Melaka – kolorowe miasto na mapie Malezji

Jakie malezyjskie miasto na naszej trasie było najbardziej kolorowe?

Z pewnością Melaka.

Gdy zamykam oczy i wspominam to miejsce to widzę czerwone budynki, kolorowe i kiczowate riksze rowerowe oraz wielobarwne chińskie świątynie.

Czy warto tam pojechać? Jeżeli jesteś w Malezji zostań tam, chociaż na jeden dzień i to najlepiej w piątek 🙂

Melaka jest wpisana w całości na listę UNESCO. Przez wiele wieków była jednym z głównych miast portowych tego regiony. Wpływy portugalskie, holenderskie, brytyjskie i chińskie mocno wpłynęły na architekturę i charakter tego miasta.

Miasto jest znacznie mniejsze w porównaniu do stolicy i na spokojnie można je zwiedzać pieszo.. Jest bardzo popularne, więc przygotujmy się na większe zagęszczenie turystów, ale w bocznych uliczkach można odetchnąć.

Atrakcje Melaki

Zaczynamy od głównego punktu centrum miasta, jakim jest Dutch Square. Jest to plac nazywany czerwonym z powodu kilku budynków tam znajdujących się i pokrytych czerwonym kolorem przez Brytyjczyków w latach 20 XX w. Na placu znajdziemy ratusz miejski i kościół Dutch Reformed Church –  Christ Church.

atrakcje Melakiatrakcje Melaki

Plac jest jednym z głównych miejsc spotkań oraz miejscem postoju kolorowych, kiczowatych i głośnych riksz rowerowych. Podróżując po Azji wiele razy korzystaliśmy z riksz rowerowych czy motorowych, ale takiego wynalazku jeszcze nie widzieliśmy. Właściciele tych pojazdów dekorują swe pojazdy maskotkami, lalkami i kwiatami. Każdy ma jakiś swój motyw przewodni. Znajdziemy rikszę ze spiderman’em, z postaciami z krainy lodu czy z japońskiej bajki. Do tego głośna muzyka malajskiego disco-polo, wydobywająca się z głośnika zainstalowanego w tym pojeździe i kolorowe światła lampek, które są włączane na noc i powstaje mała jeżdżące imprezowania.

Zosia zakochała się w tym wynalazku. Dotykała i przytulała wszystkie lalki i misie 🙂

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

Idziemy dalej i na wzgórzu tuż za Dutch Square docieramy do ruin kościoła św. Piotra z XVI w. skąd rozpościera się widok na miasto i wybrzeże. Wzgórze przez lata zmieniało swoją nazwę od Malaca Hill, Monti Ali Maria ostatecznie pozostając przy nazwie St Paul’s Hill.

Kierujemy się w stronę wybrzeża i po zejściu schodami w dół dochodzimy do Fortu Samosa a raczej tego co po nim pozostało czyli solidna brama wraz z dwiema armatami.

Jest bardzo gorąco, więc centrum handlowe na trasie jest dla nas wybawieniem. Dobry obiad przy włączonej klimatyzacji jest dla nas czymś najlepszym. Zataczamy pętle i podążamy w kierunku rzeki Malaka River. Na trasie zobaczymy Muzeum Morskie, którym jest replika portugalskiego statku galeon  Flor de la Mar, który w XVIw zatonął u wybrzeży Melaka. Dla tych co lubią oglądać miasto z wysokości przygotowaną wysoką na 110 m wieżę Menara Taming Sari z obrotową platformą. Osiemdziesiąciu pasażerów przez 7 minut może podziwiać miasto z góry.

atrakcje Melaki
pozostałości z bramy fortu Samosa
atrakcje Melaki
galeon Flor de la Mar
atrakcje Melaki
wzgórze św. Piotra

Wracamy do centrum miasta wzdłuż rzeki, na której organizowane są wycieczki promami. Miasto z innej perspektywy musi wyglądać równie przyjemnie.

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

Melaka jest miastem wielokulturowym, co zdecydowanie wpłynęło na architekturę miasta. Stara część miasta jest w kolorze ciemnoczerwonym a wciśnięte pomiędzy budynki świątynie różnych wyznań dopełniają tutaj całości. Wpływy chińskie są tutaj ogromne. Sami Malajczycy pochodzenia chińskiego głównie rozmawiają po chińsku, odwiedzają chińskie świątynie i sprzedają chińskie produkty.

Na naszej trasie nie mogło zabraknąć wizyty w świątyniach. Ulica Harmony jest przykładem religijnej tolerancji w Melace gdzie zobaczymy między innymi świątynie Cheng Hoon Teng z XVI w. Jest to najstarsza tradycyjna buddyjska świątynia w Malezji, poświęcona Bogini Miłosierdzia Kuan Yin. W centrum budynku znajduje się czarna, złota i czerwona rzeźba bogini. Wszystkie materiały, z których wykonana jest świątynia zostały przywiezione z Chin wraz z rzemieślnikami. Ciemne belki z drewna i pięknie rzeźbione ściany pokrywają świątynie. Zapach palących się kadzidełek sprawia, że w środku jest bardzo nastrojowo.

Warto podejść do sąsiedniej świątyni buddyjskiej Xian Lin Si, która niezatłoczona turystami daje nam chwilę wytchnienia a lekki wiaterek na jej balkonach świetnie nas ochładza.

atrakcje Melaki
świątynia Cheng Hoon Teng
atrakcje Melaki
wnętrze świątyni Cheng Hoon Teng
atrakcje Melaki
świątynia Xian Lin Si

Na tej samej ulicy znajdziemy również meczet Kampung Kling Mosque i świątynie hinduską Sri Poyyatha Vinayagar Moorthi.

Spacer w centrum dzielnicy chińskiej wzdłuż głównej ulicy Jonker Street jest nieodłącznym elementem wizyty w mieście. Zobaczymy wiele sklepów również tych z tandetą chińską, ale także liczne restauracje i bary. Najlepszy czas na wizytę Jonker street to piątkowy wieczór i sobota, kiedy ulica zamienia się w wielkie targowisko. Jest głośno, ciasno i pachnąco. Sprzedaje się wszystko od pysznego jedzenia po tanie pamiątki.

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki
Melaka targ nocny

Na koniec naszego spaceru nie zapomnijmy o przejściu wzdłuż rzeki Melaka. Kierujemy się na północ. Teren wzdłuż rzeki jest świetnie zagospodarowany po obu jej stronach. Niskie, kolorowe, kolonialne budynki pokryte są w wielu miejscach muralami. Trasa jest jeszcze piękniejsza nocą, gdy zapalone światła lśnią w nurcie rzeki.

atrakcje Melaki
spacer wzdłuż rzeki

atrakcje Melaki                                               atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

 

Informacje praktyczne

Przejazd z dworca Puduraya do centrum autobusem numer 17 – 2 RM

wynajęcie rikszy – 30 RM

Nocleg w pokoju 2osobowym tuż przy rzece – 100 RM

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Cameron Highlands – soczyste pola herbaciane Malezji

Gorąco, wszędzie gorąco.
Cóż pierwsze dni w Kuala Lumpur i Melace przypomniały nam jak można pocić się w Azji. W sumie kąpiel niepotrzebna, bo i tak za chwilę pot pokrywa całe ciało. 37ºC przy olbrzymiej wilgotności takie odczucia jedynie w Azji.

Chcemy odetchnąć na chwilę od miasta i skwaru, ale gdzie? Na szczęście w Malezji są góry. Może nie ogromne, ale 1500 m n.p.m. powoduje, że temperatura w dzień utrzymuje się na 25ºC a w nocy może spaść do 15ºC,  a czasami nawet i niżej- iście zimowa aura jak na Malezję.

Jedziemy w góry

Z bardzo ładnego i nowoczesnego dworca autobusowego w Kuala Lumpur wyjeżdżamy vip-owskim autobusem w kierunku Cameron Highlands. Zajmujemy przestronne miejsca (po trzy w jednym rzędzie). Kierowca na szczęście oszczędza nas tym razem i nie podkręca klimatyzacji na maksa. Ponad czterogodzinna podróży do Tanah Rata, głównej miejscowości turystycznej w regionie Cameron Highlands trochę się dłuży, ale rodzice przerwy nigdy nie mają i bajki opowiadać Zosi trzeba 🙂

Ostatnie dwie godziny to same zakręty, więc dla osób z chorobą lokomocyjną ten fragment trasy może dać się we znaki. Na szczęście na najtrudniejszy fragment trasy Zosia zasypia na brzuchu taty. Parę kilometrów tuż przed miejscem docelowych zauważamy pola herbaciane. Już nie możemy się doczekać, kiedy tam będziemy no i liczymy na trochę więcej słońca.

