Georgetown w Malezji – szlakiem murali i świątyń

Po kilku godzinach i przeprawie promem wreszcie znaleźliśmy się na wyspie Penang w słynnym mieście Georgetown. Upał jest nieznośny. A my pchając wózek z ciężkimi plecakami, podążamy ulicami miasta w poszukiwania noclegu. Powoli zmieniają nam się dzielnice na trasie: chińska, hinduska czy malezyjska. Odwiedzamy okoliczne hotele w akceptowalnej dla nas cenie, ale niestety w środku pokoje co jeden to gorszy. Mija nam już prawie godzina i wreszcie docieramy do kolejnego hostelu.
Pokój jest w porządku więc nie mając już więcej sił zostajemy na miejscu. Łazienka wspólna ale nie przeszkadza nam to ważne że jest spory prysznic 🙂
Nie odpoczęliśmy za długo bo chcemy od razu wyruszyć w miasto na obiad i zwiedzanie. Wyspa Penang słynie z najlepszego jedzenia w całej Malezji więc również chcemy się o tym przekonać.

 

murale w georgetown
promem w kierunki wyspy Penang
murale w georgetown
jedzenie w Georgetown jest pyszne…
murale w georgetown
zabawa w restauracji nawet łyżkami jest świetna
murale w georgetown
stragany z jedzeniem znajdziemy wszędzie

 

Przemierzamy kolejne ulice a tu coraz więcej turystów. Każdy wpatrzony w mapę sprawdza nazwę ulicy. Cześć z nich również korzysta ze specjalnych aplikacji w smartphone’ach. Wszyscy podążając w jednym celu. Znaleźć to z czego miasto jest tak bardzo znane.

Murale w Georgetown

Murale – czyli tzw malarstwo ścienne zdobi liczne budynki Georgetown. Wiele osób odwiedza to miasto właśnie z tego powodu. Dzieła wykonane są przez Ernesta Zachervic’a, pochodzącego z Litwy. Artysta dzięki zgodzie miasta zmienił je w otwarte dzieło sztuki. Na licznych ścianach budynków powstawały malowidła wraz z dodatkowymi instalacjami.
My z własnymi mapami również ruszamy w trasę najlepszych murali. Poświęcamy w sumie na to cały pełny dzień. Najlepiej jednak zwiedza nam się wcześnie rano, gdy upał jest trochę mniejszy. Niespiesznie podążamy przez miasto zaglądając również do innych dzielnic, gdzie liczne świątynie oraz restauracyjki aż nas kuszą aby wstąpić do środka.

W dzielnicy chińskiej odwiedzany dom klanowy Khoo Kongsi przeznaczoną na miejsce modlitw oraz spotkań wiernych. Świątynia należy do jednej z najwspanialszej na wyspie Penang. Pokryta licznych smokami, rzeźbionymi kolumnami oraz ceramicznymi płytkami.
W dzielnicy hinduskiej nie możemy ominąć świątyni Sri Mariamman, która jest najstarszą hinduską budowlą Georgetown. Na ulicy Armenian zachwycamy się pięknymi, kolonialnymi domkami i uroczymi sklepikami.

 

murale w georgetown
dom klanowy Khoo Kongsi

murale w georgetown

murale w georgetown

murale w georgetown
świątynia hinduski Sri Mariamman

murale w georgetown

murale w georgetown

murale w georgetown
Blue Mansion
murale w georgetown
ciekawe ulice Georgetown

 

Sztuka uliczna Georgetown jest bardzo realistyczna. Murale są wręcz prawdziwe. Dopiero jak przyglądamy się bliżej można zauważyć wyraźnie smugi farby. Wiele z nich powstało na ścianach, których tynki już odpadają, ale dla nas dzięki temu jeszcze bardziej są ciekawsze. Są też takie, które powoli odchodzą w zapomnienie, gdyż brak renowacji powoduje ich niszczenie.
Podążamy zgodnie z naszą mapą i wypatrujemy malowidła na trasie. Najbardziej urzekły nas: „Dzieci na rowerze” czy „Chłopiec na motorze”. Trochę zajmuje nam odnalezienie „Brata i Siostry na huśtawce” czy „Dzieci grające w koszykówkę”.

