Kazachstan – czy warto jechać? informacje praktyczne – gdzie, jak i za ile

Czy Kazachstan jest dobrym kierunkiem na wyjazd?

Takie pytanie zadawaliśmy sobie pod koniec roku kiedy szara, brzydka zima skutecznie powodowała, iż tylko marzenia o kolejnym wyjeździe trzymały nas „przy życiu”.
A dlaczego właśnie tam? Pierwszym impulsem były bilety lotnicze „czytaj” ich cena. Ale również świadomość Azji Centralnej, do której wcześniej już chcieliśmy pojechać. Ilość załatwień, ceny wiz w tamtym momencie nas odstraszyła i wybraliśmy jeszcze mało popularną Gruzję i Armenię.
Szukając informacji o kraju, głównie za zagranicznych blogach, coraz bardziej przekonywaliśmy się, że chyba nam się tam spodoba.
Uwielbiamy góry, a tam było ich pod dostatkiem. Kochamy przestrzeń i spokój, a tam można było słyszeć swoje myśli (jak Zosia nie zaczęła mówić :). Najlepiej się czujemy w naturze, a tam piękny krajobraz aż przytłacza.

Czy więc jest to miejsce dla każdego? Oczywiście, że nie. Nie będziesz spał w hotelach czy jadł w wykwintnych restauracjach poza Ałmatami, nie poimprezujesz w klubach, nie zobaczysz wspaniałej architektury i groma zabytków, nie odpoczniesz na lazurowych plażach.
To po co tam jechać?
Dla natury, która jest przepiękna.

kazachstan informacje praktyczne

kazachstan informacje praktyczne

kazachstan informacje praktyczne

Kazachstan informacje praktyczne

Jak zorganizować taki wyjazd? Podpowiemy Wam w kilku punktach.

Kazachstan jest ogromnym krajem, 8,5 razy większym od Polski i w dwa tygodnie mogliśmy zwiedzić tylko jego ułamek.

Większość spotkanych turystów skupiła się na zwiedzaniu okolic Ałmaty w tydzień. My jednak proponujemy Wam trasę na 2 tygodnie. Dzięki temu zobaczycie i przeżyjecie znacznie więcej.

Kiedy jechać do Kazachstanu?

Myślę, że zależy od tego czego oczekujemy.
Większość osób wybiera nasze lato, jednakże my wiemy, że nie byłaby dla nas ta pora roku idealna. Temperatury wówczas dochodzą do 40 stopni Celsjusza. Będąc w Kanionie Szaryńskim i Księżycowym mieliśmy pod 30 stopni i było naprawdę aż za gorąco.
Ale jeżeli decydujemy się spędzać czas w wysokich górach to termin w miesiącach letnich jest jak najbardziej odpowiedni.

Nasz wyjazd odbywał się na przełomie kwietnia i maja. Pogoda udała nam się wspaniale. Chociaż kwiecień i maj to podobno najbardziej deszczowe miesiące. Nie ukrywam, że bardzo się tego obawialiśmy dlatego byliśmy przygotowani na 4 pory roku i można przyznać, że wszystkie trochę doświadczyliśmy. Temperatury oscylowały pomiędzy 7 a 30 stopni Celsjusza. Tylko dwa razy nam padało. Raz w nocy i raz po południu już na końcu wyjazdu.

Jesienią kolory na pewno się zmieniają i wyjazd też ma swój urok ale zdecydowanie robi się chłodniej, a w górach śnieg również może już się pojawić.

Zimą jest naprawdę zimno. Ale jeżeli jesteśmy fanami narciarstwa i lubimy poznawać nowe ośrodki narciarskie to niedaleko Ałmaty można dobrze poszusować na nartach.

Co zobaczyć w Kazachstanie?

Wspominałam, że Kazachstan jest ogromnym krajem, jednakże w większości pokryty stepami, na których nie ma nic.
Kraj dopiero raczkuje w infrastrukturze turystycznej, ale z pewnością z roku na rok będzie miał więcej turystów i tym samym będzie lepiej przygotowany. Na tą chwilę liczba turystów indywidualnych jest mała i nie spotkaliśmy ich za wielu podczas całego naszego pobytu.
Podróżni decydują się głównie na odwiedzenie południa kraju a zwłaszcza regionu na wschód od miasta Ałmaty.

Tak również my zdecydowaliśmy. Czy polecamy? Oczywiście.

Teren jest piękny. Znajdziemy jeziora, góry, kaniony, doliny, wydmy, stepy i oczywiście ludzi.

Po krótkim pobycie w Ałmaty ruszyliśmy do Parku Narodowego Altyn Emel, gdzie podczas dwóch dni zobaczyliśmy tzw. Śpiewające wydmy i góry Aktau. Później ruszyliśmy w stronę Kanionu Szaryńskiego i Księżycowego. W miejscowości Kegen, który w ogóle nie było w naszych planach spędziliśmy aż trzy noce zachwyceni okolicznymi terenami. Ruszaliśmy następnie w kierunku miejscowości Saty, gdzie oprócz zobaczenia jeziora Kandy włóczyliśmy się po okolicznych górach. Na koniec poznaliśmy piękne jeziora Bartogay, Issyk i Big Almaty oraz cieszyliśmy się ze śniegu na prawie 3500 m n.p.m.

kazachstan informacje praktyczne
miejsca, które odwiedziliśmy
kazachstan informacje praktyczne
Śpiewająca Wydma
kazachstan informacje praktyczne
góry Aktau
kazachstan informacje praktyczne
Kanion Szaryński
kazachstan informacje praktyczne
jezioro Kandy
Kazachstan informacje praktyczne
jezioro Tuzcol

Kazachstan informacje praktyczne

Jak dostać się na miejsce?

Drogą lądową, ale to raczej dla tych co jadą na długą wyprawę lub tradycyjnie samolotem.
Najtańszych opcji mamy kilka.
Bezpośredni lot z Warszawy do Astany naszą linią LOT i później 20 h pociąg albo lokalny przelot do Ałmaty. Cena w promocji była nawet 700 zł/os.
Bezpośredni lot z Kijowa do Astany ukraińskimi liniami również w promocji za około 800 zł.
Lot z przesiadką z Warszawy do Ałmaty rosyjskimi liniami Aeroflot w promocji za 1300 zł/os., który właśnie my wybraliśmy.

Od 2017 roku wizy dla Polski już nie obowiązują co zdecydowanie spowodowało, iż kraj staje się bardziej atrakcyjny dla turystów.

Jak podróżować po Kazachstanie?

Nie wypowiadamy się na temat podróży autostopem czy lokalnym transportem, gdyż nie korzystaliśmy z tego podczas wyjazdu. Jednakże spotkani nieliczni na trasie Polacy poinformowali nas, że się oczywiście da, chociaż marszrutki dojeżdżają tylko do niektórych miejsc a autostop jest płatny. Wielu Kazachów korzysta z takiej formy podwózki często z powodu brak innych możliwości.
Myślę, że jednak najtrudniej podczas takiego wyjazdu jest dostanie się w miejsca takie jak Kanion Szaryński, jezioro Tuzkol czy inne, do który mieszkańcy normalnie nie jadą. Wówczas pozostaje złapać stopa tylko z innymi turystami, którzy jadą tam samochodem lub też opłacić „lokalsów” albo skorzystać ze zorganizowanego wyjazdu z agencji w Ałmaty.

My podróżowaliśmy wynajętym samochodem Renault Duster 4×4 (nie Dacia tylko Renault:) i bardzo jesteśmy zadowoleni.
Temat wynajmu samochodu jest dosyć obszerny dlatego kolejny post dotyczy tego.

Kazachstan informacje praktyczne
mega ruch na trasie 🙂
kazachstan informacje praktyczne
samochód 4×4 jest niezastąpiony w takim terenie

Gdzie spać?

Temat dla nas zawsze brany pod uwagę na samym końcu.
Podczas naszych wyjazdów poza Europę nigdy nie rezerwowaliśmy noclegu z wyprzedzeniem na cały pobyt.
Czasami zdarza nam się znaleźć coś wcześniej na pierwszą noc poprzez booking lub Airbnb.

Pod tym linkiem otrzymasz 50zł zniżki na rezerwację na booking.com a tutaj 110 zł na pierwszą rezerwację w Airbnb.com.

W Kazachstanie jednakże oprócz Ałmaty w miejscach, w których spaliśmy nie było możliwości rezerwacji on-line.
Ceny wahają się w przeliczeniu od nawet 15 zł za łóżko w pokoju wieloosobowym w hostelu w Ałamaty do … i tutaj w zależności co kto szuka.
My średnio za cały pobyt płaciliśmy po około 85 zł za pokój.