Decydujemy się na pozostanie w Cameron dwie noce i na spokojne zwiedzanie plantacji. Znalezienie noclegu kompletnie nie stanowi problemu. Jesteśmy poza sezonem, co najważniejsze po weekendzie, więc większość turystów wyjechała. Po przyjeździe pod biuro firmy CS & Travel udajemy się w pierwszą ulicę w prawo i tuż za popularny Father’s guesthouse wynajmujemy pokój z łazienką (wifi i kawa w cenie)

Tanah Rata to mała miejscowość gdzie oprócz paru restauracji, wielu guesthouse-ów i hotelików nie ma za wiele do robienia. Ale nie po to tutaj przyjechaliśmy. Jest niedziela i cotygodniowy targ otwiera się popołudniu. Nareszcie kupujemy owoce, warzywa w dobrych cenach.

Cameron highlands
Tanah Rata w całej okazałości, mała mieścina, nie sposób się tam zgubić.

 

Cameron highlands
Targ w Tanah Rata, smacznie i na bieżąco!

Zielone pola herbaciane – Cameron highlands

Plan na następny dzień zakłada wizytę na plantacjach herbaty, ale oczywiście nie z grupą. Wiem, że większość na to się decyduje, ale my nie mamy ochoty spędzić tylko godziny na plantacji a resztę czasu na plantacjach truskawek w klatce z  owadami czy w ogrodach z kwiatami. Nie przewidzieliśmy tylko, że wjazd na plantację herbaty Boh jest zamknięty w poniedziałek. Taki zonk, ale cóż z tym też sobie poradzimy.

Cameron highlands
Plantacja herbaty Boh jest zamknięta w poniedziałek. Omijając tę budkę ścieżka z lewej strony można podziwiać piękne widoczki.

Opcji zwiedzania pól herbacianych jest kilka, dla nas najbardziej pociągająca to skuter, który z wiadomych względów daje największą frajdę poznawania. Skuter wypożyczyć można bardzo łatwo i dostępność jest duża ale kasków dla dzieci nigdzie na wypożyczenie nie mieli a podróżowanie z dzieckiem na skuterze bez kasku nie wchodziło w grę. Poza tym tutejsza policja obserwuje bacznie turystów i wypatruje tych którym kaski nie leżą a następnie daje po cichu do zrozumienia że puści gapowicza wolno ale jedynie po wręczeniu małej łapóweczki. Malezja pod tym względem to nie Tajlandia, Filipiny czy Indonezja, tutaj przestrzegamy przepisy drogowe!

Z tego względu z samego rana zamiast odpalać skuter decydujemy się złapać stopa i podjechać na plantację Bharat, którą mijaliśmy dzień wcześniej. Trochę mieszkańcy się dziwią gdy machamy na przejeżdżające samochody ale z dzieckiem chyba chętniej zabierają. Dzięki temu już po 30 min jesteśmy na miejscu. Myślę, że spokojnie na stopa można poruszać się w tych okolicach, kierowcy zatrzymują się podobnie jak w Polsce czyli rzadziej niż częściej ale się zatrzymują.

Cameron highlands
Warto pomachać. Tanio i z satysfakcją.

Stopem docieramy na miejsce gdzie  jest cicho i spokojnie i słychać jedynie stukot robotników naprawiających dach pobliskiej restauracji . A  tak poza tym to nie ma nikogo 🙂 Jedynie pracownicy plantacji nieśmiało wynurzają się z za krzaków herbacianych. Wstęp na plantację jest wolny, nie ma znaków ani kierunkowskazów. Należy jedynie zachowywać się godnie, nie śmiecić czy nie hałasować.

Podziwiamy drzewka herbaciane. Bardziej i mniej zielone pokrywają okoliczne pagórki. Kolory się przenikają tworząc morze zieleni. Na polach pracują wynajmowani pracownicy głównie z Nepalu czy Bangladeszu, którzy sprawnie ręcznymi maszynami przystrzygają krzewy a liście zbierane są do dużych worków i przenoszone do fabryki. Spacerujemy pomiędzy krzewami. Warto na plantacji mieć w miarę dobre buty bo jest gliniasto-błotniście no i dłuższe spodnie bo krzaki miejscami są bardzo gęste. Gdy głód zaczyna nam już doskwierać, na śniadanie wybieramy pustą ławeczkę, z której możemy cały czas delektować się tym zielonym rajem.

Cameron highlands
Spacer po plantacji to sama przyjemność, aczkolwiek po deszczu może być ślisko- trzeba uważać.
Cameron highlands
Tłumaczyć nie trzeba
Cameron highlands
Pracownik ścina gałązki herbaty za pomocą ręcznych nożycy.
Cameron highlands
A tutaj już pełna mechanizacja. Szybko ale niekoniecznie lekko.
Cameron highlands
Skoszone listki herbaty trafiają w trakcie prac bezpośrednio do worka.

Cameron highlands

Jest jeszcze przedpołudniem a pogoda wydaje się poprawiać. Musimy to wykorzystać i zobaczyć plantacje Boh. Plantacja Boh jest największa w Malezji. Jakość herbaty w porównaniu np. z tą ze Sri Lanki jest niestety gorsza, a wynika to ze sposobu zbierania listków. W Malezji już od wielu lat zamiast rąk ludzkich wykorzystuje się do tego maszyny. Sama plantacja zajmuje ponad 1200 hektarów a rocznie produkowane jest 4 mln kg herbaty.

Po powrocie stopem do miasta wybieramy taxi aby dojechać pod bramę wjazdową plantacji Boh. Wiemy, że wstępu na plantację dzisiaj nie ma ale nigdy nic nie wiadomo. Z naszym kierowcą taksówki wynajętym na trzy godziny, zatrzymujemy się parę razy na trasie. Drogi są wąskie a widoki niczego sobie i ruch spory ponieważ w okolicy odbywa się codzienny truskawkowy i nie tylko targ. Zamknięty wjazd do plantacji nie zaskoczył nas, więc odrazu szukaliśmy czegoś co sprawi że chociaż trochę nasycimy się widokami pól herbacianych. Decydujemy się na spacer niepozorną drogą znajdująca się po lewej stronie bramy wejściowej. Ścieżka wznosi się na okoliczne wzgórza i nie jest zamknięta. Jak się chwile później okazało byliśmy zadowoleni, że nie udało nam się zwiedzać plantacji wśród tłumu autobusów. Cała plantacja herbaty jest przed naszymi oczami i tylko dla nas. Podążamy coraz wyżej i jest coraz lepiej. Spędzamy około 2 godzin spacerując i podziwiając widoki. A trzeba przyznać, że jest co podziwiać. Jest jeszcze ładniej niż na plantacji Bharat.

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Bardzo się cieszymy, że możemy spędzić w tym miejscu tyle czasu ile chcemy a inne plantacje  odpuszczamy. Czas na obiad i relaks czyli próba uśpienia Zosi.

Cameron highlands jest bardzo popularne wśród mieszkańców Malezji ale również Singapuru, którzy mogą tutaj odetchnąć od gorącego klimatu. Dodatkowo jest to miejsce w którym uprawia się warzywa i owoce dostarczane dla całego kraju i nie tylko.

Niezwykle ważne są w tym miejscu …. truskawki. Każdy targ opanowany jest przez te owoce. Kupimy nie tylko owoce ale bransoletki, maskotki, portfele i wiele innych rzeczy w kształcie truskawki albo z jej motywem. Dlatego też każda z organizowanych wycieczek zagląda na ich plantację. A same truskawki w sumie to smakiem nie powalają i ceną. Polskie są znacznie smaczniejsze.