 

murale w georgetown

murale w georgetown
murale znajdziemy w wielu miejscach w mieście
murale w georgetown
trochę pomogliśmy 🙂
murale w georgetown
gdzie jest Zosia?…

murale w georgetown

murale w georgetown
jeden z najsłynniejszych murali „Chłopiec na motorze”
murale w georgetown
załapie się na przejażdżkę?
murale w georgetown
ale fajna huśtawka
murale w georgetown
Zosia trafiła 🙂

 

Niestety jeden z najsłynniejszych murali „Dzieci w łodzi” już nie można podziwiać. Znaleźliśmy tylko zarys malowidła na jednej ze ścian drewnianego domu będącego częścią tzw. Jetty na nabrzeżu.
Dzielnica Jetty składająca się z domów klanowych wyglądają dość niesamowicie. Powstałe z drewnianych desek domy są postawione na palach wbitych w wybrzeże wyspy. Charakterystyczny „smród” w południe powoduje, że ciężko wytrzymać w tym miejscu dłużej, ale restauracje oczywiście znajdziemy :).
Mimo nieprzyjemnego zapachu fajnie poznać to miejsce, pozaglądać do otwartych domów, porozmawiać z ludźmi czy pobiegać z dzieckiem wąskimi, drewnianymi platformami.

 

murale w georgetown
nabrzeże wyspy Penang

murale w georgetown

murale w georgetown
domy na palach – dzielnica Jetty

Jetty Georgetown

Jetty Georgetown

Wracając do centrum miasta nadal wypatrujemy kolejnych murali. Znajdujemy przeróżne malowidła. Oj Zosi się bardzo podobało. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciach.

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown
oprócz murali w mieście znajdziemy wiele ciekawych instalacji

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown
ale fajny kotek

 

Oprócz zwiedzania i poznawania malezyjskiej kuchni w Georgetown, jedziemy również na obrzeża miasta aby zobaczyć największą buddyjską świątynię Kek Lok Si Temple w Malezji. Budowa rozpoczęła się już pod koniec XIX w. i zajęła ponad 20 lat.
Jest to ogromny kompleks świątynny, który znajduje się na wzgórzu. Za pierwszym razem dojeżdżamy na miejsce w niecałą godzinę przed zamknięciem, ale mamy nadzieję, że uda nam się zobaczyć to miejsce. Niestety ilość schodów, którą trzeba pokonać aby wyjść na samą górę jest ogromna. Biegniemy w górę. Łukasz dźwiga Zosię na baranach a ja w rękach targam wózek. Wzdłuż schodów jest mnóstwo budek, straganów ale wszystko już pozamykane, więc nawet nie mam gdzie zostawić wózka. Docieramy na sam szczyt i niestety udaje nam się zobaczyć tylko jedno pomieszczenie. Jesteśmy trochę wściekli, ale mamy szczęście w nieszczęściu.
Na następny dzień wstajemy bladym świtem aby wyruszyć promem już w kierunku kolejnej wyspy Langkawi. Prom się zepsuł więc wracamy do hostelu na kilka godzin. Mamy szansę wrócić do świątyni. Tym razem nie kluczymy, nie szukamy przystanku autobusowego tylko od razu wsiadamy do odpowiedniego autobusu. I po około godzinie jesteśmy na miejscu. Wózek ląduje na zapleczu jednego ze sklepików przy głównej trasie do świątyni. Poraz kolejny wspinamy się w górę po schodach, a sprzedawcy chińskich koszulek, zabawek i pamiątek coraz bardziej nachalnie przekonują nas do zakupu.
Świątynia ma kilkanaście pomieszczeń, dziedzińców. Ostatni odcinek pokonujemy krótką kolejką linową, która wspina się wysoko do góry. Na górze znajduje się ogród chiński z rzeźbami oraz ogromny (36,5 m) posąg chińskiego bóstwa Guanyin – Boga Miłosierdzia. Poniżej w siedmiopiętrowej stupie znajduje się małe posągi buddy w liczbie 10 tysięcy. Cały kompleks świątynny to połączenie chińskiego, tajskiego i birmańskiego stylu. Jest trochę kiczowato ale dzięki temu bardzo, bardzo kolorowo.Widok z góry też jest niczego sobie 😉

 

murale w Georgetown
ogromna świątynia Kek Lok Si Temple

murale w Georgetown

murale w Georgetown

murale w Georgetown
kolory w świątyni są niesamowite

murale w Georgetown

murale w Georgetown
widok ze świątyni na miasto

murale w Georgetown

Informacje praktyczne:

  • nocleg w Red Inn Heritage hostel – 15 Love Lane – 60 MYR
  • przejazd do świątyni – autobus najpierw na główny dworzec – 1,5 MYR i potem przesiadka do 203 lub 204 – cena 2 MYR/os
  • wejście do pagody – 2 MYR/os
  • taxi Uber do promu – 10 MYR

 

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Melaka – kolorowe miasto na mapie Malezji

Jakie malezyjskie miasto na naszej trasie było najbardziej kolorowe?

