Yogyakarta i świątynie Borobudur, Prambanan

Balijczycy mają swoje Ubud a Jawajczycy Yogyakarte. Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta jest turystycznym miejscem głównie z powodu bliskość najważniejszych świątyń  Indonezji – Borobudur i Prambanan.

Po 9 godzinach jazdy lokalnym autobusem spod wulkanu Bromo dostaliśmy się do Yogyakarty. O tak wczesnej godzinie nie chciało nam się już szukać bemo i z parą Francuzów wynajmujemy taksówkę. Dojeżdżamy na ulicę Sosrrowijayan, gdzie znajdują się najtańsze noclegi. Niestety wszystko jest zajęte. W najtańszym z losmenów Anda czekamy aż ktoś się wykwateruje. I udało się o 7:30 mamy już pokój. Jest przyjemnie zwłaszcza ze rzadko nam się zdarzyło spać za tak niska cenę.

Co widzieliśmy w Yogyakarta?

Nie marnujemy czasu i wyruszamy w miasto. Drogą Malioboro, która jest ogromnym targowiskiem i głównym punktem turystycznym miasta udajemy się w kierunku pałacu sułtana Keraton. Sprzedawcy, kierowcy becaków i taksówek non stop nas nawołują i jest to bardzo męczące. Oczywiście skusiliśmy się na kilka zakupów. Po drodze zagaduje nas student. Podczas wspólnego obiadu doradza nam w wielu sprawach związanych z miastem i okolicą. Nie sprzeciwiając się zaprowadza nas do jednej z galerii połączonej z pracownią tworzenia batiku. Oczywiście twierdzi, iż jest to miejsce niekomercyjne otwarte tylko 2 razy w tygodniu przez parę godzin. Studenci i artyści z uniwersytetu przedstawiają tutaj swoje prace. Nie czujemy się nagabywani, więc zostajemy aby poznać proces tworzenia charakterystycznych dla Indonezji materiałów. Pokazano nam cały proces i w jaki sposób można rozpoznać czy materiał jest prawdziwy. Batik tworzony jest głównie na materiałach bawełniany poprzez nakładanie kolejnym warstw wosku i kąpieli tkaniny w barwniku. Tkanine farbuje tylko w miejscu niepokrytym woskiem.

Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta
Tak tworzy się niezwykle cenione rękodzieło jakim jest batik
Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta
Proste narzędzia i materiały niezbędne do tworzenia batiku.

Po takiej prezentacji nabywamy mały obraz. Wracamy becakiem (rowerek z siedzeniem z przodu dla pasażerów) pod pałac sułtana Keraton. Musimy długo się targować o cenę choć i tak jest trzy razy wyższa niż dla lokalsa inaczej wolą nie jechać. Pałac sułtana, tak jak słyszeliśmy wiele opinii, nie powala. Trochę nie warty swej ceny. Na szczęście udaje nam się zobaczyć jedno z przedstawień wayang z lalkami drewnianymi w głównej roli.

Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta

Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta
Tradycyjne przedstawienie jawajskie „wayang”

Yogyakarta jest najlepszym miejscem aby zobaczyć produkcję batiku, przedstawienia teatrów cieni oraz tradycyjny balet. Jest również głównym punktem wypadowym na wulkan Merapi, czarne plaże morza Jawajskiego oraz świątynie Borobudur i Prambanan.

Decydujemy się zobaczyć najważniejsze świątynie. Wypożyczymy motor chociaż niestety już ostatni raz podczas naszego pobytu w Indonezji. Ponad 40 km do Borobudur pokonujemy dość szybko. Na miejscu jesteśmy po 8 rano co pozwala nam zwiedzać bez tłumów.