Cameron highlands
Tak wyglądają plantacje truskawek…
Cameron highlands
Kapuściane truskawki…polskie lepsze 🙂

Cameron highlands

Dla wszystkich, którzy mają więcej czasu polecamy również trasy trekkingowe w okolicach. Mapkę znajdziecie poniżej. Trasy są niekiedy dość strome i trzeba uważać zwłaszcza po deszczu bo brodzi się w porządnym błocie.

Informacje Praktyczne

– dojazd z Kuala Lumpur kilka razy dziennie w nieco ponad 4 godziny – ceny od 35RM

– dojazd z Penang, Singapuru oraz Perinthien również bez problemu. Warto zarezerwować dzień wcześniej bilet również możliwość on-line przez stronę bus online ticket

– w Tanah Rata liczne guesthousy z cenami od 40 RM za dwójkę bez łazienki

– wycieczki zorganizowane od 25RM za 3 h podczas których zwiedza się plantację herbaty, truskawek, owadów, róż etc.

– wynajęcie taksówki na 3 h za 75 RM

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Luang Prabang – perła Laosu

Kilka lat temu marzyliśmy o Laosie. Obrazy krajobrazów z filmów o Indochinach pozostały w naszej pamięci. Szukamy spokoju, a tam czas płynie znacznie wolniej i tego właśnie nam było potrzeba.

Nie lecimy do kulturalnej stolicy Laosu. Pokonujemy trasę od granicy z Tajlandią do Luang Prabang płynąc łodzią dwa dni rzeką Mekong. Z burty obserwujemy życie mieszkańców oraz soczystą roślinność. Zobacz nas wpis o tej trasie TUTAJ

Docieramy już w nocy z niezłymi przygodami na trasie do Luang Prabang. Zmęczeni poszukujemy jakiegoś lokum, ale już wiemy, że będzie nam się tutaj podobać.

Luang Prabang – co warto zobaczyć ?

Miasto nas zaskakuje. Z rana czujemy już zapach świeżo wypiekanych bagietek, co nas nie słuchanie dziwi? Ale jak to. Chleb w Azji? Luang Prabang w niektórym miejscach wygląda jak 100 lat temu podczas panowania francuski kolonizatorów. Jest to taki tygiel azjatycko – europejski. Zachwycam się pięknymi kolonialno – azjatyckimi domami, odnowionymi i udekorowanymi kwiatami. A w każdym to restauracja, knajpka lub hotel. W końcu jesteśmy w części turystycznej miasta.

Część miasta, najbardziej znana w Luang Prabang, zajmuje niedużą powierzchnię, ale dzięki temu niespiesznie ją poznajemy. Miasto jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa, więc jest co zwiedzić.

W świetle dziennym spacerujemy brzegiem rzeki Mekong. Droga prowadząca wzdłuż rzeki jest zabudowana pięknymi domami kolonialnymi. Widok z licznych tarasów restauracji na zachód słońca nad rzeką naprawdę urzeka każdego.

Ale nie tylko piękne zachody słońca czy domy kolonialne sprawią, że Luang Prabang stało się prawdziwym magnesem dla turystów. My uwielbiamy świątynie buddyjskie a miasta ma ich mnóstwo. Zwiedzamy wiele z nich. W tym najpiękniejszą Wat Xieng Thong. Cały teren to kilka budynków, które ozdobione są bogatymi zdobieniami. W środku ołtarz Buddy i składane mu ofiary.
Spędzamy w tym miejscu sporo czasu. Uwielbiam obserwować jak mieszkańcy czy też wyznawcy buddyzmu z innych krajów odwiedzają świątynie i niespiesznie wykonują poszczególne rytuały i składają ofiary.

luang prabang co zobaczyć
piękna świątynia Wat Xieng Thong

luang prabang co zobaczyć

luang prabang co zobaczyć

W Luang Prabang nareszcie możemy bardziej poznać buddyzm. Liczne świątynie, ale zwłaszcza klasztory, otwarte na obcych przyciągają śpiewem młodych mnichów. Z wieloma z nich staramy się porozmawiać, jeżeli nie mamy dużej bariery językowej. Są bardzo nami zainteresowani i chętni kontaktu. W czasie naszej wizyty telefony komórkowe nie były tak bardzo rozpowszechnione, więc na pewno było łatwiej na bliższy kontakt. Dźwięki matr wyśpiewywane przez mnichów niosą się po mieście zwłaszcza o wczesnych porach dnia, gdy życie w mieście powoli budzi się ze snu.

luang prabang co zobaczyć
codzienne modlitwy młodych mnichów w świątyni
luang prabang co zobaczyć
mnichów buddyjskich w Laosie jest bardzo wielu

 

O świcie mnisi ze wszystkich świątyń wychodzą na „karmienie”. Na głównej ulicy miasta ustawiają się mieszkańcy oraz turyści, aby nakarmić mnichów garstką ryżu i czasami owocami. Cała ta uroczystość wygląda ślicznie. Aż po horyzont mieni się kolor pomarańczowy szat mnichów, którzy wychodzą z poszczególnych świątyń i idą gęsiego wzdłuż głównej drogi miasta. Szkoda, że niektórzy turyści nie potrafią się zachować i nie szanują ich kultury. Strzelają fleszami już z paru metrów. Obecnie sytuacja jest chyba jeszcze gorsza, więc bardzo się cieszę, że odwiedziliśmy to miejsce znacznie wcześniej.

luang prabang co zobaczyć
mnisi udają się po posiłek

luang prabang co zobaczyć

luang prabang co zobaczyć

Dzień rozpoczął się dla nas bardzo wcześnie, więc warto było to wykorzystać. Niespiesznie poznajemy kolejne interesujące miejsca jak Muzeum Narodowe czy Pałac Królewski ale naszą wisienką na torcie jest wzgórze Phu Si, które dominuje nad Luang Prabang. Kolejny raz jesteśmy zachwyceni. Widok ze wzgórza ucieleśnia wszystko z czym kojarzy mi się ten kraj. Brązowe wody Mekongu wijące się wśród bujnej zieleni, która pokrywa okoliczne góry oraz złote strzeliste dachy świątyń.

 

luang prabang co zobaczyć
świątynia w kompleksie Pałacu Królewskiego
luang prabang co zobaczyć
Muzeum Narodowe
luang prabang co zobaczyć
widok ze wzgórza Phu Si

 

A gdy masz więcej czasu. Nie spędzaj tylko na siedzeniu w knajpie, zagłębij się w miasto i poszukaj miejsc gdzie możesz zobaczyć normalne życie mieszkańców.

My idziemy mostem bambusowym na drugą stronę rzeki. Przechodzimy przez wioskę jakże inną od centrum miasta. Drewniane domy, gliniana droga. Nie spotykamy turystów. Widzimy natomiast codzienne życie Laotańczyków. Dochodzimy do żelaznego mostu. Tutaj motorki i rowery pędzą z jednej to na drugą stronę. Chcemy jeszcze przepłynąć na drugą stronę Mekongu, gdzie również znajduje się wioski i parę świątyń. Po ustaleniu ceny wypływamy. Znajdują się tutaj trzy świątynie. My zwiedzamy tylko jedną. Przy innych żądają opłaty. Nie wiemy za co i po co, bo nikt o to nie dba. Wioska, w której jesteśmy jest podstawowa. Ludzie uprawiają małe poletka, dzieci biegają bez butów, chaty są z bambusa i bieżącej wody chyba nie ma. Ludzie są mniej ufni ale udaje się w klasztorze zapoznać kolejnych młodych mnichów.

luang prabang co zobaczyć
i przechodzimy na drugą stronę…
luang prabang co zobaczyć
domy w których mieszkają młodzi mnisi
luang prabang co zobaczyć
inne oblicze miasta
luang prabang co zobaczyć
mnisi są wszędzie…

 

Nastaje wieczór.

Czemu ja nie mam dodatkowej torby ze sobą? Grrrr… Wieczorem jak zwykle na głównej ulicy miasta rozpoczyna się targ Hmongów. Można kupić tu wszystko. Ważne, że ceny są niskie oczywiście po targowaniu a towary przeważnie ręcznie robione. Piękne i kolorowe.

