpuru. Sam fort robi duże wrażenie, usytuowany na zboczu gór pięknie oświetlony porannym słońcem, a nad nim króluje kolejny fort Jagardah. Ten drugi posiada mury obronne ciągnące się kilometrami po zboczach górskich. Wygląda prawie jak mur Chiński.,
W drodze do samego kompleksu mijają nas słonie z turystami na grzbiecie i zagabują nas jak zwykle niestrudzeni handlarze wszystkiego. Przejażdżka na słoniu dla niektórych turystów stanowi największą atrakcję. Nam wystarczy dojście na własnych nogach.

 

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

Dżajpur co warto zobaczyć

 

Więcej wpisów z Indii znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Taj Mahal jako dowód miłości

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Być w Indiach i nie zobaczyć jednego z Cudów świata byłoby wręcz niewybaczalne. Tak przyznaje, widzieliśmy Taj Mahal wiele razy, ale nie na żywo i to trzeba było zmienić

Nasza podróż do Agry znowu trwała wiele godzin w pociągu z Waranasi. Bladym świtem wpadamy na dworzec i wszystko pięknie, jesteśmy na czas. Małpy skaczą po pociągach i okradają podróżnych. Szczury delektują się sadzawką i co chwilę czmychają w popłochu do sprytnie ukrytych kryjówek. Pan zamiatacz nabłyszcza peron a potem zasypuje jednego szczura w kanale! Ot ciekawostki.

Po dłuższej chwili wpada na peron mocno opóźniony pociąg Mahruda, który niczym nie rożni się od tego, który nas dowiózł z Deli do Waranasi. Niczym z zewnątrz, bo w środku to inna sprawa. Zaczynamy szorować naszymi krajowymi, mokrymi ściereczkami do twarzy czarne od potu i od podeszw siedziska. Całkiem nieźle sobie radzimy, niestety po pół godzinie do pociągu wpada starsza para i jestem zmuszony zmienić siedzisko na inne. I od nowa chusteczki idą w ruch! Noc mija całkiem szybko, na szczęście. Jedynie pojedynczo puszczane bezwolnie „bączki” i chrząśnięcia pasażerów przerywają sen, lecz tylko na chwilkę, bo zmęczenie daje nam o sobie znać i dalej spijmy błogim snem. Dojeżdżamy do Agry z dwugodzinnym opóźnieniem.

Agra
Wszechobecne małpiaki w miejscach publicznych nikogo tutaj nie dziwią.
Agra
Na skróty

Agra to miasto jak każde inne w Indiach, oczywiście zatłoczone i zanieczyszczone, ale nasz hostel ma świetny widok z dachu na Taj Mahal.
I to nam wystarczy.

Agra
Widok z dachu hostelu w którym się zatrzymaliśmy.

Jedziemy najpierw do Agra Fort. Wyjątkowo nam się tutaj podoba. Widok na Taj Mahal też jest niczego sobie. A sam fort niestety nie jest udostępniony w całości, gdyż wojsko ma tutaj swoją siedzibę. Fort należał do jednego z najważniejszych miejsc w świecie, panujących na terenie Indii Mongołów. Kolejni władcy zarządzali królestwem z tego miejsca.

Chcemy bardzo pojechać na drugą stronę rzeki Jamuny skąd roztacza się wspaniały widok na Taj Mahal.
Niestety czasy kiedy można było podejść do rzeki i z nie tak dużej odległości zrobić zdjęcia minęły. Tuż przy brzegu rozstawiona jest siatka a zastęp chyba 20 policjantów niby pilnuje. Trochę szkoda, bo poziom wody w rzece jest dość nisko i nie widać jej na zdjęciach, ale no cóż. W końcu policjanci mają jakieś zajęcie.

Agra
Widok z przed ogrodzenia- widokówki nie dla każdego 🙂

Wracamy do naszego hostelu. Od przyjazdu uwielbiamy wieczorne wyjścia na kolacje. Jak to świetnie, gdy nie trzeba gotować a ty za małe pieniądze najesz się dobrze i do syta. Podjadam Thali – na jednym talerzu ciapati, ryż, warzywa w sobie curry, ser a Agata Parathe – placek z warzywami i smażony ryż z serem i jajkiem.