Świątynia Borobudur powstała około VI – VII wieku, ale od XV wieku straciła swoją pozycję i niszczała przez lata. W XIX wieku została odkryta na nowo przez brytyjskiego oficera, ale konserwację rozpoczęli na dużą skalę Holendrzy. Budowle całkowicie rozebrano i każdy z kamieni został oczyszczony, poddany konserwacji i ułożony w odpowiednim miejscu.

borobudur
Wiele kamieni czeka na powrót do świątyni

Świątynia składa się z dziewięciu pięter – tarasów (sześć kwadratowych oraz trzy okrągłe. Niższe piętra zdobione są licznymi płaskorzeźbami prezentującymi sceny z życia Buddy. Świątynia nie jest otwarta i służy tylko do rytualnej pielgrzymki. Trzy ostatnie tarasy pokryte są 72 dogoby, które wyglądają jak „odwrócone filiżanki” z posągami Buddy w środku.

Świątynia Borobudur
Świątynia Borobudur

Spacerujemy poszczególnymi poziomami oglądając reliefy przedstawiające różne historie i obyczaje. Warte odwiedzenia są również muzea przy wyjściu, gdzie można zobaczyć replikę statku którym pływali indonezyjscy kupcy na Madagaskar. W 2003 udało się powtórzyć ten rejs.

Świątynia Borobudur
Świątynia Borobudur
Borobudur
W każdym dzwonie widocznym z tyłu znajduje się posąg małego buddy.

Po południu pędzimy już do świątyni Prambanan na trasie do Solo. W świątyniach hinduistycznych poświęconych trójcy bogów – Wisznu, Śiwie, Brahmie nie możemy spędzić za dużo czasu, gdyż zamykają przed 18. Na szczęście udaje nam się zobaczyć najważniejszy kompleks przy zachodzie słońca. Duża cześć tego kompleksu i trzech innych świątyń została poważnie zniszczona podczas ostatniego trzęsienia ziemi w 2006 roku.

Na wieczór mamy kupione bilety na przedstawienie baletu Ramajana w otwartym teatrze tuż przy świątyniach Prambanan. Kupujemy najtańsze bilety ale przez pomyłkę po wejściu dostajemy miejsca w lepszym sektorze tuż przy scenie. Przedstawienie było niesamowite. Pełne tańca, kolorów, wspaniałych kostiumów i muzyki gamelanu. Brało w nim udział wielu aktorów i historia sama w sobie była bardzo ciekawa.

Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta
Gra muzyki świateł i dźwięków- Świątynia Prambanan

Kulturalna stolica Jawy Yogyakarta
Droga powrotna do Yogyakarta nocą na motorku nie należała do najprzyjemniejszych. Ale muszę przyznać, iż Łukasz jeździł już jak prawdziwy Indonezyjczyk 🙂

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Indonezji znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Wulkan Bromo – wschód słońca jak na księżycu

Pobyt w Indonezji był dla nas bliskim spotkaniem z wulkanami. A że góry uwielbiamy to każde wyjście na szczyt sprawiało nam radość.
Pobyt na wulkanie Kavah Ijen był niezapomniany, ale niestety czas ruszyć dalej. Wulkan Bromo już czekał na nas 🙂

Wulkan Bromo – jak się dostać?

Z dworca Ketapang dość szybko odjeżdża lokalny autobus do Probolingo. Ok 5 godzinna trasa przebiegła dosyć przyjemnie. Kierowca pędził na złamanie karku, ale dzięki temu nie smażyliśmy się w środku przy otwartych oknach.
Przystanki dla podróżnych są w każdym miejscu i każdy, kto chciał podróżować z nami musiał zajęczym susem wskoczyć do pojazdu. Dłuższe postoje były nam „umilane” przez różnych grajków, którzy śpiewali i grali na gitarze, bębnach, cymbałach i jeszcze paru własnoręcznie zrobionych instrumentach. Czasami rzeczywiście z dużym powodzeniem.
Po przyjeździe na dworzec w Probolingo tłum kierowców otaczył nas wianuszkiem. Każdy chce wiedzieć gdzie jedziemy. My, na szczęście już wiedzieliśmy, iż zielone minibusy odjeżdżają pod wulkan Bromo. Decydujemy się tylko na tego, gdzie jest najwięcej osób i odjedzie natychmiast a nie będzie czekał parę godzin na wypełnienie pasażerami. Łukasz załapał się na VIP-owskie siedzenie na dachu.

wulkan Bromo
Czasami na dachu najwygodniej
wulkan Bromo
Uwaga na kable zwisające nad ulicą!