Nie możemy się oprzeć i kupujemy kilka pamiątek. Na koniec warto skusić się na jedzenie z tzw. ruchowych gar kuchni, które jest bardzo dobre i tanie. I najlepsze piwo laotańskie Beerlao jest moim faworytem.

luang prabang co zobaczyć
nocny targ Hmongów
luang prabang co zobaczyć
kupiłabym wszystko 🙂

Za rok minie 10 lat od naszej wizyty w tym miejscu. Ilość turystów w tamtych czasach była znacznie mniejsza niż teraz zwłaszcza, gdy myślimy o naszych rodakach. Ale z opowieści moich znajomych, którzy niedawno odwiedzali ten kraj wiem, iż urok tego miejsca nadal pozostał. Polecamy!

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Laosie znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Spływ Mekongiem z Tajlandii do Laosu – czyli tym razem podróż łodzią

Podróż łódką rzeką Mekong z granicy Tajlandii do Laosu to jedna z tych atrakcji podczas pobytu w Azji o których się nie zapomina.

Dwa dni w łódce, rzeka, piękne krajobrazy ale również turyści z całego świata, którzy z nami podróżują. Co można robić przez ten czas? Jeść, pić świetne laotańskie piwo Lao Beer, oglądać brzeg rzeki i życie mieszkańców, rozmawiać ze współpasażerami i tak po prostu się ponudzić.

Granica tajlandzko-laotańska (Chiang Khong – Huay Xiay)

Ten niesamowity spływ zaczynamy na granicy Laosu w Huay Xiay. Docieramy tam z Chiang Mai beznadziejnym autobusem. Klimatyzacja na full i trzepie przez całą drogę Dodatkowo ledwo, co wyjeżdża pod górę. Plus jest taki, że posiada toaletę, choć dość obskurną oraz dostajemy małe butelki z wodą oraz paczkę ciastek. Normalnie wypas :).
Autobus jest pełen turystów i tak o 15 godz. dojeżdżamy do Chiang Khong. Kierowcy tuk tuków już czekają z wygórowaną ceną za parę kilometrów wiedząc, ze i tak nie mamy innego wyjścia. Przy brzegu Mekongu podbijamy pieczątkę wyjazdową i przepływamy łodzią długorufową na drugą stronę rzeki do Huay Xiay. Płynie z nami chyba z 20 turystów. Szybko idziemy wyrobić wizę. I już jesteśmy w Laosie.
Standardowo rozpoczynamy poszukiwania noclegu w przysłowiowej najniższej cenie. W pokoju tylko materac, ale łazienka jest z ciepłą wodą, więc nie jest źle. Chcemy wymienić pieniądze i kupić bilet na łódkę do Luang Prabang na jutro. Niestety pieniądze można zamienić tylko w banku lub w agencjach, lecz przelicznik jest bardzo zły. Dodatkowo do przystani jest za daleko, więc musimy kupić bilety w agencji. Najlepsze ceny proponuje guesthouse BAP – 240.000 kipów lub 30 $. Musimy płacić w $. Na przystani jest taniej ale nie mamy ochoty znów tuk tukiem jechać tylko po bilety. Pieniądze zamienimy dopiero następnego dnia w banku z samego rana.
Nocleg nad Mekongiem jest atrakcją samą w sobie. Całe życie Laotańczyków tutaj toczy się wokół rzeki.

spływ Mekongiem
Na granicy
spływ Mekongiem
Nad brzegiem Mekongu

spływ Mekongiem

spływ Mekongiem
I jesteśmy w łódce

Pakbeng

Następnego dnia z przyjeżdżają tuk tuki, które zabierają nas na przystań. Podbijamy pieczątki w paszporcie, dostajemy bilety i już jako pierwsi jesteśmy na łódce.
Łódź jest długorufowa z 2 rzędami bardzo twardych ławek. Miejsca jest na 80 osób a nas jest na pewno ponad 110. Mieliśmy wypłynąć, koło 10 ale udaje nam się dopiero koło 12. W końcu po co się spieszyć. Czas nie ma tu wielkiego znaczenia i trzeba się do tego przyzwyczaić.
My rozlokowujemy się na 2 miękkich siedzeniach z tyłu przy burcie.

Podróż jest bardzo przyjemna. Widoki fantastyczne. Przy Mekongu toczy się całe życie Laotańczyków. Widzimy wioski bambusowe, rybaków, ludzi piorących i kąpiących się oraz oczywiście dzieci. Podróż trwa 7 h. Gdy przypływamy do Pakbeng jest już ciemno. Okazuje się, że mieszkańcy już czekają na nas z ofertą swoich noclegów. Wybieramy ten, co jest niedaleko i z niezłym widokiem. Wodę gorącą dostajemy w misce podgrzaną na ogniu. Więc pachniemy jak kiełbaska z ogniska. Światło też gaśnie już o 22.00 bo w miasteczku są tylko generatory. Na szczęście w Laosie może kupić już bagietki i warzywa, więc możemy odsapnąć od ryżu.

spływ Mekongiem
Pakbeng na trasie

spływ Mekongiem

spływ Mekongiem
chwila relaksu
załadunek i w drogę

 

Luang Prabang

Jak zwykle pobudkę mamy bardzo wcześnie. Łukasz idzie robić zdjęcia a ja czekam na kociołek z ciepłą wodą. O 8.00 już jesteśmy przy łódce ale jak zwykle wypływamy później. Słonko świeci, robimy zdjęcia i tak przez kolejne godziny.
Oczywiście po drodze sytuacja się diametralnie zmienia. I tak po 4 h płynięcia łódka po prostu straciła ster :). Dobrze, że kapitan szybko się orientuje i cumuje przy skałach na samym środku Mekongu. Czekamy godzinę zanim nasz kapitan wraca z inną łódką. W tym czasie relaksujemy się na skałach, których tu jest wyjątkowo dużo w samym Mekongu. Druga łódka niestety holuje nas tylko do najbliższej wioski, aby tam wszyscy pasażerowie mogli przejść na kolejną łódkę.
Kolejne godziny mijają i już wiemy, że na czas na pewno nie będziemy w Luang Prabang. Zapada powoli noc. Dobrze, że choć księżyc jest w pełni. Robi się coraz zimniej a łódka nie posiada świateł. W sumie to po co 🙂 Kapitan i pracownicy starają się oświetlać drogę latarkami a nie jest to proste zadanie, gdyż dużo wystających skał jest w tej rzece. Trochę zaprząta nam głowę myśl, co by było gdybyśmy wpadli na jedną z nich? Katastrofa jak w Titanic’u  Co pierwsze ratować? Już widzę Łukasza ze wszystkimi swoimi aparatami w ręce :). O 19 dopływamy do przepięknego Luang Prabang. Cali i zdrowi 🙂

spływ Mekongiem
wioski na trasie
spływ Mekongiem
przymusowy przystanek z powodu awarii
spływ Mekongiem
jakoś może dopłyniemy…

Info praktyczne:

Rejs Mekongiem do Luang Prabang rozpoczyna się w Huay Xai w Laosie i trwa 2 dni. Na nocleg łodzie zatrzymują się w miejscowości Pakbeng. Cena rejsu zaczyna się od 220.000 kipów za dwa dni. Bilet można zakupić na przystania le również w licznych tzw. hostelowych agencjach.

spływ Mekongiem

Więcej wpisów o naszej podróży po Laosie znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Ayutthaya i Sukhothai – przejażdżka rowerem w dawnych stolicach Tajlandii

Pierwsza wizyta w Azji i od razu spotkanie z wielkomiejskim Bangkokiem w Tajlandii może być dla niektórych niezłym zaskoczeniem i jednocześnie wyzwaniem.

Po kilku dniach spędzonych w mieście, gdzie jest gorąco i ogromna wilgotność, nie dziwi fakt, że chcemy uciekać już w inne bardziej spokojniejsze miejsce.

Nie wiem jak wy, ale dla nas zawsze bardzo ważne jest poznanie historii odwiedzanego kraju. Dlatego również w Tajlandii odwiedziliśmy dawne stolice kraju, które w czasach swojej świetności były naprawdę potęgami tego regionu. W tych miejscach nie tylko odnajdziemy wspaniałe zabytki, ale również złapiemy oddech.