Z pewnością Melaka.

Gdy zamykam oczy i wspominam to miejsce to widzę czerwone budynki, kolorowe i kiczowate riksze rowerowe oraz wielobarwne chińskie świątynie.

Czy warto tam pojechać? Jeżeli jesteś w Malezji zostań tam, chociaż na jeden dzień i to najlepiej w piątek 🙂

Melaka jest wpisana w całości na listę UNESCO. Przez wiele wieków była jednym z głównych miast portowych tego regiony. Wpływy portugalskie, holenderskie, brytyjskie i chińskie mocno wpłynęły na architekturę i charakter tego miasta.

Miasto jest znacznie mniejsze w porównaniu do stolicy i na spokojnie można je zwiedzać pieszo.. Jest bardzo popularne, więc przygotujmy się na większe zagęszczenie turystów, ale w bocznych uliczkach można odetchnąć.

Atrakcje Melaki

Zaczynamy od głównego punktu centrum miasta, jakim jest Dutch Square. Jest to plac nazywany czerwonym z powodu kilku budynków tam znajdujących się i pokrytych czerwonym kolorem przez Brytyjczyków w latach 20 XX w. Na placu znajdziemy ratusz miejski i kościół Dutch Reformed Church –  Christ Church.

atrakcje Melakiatrakcje Melaki

Plac jest jednym z głównych miejsc spotkań oraz miejscem postoju kolorowych, kiczowatych i głośnych riksz rowerowych. Podróżując po Azji wiele razy korzystaliśmy z riksz rowerowych czy motorowych, ale takiego wynalazku jeszcze nie widzieliśmy. Właściciele tych pojazdów dekorują swe pojazdy maskotkami, lalkami i kwiatami. Każdy ma jakiś swój motyw przewodni. Znajdziemy rikszę ze spiderman’em, z postaciami z krainy lodu czy z japońskiej bajki. Do tego głośna muzyka malajskiego disco-polo, wydobywająca się z głośnika zainstalowanego w tym pojeździe i kolorowe światła lampek, które są włączane na noc i powstaje mała jeżdżące imprezowania.

Zosia zakochała się w tym wynalazku. Dotykała i przytulała wszystkie lalki i misie 🙂

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

Idziemy dalej i na wzgórzu tuż za Dutch Square docieramy do ruin kościoła św. Piotra z XVI w. skąd rozpościera się widok na miasto i wybrzeże. Wzgórze przez lata zmieniało swoją nazwę od Malaca Hill, Monti Ali Maria ostatecznie pozostając przy nazwie St Paul’s Hill.

Kierujemy się w stronę wybrzeża i po zejściu schodami w dół dochodzimy do Fortu Samosa a raczej tego co po nim pozostało czyli solidna brama wraz z dwiema armatami.

Jest bardzo gorąco, więc centrum handlowe na trasie jest dla nas wybawieniem. Dobry obiad przy włączonej klimatyzacji jest dla nas czymś najlepszym. Zataczamy pętle i podążamy w kierunku rzeki Malaka River. Na trasie zobaczymy Muzeum Morskie, którym jest replika portugalskiego statku galeon  Flor de la Mar, który w XVIw zatonął u wybrzeży Melaka. Dla tych co lubią oglądać miasto z wysokości przygotowaną wysoką na 110 m wieżę Menara Taming Sari z obrotową platformą. Osiemdziesiąciu pasażerów przez 7 minut może podziwiać miasto z góry.

atrakcje Melaki
pozostałości z bramy fortu Samosa
atrakcje Melaki
galeon Flor de la Mar
atrakcje Melaki
wzgórze św. Piotra

Wracamy do centrum miasta wzdłuż rzeki, na której organizowane są wycieczki promami. Miasto z innej perspektywy musi wyglądać równie przyjemnie.

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

Melaka jest miastem wielokulturowym, co zdecydowanie wpłynęło na architekturę miasta. Stara część miasta jest w kolorze ciemnoczerwonym a wciśnięte pomiędzy budynki świątynie różnych wyznań dopełniają tutaj całości. Wpływy chińskie są tutaj ogromne. Sami Malajczycy pochodzenia chińskiego głównie rozmawiają po chińsku, odwiedzają chińskie świątynie i sprzedają chińskie produkty.