Krętą drogą wspinaliśmy się do wioski Cemoro Lawang, która położona jest na krawędzi krateru. Za oknami pola uprawne: cebula, pomidory, ziemniaki. Czujemy się jak w Polsce. Po około godzinie dojechaliśmy do samej krawędzi kaldery. Parę kroków i już księżycowy obraz przed nami.

Wybraliśmy jeden z losmenów z pokojami do wynajęcia (tanio chociaż warunki fatalne), zjedliśmy obiad i od razu zdecydowaliśmy się zejść na dno kaldery.

wulkan Bromo
Widok na Bromo i sąsiadujące twory wulkaniczne

Ścieżka– tzw skrót jest obok hotelu z posagiem jeźdźca na koniu. Tak jest najszybciej i nikt nie pobiera żadnej opłaty za wejście.

Mieliśmy 3 godziny do zachodu słońca. Krater Tengger o średnicy 10 km zawiera w sobie trzy inne wulkany: Kursi, Bromo i Batok. Podziwiamy wulkan Mt Batok, który wygląda dokładnie jak wielkanocna babka piaskowa. Oczywiście nie możemy się powstrzymać i wychodzimy na wulkan. Ścieżka była strona i można łatwo się poślizgnąć. Z góry mamy już piękny widok na wulkan Bromo i Semeru.

wulkan Bromo
Widok z batok-a, na pierwszym planie Bromo a po prawej w oddali Semeru.

Już po zmroku dotarliśmy do wioski. Temperatura bardzo spadła ale i tak nie spaliśmy bo o 2:30 pobudka.  Kiedy to się skończy? 🙂 Od momentu wulkanu Rinjani co parę dni wstawaliśmy przed wschodem słońca.

Przepiękny spektakl kolorów czyli wschód słońca na Bromo

Oczywiście nie zdecydowaliśmy się na przejazd jeepem na wschód słońca ze szczytu Pananjakan (2770m) na krawędzi Tenggeru. Najlepiej wyjść tam samemu. Zgodnie z mapką ręcznie przygotowaną przez naszych znajomych podążamy na punkt widokowy. Najpierw drogą asfaltową, która odchodzi od hotelu z posagiem jeźdźca na koniu. Później ścieżką przez krzaki i po schodkach dochodzimy do punktu widokowego, który jest poniżej – Penanjakan, gdzie jest około 200 osób, którzy przybyli tam jeepami. My się na to nie piszemy wolimy w ciszy delektować się widokiem, a jest to możliwe kilkadziesiąt metrów poniżej głównego punktu widokowego. Słońce wschodzi około 5.30 i na szczęście, bo temperatura nie była za wysoka. Spektakl kolorów i odcieni rozgrywa się przed nami a widoki na długi czas pozostaną w naszej pamięci.

wulkan Bromo
Bromo i koledzy w całej okazałości

Powoli wróciliśmy do wioski tą samą drogą. Oczywiście chcieliśmy jeszcze wejść na wulkan Bromo ale dopiero jak karawana jeepów z turystami odjedzie. Szczyt Bromo chociaż wznosi się na wysokość 2392 m n.p.m to tylko 133 metry ponad kalderę. Na szczyt prowadzą betonowe schody. Na szczycie z wnętrza wydobywa się już nam dobrze znana śmierdząca woń siarki. Widoki jak zwykle księżycowe. Morze piasku a w oddali inne wulkany. Pięknie prezentuje się również hinduistyczna świątynia Pura Luhur Poten u podnóża Bromo.

wulkan Bromo
Świątynia Pura Luhur Poten u podnóża Bromo.
wulkan Bromo
Z lewej strony Mt. Batok który wygląda dokładnie jak wielkanocna babka piaskowa.

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Indonezji znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Lombok oraz wspinaczka na wulkan Rinjani

Opuszczamy Bali i udajemy się na Lombok. Muzułmańska wyspa jest bardzo zróżnicowana pod względem etnicznym i kulturowym. Zielone krajobrazy ustępują suchym terenom. Wulkan Rinjani wysoko góruje nad wyspą.