Ayutthaya

Znajduje się zaledwie 75 km od Bankoku więc nie ma problemów aby odwiedzić miasto również podczas jednego dnia. Oczywiście możecie dojechać na miejsce ze zorganizowaną wycieczką ale my jednak polecamy zrobi to na własną rękę. Jest taniej i nikt wam nie kontroluje czasu.

Najlepszym rozwiązaniem dla nas był pociąg. Ze stacji Hua Lamphong lokalnym pociągiem za 15THB dostaniemy się na miejsce. Oczywiście są jeszcze expressy, na które nawet w okienku nas przekonują, ale nie polecamy. Cena kolosalna, zimna klimatyzacja w środku i odjeżdżają rzadziej.

Sam kompleks świątyń w Ayutthaya najlepiej zwiedzić na rowerach, gdyż teren do odwiedzenia jest spory.

kompleks świątyń w Ayutthaya
Rowerem najlepiej podróżować po Ayutthaya

Ayutthaya jest dawną stolicą Syjamu z lat z lat 1350-1767, która zajmowała ogromny teren regionu Azji Południowo –Wschodniej. W XVII w w stolicy mieszkał jeden milion osób i była jednym z najzamożniejszych miast Azji. Po wieloletnich najazdach wojsk birmańskich wreszcie musiała się poddać. I tym samym pozostała miastem- duchem. Na terenie obecnej Ayutthaya znajdziemy ruiny dawnej stolicy i świątyń.

Kolejne części parku są oddzielne płatne po 50 B każda. Najpierw wchodzimy do ruin Wat Ratchaburana. Podziwiamy okolice ze szczytu głównej stupy. Niestety jest bardzo gorąco i szybko ruszamy dalej na naszych rowerach.
Objeżdżamy dookoła kolejne świątynie Wat Mahathat, Wat Phra Ram. Dość dużo widać z zewnątrz, więc nie wchodzimy do środka.

kompleks świątyń w Ayutthaya
Wat Ratchaburana

kompleks świątyń w Ayutthaya

kompleks świątyń w Ayutthaya
Wat Phra Ram

Na trasie widzimy karawanę słoni z pasażerami na grzbietach. Jest to nasze pierwsze spotkanie oko w oko z tymi pięknymi zwierzętami. Ale nie korzystamy z tego typu atrakcji.

 kompleks świątyń w Ayutthaya

Po tym spotkaniu pędzimy dalej na naszych rowerkach do kolejnego ważnego punktu czyli leżącego buddy odzianego pomarańczowymi szatami- Wat Loayasutharam.

kompleks świątyń w Ayutthaya
Wat Loayasutharam

Wchodzimy jeszcze do Wat Phra Si Sanphet kompleksu 3 stup znajdującego się po środku historycznego kompleksu. Ze wspaniałego pałacu królewskiego pozostało niestety niewiele.

kompleks świątyń w Ayutthaya
Wat Phra Si Sanphet

Jeździmy do samego wieczora oglądają ruiny cudownie oświetlone. Dodatkowo mamy szczęście, gdyż w jednej ze świątyń odbywa się generalną próbę przedstawienia o historii miasta. Możemy podziwiać śpiew, taniec tajski oraz przedstawienie walk i batalii z udziałem słoni.

kompleks świątyń w Ayutthaya
Ayutthaya nocą

kompleks świątyń w Ayutthaya


Sukhothai

Jest kolejną pradawną stolicą Tajlandii, którą naprawdę warto zobaczyć. Osobiście podobała nam się tam bardziej niż w Ayutthaya, która jest wiekowo młodsza.

Miasto położone jest mniej więcej w połowie drogi do Chiang Mai. Bez problemu dojechaliśmy tam lokalnym autobusem w 6 godzin z Ayutthaya.

Sukhothai jest większym, na pewno lepiej zachowanym i mniej zatłoczonym miejscem niż Ayutthaya. Ruiny świątyń, pałacu królewskiego oraz posągów z XIII w.  znajdują się na terenie specjalnie wydzielonego parku archeologicznego, w przeciwieństwie do Ayutthaya, gdzie świątynie znajdowały się wprost w mieście.

Teren jest naprawdę spory, więc wynajęcie roweru jest niezbędne. Ceny po targowaniu 20THB za cały dzień.
Jedziemy chodnikami wzdłuż jeziorek i drzew a pomiędzy nimi znajdują się zespoły świątyń, czyli watów. W parku jest wiele miejsc, w których można odpocząć. Jesteśmy tym miejscem zachwyceni.

Obecne ruiny w kolorze czerwonym w rzeczywistości kiedyś musiały być pełne przepychu i bogactwa. Jest bardzo ciepło, więc odpoczywamy przy jeziorkach. Zwiedzanie zajmuje nam cały dzień aż do do wieczora.

kompleks świątyń w Sukhothai
Wat Sra Sri

kompleks świątyń w Sukhothai

kompleks świątyń w Sukhothai
Wat Sri Sawai

kompleks świątyń w Sukhothai

kompleks świątyń w Sukhothai
Wat Mahathat

kompleks świątyń w Sukhothai
kompleks świątyń w Sukhothai

Zwiedzamy poszczególne kompleksy podziwiając to buddyjskie miejsce. Zaczepia nas również szkolna wycieczka małych Tajów i Tajek, którzy mają okazję przeprowadzić z nami ankiety i tym samym podszkolić angielski i oczywiście zrobić sobie serię zdjęć.

kompleks świątyń w Sukhothai
Jeden z tysiąca uśmiechów Tajów

Cena wejścia do wszystkich zon jest wysoka 350 THB + 10 THB za rower. Odwiedzamy cześć centralną parku (100THB) oraz dalej położone świątynie Wat Sri Chum (ogromna postać buddy z ręką wielkości człowieka) oraz Wat Sapan Hin (stojący budda na wzgórzu). Po całym dniu spędzonym w tym parku jesteśmy bardzo zadowoleni tą ciszą i nastrojem, które unoszą się w tym miejscu.

kompleks świątyń w Sukhothai

kompleks świątyń w Sukhothai

Jeżeli byliście już w Angkor Wat w Kambodży to jednak nie spodziewajcie się, że dawne stolice Tajlandii będą w stanie was tak bardzo zaskoczyć, ale i tak warto te miejsca odwiedzić 🙂 Zwłaszcza, że turystów jest mniej.

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Tajlandia, czyli najlepszy kraj na pierwsze spotkanie z egzotyką

Może chciałbym pojechać poza Europie, ale nie wiem gdzie?
Czy ja sobie poradzę?
Taka podróż to musi być wyzwanie?

Ile razy my już to słyszeliśmy.
Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do Azji i to na 2 miesiące nasza rodzina i wielu naszych znajomych się dziwiło.
Zwłaszcza, że było to prawie dziesięć lat temu.
Wiele razy przekonywaliśmy nie tylko naszych znajomych, że podróż poza Europę wcale nie trudna. Wielu z nich się zdecydowało na samodzielną podróż i jeszcze nie spotkaliśmy się z odpowiedzią, że nie było warto. Obecnie coraz więcej osób wyjeżdża poza Europę nawet z dziećmi.

Jaki kraj pozaeuropejski wybrać na początek swojej drogi w samodzielnych wyjazdach?

Dla nas bezsprzecznie to Tajlandia, w której poczujemy egzotykę a podróżowanie jest przyjemnością samą w sobie.
Wymienimy tylko elementy, które głównie bierzemy pod uwagę przy wyborze danego kraju na nasz cel wyjazdowy. Nie wspominając o pogodzie, bo każdy wie, iż w tropikach jest cudowna.

Tajlandia – dlaczego warto odwiedzić

Podróżowanie po kraju

Przemieszczanie się w Tajlandii jest bardzo proste. Kraj jest bardzo dobrze przygotowany turystycznie. Gdy chcemy poznać kraj z północy na południe to mamy do wyboru dobre i tanie połączenia lotnicze. Linie nie znajdują się na liście najgorszych na świecie, więc nie ma obaw co do samego lotu.

W naszym przypadku królowały autobusy, którymi pokonaliśmy cały kraj. Są dobrze wyposażone i bardzo wygodne zwłaszcza na długich dystansach. Jedyny problem to klimatyzacja włączona raczej na mrożenie. Ale to chyba urok każdego kraju azjatyckiego.