Na naszej trasie nie mogło zabraknąć wizyty w świątyniach. Ulica Harmony jest przykładem religijnej tolerancji w Melace gdzie zobaczymy między innymi świątynie Cheng Hoon Teng z XVI w. Jest to najstarsza tradycyjna buddyjska świątynia w Malezji, poświęcona Bogini Miłosierdzia Kuan Yin. W centrum budynku znajduje się czarna, złota i czerwona rzeźba bogini. Wszystkie materiały, z których wykonana jest świątynia zostały przywiezione z Chin wraz z rzemieślnikami. Ciemne belki z drewna i pięknie rzeźbione ściany pokrywają świątynie. Zapach palących się kadzidełek sprawia, że w środku jest bardzo nastrojowo.

Warto podejść do sąsiedniej świątyni buddyjskiej Xian Lin Si, która niezatłoczona turystami daje nam chwilę wytchnienia a lekki wiaterek na jej balkonach świetnie nas ochładza.

atrakcje Melaki
świątynia Cheng Hoon Teng
atrakcje Melaki
wnętrze świątyni Cheng Hoon Teng
atrakcje Melaki
świątynia Xian Lin Si

Na tej samej ulicy znajdziemy również meczet Kampung Kling Mosque i świątynie hinduską Sri Poyyatha Vinayagar Moorthi.

Spacer w centrum dzielnicy chińskiej wzdłuż głównej ulicy Jonker Street jest nieodłącznym elementem wizyty w mieście. Zobaczymy wiele sklepów również tych z tandetą chińską, ale także liczne restauracje i bary. Najlepszy czas na wizytę Jonker street to piątkowy wieczór i sobota, kiedy ulica zamienia się w wielkie targowisko. Jest głośno, ciasno i pachnąco. Sprzedaje się wszystko od pysznego jedzenia po tanie pamiątki.

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki
Melaka targ nocny

Na koniec naszego spaceru nie zapomnijmy o przejściu wzdłuż rzeki Melaka. Kierujemy się na północ. Teren wzdłuż rzeki jest świetnie zagospodarowany po obu jej stronach. Niskie, kolorowe, kolonialne budynki pokryte są w wielu miejscach muralami. Trasa jest jeszcze piękniejsza nocą, gdy zapalone światła lśnią w nurcie rzeki.

atrakcje Melaki
spacer wzdłuż rzeki

atrakcje Melaki                                               atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

 

Informacje praktyczne

Przejazd z dworca Puduraya do centrum autobusem numer 17 – 2 RM

wynajęcie rikszy – 30 RM

Nocleg w pokoju 2osobowym tuż przy rzece – 100 RM

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Cameron Highlands – soczyste pola herbaciane Malezji

Gorąco, wszędzie gorąco.
Cóż pierwsze dni w Kuala Lumpur i Melace przypomniały nam jak można pocić się w Azji. W sumie kąpiel niepotrzebna, bo i tak za chwilę pot pokrywa całe ciało. 37ºC przy olbrzymiej wilgotności takie odczucia jedynie w Azji.

Chcemy odetchnąć na chwilę od miasta i skwaru, ale gdzie? Na szczęście w Malezji są góry. Może nie ogromne, ale 1500 m n.p.m. powoduje, że temperatura w dzień utrzymuje się na 25ºC a w nocy może spaść do 15ºC,  a czasami nawet i niżej- iście zimowa aura jak na Malezję.

Jedziemy w góry

Z bardzo ładnego i nowoczesnego dworca autobusowego w Kuala Lumpur wyjeżdżamy vip-owskim autobusem w kierunku Cameron Highlands. Zajmujemy przestronne miejsca (po trzy w jednym rzędzie). Kierowca na szczęście oszczędza nas tym razem i nie podkręca klimatyzacji na maksa. Ponad czterogodzinna podróży do Tanah Rata, głównej miejscowości turystycznej w regionie Cameron Highlands trochę się dłuży, ale rodzice przerwy nigdy nie mają i bajki opowiadać Zosi trzeba 🙂

Ostatnie dwie godziny to same zakręty, więc dla osób z chorobą lokomocyjną ten fragment trasy może dać się we znaki. Na szczęście na najtrudniejszy fragment trasy Zosia zasypia na brzuchu taty. Parę kilometrów tuż przed miejscem docelowych zauważamy pola herbaciane. Już nie możemy się doczekać, kiedy tam będziemy no i liczymy na trochę więcej słońca.