A gdzie dokładnie spaliśmy?
Ałamaty – hotel Astana – 8500 KZT/ ładny i duży pokój z prywatną łazienką plus śniadanie (ale szału nie ma 🙂
Altyn Emel – hotel Altyn Emel, pokoje za domem strażników – 10 000 KZT za pokój ze wspólną łazienką
Kanion Szaryński – bungalowy w kanionie – 14 000 KZT prysznic podczas naszego pobytu niesprawny
Kegen– hotel Kegen (zapewniam, że słowo hotel użyte dość niefortunnie) – 7000 tenge za pokój, prysznic wspólny
Saty – pokój wynajmowany u pani – 10 000 KZT

Czy są inne możliwości?
Oczywiście, chyba jedna z najprostszych to własny namiot. Zdecydowanie polecam podczas ciepłych miesięcy ale nasze poranki były niezwykle „rześkie” więc odpuściliśmy.

kazachstan informacje praktyczne
„wysokiej klasy”hotel Kegen
kazachstan informacje praktyczne
pokój w hotelu Kegen
Kazachstan informacje praktyczne
bungalow w Kanionie Szaryńskim

Przykładowe ceny

W Kazachstanie obowiązuje waluty tenge (KZT) z bardzo prostym dla nas przelicznikiem.

100 KZT = 1,07 zł (kwiecień 2018)
Woda – 150 KZT
Chleb – 150-250 KZT
Obiad w taniej restauracji – od 650 – 1000 KZT
Benzyna 95 – 179 KZT
Jajka (10 szt) – 300 KZT
Pomidory – 700 KZT/kg
Masło – 200 KZT
Ser wędzony – 450 KZT
Mleko – 250 KZT
Cola – 250 KZT

Gdzie i co jedliśmy?

Śniadania przygotowywaliśmy sami. Produkty takie jak chleb (Zosia miała swój bezglutenowy), ser biały, ser wędzony, warzywa, jajka kupowaliśmy w malutkich sklepikach każdego dnia. Obiady często przygotowywaliśmy sami wjeżdżając po prostu na jakieś pole i gotując na kuchence gazowej zakupionej w Ałmaty. Zawsze towarzyszył nam piękny widok.
Oczywiście codzienne też jedliśmy w malutkich restauracyjkach lub też jak we wsi Saty stołowaliśmy się u naszej gospodyni.

Kazachstan informacje praktyczne
manti, ziemniaki, tolet, surówki i kurczak

Kazachstan informacje praktyczne

Kazachstan informacje praktyczne
obiad w terenie smakuje najlepiej

Ile kosztował nas dwutygodniowy pobyt?

Podróż z małym dzieckiem to już trochę inny wymiar. Dlatego też nasze wydatki relatywnie się zwiększają.
Główny wydatek podczas tego wyjazdu to oczywiście przelot samolotem, ale również wynajem samochodu chociaż po długich przemyśleniach wspólnie uważamy, że była to najlepsza opcja.
Przejdźmy do konkretów i wydatków za naszą trójkę.

Samolot – 3879 zł (1293 zł/os)
Samochód – 2560 zł (szczegóły w następnym poście)
Benzyna – 425 zł
Noclegi – 1225 zł
Jedzenie – 673 zł
Pamiątki – 110 zł
Wstępy/atrakcje – 258 zł
Całość: 9130 zł (3043 zł/os)

W kolejnych postach pokażemy perełki południowo-wschodniego Kazachstanu. Będzie dużo zdjęć również z drona.

Zostańcie z nami….

P.S. Ktoś już chętny na wyjazd? 🙂

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Alaverdi – czyli jak miasto może być ładne w swojej brzydocie

Naszą opowieść o Armenii zaczniemy od jakże nieoczywistego miejsca jakim jest Alaverdi.
To miasteczko nie było w naszych planach i nie planowaliśmy zostać tam na dłużej, zresztą tak jak i większośc turystów odwiedzających  okoliczne klasztory.
Brak turystycznego hałasu sprawia, że Alaverdi jest miejscem, gdzie można podglądnąć prawdziwe życie Armeńczyków, nie tych z Erewania czy innych bardziej  przewodnikowych miejsc

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi nie jest kolorowe a raczej szare, czarne i odrapane. Gdy wspominam to miejsce przed oczami pojawia mi się dym buchający gdzieś wysoko z góry, w miejscu gdzie znajduje się nadal funkcjonująca kopalnia miedzi. Pamiętamy osiedla upadających bloków, zaniedbanych gdzie ludzie prowadzą „normalne” życie.
Miasto zahipnotyzowało nas od pierwszego wejrzenia. Na samym początku naszej podróży w Armenii było pierwszym większym miastem na naszej trasie przez które po prostu przejechaliśmy. Ale wiedzieliśmy, że chyba zatrzymamy się tam na dłużej w drodze powrotnej do Gruzji.

Alaverdi Armenia
osiedla na szczycie gór

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
jeden z pojazdów, którym podążaliśmy przez Armenię

Alaverdi Armenia

Alaverdi położone jest zaledwie 40 km od granicy z Gruzją na północnym wschodzie Armenii w kanionie rzeki Debed. I to właśnie ta dolina sprawia, że miasto ma niesamowity klimat.
Położone jest na dnie kanionu oraz otaczających go  szczytach gór. To miasto górnicze, które w czasach Związku Radzieckiego prosperowało bardzo dobrze. Potem kopalnia upadła i miasto powoli zaczęło się wyludniać. Po zakupie kopalni przez rosyjskiego biznesmena sytuacja gospodarcza w mieście powoli się poprawia…a jak dalej będzie się rozwijać- czas pokaże.

Dojeżdżamy na miejsce marszrutką, a kierowca strasznie chce nam znaleźć nocleg. Oczywiście dostając przy tym prowizje. Targujemy się przez jakiś czas aż wreszcie mamy dość. Idziemy do sklepu i tak się zastanawiamy co dalej. Jedna z ekspedientek zainteresowała się naszym biednym losem i pyta o co chodzi. Proponuje hotel Debed z dobrą ceną. Zamawia nam taksówkę i jedziemy na miejsce. Z centrum miasta, które jest na dnie kanionu Debed wyjeżdżamy serpentynami na szczyty, gdzie umiejscowione są inne dzielnice miasta. Hotel Debed to kilkupiętrowy budynek, który niedługo przed naszym przyjazdem został otwarty to znaczy tylko jedno piętro. Suzi to osoba zarządzająca piętrem turystycznym, mamy szczęście ponieważ mówi co nieco po angielsku i dodatkowo schodzi nam z ceny. Mamy ogromny pokój z własną łazienką.

Wracamy do centrum miasta, ale na skróty, kolejką górską. Tak mają tu kolejkę, taką jak mieliśmy kilkanaście lat temu na Kasprowy Wierch. Widoki są niesamowite. Z jednej strony ogromna kopalnia, a z drugiej miasto, rozłożone jest na dnie kanionu i na okolicznych górach. Będąc już na dnie doliny ciągnie nas w stronę kopalni. Krzątamy się w okolicy blokowisk tuż przy wejściu do niej. Wszystko jest zapuszczone, oberwane i nie kolorowe, ale ludzie a zwłaszcza dzieci z chęcią chcą nas poznać. Niektórzy zapraszają do domu, dzieci proponują grę w piłkę. Jest naprawdę super. Po paru godzinach wracamy ostatnią marszrutką do naszego królestwa na szczycie góry, na długo wyczekiwaną kolację.

Alaverdi Armenia
widok z kolejki robi niesamowite wrażenie
Alaverdi Armenia
w dole rzeka Debed
Alaverdi Armenia
miasto Alavedi położone jest nie tylko w kanionie rzeki Debed ale również na okolicznych szczytach
Alaverdi Armenia
kopalnia miedzi w dole
Alaverdi Armenia
przykopalniane osiedla górników

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
kopalnia miedzi

Alaverdi Armenia

Klasztory Sanahin i Haghpat

Alaverdi to nie tylko postsowieckie blokowiska i bieda dookoła. Turyści odwiedzają okoliczne klasztory które swoją surowością mają niezwykły klimat. Klasztory Sanahin oraz Haghpat wpisane są na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Mieszkając na szczycie góry mamy możliwość zobaczyć pierwszy z nich Sanahin zaledwie po 15 minutowym spacerze. Klasztor z X w. jest piękny, skryty pomiędzy drzewami a koło niego znajduje się cmentarz. Nazywany „starszy od tamtego” a mowa o Haghpat. W środku wszędzie krzyże i ogromne kolumny podtrzymujące całą konstrukcję. Spędzamy sporo czasu na miejscu. W środku jest niesamowicie, gdy promienie światła przez małe okienka wpadają do wnętrza. Cmentarz znajdujący się tuż obok również wygląda inaczej niż u nas i czujemy się tam trochę nieswojo. Groby w większości składają się z dość dużych rozmiarów płyt, na których wyrzeźbione postacie zmarłych wyglądają bardzo realnie. Czasami nawet zobaczymy w jaki sposób osoba zmarła zwłaszcza jak był to wypadek. Brrrr…

Alaverdi Armenia
ścieżka do klasztoru Sanahin

Alaverdi Armenia
klasztor Sanahin

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
Alaverdi Armenia
Alaverdi Armenia

Kolejnego dnia jedziemy taksówką do kolejnego klasztoru Haghpat. Przejazd zajmuje trochę czasu bo znów musimy zjechać na dół kaniony i wyjechać na kolejny szczyt. Haghpat jest młodszym klasztorem, ale piękniej zachowanym. Oprócz klasztoru niegdyś również mieściła się tam uczelnia medyczna. Trzęsienie ziemi w XIII w. dokonało poważnych zniszczeń, ale klasztor został odbudowany. W środku odbywa się jakaś uroczystość dla kilku osób z rodziny. Trudno się domyśleć o co chodzi. Kolejna godzina mija i z naszym kierowcą wracamy do hotelu. Upał jest nieznośny, ale krótka drzemka stawia nas na nogi.