Mt. Rinjani
Mt. Rinjani najwyższa góra (wulkan) wyspy Lombok, widziany z wysp Gili

 

Co warto zobaczyć na Lomboku oprócz wysp Gili?

Spędzamy cudowne dni na rajskich wyspach Gili na północy od wybrzeży Lomboku a później meldujemy się na południu wyspy w Kucie (ale to nie ta sama co na Bali). Z poznanymi Czechami odkrywamy okoliczne tereny na motorze. Szerokie, puste plaże oraz kilku metrowe wysokie fale przyciąga serwerów nawet z Australii.

Kuta-Lombok a w oddali raj dla serferów
Kuta-Lombok a w oddali raj dla serferów 

 

Odwiedzamy wioskę Sade – tradycyjna wioskę ludu Sasaków, którzy tam mieszkając i pracują. Wioska nastawiona jest również na turystów. W wiosce Penujak wyrabiane są natomiast naczynia i dzbany z gliny metoda ręczna bez koła garncarskiego. Wchodzimy do poszczególnych domostw, gdzie następuje produkcja, wypalanie i wysyłka.

Wioska Sade, naczynia świeżo palone w cenach hurtowych
Wioska Penujak, naczynia świeżo palone w cenach hurtowych
Tradycyjne tkanie/przędzenie, Lombok
Tradycyjne tkanie/przędzenie, Lombok

 

Wspinaczka na wulkan Rinjani

Jednym z naszych marzeń, które chcieliśmy bardzo zrealizować podczas pobytu w Indonezji było wyjście na wulkan Rinjani. Cena wspinaczki niestety nie zachęcała i już myśleliśmy, że nic z tego nie będzie. Szczęście uśmiechnęło się do nas i na trasie przejazdu z wysp Gili do Kuty. Po godzinach pertraktacji z kierowcą udało nam się zejść o 40 % z ceny, o której czytaliśmy na różnych relacjach jeszcze z Polski.

Po kilku dniach w Kucie wyruszamy znów na północ w stronę wulkanu Rinjani. Oczywiście musimy się zatrzymać w agencji kierowcy, aby uregulować cześć płatności. Jesteśmy przekonani ze jest to prowizja dla niego. Ruszamy do Sengigi a potem kolejna przesiadka do jeepa i w miłym towarzystwie angielsko-chińskiej pary jedziemy do Senaru, bazy pod wulkanem Rinjani. Dostajemy przyzwoity pokój, ale z 2 mieszkańcami – ogromnymi pająkami. Rozprawiamy się z nimi szybciutko i mamy całe popołudnie na relaks. Idziemy spacerkiem do 2 wodospadów. Pierwszy z nich jest łatwo dostępny, do drugie dochodzimy przez las i rzekę. Krople wody unoszą się tak daleko ze ciężko zrobić zdjęcie. Łukasz nie może się opanować i podchodzi blisko. Upada do wody wraz ze sprzętem. Trochę wygląda to groźnie, ale na szczecie nic się nie dzieje z aparatami, no i oczywiście z nim :).

wulkan Rinjani
Wodospady niedaleko miejscowości Senaru, baza wypadowa na Rinjani

Wieczorem mamy spotkanie z przewodnikiem, który omawia nam trasę trekkingu. Trochę jesteśmy zdziwieni, bo okazuje się że mamy spędzić 2 noce w górach a byliśmy przekonani ze 2 noce to są wraz z pobytem w Senaru. Oczywiście nam się to podoba, czyli cena, która zapłaciliśmy była bardzo korzystna.

Z dwójka Francuzów wyjeżdżamy ciężarówka w stronę Sembulan, z którego rozpoczynamy nasze wyjście. Trasa z Sembulan jest dogodniejsza, gdyż już na drugi dzień nad ranem wychodzi się na szczyt Rinjani, co jest najtrudniejsza częścią tej wspinaczki. Sembulan jest na wysokości 1000 m.n.p. Przez zielone wzgórza wspinamy się coraz wyżej. Nasi porterzy – tragarze, którzy na swoich ramiona dźwigają w koszach bambusowych po 30 kg sprzętu i jedzenia pędzą na górę jak kozice ale w klapeczkach. My jesteśmy bardzo zmęczeni upałem i wysokością a oni pokonują trasę dwa razy szybciej. W południe oczywiście jest nam serwowany obiad. Zupa z proszku gotowana na ogniu i ananas.