Następnego dnia jest jeszcze ciemno i nieśmiało uchylam okno z przekonaniem, że ujrzę za nim gęsta mgłę. Miłe zaskoczenie. Gwiazdy, księżyc i wszystko jak na dłoni a w oddali widoczne budynki Taj Mahal, który jeszcze „śpi”. Udajemy się do południowej bramy. Jest cicho i spokojnie. Psy zwinięte w rogale, rykszarze pokryci kocami i kilku turystów człapie sennie przed nami. Troszkę inny obraz Indii niż ten, do którego przywykliśmy. Do bramy południowej mamy 5 minut spacerkiem, rykszarz spod koca wyszeptuje nam, że musimy się jednak kierować w stronę zachodniej bramy, bo tam są kasy czynne od godz 6.30. Jego wersje potwierdzają hindusi człapiący za nami. Krótki spacer, stajemy w kolejce, bilety oraz woda i szmaty na buty w ich cenie i tak już o 6.50 wchodzimy do Taj Mahal.

Taj Mahal
Muskane porannym słońcem.

Wspomnę o tym, że znowu moja Bronia (Bronica EC-TL) zawiodła. Temperatura zmroziła mechanizm lustra tak, że modły błagania i szlochania nie pomagały, nawet baterie wymieniłem i w akcie desperacji parę razy ją stuknąłem leciutko i pieszczotliwie! Na szczęście jeden fotograf z Niemiec, który również używał średnio-formatowego aparatu podszedł do mnie i powiedział, że jego mamiya rz67 również „zaniemówiła”- czyli jest szansa, że jeszcze na kliszy zrobię parę zdjęć. Po godzinie, gdy temperatura wzrosła do 10 C° strajk zawieszono i dokonałem parę fotek na slajdzie.
W kompleksie spędziliśmy 4 godziny a można i dłużej.

Taj Mahal, uznany za jeden z Cudów Świata, naszym zdaniem jest piękny. Niezwykłe jest to, iż kompleks jest dowodem miłości. Został postawiony przez Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę przedwcześnie zmarłej żony.

Kompleks składa się z głównej świątyni przykrytej ogromną kopułą oraz dwóch symetrycznych budowli po jej dwóch stronach. W rogach głównej świątyni stoją cztery minarety, z których muezin nawołuje do modlitwy. Budowla pokryta jest białym marmurem, który pięknie mieni się w słońcu. Dodatkowo marmur pokryty jest tysiącem kamieni szlachetnych, półszlachetnych oraz dekoracji z czarnego marmuru. Proporcje budowli, geometryczne wzory i kunszt wykonania są niezwykłe.

Ostatni raz byliśmy pod takim wrażeniem z powodu jakiejś budowli w Kambodży w Angkor Wat a więc potwierdzamy, że warto zobaczyć na żywo Taj Mahal.

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Amritsar czyli spokój w szalonych Indiach

Amritsar najświętsze miasto wyznawców Sikhizmu i stolica stanu Penjab była dla nas po wizycie w Waranasi najważniejszym miejscem w Indiach, które chcieliśmy zobaczyć.

Region Penjab znajduje się tuż przy granicy z Pakistanem. Stąd już niedaleko do Kaszmiru i Ladakhu nazywanego Małym Tybetem.
Ale wizyta w górach to już plan na inną podróż.

Podróż do Amritsar

Dojazd do Amritsaru był dla nas niezłą przygodą. 22 h z Jaisalmeru w 4 różnych autobusach pozostało w naszych pamięciach … na zawsze.

Amritsar
Autobus „delux” sypialny.

Pierwszy z autobusów (którym myśleliśmy, że dojedziemy bezpośrednio do celu) miał dumną nazwę de lux. Miejsca leżące jak w kuszetkach pociągu. Myślimy nie jest źle. Autobus rusza, a my wygodnie ułożeni i gotowi do snu. Niestety przed wyjazdem Agata pytała mnie co jeśli w autobusie będzie tak samo zimno jak w pociągu (podróż pociągiem jednej z najniższych klasy to już osobna opowieść) . Odpowiedziałem, że to niemożliwe bo szyby musiałyby się nie domykać, a raczej w tej klasie autobusów to rzadkość. Po 5 minutach podroży przekonałem się, że w Indiach wszystko jest możliwe!

Szyby się nie domykały z niewiadomego mi powodu. Próbowałem z całych sił, z pełną desperacją je zamknąć a one jak gdyby nigdy nic! Agata miała ciut lepiej izolowaną wnękę i ciut lepszy śpiwór. Pozwoliło jej to przetrwać całą noc bez jęczenia i modlenia się o poranne słońce! Ja nie wytrzymałem ciągłego powiewu zimnego strumienia powietrza i zszedłem na miejsca siedzące! Eh tylko że tam było jeszcze zimniej! Kilka okien uporczywie, konsekwentnie i powolutku po zamknięciu otwierały się ponownie! Lepiej na siedząco marznąc niż jak mumia w śpiworze bez możliwości obrócenia się.