Alaverdi Armenia
samochód z klasą 🙂

Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
klasztor Haghpat


Alaverdi Armenia

Alaverdi Armenia
Tak kończymy nasz pobyt w tym mieście.

Jeżeli będzicie w okolicy polecamy to miasto, bo nie zawsze musi być ładnie 🙂

Informacje praktyczne:

Dojazd do Sanahin – taksówka – 600 AMD; autobus (stary, żółty, sowiecki sprzęt) z głównego dworca w centrum miasta po 10 minutach dojeżdża na plac na wzgórzu – 100 AMD, gdzie znajduje się wspomniany przez nas Hotel Debed; kolejka – 100 AMD i na końcu 15 min spacer.
Hotel Debed – 8000 AMD – pokój 2 os
Dojazd do Haghpat – taksówka – 2000 AMD; marszrutka z głównego dworca w centrum miasta po210 minutach dojeżdża na miejsce (8x dziennie) – 200 AMD

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Georgetown w Malezji – szlakiem murali i świątyń

Po kilku godzinach i przeprawie promem wreszcie znaleźliśmy się na wyspie Penang w słynnym mieście Georgetown. Upał jest nieznośny. A my pchając wózek z ciężkimi plecakami, podążamy ulicami miasta w poszukiwania noclegu. Powoli zmieniają nam się dzielnice na trasie: chińska, hinduska czy malezyjska. Odwiedzamy okoliczne hotele w akceptowalnej dla nas cenie, ale niestety w środku pokoje co jeden to gorszy. Mija nam już prawie godzina i wreszcie docieramy do kolejnego hostelu.
Pokój jest w porządku więc nie mając już więcej sił zostajemy na miejscu. Łazienka wspólna ale nie przeszkadza nam to ważne że jest spory prysznic 🙂
Nie odpoczęliśmy za długo bo chcemy od razu wyruszyć w miasto na obiad i zwiedzanie. Wyspa Penang słynie z najlepszego jedzenia w całej Malezji więc również chcemy się o tym przekonać.

 

murale w georgetown
promem w kierunki wyspy Penang
murale w georgetown
jedzenie w Georgetown jest pyszne…
murale w georgetown
zabawa w restauracji nawet łyżkami jest świetna
murale w georgetown
stragany z jedzeniem znajdziemy wszędzie

 

Przemierzamy kolejne ulice a tu coraz więcej turystów. Każdy wpatrzony w mapę sprawdza nazwę ulicy. Cześć z nich również korzysta ze specjalnych aplikacji w smartphone’ach. Wszyscy podążając w jednym celu. Znaleźć to z czego miasto jest tak bardzo znane.

Murale w Georgetown

Murale – czyli tzw malarstwo ścienne zdobi liczne budynki Georgetown. Wiele osób odwiedza to miasto właśnie z tego powodu. Dzieła wykonane są przez Ernesta Zachervic’a, pochodzącego z Litwy. Artysta dzięki zgodzie miasta zmienił je w otwarte dzieło sztuki. Na licznych ścianach budynków powstawały malowidła wraz z dodatkowymi instalacjami.
My z własnymi mapami również ruszamy w trasę najlepszych murali. Poświęcamy w sumie na to cały pełny dzień. Najlepiej jednak zwiedza nam się wcześnie rano, gdy upał jest trochę mniejszy. Niespiesznie podążamy przez miasto zaglądając również do innych dzielnic, gdzie liczne świątynie oraz restauracyjki aż nas kuszą aby wstąpić do środka.

W dzielnicy chińskiej odwiedzany dom klanowy Khoo Kongsi przeznaczoną na miejsce modlitw oraz spotkań wiernych. Świątynia należy do jednej z najwspanialszej na wyspie Penang. Pokryta licznych smokami, rzeźbionymi kolumnami oraz ceramicznymi płytkami.
W dzielnicy hinduskiej nie możemy ominąć świątyni Sri Mariamman, która jest najstarszą hinduską budowlą Georgetown. Na ulicy Armenian zachwycamy się pięknymi, kolonialnymi domkami i uroczymi sklepikami.

 

murale w georgetown
dom klanowy Khoo Kongsi

murale w georgetown

murale w georgetown

murale w georgetown
świątynia hinduski Sri Mariamman

murale w georgetown

murale w georgetown

murale w georgetown
Blue Mansion
murale w georgetown
ciekawe ulice Georgetown

 

Sztuka uliczna Georgetown jest bardzo realistyczna. Murale są wręcz prawdziwe. Dopiero jak przyglądamy się bliżej można zauważyć wyraźnie smugi farby. Wiele z nich powstało na ścianach, których tynki już odpadają, ale dla nas dzięki temu jeszcze bardziej są ciekawsze. Są też takie, które powoli odchodzą w zapomnienie, gdyż brak renowacji powoduje ich niszczenie.
Podążamy zgodnie z naszą mapą i wypatrujemy malowidła na trasie. Najbardziej urzekły nas: „Dzieci na rowerze” czy „Chłopiec na motorze”. Trochę zajmuje nam odnalezienie „Brata i Siostry na huśtawce” czy „Dzieci grające w koszykówkę”.

 

murale w georgetown

murale w georgetown
murale znajdziemy w wielu miejscach w mieście
murale w georgetown
trochę pomogliśmy 🙂
murale w georgetown
gdzie jest Zosia?…

murale w georgetown

murale w georgetown
jeden z najsłynniejszych murali „Chłopiec na motorze”
murale w georgetown
załapie się na przejażdżkę?
murale w georgetown
ale fajna huśtawka
murale w georgetown
Zosia trafiła 🙂

 

Niestety jeden z najsłynniejszych murali „Dzieci w łodzi” już nie można podziwiać. Znaleźliśmy tylko zarys malowidła na jednej ze ścian drewnianego domu będącego częścią tzw. Jetty na nabrzeżu.
Dzielnica Jetty składająca się z domów klanowych wyglądają dość niesamowicie. Powstałe z drewnianych desek domy są postawione na palach wbitych w wybrzeże wyspy. Charakterystyczny „smród” w południe powoduje, że ciężko wytrzymać w tym miejscu dłużej, ale restauracje oczywiście znajdziemy :).
Mimo nieprzyjemnego zapachu fajnie poznać to miejsce, pozaglądać do otwartych domów, porozmawiać z ludźmi czy pobiegać z dzieckiem wąskimi, drewnianymi platformami.

 

murale w georgetown
nabrzeże wyspy Penang

murale w georgetown

murale w georgetown
domy na palach – dzielnica Jetty

Jetty Georgetown

Jetty Georgetown

Wracając do centrum miasta nadal wypatrujemy kolejnych murali. Znajdujemy przeróżne malowidła. Oj Zosi się bardzo podobało. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciach.

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown
oprócz murali w mieście znajdziemy wiele ciekawych instalacji

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown
ale fajny kotek

 

Oprócz zwiedzania i poznawania malezyjskiej kuchni w Georgetown, jedziemy również na obrzeża miasta aby zobaczyć największą buddyjską świątynię Kek Lok Si Temple w Malezji. Budowa rozpoczęła się już pod koniec XIX w. i zajęła ponad 20 lat.
Jest to ogromny kompleks świątynny, który znajduje się na wzgórzu. Za pierwszym razem dojeżdżamy na miejsce w niecałą godzinę przed zamknięciem, ale mamy nadzieję, że uda nam się zobaczyć to miejsce. Niestety ilość schodów, którą trzeba pokonać aby wyjść na samą górę jest ogromna. Biegniemy w górę. Łukasz dźwiga Zosię na baranach a ja w rękach targam wózek. Wzdłuż schodów jest mnóstwo budek, straganów ale wszystko już pozamykane, więc nawet nie mam gdzie zostawić wózka. Docieramy na sam szczyt i niestety udaje nam się zobaczyć tylko jedno pomieszczenie. Jesteśmy trochę wściekli, ale mamy szczęście w nieszczęściu.
Na następny dzień wstajemy bladym świtem aby wyruszyć promem już w kierunku kolejnej wyspy Langkawi. Prom się zepsuł więc wracamy do hostelu na kilka godzin. Mamy szansę wrócić do świątyni. Tym razem nie kluczymy, nie szukamy przystanku autobusowego tylko od razu wsiadamy do odpowiedniego autobusu. I po około godzinie jesteśmy na miejscu. Wózek ląduje na zapleczu jednego ze sklepików przy głównej trasie do świątyni. Poraz kolejny wspinamy się w górę po schodach, a sprzedawcy chińskich koszulek, zabawek i pamiątek coraz bardziej nachalnie przekonują nas do zakupu.
Świątynia ma kilkanaście pomieszczeń, dziedzińców. Ostatni odcinek pokonujemy krótką kolejką linową, która wspina się wysoko do góry. Na górze znajduje się ogród chiński z rzeźbami oraz ogromny (36,5 m) posąg chińskiego bóstwa Guanyin – Boga Miłosierdzia. Poniżej w siedmiopiętrowej stupie znajduje się małe posągi buddy w liczbie 10 tysięcy. Cały kompleks świątynny to połączenie chińskiego, tajskiego i birmańskiego stylu. Jest trochę kiczowato ale dzięki temu bardzo, bardzo kolorowo.Widok z góry też jest niczego sobie 😉