W samych miasta liczne taksówki nawet wodne, tuk tuki czy autobusy miejskie np w Bangkoku również są bez problemu dostępne.

Tajlandia - dlaczego warto odwiedzić
Taksówki wodne w Bangkoku
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Ruch miejski w Bangkoku
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Tuk tuki są dla nas jednym z symboli Azji
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Wynajem skutera jest świetnym rozwiązaniem na podróż

 

Bezpieczeństwo

Mogę was zapewnić, iż w tym kraju czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Ludzie są bardzo przyjaźni i otwarcie na turytów. Podczas całego naszego pobyty nie wydarzyła się żadna niemiła sytuacja i nigdy nie czuliśmy się zagrożeni. Pomyśleć, że najbardziej niemiłe sytuacje doznaliśmy do tej pory w Europie (np.kradzież we Włoszech). Teraz może miałabym obawy odwiedzić Paryż, ale do Tajlandii z chęcią powrócę.

Jedynym miejscem, gdzie czułam się nieswojo była wyspa Phi Phi zmyta przez tsunami w roku 2011. Na każdym kroku widać znaki informujące, w którym stronę należy się kierować w przypadku uderzenia fali. To rzeczywiście może działać na podświadomość.

Tajlandia dlaczego warto pojechac
Spokój
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Uśmiech

 

Zakwaterowanie

Chcesz spać w najlepszych hotelu, najtańszym guesthouse’ie a może w chatce bambusowej? Nie ma problemu.

W Tajlandii znajdziesz wszystko a wybór jest ogromny. W Europie zawsze rezerwujemy wcześniej noclegi, bo ciężko później coś znaleźć w przystępnej cenie. W Azji nigdy, ale to nigdy tego nie robiliśmy. W turystycznych miejscach nie ma z tym problemów. Podczas naszej podróży wydawaliśmy na noclegi od 3-10 $ za pokój. Czasami znalezienie noclegu w dobrej cenie trwało dłużej, ale wtedy mieliśmy dobrze dopracowaną strategię. Po przyjeździe w dane miejsce jedna osoba odpoczywała na plecakach a druga pędziła po okolicznych guesthouse w poszukiwaniach najlepszego miejsca. W końcu, po co targać plecak ze sobą. Zdarzyło nam się również spać w chatkach na palach bambusowych (wyspa Ko Lanta) czy w namiocie (wyspa Phi Phi, Krabi). Wszystkie sposoby polecamy. W nocy jest cieplutko, więc na pewno nie zmarzniecie.

Tajlandia dlaczego warto pojechac
Pobudka na rajskiej plaży
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Bambusowe bungalowy
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Relaks…

Jedzenie

Czy już wspominałam, że uwielbiam jeść? Tak to prawda, ale też nie jestem smakoszem wszystkiego. Kuchnia tajlandzka jest pyszna, kolorowa i zdrowa. Nasze pierwsze spotkanie z Azją to był tzw. street food na ulicach Bangkoku. To było niebo w gębie. Jedzenie przygotowywane na twoich oczach i te zapachy tylko pobudzały nasze ślinianki. A jeżeli potrzebujesz jeszcze czegoś bardziej wykwintnego to z pewnością nie zabraknie miejsc w których dopieścisz swoje podniebienie.

Do tego masz jeszcze owoce tak soczyste i słodziutkie. A wybór jest ogromny i co najlepsze, ponieważ nie znasz ich smaków nie wiesz, co cię czeka.

Tajlandia dlaczego warto pojechac
Targ wodny
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Jedzenie sprzedawane na ulicy jest bardzo dobre
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Jest w czym wybierać
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Przekąska z robaczków

 

Miejsca warte zobaczenia

Skoro już wiesz, że w Tajlandii jest bezpiecznie, bez problemów będziesz podróżował, znajdziesz nocleg i najesz się do woli, to po co jeszcze tam pojechać? Dla egzotyki.

Odwiedzając kolejne kraje europejskie architektura jest podobna, ale tam będzie całkowicie inaczej. Dominują buudyjskie świątynie przepełnione złotymi figurkami buddy. Budynki są a dźwięk mantr wyśpiewywanych przez mnichów unosi się w powietrzu. Dawne stolice Tajlandii – Ayutthaya czy Sukhothai pozwalają nam wyobrazić sobie potęgę dawnych miast. Do tego kolorowe pobyt w dżungli i wioskach różnych grup etnicznych na pewno spowoduje, iż takich wrażeń nie zaznamy w Europie.

Tajlandia dlaczego warto pojechac

Tajlandia dlaczego warto pojechac
Wnętrze świątyni buddyjskiej jest przepiękne
Tajlandia dlaczego warto pojechac
Pałac królewski w Bangkoku

Tajlandia dlaczego warto pojechac Tajlandia dlaczego warto pojechac

 

Plaże

Pobyt na plaży dla wielu jest wyznacznikiem dobrych wakacji i chociaż my zdecydowanie wolimy góry to będąc na plażach w Tajlandii naprawdę można zmienić zdanie…. Choćby na kilka dni.
Mamy do wyboru ogromną liczbę plaż po stronie Morza Andamańskiego (Phuket, Krabi, Koh Lanta, Koh Lipe) oraz Zatoki Tajlandzkiej (Koh Samui, Koh Tao). Z Bankoku bez problemów możemy się dostać na południe kraju autobusem albo samolotem. Wybór tras i linii jest bardzo duży a ceny na prawdę dobre. Do tego na miejscu nocleg znajdziemy bez problemu i odpoczniemy na rajskiej plaży. Tylko nie zapomnijcie wypożyczyć maski i rurki aby podglądać rybki, rafę koralową czy morskie żółwie.

Tajlandia dlaczego warto pojechac

Tajlandia dlaczego warto pojechac

Tajlandia dlaczego warto pojechac

Przekonaliśmy Was? Pozostaje spakować walizkę lub plecak i w drogę 🙂

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

10 powodów dla których uwielbiamy Azję Południowo –Wschodnią

Kto nas jeszcze nie zna to może nie wie, ale kto nas zna to wie doskonale gdzie najchętniej jeździmy.

Z każdym jesiennym czy zimowym dniem z utęsknieniem wspominamy nasze wyjazdy do krajów Azji Południowo – Wschodniej, które udało nam się już prawie wszystkie zwiedzić. Do państw tego regionu należy Tajlandia, Wietnam, Kambodża, Laos, Birma, Indonezja, Timor Wschodni, Malezję, Singapur, Brunei i Filipiny.

Uwielbiamy te miejsca, a zaczęło się to wraz z naszą pierwszą dwumiesięczną podróżą w te tereny w 2008 roku. W kolejnych latach wybieraliśmy również inne kierunki, ale ten region nadal przyciągał nas jak magnes.

Minęło tyle lat, a każdy dzień tej wyprawy budzi w  nas wspomnienia jakbyśmy tam byli wczoraj. Pamiętam dokładnie smaki i zapachy, kolory i uśmiechy ludzi którzy nas nimi obdarowywali.

Tak… jesteśmy uzależnieni. Uzależnieni od podróżowania a w szczególności do szwendania się po Azji. Chociaż marzy nam się również Ameryka Środkowa i Południowa to i tak planując kolejny wyjazd najpierw sprawdzam bilety w nasze ulubione tereny. W tym roku również nie mogliśmy się oprzeć i ruszamy do Malezji (maj).

Co powoduje, że uwielbiany tam wracać? Dlaczego zawsze polecamy te a nie inne miejsca? Sprawdźcie naszą listę, która nie rzadko była przyczynkiem do określonego wybory destynacji dla naszych znajomych.