wulkan Rinjani
Początek 9 godzinnego trekkingu do obozu noclegowego zlokalizowanego na wys. 2600 m. npm, Mt. Rinjani
wulkan Rinjani
Posiłek na świeżym powietrzu

Po ciężkim podejściu, gdzie każdy krok to kolejne wyzwanie, jesteśmy na krawędzi krateru – 2600 m.n.p.m. Obóz z namiotów szybko powstaje. Poznajemy Francuzów, Anglików, Niemców, którzy również z nami będą zdobywać szczyt. Niestety temperatura spada do 10 stopni i wieje. Zmarznięci oglądamy zachód słońca, popijając gorąca herbatę i uciekamy do namiotu na krótki sen.

wulkan Rinjani
Miejsce obozu noclegowego na wys. 2600 m. n.p.m

Po nieprzespanej nocy wyruszamy o 3 rano na szczyt. Jest zimno. Bardzo powoli pniemy się do góry. Trasa to wąska, śliska, żwirowa droga. Musimy napinać ostro mięśnie aby się nie poślizgnąć. Po godzinie mamy dość. Po dwóch godzinach jest tak zimno i wieje przeraźliwie lodowaty wiatr ze chce się wracać. Ostatnia godzina to podejście. Pochyła na 75 stopni ściana, gdzie trasa to żwirowisko. Jeden krok i dwa zjeżdżasz w dół. Ja wychodzę na czworakach. Łukasz już płacze. Ostatnie metry to już mordęga. Ale nareszcie się udaje. Stajemy na Rinjani (3726 m.n.p.m). Słońce powoli wstaje. Szkoda że nadal jest bardzo zimno.
Aparaty idą w ruch a widoki zapierają dech w piersiach. Widzimy w dole kolejny krater wulkanu oraz sąsiednie wyspy. Przestrzeń jest ogromna. Zejście ze szczytu to tylko zjazd. Stopy zapadają się całkowicie w żwirze. Jesteśmy bardzo zadowoleni że się nam udało.

wulkan Rinjani
Wulkaniczne podłoże nie ułatwia wchodzenia.
wulkan Rinjani
Wschód słońca Mt. Rinjani 3726m n.p.m

wulkan Rinjani

wulkan Rinjani

Po śniadaniu kolejny etap to zejście do krateru gdzie znajduje się piękne turkusowe jezioro i inny aktywny, idealnie stożkowy wulkan, który widzieliśmy ze szczytu. Zejście nie należy do łatwych. Stroma trasa wije się na ścianach krateru. Po 3 godzinach wreszcie wykończeni jesteśmy na dole. Kąpiemy się w gorących źródłach siarkowych, które całkowicie odbierają nam już siły. A tu jeszcze kolejny raz wyjście na ścianę krateru tylko z drugiej strony. Wspinamy się 500 metrów pionowo do góry na krawędź krateru na wysokość 2600 m.n.p.m. Ostatni raz widzimy jezioro i wulkan Rinjani, na który z niedowierzaniem patrzymy że udało nam się go zdobyć. Nocleg mamy w obozie 200 m poniżej krawędzi krateru. Noc również nie należy do udanych, bo trafiliśmy na taki polski halny i namiot prawie nam odleciał. W środku mieliśmy przez to małą burzę piaskowa.

wulkan Rinjani
Miejsce drugiego obozu noclegowego.

Z samego rana nadal wieje. Szybko uciekamy z obozowiska. Zejście zajmuje nam 4,5 godzinny. Nie mamy już sił. Każdy mięsień nas boli. W Senaru musimy czekać na transport do Mataram, gdzie planujemy nocleg aby następnego dnia jechać do Ubud. Taka wersja nas zbytnio nie satysfakcjonuje, bo tracimy 2 dni zanim pojawimy się na Jawie. Udaje nam się zmienić bilety na nocny autobus z Mataramu do Katepangu na Jawie. Podróż trwa ponad 12 godz 2 promami i autobusem.