 

murale w Georgetown
ogromna świątynia Kek Lok Si Temple

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown
kolory w świątyni są niesamowite

murale w Georgetown

murale w Georgetown
widok ze świątyni na miasto

murale w Georgetown

Informacje praktyczne:

  • nocleg w Red Inn Heritage hostel – 15 Love Lane – 60 MYR
  • przejazd do świątyni – autobus najpierw na główny dworzec – 1,5 MYR i potem przesiadka do 203 lub 204 – cena 2 MYR/os
  • wejście do pagody – 2 MYR/os
  • taxi Uber do promu – 10 MYR

 

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Archipelag Bacuit – El Nido czyli wreszcie kilka dni w raju

Na koniec naszej podróży po Filipinach zostawiliśmy sobie tzw. wisienkę na torcie. Lecimy z wyspy Cebu na wyspę Palawan do miasta Puerto Princessa i od razu kierujemy się do małej wioski El Nido.

El Nido i rajskie wysepki archipelagu Bacuit

Po co właściwie przyjeżdżać na samą północ wyspy?
Wioska El Nido stała się już turystyczną mekką, ale nie dziwi nas to. Nie daleko trzeba wypłynąć ażeby znaleźć się w raju.
Archipelag Bacuit, który tworzy kilkadziesiąt małych wysepek położony jest na północnym brzegu wyspy Palawan. Znajdziemy tam piękne plaże z bialusieńkim piaskiem, krystaliczną wodę, wysokie klify oraz ukryte laguny i jaskinie. Takie widoki przywołują nasze wspomnienia z Krabi w Tajlandii czy zatoki Ha Long Bay w Wietnamie.
Oglądanie podwodnego świata, które jest niezwykle bogate, w tych wodach nie sprawia żadnych trudności. Nie potrzebujemy specjalistycznego sprzętu, tylko rurka i maska, a rafa koralowa jest na wyciągnięcie ręki.

My spędzamy 3 dni w El Nido, które upływają nam na pełnym relaksie. Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy siedzieli w miejscu. Czas nam mija na poznawaniu okolicy, dwóch wycieczkach na wyspy tzw. Island hopping oraz podróży skuterem na samą północ wyspy.

Atrakcje El Nido

Pierwszego dnia po przyjeździe późnym popołudniem na miejsc i znalezienie noclegu powoli poznajemy okolicę. El Nido nie jest duże ale też nie czujemy, żeby było za wiele turystów. Główną ulicą, gdzie znajdziemy dużo miejsc noclegowych dochodzimy do restauracji Art Cafe. Nareszcie odpoczywamy tam przy muzyce do samego wieczora.

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje


Drugiego dnia
z rana wyglądamy przez okno i pogoda nie jest superowa. Oczywiście jest gorąco, ale niebo jest odrobinę zachmurzone. O 9 rano wyruszamy łódką z innymi turystami z Caera tours. Do wyboru są cztery wersje wycieczek: A,B,C,D. My tego dnia wybieramy opcję A i jedną z najładniejszych tras. Zaczynamy od pięknej plaży przy jednej z wysp. Tutaj mieliśmy wreszcie szansę ponurkować. Rafa jest piękna a pogoda też się polepszyła. Kolejny etap wycieczki to kolejne wyspy. Okrążamy wyspę Miniloc i Simizu. Zatrzymujemy się przy trzech lagunach: małej, dużej i sekretnej. Cóż mogę więcej powiedzieć, sami zobaczcie. Widoki są niesamowite. Woda jest tak turkusowa, zielona, niebieska i przeźroczysta . Uff!!!
Wczesnym popołudniem zatrzymujemy się na jednej z plaży i poraz kolejny nurkujemy. W międzyczasie jest przygotowywany dla nas posiłek. Trzeba przyznać że takiego jedzenia jeszcze nie mieliśmy podczas wyjazdu. Byłoby to dla nas trochę za drogie 🙂 A jedliśmy: ryby, kraby, krewetki, ryż, warzywa, sałatki i mnóstwo owoców. Popołudniu pogoda się trochę zepsuła i już takiego efektu przy ostatniej z lagun nie było ale i tak uważamy wyjazd za bardzo udany.

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje


Kolejnego dnia
gdy tylko zobaczyliśmy jak jest słonecznie, od razu skusiliśmy się również na kolejne wypłynięcie w morze. Rezerwujemy miejsca na wycieczkę w wersji C z Caera tours. Cena już niestety wyższa. W międzyczasie zmieniamy nocleg na pokój po drugiej stronie ulicy :). Mamy tańszy i większy pokój z łazienką, a co najważniejsze ze słodką woda. W Sand Inn widok był piękny z tarasu, ale była tylko słona woda w łazienkach, a niezbyt było miło kapać się pod prysznicem ze słoną woda, gdy i tak cały czas jest się w morzu.
O 9 rano wyruszamy i tego dnia dużo nurkujemy. Rafa koralowa jest jeszcze lepsza i widzimy dużo rybek. Odwiedzamy wyspy Matinloc i Tapuitan, sekretną plażę i opuszczony klasztor na wyspie. Oczywiście podczas dnia znów mamy lunch, a na nim mnóstwo dobrego jedzenia. Musimy uważać bo za bardzo rozepchamy nasze żołądki. Przez cały dzień pogoda jest świetna i jak zwykle jest za gorąco. Popołudniu robi się chłodniej i po powrocie spacerujemy plażą w El Nido.

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje
El Nido atrakcje
El Nido atrakcje

El Nido atrakcje
El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje

El Nido atrakcje
El Nido atrakcje

Cudowna i pusta plaża Nacpan na samej północy

Ostatni pełen dzień pobytu rozpoczynamy od wypożyczenia skutera. Cena za automatyka prawie podwójna w porównaniu do wynajęcia na wyspie Bohol.
Odrazu kierujemy się na północ w stronę lotniska w El Nido. Droga jest szutrowa i ciężko pędzić na niej więcej niż 30 km/h a wszędobylskie psy wygrzewające się na środku drogi wymagają od kierowcy nie lada koncentracji!
Po około 45 minutach zjeżdżamy z głównej drogi w lewo przed znakiem na Nacpan beach. Przejeżdżamy przez prowizoryczny mostek i dalej po ok. 5km dojeżdżamy do rybackiej wioski leżącej właśnie przy wspomnianej plaży Nacpan. Od razu zostawiamy motor przy jednym z pensjonatów (chyba jedyny w tej okolicy). Wcinamy na śniadanie omleta ze słodką bulka i po chwili powoli kroczymy wzdłuż plaży podziwiając spokój i ciszę tego miejsca. Zero turystów, łodzie rybackie wokoło i dzieciaki bawiące się w wodzie. Kilka fotek i wracamy z powrotem do wioski. Od miejscowego właściciela gruntu dowiadujemy się, że ta unikatowa wioseczka już niedługo zostanie przeniesiona gdzieś w głąb lądu a na jej miejscu powstaną ekskluzywne kurorty wczasowe. My uświadamialiśmy inwestora, że również to dla tej wioski i spokoju tu panującego turyści będą przyjeżdżać, a nie tylko dla długiej i ładnej plaży (chociaż rzeczywiście jest piękna), ale cóż są gusta i guściki.

El Nido atrakcje
El Nido atrakcje
El Nido atrakcje
El Nido atrakcje
El Nido atrakcje

I tak minęły nam trzy pełne dni relaksu i zachwytów.
Oj było warto chociaż wielkimi fanami plaż nie jesteśmy 🙂

A jak Wam się podoba to miejsce? Jeżeli byliście w El Nido napiszcie nam swoje wrażenia. Bardzo nas interesuje czy zmieniło się to miejsce od naszego pobytu.