Decydujemy się na pozostanie w Cameron dwie noce i na spokojne zwiedzanie plantacji. Znalezienie noclegu kompletnie nie stanowi problemu. Jesteśmy poza sezonem, co najważniejsze po weekendzie, więc większość turystów wyjechała. Po przyjeździe pod biuro firmy CS & Travel udajemy się w pierwszą ulicę w prawo i tuż za popularny Father’s guesthouse wynajmujemy pokój z łazienką (wifi i kawa w cenie)

Tanah Rata to mała miejscowość gdzie oprócz paru restauracji, wielu guesthouse-ów i hotelików nie ma za wiele do robienia. Ale nie po to tutaj przyjechaliśmy. Jest niedziela i cotygodniowy targ otwiera się popołudniu. Nareszcie kupujemy owoce, warzywa w dobrych cenach.

Cameron highlands
Tanah Rata w całej okazałości, mała mieścina, nie sposób się tam zgubić.

 

Cameron highlands
Targ w Tanah Rata, smacznie i na bieżąco!

Zielone pola herbaciane – Cameron highlands

Plan na następny dzień zakłada wizytę na plantacjach herbaty, ale oczywiście nie z grupą. Wiem, że większość na to się decyduje, ale my nie mamy ochoty spędzić tylko godziny na plantacji a resztę czasu na plantacjach truskawek w klatce z  owadami czy w ogrodach z kwiatami. Nie przewidzieliśmy tylko, że wjazd na plantację herbaty Boh jest zamknięty w poniedziałek. Taki zonk, ale cóż z tym też sobie poradzimy.

Cameron highlands
Plantacja herbaty Boh jest zamknięta w poniedziałek. Omijając tę budkę ścieżka z lewej strony można podziwiać piękne widoczki.

Opcji zwiedzania pól herbacianych jest kilka, dla nas najbardziej pociągająca to skuter, który z wiadomych względów daje największą frajdę poznawania. Skuter wypożyczyć można bardzo łatwo i dostępność jest duża ale kasków dla dzieci nigdzie na wypożyczenie nie mieli a podróżowanie z dzieckiem na skuterze bez kasku nie wchodziło w grę. Poza tym tutejsza policja obserwuje bacznie turystów i wypatruje tych którym kaski nie leżą a następnie daje po cichu do zrozumienia że puści gapowicza wolno ale jedynie po wręczeniu małej łapóweczki. Malezja pod tym względem to nie Tajlandia, Filipiny czy Indonezja, tutaj przestrzegamy przepisy drogowe!

Z tego względu z samego rana zamiast odpalać skuter decydujemy się złapać stopa i podjechać na plantację Bharat, którą mijaliśmy dzień wcześniej. Trochę mieszkańcy się dziwią gdy machamy na przejeżdżające samochody ale z dzieckiem chyba chętniej zabierają. Dzięki temu już po 30 min jesteśmy na miejscu. Myślę, że spokojnie na stopa można poruszać się w tych okolicach, kierowcy zatrzymują się podobnie jak w Polsce czyli rzadziej niż częściej ale się zatrzymują.

Cameron highlands
Warto pomachać. Tanio i z satysfakcją.

Stopem docieramy na miejsce gdzie  jest cicho i spokojnie i słychać jedynie stukot robotników naprawiających dach pobliskiej restauracji . A  tak poza tym to nie ma nikogo 🙂 Jedynie pracownicy plantacji nieśmiało wynurzają się z za krzaków herbacianych. Wstęp na plantację jest wolny, nie ma znaków ani kierunkowskazów. Należy jedynie zachowywać się godnie, nie śmiecić czy nie hałasować.

Podziwiamy drzewka herbaciane. Bardziej i mniej zielone pokrywają okoliczne pagórki. Kolory się przenikają tworząc morze zieleni. Na polach pracują wynajmowani pracownicy głównie z Nepalu czy Bangladeszu, którzy sprawnie ręcznymi maszynami przystrzygają krzewy a liście zbierane są do dużych worków i przenoszone do fabryki. Spacerujemy pomiędzy krzewami. Warto na plantacji mieć w miarę dobre buty bo jest gliniasto-błotniście no i dłuższe spodnie bo krzaki miejscami są bardzo gęste. Gdy głód zaczyna nam już doskwierać, na śniadanie wybieramy pustą ławeczkę, z której możemy cały czas delektować się tym zielonym rajem.