1.Egzotyka

Dlaczego w ogóle zastanawiamy się nad wyjazdem na inny kontynent? W Europie raczej wiemy, czego możemy się spodziewać, ale Azja to już zupełnie inna planeta. Kultura Azji jest zupełnie odmienna od naszej i niesłychanie interesująca. Do tego dołóżmy jedzenie, ciekawe zabytki oraz spotkanych na trasie „lokalsów” i mamy mieszankę wręcz wybuchową, jakby to rzekł Kryspin- PETARDA 🙂

Codzienny wczesno-poranny wymarsz mnichów za strawą. Mnisi jedzą dwa posiłki dziennie. Nie posiadają nic poza szatą, parasolem, miski na jedzenie czy najbardziej niezbędnych rzeczy osobistych. Laos Luang Prabang.
„Gardens by the Bay”, futurystyczny kompleks ogrodowy- Singapur.
Damnoen Saduak- Pływający targ niedaleko Bangkoku. Tajlandia
Przedmieścia Hanoi- Vietnam
Spokój i wiele świątyń. Luang Prabang- Laos

2. Jedzenie

Temat rzeka…. Uwielbiamy i jeszcze raz uwielbiamy azjatycką kuchnię. Jest różnorodna, kolorowa i zdrowa. „Streat food” czyli tzw. jedzenie uliczne na targach w Tajlandii czy Wietnamie jest tanie i przepyszne. A jeżeli potrzebujesz jeszcze czegoś bardziej wykwintnego to z pewnością nie zabraknie miejsc, w których dopieścisz swoje podniebienie. Ale co warto zapamiętać, nie każdy kraj może się pochwalić super kuchnią. Chcesz dobrze zjeść i się nie zawieść to jedź do Tajlandii i Wietnamu. Malezja również stoi wysoko w rankingach smakoszy, o czym przekonalismy się ostatnio. Natomiast wielkim przegranym są tutaj Filipiny, gdzie niestety jedzenie w przystępnej cenie jest znacznie gorsze niż w innych krajach tego regionu.

Poczęstunek zorganizowany przez przewodników w trakcie 3-dniowego trekku w dżungli na północ Tajlandii. Po nim prawie wszyscy uczestnicy wyprawy mieli mocno nieprzespaną noc.
Popularne jak pierogi w Polsce-Banana Pancake. Wszędzie w Azji smakują podobnie.
Zdjęcie poglądowe. Vietnam- Hanoi, nie degustowaliśmy.
Hoi Ann- Vietnamskie jedzenie jest przecudowne.
Vietnamskie potrawy c.d.
Nawet nie próbowaliśmy zgadywać co i jak. Gdzieś na trasie z Bangkoku do Ayutthaya.
Owoce morza…?

3. Ludzie

Po co się podróżuje? W naszym przypadku na pewno nie tylko dla zabytków czy cudów natury. To ludzie, których spotykamy na naszej drodze sprawiają, iż znacznie lepiej poznajemy dane miejsce i wyrabiamy sobie zdanie na temat danego kraju. Mieszkańcy tego regionu a zwłaszcza Tajlandii, Laosu, Kambodży i Indonezji sprawiają, że chcemy wracać w te miejsca. Czujemy się tam bezpiecznie a ich otwartość i uśmiech to miód na nasze serce. Po powrocie, kiedy znów musimy wrócić do naszego szaleńczego tempa życia czasami wystarczy spojrzenie na wykonane portrety poznanych osób i jakoś robi się raźniej w sercu.

Bycie tak blisko ludzi którzy z naturą żyją w jak największej harmonii. bardzo oczyszczające! Sulawesi- Indonezja.
Na bosaka, ale z uśmiechem. Gdzieś w Kambodży.
W przerwie na oczekiwaniu na sprawną łódź. Ta którą płynęliśmy nie dała rady. Wysiedliśmy na środku Mekongu – na skałach a lokalsi nie odpuścili sobie aby nas przywitać. Laos
Vietnam- Hoi Ann. Nasze ulubione miasteczko w Azji. Teraz już pewnie pełne głodnych przygód białych i żółtych turystów…warto odwiedzić poza sezonem.
Uwielbiam, fotografować twarze Azji. Vietnam.
Górnik- tragarz siarki, w trakcie krótkiej przerwy przed morderczym wyjściem na kalderę krateru Kawah Ijlen- Indonezja. Wpis o tym miejscu znajdziesz na blogu.

4. Owoce

Kocham jeść a owoce to wręcz ubóstwiam. Ale to, co znajdziesz w Azji to zapewniam, nie smakuje tak samo jak w ogródku Lidla. Dojrzewające w gorącym słońcu tropikalnym owoce są soczyste, słodziutkie i zdrowe– w Lidlu podobno też 🙂 Jeden rodzaj banana z określoną krzywizną-tym się my Europejczycy pochwalić możemy, tam możemy wybierać z pośród kilkunastu rodzai. Do tego słodziutkie, żółciutkie mango, w ciemnofioletowej łupinie mangostany, włochate rambutany, różowe smocze owoce czy śmierdzące duriany i wiele innych.

Poczęstunek w trakcie jednego z wypadów na snurkeling na Filipinach. Upał i orzeźwiające owoce. Super dieta!
Smakowicie kolorowa dekoracja świąteczna na Bali- Indonezja.
Napój kokosowy. Nic nie gasi lepiej pragnienia w trakcie upałów.

5. Plaże

Lepsze określenie to rajskie plaże. Nad Bałtykiem mamy mięciutki piasek, ale w Azji jest mięciusieńki i bieluteńki 🙂 Nie jesteśmy wielkimi fanami plażowania, ale plaże tajlandzkie, filipińskie czy indonezyjskie są wręcz nieziemskie. Woda jest przeźroczysta i turkusowa. Maska i rurka jest obowiązkowa, aby bez problemów podglądać rybki, rafę koralową czy morskie żółwie. Do tego bez problemu możemy wybrać się łódkami czy kajakami na pobliskie wysepki a wieczorami rozkoszować się świeżo złowioną rybą przy blasku zachodzącego słońca. Jak w filmie …

Taki widok mieliśmy z balkonu naszego Hostelu. Filipiny.
Nurkowanie w Azji to fajna przygoda. Cieplutka woda, wspaniała  fauna i flora. Filipiny.
Widok na wulkan Rinjani 3726 n.p.m. Wpis o trekku na tę górę znajdziesz na blogu.
miejska plaża. Vietnam.
Takie plaże tylko w Tajlandii!
Wschód słońca na jednej z plaż w Tajlandii. Nocleg w namiocie a rano takie widoki prosto z namiotu…

6. Zabytki

Są inne niż w Europie i dlatego tak interesujące. Najpiękniejsza jest jednak różnorodność, z którą możemy się w tym regionie spotkać. Liczne religie i kultury sprawiają, iż w każdym kraju a nawet wewnątrz jednego możemy tak wiele doświadczyć. Uwielbiamy świątynie buddyjskie czy hinduskie, które swoim pięknem i czystością wprowadzają pewien spokój i ład.

Znany obrazek z Singapuru. Łódko Hotel i galeria.
Świątynie w Bangkoku.
Angkor Wat- Kambodża.
Angkor Wat ciąg dalszy.

7. Natura

Polskie góry uwielbiamy i spędzamy w nich bardzo dużo czasu. A co mamy w Azji? Ogrom różnorodności. Plaże niebiańskie, dżungla z lasem tropikalnym, górskie rzeki, wspaniałe jeziora i liczne wulkany. Co nas najbardziej zachwyciło? Wspinaczka na wulkan Rijani w Indonezji, tarasy ryżowe na Bali i Filipinach, spływ rzeką Mekong z Tajlandii do Laosu, północe tereny górskie w Laosie, plaże na Filipinach i wiele, wiele innych miejsc, które cały czas sprawią, ze chce tam wracać i zobaczyć jeszcze więcej.

Górska wioska Batad- Filipiny- widoczek z naszego guesthaus-u…Ładnie co?
O wspinaczce na tę górkę poczytacie u nas na blogu. Rinjani- Lombok-Indonezja.
Babki i ciasteczka. Java- Indonezja.
echh ta woda! Filipiny.
Halong Bay- Vietnam. Noc na łodzi i dużo jodu w powietrzu!
„Bartek” w Angkor Wat- Kambodża.

8. Pogoda

W długie jesienne czy zimowe wieczory, gdy ciężko wyjść z domu zawsze myślimy o Azji. Dwie pory roku powodują, że wiemy, kiedy jechać i raczej wiemy, czego możemy się spodziewać. A co mieliśmy do tej pory podczas naszych wyjazdów? Słońce i jeszcze raz słońce. W Azji Południowo – Wschodniej jest ciepło a nawet bardzo ciepło i nawet jak pada to wiem, że po godzinie czy dwóch znów wyjdzie słońce a niebo będzie błękitne.