Informacje praktyczne (ceny 2013):

– przelot Cebu – Palawan liniami Air Cebu – 1h 10 min
– przejazd Puerto Princessa – El Nido – bus wynajęty z innymi turystami – 5,5 h – 600 PHP lub Roro bus klimatyzowany – 490 PHP/os; nieklimatyzowany bus – 370 PHP – 6-8 h.
My polecamy z El Nido do Puerto Princessa klimatyzowany Roro Bus jeśli zostajecie w mieście, a z Puerto Princessa do El Nido Van (van zabiera was prosto z lotniska- nie szukacie tricyklem do dworca itd a płacicie może 60 PHP więcej i zaoszczędzacie tak cenny czas by wcześniej wybrać dogodny nocleg w El Nido.
– przejazd tricikl dworzec Coron – El Nido – 50 PHP
– nocleg Sand Inn – 600 PHP za pokój dwuosobowy
– nocleg Deni’s pension – 500 PHP/os
– wycieczka łódką wersja A – 700 PHP/os
– wycieczka łódką wersja C – 900 PHP/os
– wynajęcie skutera – cały dzień 700 PHP, pół dnia 500 PHP

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Wyspa Bohol na Filipinach – TOP atrakcje

Po pobycie w górach na północy wyspy Luzon wreszcie przyszedł czas na zmianę otoczenia. Jesteśmy na Filipinach, więc chcemy ruszyć na jakąś rajską wysepkę, których na Filipinach ponoć nie brakuje.
Ruszamy na wyspę Bohol w regionie Central Visayas. Przez kolejne trzy dni na wynajętym skuterze oraz łódką poznajemy najbardziej znane atrakcje tej wyspy.

wyspa Bohol co zobaczyć
wnętrze wyspy Bohol

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć


Miejsca warte zobaczenia na wyspie Bohol.

Panglao

Lotem z Manili dostajemy się na lotnisko Tagbilara . Po wylądowaniu panie z informacji turystycznej dają nam wskazówki jak szybko i tanio dostać się z miasta na odrębna wysepkę przyległą do Boholu- Panglao i jedną z jej plaż Alona Beach.
Wyspa Panglao leży tuż u wybrzeży wyspy Bohol i połączona jest z nią dwoma mostami. Jest świetnie przystosowana dla turystów, ma piękne plaże: Alona, Dumaluan a dla fani nurkowania odnajdą tam kilkanaście punktów nurkowych z możliwością zrobienia kursu np. PADI.
Aby dostać się na miejsce oczywiście można wynająć taksówkę ale my najpierw z lotniska łapiemy tricykl w kierunku muzeum, tam znajduje się mikro dworzec, z którego przepełnionym jeepney’em odjeżdżamy do Alona beach.
Po dotarciu do plaży szukamy taniego noclegu, co z góry w tym miejscu jest skazane na porażkę. Pomimo że szczyt sezonu jest już za nami i wiele pokoi czeka na nowych gości to właściciele nie chcą szczególnie schodzić z ceny- no może 10% ale nas to nie satysfakcjonuje. Po przejściu prawie całej plaży i odejściu od niej 100 m. znajdujemy lokum za przysłowiowe 10$Nasza argumentacja że to dziura w suficie, a że fan za wolno się kręci, a że komar przeleciał i ściana jest brudna doprowadza do lekkiej obniżki ceny. Oczywiście szukanie dziury w całym często jest najskuteczniejszą formą targowania.
Sama plaża jest piękna z błękitną wodą, kolorowymi rybkami i pływającymi rozgwiazdami. w takiej scenerii relaksujemy się na całego. Nie ma za dużo turystów, pogoda nas rozpieszcza a woda jest przyjemnie gorąca :). Oczywiście w porównaniu do innych plaż, które odwiedziliśmy w Azji to plaże na wyspie Gili Meno w Indonezjii plasują się na najwyższym podium. Nie tak komercyjne i bardzo na odludziu.

Alona Beach
plaża Alona

Alona Beach

Alona Beach

Alona Beach

Czekoladowe Wzgórza

Plan zwiedzania wyspy jest prosty, wstać jak najwcześniej póki upał tak nie doskwiera. Już o 5:30 czeka na nas pan z „wypożyczalni” i piękny czerwony skuter. Bak pełny i jedziemy. Plan mamy całkiem ambitny bo chcemy przejechać ponad 70 km do Czekoladowych Wzgórz i potem wrócić drogą północnym wybrzeżem. Początkowe 20 km trasy to wszechobecne plantacje drzew palmowych z bananami i kokosami a pomiędzy nimi schowane domki na palach. Dojeżdżamy do Tagbilaran już na wyspie Bohol i kierujemy się na północ na Corolle. Jest ok 7 rano więc jeszcze za wcześnie aby zobaczyć małe małpki Tasiery. Dalej kierunek na wioskę Loboc, gdzie można zobaczyć pływające restauracje na wodzie, oraz skorzystać z rejsu rzeką. My omijamy ten punkt programu, jest dla nas za bardzo komercyjnie a rzekę samą w sobie już widzieliśmy. Kolejny kilometry i dojeżdżamy do punktu widokowego 4 km od Carmen. Mamy przed sobą Czekoladowe Wzgórza.
Liczbę tych małych stożkowych pagórków szacuje się na około 1300. Ich wysokość to od 30 do 120 metrów. Wzgórza powoli stają się odrobinę brązowe, tak jak przypieczone babki czekoladowe. Rzeczywiście wyglądają dość niesamowicie. Nic dziwnego, że Filipińczycy robią sobie przy nich zdjęcia min. na miotle.

Jest już dla nas za gorąco więc zbieramy sprzęt i wskakujemy na skuter, bo to nas ochłodzi. Jedziemy dalej do Carmen, i skręcamy na Sagbayan, gdzie znajduje się drugi punkt widokowy – 20 km od wcześniejszego. Widok może nie tak fajny, ale jest mini park rozrywki -tak bardzo mini. I nareszcie mamy zdjęcie z kaczorem Donaldem i myszką Mikey.
Na punkcie spędzamy może 5 min. Grzeje strasznie. Ufff. Znów motor i już pędzimy w stronę wybrzeża. Teraz czeka nas długa droga do Tagbilaran. Po drodze już sparzyliśmy sobie uda i kolana więc większość trasy jedziemy pozakrywani bluzkami. Zatrzymujemy się przy ciekawszych miejscach i obserwujemy co dzieje się wokół nas. Filipińczycy non stop jak nas widzą to pozdrawiają. Musimy przyznać, że czujemy się tu świetnie. Po 8 godzinach dojeżdżamy do naszej Alona Beach.

atrakcje Bohol
rzeka Loboc

Czekoladowe Wzgórza

Piękne Czekoladowe Wzgórza

Czekoladowe Wzgórza

Czekoladowe Wzgórza

wyspa Bohol co zobaczyć
północne wybrzeże wyspy Bohol

wyspa Bohol co zobaczyć

Sanktuarium Tarsierów

Po dobrze przespanej nocy, wsiadamy już o 7 rano na motorek i pędzimy w stronę Corelli– miejscowości w której znajduje się rezerwat mini małpek zwanych tarsiery. Dojazd do sanktuarium-miejsca gdzie te zwierzaki żyją, zajmuje nam około 2,5 godziny. Oczywiście zatrzymujemy się po drodze, aby uwiecznić ciekawe miejsca (np. kościół w Baclayon), niestety upał daje nam się mocno we znaki! Łukasz ma długi rękaw i koszulkę na kolanach a ja spodenki za kolana plus pełno kremu uv50 na sobie!
Sanktuarium Tarsieriów czyli wyraków jest miejscem, w którym te małe małpiątka spokojnie sobie żyją. Oprócz wyspy Bohol żyją również na indonezyjskiej Sumatrze i Celebes. Są malutkie, wielkości dłoni. Mają ogromne oczy i głowę, którą mogą przekręcić o 180 stopni. Sanktuarium zwiedzamy z przewodnikiem, gdyż sami pewnie nie dostrzeglibyśmy tych małych istot, które w dzień głównie śpią. Nie lubią być budzone a tym bardziej nie wolno do nich krzyczeć ani też robić zdjęć z fleszem. Dodatkowo nie żyją w grupie. Dlatego też są pojedynczo poukrywane na gałęziach w liściach drzew.

wyspa Bohol co zobaczyć
kościół Baclayon
wyspa Bohol co zobaczyć
wnętrze kościoła Baclayon