Cameron highlands
Spacer po plantacji to sama przyjemność, aczkolwiek po deszczu może być ślisko- trzeba uważać.
Cameron highlands
Tłumaczyć nie trzeba
Cameron highlands
Pracownik ścina gałązki herbaty za pomocą ręcznych nożycy.
Cameron highlands
A tutaj już pełna mechanizacja. Szybko ale niekoniecznie lekko.
Cameron highlands
Skoszone listki herbaty trafiają w trakcie prac bezpośrednio do worka.

Cameron highlands

Jest jeszcze przedpołudniem a pogoda wydaje się poprawiać. Musimy to wykorzystać i zobaczyć plantacje Boh. Plantacja Boh jest największa w Malezji. Jakość herbaty w porównaniu np. z tą ze Sri Lanki jest niestety gorsza, a wynika to ze sposobu zbierania listków. W Malezji już od wielu lat zamiast rąk ludzkich wykorzystuje się do tego maszyny. Sama plantacja zajmuje ponad 1200 hektarów a rocznie produkowane jest 4 mln kg herbaty.

Po powrocie stopem do miasta wybieramy taxi aby dojechać pod bramę wjazdową plantacji Boh. Wiemy, że wstępu na plantację dzisiaj nie ma ale nigdy nic nie wiadomo. Z naszym kierowcą taksówki wynajętym na trzy godziny, zatrzymujemy się parę razy na trasie. Drogi są wąskie a widoki niczego sobie i ruch spory ponieważ w okolicy odbywa się codzienny truskawkowy i nie tylko targ. Zamknięty wjazd do plantacji nie zaskoczył nas, więc odrazu szukaliśmy czegoś co sprawi że chociaż trochę nasycimy się widokami pól herbacianych. Decydujemy się na spacer niepozorną drogą znajdująca się po lewej stronie bramy wejściowej. Ścieżka wznosi się na okoliczne wzgórza i nie jest zamknięta. Jak się chwile później okazało byliśmy zadowoleni, że nie udało nam się zwiedzać plantacji wśród tłumu autobusów. Cała plantacja herbaty jest przed naszymi oczami i tylko dla nas. Podążamy coraz wyżej i jest coraz lepiej. Spędzamy około 2 godzin spacerując i podziwiając widoki. A trzeba przyznać, że jest co podziwiać. Jest jeszcze ładniej niż na plantacji Bharat.

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Bardzo się cieszymy, że możemy spędzić w tym miejscu tyle czasu ile chcemy a inne plantacje  odpuszczamy. Czas na obiad i relaks czyli próba uśpienia Zosi.

Cameron highlands jest bardzo popularne wśród mieszkańców Malezji ale również Singapuru, którzy mogą tutaj odetchnąć od gorącego klimatu. Dodatkowo jest to miejsce w którym uprawia się warzywa i owoce dostarczane dla całego kraju i nie tylko.

Niezwykle ważne są w tym miejscu …. truskawki. Każdy targ opanowany jest przez te owoce. Kupimy nie tylko owoce ale bransoletki, maskotki, portfele i wiele innych rzeczy w kształcie truskawki albo z jej motywem. Dlatego też każda z organizowanych wycieczek zagląda na ich plantację. A same truskawki w sumie to smakiem nie powalają i ceną. Polskie są znacznie smaczniejsze.

Cameron highlands
Tak wyglądają plantacje truskawek…
Cameron highlands
Kapuściane truskawki…polskie lepsze 🙂

Cameron highlands

Dla wszystkich, którzy mają więcej czasu polecamy również trasy trekkingowe w okolicach. Mapkę znajdziecie poniżej. Trasy są niekiedy dość strome i trzeba uważać zwłaszcza po deszczu bo brodzi się w porządnym błocie.

Informacje Praktyczne

– dojazd z Kuala Lumpur kilka razy dziennie w nieco ponad 4 godziny – ceny od 35RM

– dojazd z Penang, Singapuru oraz Perinthien również bez problemu. Warto zarezerwować dzień wcześniej bilet również możliwość on-line przez stronę bus online ticket

– w Tanah Rata liczne guesthousy z cenami od 40 RM za dwójkę bez łazienki

– wycieczki zorganizowane od 25RM za 3 h podczas których zwiedza się plantację herbaty, truskawek, owadów, róż etc.

– wynajęcie taksówki na 3 h za 75 RM

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