Tak dotrwaliśmy do godz. 8 rano i pozostała jeszcze tylko godzina. Na szczęście złapaliśmy gumę i można było przy ledwo widocznym za horyzontem słońcu rozgrzać kości! Panowie jakby czytali w naszych myślach i nie spieszyli się za bardzo ze zmiana ogumienia! Po 45 min. ruszamy dalej. Ostatni nasz przystanek to Gangarangan– jak zwał tak zwał!
W miejscu tym turystów białych nie widziano od dawna, zresztą kto by się tu dobrowolnie pchał! My też chcemy stąd jak najszybciej zmykać. Kierujemy się do jednej z tzw. agencji przewozowej, aby zakupić bezpośredni bilet do Amritsaru. Ale Indie wciąż nas zaskakują. Panowie zza biurka ze stoickim spokojem informują nas że następny autobus do naszego celu wyjeżdża o 9 ale wieczorem! Krótka wymianie zdań i kierujemy się na lokalny dworzec. Po kilku minutach poszukiwania białego kruka mówiącego w języku angielskim wsiadamy do autobusu, który ma nas zawieść do miejscowości na K potem przesiadka w autobus do miejscowości na F a stamtąd to już bezpośrednio do Amritsaru! „Fajnie” pomyśleliśmy.

Amritsar
Ostatnie godziny w podróży do Amritsaru.

Dotarliśmy wreszcie do Amritsar i Złotej Świątyni, która przyciąga wyznawców Sikhizmu z całego świata, ale również turystów zafascynowanych tym miejscem.

Amritsar
Kompleks otaczający Złotą Świątynię.

Następnego dnia z samego rana udajemy się świątyni. W specjalnych szatniach zostawiamy buty i dostajemy obowiązkowe przykrycie na głowę. Jest bardzo zimno i bose stopy przymarzają do posadzki z marmuru.  Oczywiście są pasy dywanów, ale jak się chce zrobić zdjęcie – no cóż trzeba pocierpieć.

Amritsar
Szatnie gdzie należy pozostawić swoje obuwie przed wejściem do świątyni.

Złota świątynia w Amritsarze zgodnie z opowieściami spotkanego Sikha w Delhi, robi ogromne wrażenie.

Amritsar
Złota Świątynia

Jest to ogromne centrum Sikhów. Wszystko dla każdego odwiedzającego jest bezpłatne.
Ogromne szatnie przechowują tysiące bagaży i butów, kilka budynków mieszczą bezpłatne sale do spania i pokoje do wynajęcia za drobna opłatą, gigantyczna kuchnia wydaje codziennie ok 35 tys. bezpłatnych posiłków a autobusy dowożą wiernych z różnych stacji.
Każdy może się przyłączyć do pomagania np w kuchni lub szatni.

Amritsar
Kuchnia tętni życiem cała dobę. Można zgłosic się na ochotnika i poczuc niesamowita atmosferę tam panującą.
Amritsar
Expresowe mycie naczyń.
Amritsar
Sale w których wierni oraz goście otrzymują darmowy posiłek.
Amritsar
Na strawę liczyć każdy może.

Złota świątynia otoczona jest stawem Amrit Sarowar, w którym pielgrzymi z chęcią dokonują rytualnej kąpieli. Tylko w przeciwieństwie do Gangesu, staw jest codziennie filtrowany i czyszczony. Do świątyni umieszczonej na środku stawu prowadzi most guru. Świątynia jest cała ze złota, a w środku cały czas odprawiane są modlitwy zawarte w Świętej Księdze. Śpiewy słychać w całym kompleksie. Wieczorem wraz tłumem udajemy się do wnętrza świątyni.

Amritsara.
Niesamowity poblask odbijającego światła złota.

Ja siadam przy mężczyznach a Agata kobietach. Czekamy do 21.30 kiedy to wielka księga zostaje zamknięta i przeniesiona na noc w specjalne miejsce. Przygotowanie do wyniesienia trwa wyjątkowo długo. Wszystko jest zbierane, czyszczone, pieniądze są upychane do wielkich skarbonek. Sama księga przykryta jest chyba 15 sztukami materiału. Potem okrywana chyba 20 prześcieradłami. Oczywiście system składania jest bardzo precyzyjny i dość skomplikowany. Po tych wszystkich czynnościach księga wreszcie wędruje do lektyki i uczestnicy ustawiają się w kolejce, aby choć na chwilkę ponieść jedno z ramion lektyki.

Amritsar
Święta księga Sikhów.

Niesamowite jaki czuliśmy się spokojnie i dobrze w tym miejscu. Udało się nawet odpocząć trochę od Indii 🙂

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