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć
małe małpki Tarsiery

Tarsiery Bohol

Rejs na rajskie wyspy Balicasag i Virgin Island

Być na Filipinach i nie zobaczyć jeszcze więcej rajskich wysepek to grzech 🙂
Ruszamy na tzw. island hopping, czyli wycieczkę charakterystyczną filipińską łódką po okolicznych wysepkach. Oczywiście decydujemy się płynąć z innymi turystami, gdyż cena jest znacznie bardziej korzysta. Z samego rana wraz z parą z Tajwanu i Włoch wyruszamy na pełne morze.
Najpierw płyniemy jak cała sterta innych łódek w stronę miejsca gdzie możemy ujrzeć delfiny. Po chwili pojawia się ich kilka, ale jak to stwierdził kapitan są bardzo nieśmiałe. Kolejne miejsce to Balicasag Island położona ok 4-5 km od Panglao. Piękna turkusowa woda a na plaży mnóstwo białych łódek. Wyspa jest nieduża i spędzamy trochę czasu na odkrywaniu niej, zaglądając to chatek nielicznych mieszkańców. Na wyspie dodatkowo można wziąć udział za dodatkową opłatą w nurkowaniu. Chętni turyści zbierają się w małe grupy i wypływają małymi łódkami na rafy niedaleko samej wyspy. Jest dość ciekawie, ale rafa sama w sobie jest lepsza w Indonezji czy Tajlandii.
Kolejne miejsce to Virgin Island. Myślę, że trochę przereklamowane, ale fajnie przejść się po piasku zanurzonym do pasa w głąb morza. Natomiast w momencie odpływu na środku morza wynurza się piaszczysty fragment.
Jesteśmy już głodni i zmęczeni więc czas wracać. A po południu co można robić w tym upale. Cztery prysznice, drzemka, piwko i dobre jedzenie.
Ciężkie jest życie na wakacjach 🙂

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć
wyspa Balicasag
wyspa Bohol co zobaczyć
nurkowanie niedaleko wyspy Balicasag

atrakcje Bohol
Virgin Island

Jeżeli macie więcej czasu i ochoty na zwiedzanie to polecamy jeszcze wiszący bambusowy most w Sevilla czy wodospady.

Informacje praktyczne:

  • wynajęcie skutera – 400 PHP/dzień
  • nocleg – 600 PHP/2os pokój
  • wejście Czekoladowe Wzgórza – 50PHP (od tego roku podobno wzrost do 100 PHP); 30 PHP z Sagbayan
  • Sanktuarium tarsierów – 60 PHP/os
  • island hopping – 250 PHP/os

 

Więcej na temat naszego wyjazdu na Filipiny znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Podróżnicze podsumowanie 2017 roku

Nowy Roku już nam nastał a my jeszcze z nostalgią wspominamy ostatnie 12 miesięcy.
Nie mieliśmy czasu przed Sylwestrem więc dokonujemy podsumowania 2017 z początkiem Nowego Roku.

Co udało nam się osiągnąć, zobaczyć, doświadczyć a co nadal czeka w kolejce.
Czy to był dobry dla nas rok?
Myślę, że tak.

Zwłaszcza podróżniczo udało się wiele zobaczyć i iść zgodnie ze wcześniejszym planem. Nie będziemy podawać statystyk o liczbie odwiedzonych krajów, przelotach czy czasie spędzonym w podróży.
Najważniejsze, że wykorzystaliśmy każdą nadarzającą się okazję do wspólnego wyjazdu.

Od początku wiedzieliśmy, że chcemy ruszyć w 2017 roku z Zosią dalej a dokładnie do naszej ukochanej Azji. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to dla nas niezłe wyzwanie, bo chociaż sami jesteśmy zaprawieni w boju to jednak podróżowanie z dzieckiem to inna bajka. Dieta bezglutenowa nadal ciąży na nas więc podróżowanie tym bardziej staje się wymagające.

Najpiękniejsza jednak dla nas nagroda gdy słyszymy słowa Zosi: „A gdzie dzisiaj jedziemy?”.

 

Co udało nam się osiągnąć podróżniczo?

Początek roku zawsze powoduje u nas lekkie zdenerwowanie. Pojawiające się promocje lotnicze kuszą ze wszystkich stron a my od razu zaczynamy planować.

Zimowe, bure miesiące bez spektakularnych wyjazdów mijały a my codzienne skreślaliśmy kolejne dni do wyczekiwanego urlopu.

podsumowanie roku 2017
Zima z założenia jest bardziej leniwym okresem na podróżowanie- chłód, krótszy dzień ale…dla chcącego nic trudnego. Tutaj spacer na Błatnią

 

Maj

Wybór padł na nie odwiedzoną przez nas wcześniej Malezję. W ostatniej chwili nasz wyjazd mógł jeszcze się nie odbyć. Ci co śledzili nasz funpage znają historię „kradzieży” 🙂 naszego samochodu w Budapeszcie.

Na szczęście wylecieliśmy a kraj okazał się bardzo łatwy do zwiedzania i wręcz niezwykle przyjazny dla dzieci. No dobra, ale żeby tak nie słodzić to trzeba przyznać, że dostawaliśmy białej gorączki w Kuala Lumpur, gdy próbowaliśmy pokonać miasto wózkiem.
Mimo ogromnego upału i wilgoci przez trzy tygodnie zjechaliśmy dużą część kontynentalnej Malezji. Podziwialiśmy stolicę, podjadaliśmy w chińskiej dzielnicy Malaka, przemierzaliśmy ścieżkami pomiędzy herbacianymi krzakami oraz odpoczywaliśmy na licznych plażach Langkawi.
Trzydziestogodzinny powrót z tropików nie przeszkodził nam wyjechać od razu w ukochane góry.

Malezja Z dzieckiem blog podróżniczy
W Malezji jak nigdy w Azji oprócz plecaków pchaliśmy jeszcze wózek 🙂
Zosia pokochała plaże i ciepłą wodę…mogła by przesiadywać w piasku cały dzień!
Herbaciane pola urzekły nas swoim soczystym kolorem
podsumowanie roku 2017
Poszukiwanie „Murali” w miasteczku George Town to świetna zabawa. Malezja.

Czerwiec

Kolejne miesiące wakacyjne to odkrywanie Polski. Już w czerwcu wyjechaliśmy w świętokrzyskie. Region często mało doceniamy naprawę nas urzekł. Skansen w Tokarni był niezwykły a zamek Chęciny największe wrażenie zrobił na Zosi. Oczywiście nie zapomnieliśmy o wizycie w Sandomierzu, który zawsze jest na naszej liście.
Dodatkowo zajrzeliśmy poraz pierwszy do Kazimierza Dolnego i musimy przyznać, ze nie dziwimy się dlaczego jest tak chętnie odwiedzany. Małe miasteczko, ale bardzo urokliwe.

Chęciny
Piękny zamek Chęciny
Szydłów
Średniowieczne mury w Szydłowie
Sandomierz
Nasz ukochany Sandomierz
podsumowanie roku 2017
Widok na Kazimierz Dolny

Lipiec

Miesiąc poświęciliśmy w pełni na wyjazdy weekendowe. Góry, nasze Beskidy znów „górowały” na liście. Kolejne szlaki czy pieczątki ze schronisk  pojawiały się z każdym wyjazdem w książeczce Zosi. Dodatkowo pierwszy raz braliśmy udział w spływie kajakowym z Zosią na Przemszy. Nie ukrywam, że dla mnie było to wyzwanie i chyba bardziej się bałam niż ta moja mała istotka.

Zosi spływ Przemsza bardzo się spodobał, mama była przerażona 🙂

 

Sierpień

W sierpniu udało się wygospodarować prawie dwa tygodnie wolnego i oprócz pobytu w województwie łódzkim wreszcie dotarliśmy do mojej wymarzonej krainy w Polsce czyli Podlasia.
I nie zawiedliśmy się. Pogoda jak marzenie i atrakcji mnóstwo. Odpoczęliśmy i naładowaliśmy baterie żałując że musimy jednak wracać do tego naszego świata pełnego pogoni, betonu a zimą smogu. Zobaczyliśmy mnóstwo cerkwi, zjeździliśmy rowerem Białowieski Park Narodowy, zobaczyliśmy tereny i wioski wprost z powieści Pana Tadeusza i poznaliśmy kulturę Tatarów.

Narwiański Park Narodowy
Przeprawa przez Narew
Kraina Otwartych Okiennic
Sielska wioska Soce – Kraina Otwartych Okiennic

Kruszyniany
Meczet tatarski w Kruszynianach
cerkiew
Wnętrze jednej z cerkwi
Białowieski Park Narodowy
Białowieski Park Narodowy
Rezerwat Pokazowy Żubrów w Białowieży
Rezerwat Pokazowy Żubrów w Białowieży

Wrzesień

Prywatnie nie był to dla nas dobry miesiąc. Tylko wyjazdy pomogły nam uspokoić myśli i zacząć patrzeć w przyszłość z większą nadzieją. Skoczyliśmy w opolskie oraz na Słowację i pierwszy raz odkryliśmy Małą Fatrę a do tego pobyt na Spiszu. Szkoda tylko, że warunki pogodowe nie pozwoliły nam na więcej.

Mała Fatra- piękny łańcuch górski na terenie Słowacji.
Vlkolinec
wioska Vlkolinec

Październik

W październiku poznałam historię czasów wojny w Warszawie dzięki free walking tours, o czym marzyłam od dłuższego czasu. W dalszym ciągu, jako nowi na Śląsku poznawaliśmy zakamarki tego niesamowitego województwa. Szlak Orlich Gniazd, zamki, pałace czy ciekawe miejsca nie są nam już obce. Dodatkowo odkryliśmy miasteczka północnych Moraw w Czechach jak Příbor, Štramberk i Kopřivnice . I nie zapomnieliśmy o mojej ukochanej Małopolsce.