9. Kolory

Dominują w całym krajobrazie tego regionu. Lasy soczysto zielone, ziemia nawet czarna a woda turkusowa. Uliczne stragany kipą kolorami owoców oraz różnego rodzaju jedzeniem. Mieszkańcy nawet w pracy nie zapominając o kolorowych ubraniach. Do tego uroczystości religijne obywające się w ociekających złotem i srebrem świątyniach również są pełne koloru. To wszystko powoduje, że zdjęcia nawet nie wytrawnego fotografa są na prawdę piękne.

10. Relaks

Kiedy Twoje życie jest podporządkowane wskazówkom to nie zauważasz drobnych spraw, które dzieją się tuż obok ciebie. Jesteś coraz bardziej zestresowany/a a dni wyglądają codziennie podobnie. A w Azji? Poddaj się a nauczysz się luzu. Tam nie ma, co się spieszyć. Nie przyjeżdża autobus? Trudno posiedzisz, ale dzięki temu napewno spędzisz czas na rozmowie z innymi współtowarzyszami podróży.

Leżakowanie na Phi Phi. Tajlandia.
Bez zasięgu, bez neta, bez prądu po 18tej…czegoś więcej potrzeba?
Awaria łodzi na Mekongu. Dobrze że w okolicy były skałki to nogi można było rozprostować w oczekiwaniu na następną łódź. W drodze do laotańskiego Luang Prabang.
echh, Wioska na północy Laosu. bez dróg, bez świateł ani rond. Spędziliśmy tam wigilię, zajadając rybkę z rzeki z ziemniaczkami, popijając ryżową wódką.
tajlandzkie wyspy…



Mam nadzieję, że zainteresowaliśmy Ciebie. Dlatego pakuj plecak i ruszaj w drogę.
Najtrudniej jest zacząć a ograniczenia są tylko w naszej głowie.

A może już byliście? Jakie macie wrażenia?

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Taj Mahal jako dowód miłości

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Być w Indiach i nie zobaczyć jednego z Cudów świata byłoby wręcz niewybaczalne. Tak przyznaje, widzieliśmy Taj Mahal wiele razy, ale nie na żywo i to trzeba było zmienić

Nasza podróż do Agry znowu trwała wiele godzin w pociągu z Waranasi. Bladym świtem wpadamy na dworzec i wszystko pięknie, jesteśmy na czas. Małpy skaczą po pociągach i okradają podróżnych. Szczury delektują się sadzawką i co chwilę czmychają w popłochu do sprytnie ukrytych kryjówek. Pan zamiatacz nabłyszcza peron a potem zasypuje jednego szczura w kanale! Ot ciekawostki.

Po dłuższej chwili wpada na peron mocno opóźniony pociąg Mahruda, który niczym nie rożni się od tego, który nas dowiózł z Deli do Waranasi. Niczym z zewnątrz, bo w środku to inna sprawa. Zaczynamy szorować naszymi krajowymi, mokrymi ściereczkami do twarzy czarne od potu i od podeszw siedziska. Całkiem nieźle sobie radzimy, niestety po pół godzinie do pociągu wpada starsza para i jestem zmuszony zmienić siedzisko na inne. I od nowa chusteczki idą w ruch! Noc mija całkiem szybko, na szczęście. Jedynie pojedynczo puszczane bezwolnie „bączki” i chrząśnięcia pasażerów przerywają sen, lecz tylko na chwilkę, bo zmęczenie daje nam o sobie znać i dalej spijmy błogim snem. Dojeżdżamy do Agry z dwugodzinnym opóźnieniem.

Agra
Wszechobecne małpiaki w miejscach publicznych nikogo tutaj nie dziwią.
Agra
Na skróty

Agra to miasto jak każde inne w Indiach, oczywiście zatłoczone i zanieczyszczone, ale nasz hostel ma świetny widok z dachu na Taj Mahal.
I to nam wystarczy.

Agra
Widok z dachu hostelu w którym się zatrzymaliśmy.

Jedziemy najpierw do Agra Fort. Wyjątkowo nam się tutaj podoba. Widok na Taj Mahal też jest niczego sobie. A sam fort niestety nie jest udostępniony w całości, gdyż wojsko ma tutaj swoją siedzibę. Fort należał do jednego z najważniejszych miejsc w świecie, panujących na terenie Indii Mongołów. Kolejni władcy zarządzali królestwem z tego miejsca.

Chcemy bardzo pojechać na drugą stronę rzeki Jamuny skąd roztacza się wspaniały widok na Taj Mahal.
Niestety czasy kiedy można było podejść do rzeki i z nie tak dużej odległości zrobić zdjęcia minęły. Tuż przy brzegu rozstawiona jest siatka a zastęp chyba 20 policjantów niby pilnuje. Trochę szkoda, bo poziom wody w rzece jest dość nisko i nie widać jej na zdjęciach, ale no cóż. W końcu policjanci mają jakieś zajęcie.

Agra
Widok z przed ogrodzenia- widokówki nie dla każdego 🙂

Wracamy do naszego hostelu. Od przyjazdu uwielbiamy wieczorne wyjścia na kolacje. Jak to świetnie, gdy nie trzeba gotować a ty za małe pieniądze najesz się dobrze i do syta. Podjadam Thali – na jednym talerzu ciapati, ryż, warzywa w sobie curry, ser a Agata Parathe – placek z warzywami i smażony ryż z serem i jajkiem.

Następnego dnia jest jeszcze ciemno i nieśmiało uchylam okno z przekonaniem, że ujrzę za nim gęsta mgłę. Miłe zaskoczenie. Gwiazdy, księżyc i wszystko jak na dłoni a w oddali widoczne budynki Taj Mahal, który jeszcze „śpi”. Udajemy się do południowej bramy. Jest cicho i spokojnie. Psy zwinięte w rogale, rykszarze pokryci kocami i kilku turystów człapie sennie przed nami. Troszkę inny obraz Indii niż ten, do którego przywykliśmy. Do bramy południowej mamy 5 minut spacerkiem, rykszarz spod koca wyszeptuje nam, że musimy się jednak kierować w stronę zachodniej bramy, bo tam są kasy czynne od godz 6.30. Jego wersje potwierdzają hindusi człapiący za nami. Krótki spacer, stajemy w kolejce, bilety oraz woda i szmaty na buty w ich cenie i tak już o 6.50 wchodzimy do Taj Mahal.

Taj Mahal
Muskane porannym słońcem.

Wspomnę o tym, że znowu moja Bronia (Bronica EC-TL) zawiodła. Temperatura zmroziła mechanizm lustra tak, że modły błagania i szlochania nie pomagały, nawet baterie wymieniłem i w akcie desperacji parę razy ją stuknąłem leciutko i pieszczotliwie! Na szczęście jeden fotograf z Niemiec, który również używał średnio-formatowego aparatu podszedł do mnie i powiedział, że jego mamiya rz67 również „zaniemówiła”- czyli jest szansa, że jeszcze na kliszy zrobię parę zdjęć. Po godzinie, gdy temperatura wzrosła do 10 C° strajk zawieszono i dokonałem parę fotek na slajdzie.
W kompleksie spędziliśmy 4 godziny a można i dłużej.

Taj Mahal, uznany za jeden z Cudów Świata, naszym zdaniem jest piękny. Niezwykłe jest to, iż kompleks jest dowodem miłości. Został postawiony przez Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę przedwcześnie zmarłej żony.

Kompleks składa się z głównej świątyni przykrytej ogromną kopułą oraz dwóch symetrycznych budowli po jej dwóch stronach. W rogach głównej świątyni stoją cztery minarety, z których muezin nawołuje do modlitwy. Budowla pokryta jest białym marmurem, który pięknie mieni się w słońcu. Dodatkowo marmur pokryty jest tysiącem kamieni szlachetnych, półszlachetnych oraz dekoracji z czarnego marmuru. Proporcje budowli, geometryczne wzory i kunszt wykonania są niezwykłe.

Ostatni raz byliśmy pod takim wrażeniem z powodu jakiejś budowli w Kambodży w Angkor Wat a więc potwierdzamy, że warto zobaczyć na żywo Taj Mahal.

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