Kopřivnice
Kopřivnice
Štramberk
Štramberk

zamek w Štramberk
Štramberk
Příbor
Příbor

Listopad

Zmęczeni już jesienią zaczęliśmy marzyć o czymś nowym i co najważniejsze gdzieś gdzie jest ciepło. Dobre ceny biletów lotniczych skusiły nas na wyjazd po raz pierwszy na Wyspy Kanaryjskie. Nie chcieliśmy tylko spędzić czasu na jednej wyspie, więc udało się odwiedzić dwie: Lanzarote i Fuertaventura. Ponad 1000 km, moc wrażeń, piękne wulkany i plaże. Takie wspomnienia zostaną na zawsze.

Lanzarote
Piękna plaża Famara na Lanzarote
Timanfaya
Park Narodowy Timanfaya na Lanzarote
Feurteventura w wieczornym świetle pięknie się złoci.
Dunas de corralejo wydmy piaskowe fuerteventura
Wydmy w Parku Narodowym Dunas de Corralejo , Feurteventura.

 

 

Grudzień

Ostatni miesiąc to czas wyciszenia i przygotowania do świąt ale my zawsze wolimy być w drodze. Zobaczyliśmy jarmarki bożonarodzeniowe we Wrocławiu, Krakowie i Katowicach. A ostatnie dni roku to góry. Tym razem Beskid Sądecki i najpiękniejsze widoki na Tatry Bielskie ze ścieżki wśród Koron Drzew w Bachledovej Dolinie.

Bywają takie dni w górach, że zapomina się o całym świecie. Tutaj Tatry Bielskie.
Bachledowa Dolina Bachledova jak dojechac blog podrozniczy
Bachledowa Dolina. Widok z wieży widokowej

Co nadal czeka w kolejce?

Ohhh mamy wiele planów. Oczywiście wszystkie się nie zrealizują ale nadal chcemy jak najwięcej doświadczać i widzieć ale oczywiście wspólnie jako rodzina. Nie zapominamy o blogu. Mamy postanowienie ruszyć z kopyta. Ale nie zapominamy, że nadal ma być to dla nas zajęcie zrodzone z pasji, a nie przykry obowiązek.

Piękny był ten rok. Mam nadzieję, że Nowy przyniesie Wam i Nam wszystkiego co najlepsze.
Mamy nadzieję, że zostaniecie z Nami.

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Sagada i Bontoc – interesujące miejsca na wyspie Luzon

Wizyta w wiosce Batad zrobiła nas nas bardzo dobre wrażenie a zieleń ogromnych tarasów ryżowych na długo pozostanie w naszej pamięci. Nie chcieliśmy jeszcze opuszczać wyspy Luzon zwłaszcza, że było bardzo przyjemnie i chłodniej niż w stolicy.
Zobaczyliśmy jeszcze Sagadę i Bontoc.

Wiszące trumny w Sagadzie

Sagada jest miejscem popularnym, jako górski kurort dla Filipińczyków. Dla turystów zagranicznych jest interesująca z innego powodu. Jeżeli chcesz zobaczyć, w jaki charakterystyczny sposób chowano zmarłych przez ludność Igorot to tylko w tym miejscu.
Trumny nie są grzebane w ziemi, ale zawieszone wysoko przy skalnych ścianach. Są to tzw. „hanging coffins”. Miejsce może być obecnie odwiedzane tylko z przewodnikiem.
Ale najpierw obowiązkowo wizyta w Informacji Turystycznej. Chcieliśmy się dowiedzieć więcej o okolicznych atrakcjach. Nie zdecydowaliśmy się na przejście z jaskini Lumiang do Sumaging może dlatego, że widzieliśmy już jaskinie nie raz, cenna nas nie zachęcała, a poza tym osobiście nie lubię się przeciskać :). Ale oczywiście polecamy dla tych co lubią, bo podobno warto.

Sagada wiszące trumny
główna ulica w Sagadzie, pełna hosteli i klimatycznych restauracyjek.

Udaliśmy się najpierw do wiszących trumien. My zwiedzaliśmy sami, gdyż jeszcze była taka możliwość.
Droga nie jest trudna. Należało przejść wzdłuż kościoła Maryi niedaleko centrum a później przez cmentarz. Miejsce wygląda na opuszczone i zaniedbane. Chociaż jest to cmentarz chrześcijański wydaje się, że nikt go nie odwiedza.
Idziemy stromo w dół do doliny Echo Valley. Oczywiście jeszcze pamiątkowe zdjęcie i próbujemy jako echo działa w samej dolinie.

Sagada wiszące trumny
Dolina Echo

Sagada

Na dwóch pionowych ścianach skalnych znajdują się podwieszone trumny. Wygląda to dość niesamowicie. Ludność Igorot chowała swoich zmarłych w niecodzienny sposób. Nie wiadomo dokładnie, kiedy rozpoczęła się ta praktyka przez ten lud oraz dlaczego właśnie w taki sposób trumny były umieszczane. Jest kilka teorii związanych z duchowością ale również bardziej praktycznych. Znajdziemy m.in. informacje, iż umiejscowienie w taki sposób trumien pozwoli zmarłym łatwiej dostać się do nieba lub też zapewni spokój i ciszę oraz typowo praktyczne podejście związane z robactwem, które normalnie zjada ciało w glebie a jednak na takiej wysokości nie.

Później udajemy się w stronę jaskiń. Trasa też jest bardzo prosta. W informacji turystycznej dostaliśmy mapkę, więc nie było trudno odnaleźć to miejsce. Poszliśmy droga w dół od naszego guest house’a i po 30 min byliśmy przy miejscu skąd widzimy kolejne podwieszane trumny. Skręcając w lewo, po drodze jest znak do jaskini tzw. Lumiang Cave gdzie przy wyjściu znajdują się poustawiane trumny jedna na drugiej. Niektóre z nich są wciśnięte w skały. Te już są znacznie starsze, bo aż 200 letnie. Do następnej jaskini Sumaging Cave wchodzimy tylko do jej wejścia. Grupy z przewodnikami udają się dalej. My na to się nie zdecydowaliśmy.

Sagada wiszące trumny

Sagada wiszące trumny

Sagada wiszące trumny

Punkt widokowy Kiltepan

Kolejne dnia nie tracimy czasu i wstajemy jak ranne ptaszki. Plan wiązał się z wizytą na punkcie widokowym Kiltepan niedaleko Sagady. Wyruszyliśmy drogą w stronę Bontoc i po 3 km za Rocky Inn skręciliśmy w drogę szutrową. Niedługie podejście do góry i jesteśmy na miejscu. No trzeba przyznać, że było warto. Zawsze chciałam być w górach i zobaczyć poniżej szczytów morze chmur i teraz się to udało. Gęsta powłoka kłębiła się poniżej wierzchołków. Od razu mam na myśli bita śmietanę.
Kilka zdjęć i czekamy jak się sytuacja zmieni. Mieliśmy zamiar zobaczyć tarasy ryżowe poniżej chmur. Czekamy ok 2 godzin a czas umilałam sobie zabawą ze szczeniaczkiem, który przywiązany na sznurku zrobionym ze zwiniętej reklamówki, siedzi sobie na pobliskiej budowie. Piszczał w niebogłosy, ale jak byłam przy nim to był cały szczęśliwy.
Czas mija i nareszcie widzimy zmieniający się krajobraz pod nami. Piękne, zielone tarasy ryżowe pną się na okolicznych górach. Widok jest cudowny.

Sagada wiszące trumny
Punkt widokowy Kiltepan

Sagada wiszące trumny

Tarasy ryżowe w Bontoc

Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do Bontoc. Przeważnie nikt tu się nie zatrzymuje, bo jedzie do bardziej znanego miejsca jak Banaue, ale my byliśmy zachwyceni tym miejscem. Znaleźliśmy pokój przy głównej drodze, niedaleko przystanku jeepney do Banaue. Miasteczko ma świetną informacje turystyczna Od razu wiedzieliśmy, co chcemy zobaczyć. Jedziemy na okoliczne tarasy ryżowe („schody do nieba”) – Kadchog. Jest tam dość niesamowicie. Chodziliśmy pomiędzy poszczególnymi piętrami tarasów i widzimy pracujących ludzi przy uprawie ryżu.

tarasy ryżowe Bontoc
Tarasy ryżowe w Bontoc. Miejscowość omijana przez turystów…dlaczego?

tarasy ryżowe Bontoc

tarasy ryżowe Bontoc

tarasy ryżowe Bontoc
Kolejnego dnia również zebraliśmy się z samego rana, aby zobaczyć miasto o poranku. Robimy kilka zdjęć z drugiej strony rzeki z widokiem na cały Bontoc. Później znowu zapuściliśmy się na tarasy ryżowe, do których można się dostać przez wysoki na 20m. nad rzeką mostek. Pierwszy raz w Bontoc zobaczyliśmy jak się sadzi ryż i jaka mozolna praca towarzyszy całej uprawie ryżu.
Popołudniu wracamy do Banaue skąd już nocnym autobusem jedziemy do Manili.

tarasy ryżowe Bontoc
Miasto Bontoc wczesnym rankiem.

tarasy ryżowe Bontoc

tarasy ryżowe Bontoc

tarasy ryżowe Bontoc
Most na rzece…lekki zawrót głowy!

tarasy ryżowe Bontoc

tarasy ryżowe Bontoc
Sadzonki ryżu.

tarasy ryżowe Bontoc

tarasy ryżowe Bontoc

Informacje praktyczne:

– jeepney Banaue – Sagada z przesiadką w Bontoc – 300 PHP od osoby
– nocleg Sagada – Yellow Inn
– świetna restauracja w Sagadzie – Yoghurt House
– przejazd Sagda – Bontoc – 45 PHP od osoby
– przejazd Bontoc- Banaue – 150 PHP od osoby
– noclegi w pokojach 2-osobowych 500 PHP
– zwiedzanie Echo Valley z przewodnikiem – wycieczki do kupienia w Informacji Turystycznej – 200-600 PHP za grupę do 10 osób

Więcej na temat naszego wyjazdu na Filipiny znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Batad – dwa dni pośród tarasów ryżowych

Minęło kilka godzin a my już mieliśmy dość Manili. Duszna, gorąca i tłoczna stolica Filipin szybko spowodowała, że jeszcze szybciej chcieliśmy jechać dalej.
Pierwsze spotkanie z Filipinami nie wypadło za dobrze.
Gdy rozpoczęła się naszą przygoda w tym kraju, na pierwsze miejsce wybraliśmy góry. Było tak gorąco, że tylko marzyliśmy o nawet chwilowej ochłodzie.
Po przyjeździe z lotniska do dworca, następne godziny spędziliśmy w przyjemnych, klimatyzowanych pomieszczeniach okolicznego supermarketu.
Nocnym autobusem dojeżdżamy do Banaue na 6 rano. Noc była bardzo ciężka. Dalej jest dla nas niezrozumiałe, dlaczego w tropikach włączają klimatyzację na 16 stopni. Wszyscy pasażerowie przymarzli do siedzeń. A o spaniu też można było pomarzyć. Po 8 godzinach jazdy dojechaliśmy w Banaue. Miasteczko dość zatłoczone, ale pięknie położone w górach na północy wyspy Luzon.

Banaue Filipiny
Komentarz zbędny 🙂

Batad i tarasy ryżowe

Turyści przyjeżdżają tu w jednym celu, podziwiać tarasy ryżowe. Ponad 100 letnie kamienne tarasy ryżowe nadal są wykorzystywane. Jest tam pięknie o każdej porze. My mogliśmy podziwiać soczystą zieleń rosnącego ryżu. Musimy przyznać, iż te, które widzieliśmy w Indonezji nie są aż tak piękne.
Nie tracąc czasu chcieliśmy od razu jechać do wioski Batad położonej jeszcze wyżej niż Banaue.

Banaue Filipiny
takie widoczki z każdej restauracji w Banaue.

Dzień pierwszy

Udało nam się zebrać ekipę turystów i na dachu jeepneya jedziemy do Batad Saddle. Po ponad godzinie byliśmy na miejscu, ale nasze tyłki ledwo co wytrzymywały podskakiwanie na dziurawej drodze. Ale niestety to nie był koniec. Teraz jeszcze około godziny w dół do wioski.

Banaue Filipiny

Batad tarasy ryzowe
Jazda bez pasów i wbrew jakimkolwiek przepisom. To tylko w Azji i jak my to kochamy!
Batad tarasy ryzowe
Droga potrafi być kapryśna, zwłaszcza jak mocniej popada.

Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie ten upał i ciężkie plecaki. Z cała międzynarodową ekipa zostajemy w Rita’s home stay. Po zimnym prysznicu poszliśmy na punkt widokowy znajdujący się dokładnie po drugiej stronie wzgórza. Dojście zajmuje nam ok 45 min. Ważne jest, aby znaleźć poprawna trasę po tarasach ryżowych, ale nie zawsze to jest takie proste. My nie korzystaliśmy z przewodnika.
Szybki opis jak dotrzeć do punktu widokowego poniżej.
Z miejsca rejestracji (przy wejściu do wioski) kierujemy się ścieżka po naszej lewej stronie, która schodzi w dół obok boiska koszykówki a następnie trzymamy się zbocza mając je po lewej stronie i tak idziemy przyklejeni do tego zbocza, mijając malutki mostek- (3m długości i 1 m szerokości) i dalej wzdłuż zbocza aż do momentu gdzie spotykamy napis-,”do czegoś tam”- spokojnie na tej drodze jest tylko jeden znak więc ciężko pomylić. Za tym znakiem są dwie ścieżki jedna na wprost, druga do góry mocno i nią się kierujemy dalej w górę pomiędzy domostwami. Dalej wchodzimy w lasek i po jakiś 200-300m dochodzimy do tarasów. Ważne żeby cały czas iść ścieżką blisko wzgórza i wchodząc na same tarasy wybrać ten, którego „miedza” obłożona jest kamieniami (jest tylko jedna taka). I w zasadzie to cały przepis na dotarcie do punktu widokowego. Nie wolno iść polami ryżowymi inna ścieżka, bo najecie się strachu! Przewodnik zbędny!

Batad tarasy ryzowe
Żółwie też cały swój dobytek na plecach noszą 🙂
Batad tarasy ryzowe
Batad -Spacer po polach ryżowych to fajne doświadczenie, warto jedynie nie brnąć na przód jeśli nie jesteśmy pewni drogi.

Batad tarasy ryzowe
Batad tarasy ryzowe

Batad tarasy ryzowe
Klimatyczne domostwa pośród …wiadomo czego 🙂

Batad tarasy ryzowe
Batad tarasy ryzowe

Udało nam się wrócić do hostelu tuż przed godzinna ulewa. Popołudnie i wieczór to już tylko odpoczynek i pogaduchy z ludźmi.

Dzień drugi

Kolejnego dnia mieliśmy niecny plan dostania się pod wodospad, bez przewodnika. W cztery osoby wyruszyliśmy po 7 rano w kierunku punktu widokowego. Na początku pogubiliśmy trasę i po 30 min dopiero trafiamy na właściwą.
Zdajemy sobie sprawę, że ścieżka do wodospadu prowadzi schodami w dół zbocza tarasowego. Troszkę byliśmy wkurzeni, bo po 2.5 godzinie trekkingu wróciliśmy do punktu wyjścia a turystów na szlaku do wodospadu przybywało. Schody w dół i dalej lekko w górę do chatki z napojami a potem mocno w dół w kierunku wodospadu.

Po ok. 30 min. dotarliśmy do pięknego wysokiego na 30 m. warkocza wody z całkiem sporym basenem. Kąpiel, kilka fotek i wracamy po ok. godzinie z powrotem bardzo stromą ścieżką w górę do tarasów i dalej przez wioskę na dnie doliny. Poznaliśmy na trasie mieszkańców i ich dzieci. A to jest to, co najbardziej uwielbiamy.

Batad tarasy ryzowe

Batad tarasy ryzowe

 

Pogoda nam dopisała, chmur mało a wilgotność i temperatura znośna. Nie spodziewaliśmy że około godzinę po naszym powrocie rozszaleje się burza, jaką w życiu widziałam może dwa razy. Oberwanie chmury z piorunami trwało jakieś dwie godziny. Pod wieczór się rozjaśniło i wyraźnie ochłodziło!

Dzień trzeci

Przygodę w Batad skończyliśmy na następny dzień.
Musieliśmy wrócić na Batad Saddle czyli cały czas do góry. Trzy postoje po drodze, wypity litr wody i po 1:20 byliśmy na szczycie. Te nasze ciężkie plecaki nas wręcz przygniotły.

Niestety po wczorajszej burzy droga została zmyta i jeepneye mogły przejechać tylko cześć trasy. A wiec plecaki znów na ramiona i kolejne 15 min tylko na szczęście w dół. O 9: 30 odjeżdżamy publicznym transportem do Banaue.
Szkoda bo było pięknie !

Batad tarasy ryzowe
Taki mieliśmy widoczek z tarasu hostelu.
Batad tarasy ryzowe
I czas w dalszą drogę.

Batad tarasy ryzowe

Info praktyczne:

– przejazd z lotniska do Manili – Philtracko- 400 p/osoba
– przejazd do Banaue – Ohayama Trans (firma transportowa) – 21:00 wyjazd- 6 rano przyjazd, 450 p./osoba
– jeepney Banaue – Batad Saddle – 225 p za os (wynajęty na kilka osób)
– nocleg w Batad – Rita’s home stay – 200 p za osobę bez cieplej wody
– jeepney Batad – Banaue – transport publiczny – 150 p za osobę

 

Więcej na temat naszego wyjazdu na Filipiny znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