Dzięki temu jesteśmy szybko na Jawie, gdzie kolejne niesamowite wulkany jak: Kavah Ijen, Bromo czekają na nas.

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Wyspy Gili (Lombok) – nareszcie odpoczywamy

Jesteśmy w Azji i wreszcie przyszedł czas na odpoczynek. Marzymy o plaży z koralowym piaskiem oraz błękitnie lustrzaną wodą.
Wychwalane plaże Bali jakoś nie przypadły nam do gustu. Decydujemy się pojechać na wyspę Lombok.
Wyspy Gili, tuż przy wybrzeżu Lomboku stają się najrozsądniejszym wyborem aby zasmakować rajskiej plaży i trochę spiec nasze europejskie ciała na kolor czekoladowy.

Wykupujemy przejazd małym busem z Ubud następnie czterogodzinna podróż promem na Lombok i kolejny bus na północ wyspy. Okolo 18 podjeżdżamy do portu Bangsal i czekamy na lodzie. Oczywiście nikt nie wie o której będą dokładnie. Na naszą wyspę płyniemy tylko my i czwórka Rosjan.

wyspy Gili
Łódka na wyspę Gili

Którą wyspę Gili wybrać?

To zależy czego szukasz :). Trzy małe wyspy położone są na północ od wybrzeża Lomboku. Z plaży możemy oglądać wulkan Rinjani na Lomboku i Agung na Bali. Na największej z wysp Gili Trawangan, gdzie znajdziemy kluby i bary ale jest najwięcej turystów. Gili Air ma najwięcej lokalnych mieszkańców i dostęp do słodkiej wody. Gili Meno znajduje się pomiędzy dwiema innymi. Jest najmniejszą i najbardziej kameralną wyspą.
I dlatego właśnie ją wybieramy.

wyspy Gili
Na wyspie jedyny transport to powóz konny lub rower
wyspy Gili
Miejscowe wyspiarki

Spędzamy kilka dni w tym raju. Dni upływają na pływaniu, snorkelingu, odkrywaniu rafy koralowej, pływaniu z żółwiami morskimi i całkowitym odpoczynku. Wyspa jest naprawdę malutka. Od strony wschodniej jest kilka miejsca, gdzie możemy wynająć bungalow i kilka małych restauracyjek. Część zachodnia w czasie kiedy byliśmy była jeszcze niezagospodarowana. Teraz jednak cywilizacja tam zawitała.

wyspy Gili
Egzotyka jak na dłoni

Słońce praży przez cały czas i zatrzymuje nas na dłużej w tym raju. Spalone ciała musimy podleczyć.
Nie narzekamy i korzystamy nabierając siły przed dalszym etapem podróży.

Wyspy Gili są cudowne.

wyspy Gili
Co się złapie to wieczorem na talerzu
wyspy Gili
Obok roweru, powóz konny to najszybszy transport
wyspy Gili
Wodowanie Katamaranu

 

Więcej o naszej podróży po Indonezji znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Soczyste Bali – czy to już raj ?

Bali nazywane przez niektórych rajską wyspą bezsprzecznie ma w sobie coś niezwykłego.

Po wizycie na Sulawesi szukaliśmy nowych wrażeń a nowa wyspa rzeczywiście nam to zapewniła.

Krótki pobyt na południu wyspy w turystycznym Sanurze szybko przegnał nas na północ, gdzie znajdujemy prawdziwe oblicze wyspy.

Plaża w Sanurze- południe Bali
Plaża w Sanurze- południe Bali

Co warto zobaczyć na Bali?

Tropikalna wyspa z licznymi wulkanami aż kipi od zieleni. Do tego odrębna kultura i religia sprawia, iż trudno przyznać, że to ta sama Indonezja.

Natura, wulkany, tarasy ryżowe

Ubud – kulturalna stolica Bali znajdująca się w centrum wyspy jest dla nas punktem wypadowym. Przez kilka dni pokonujemy spore kilometry.

Zwiedzamy kolorowe Bali na motorach. Tylko w taki sposób najłatwiej możemy spotkać się mieszkańcami zatrzymując się w wioskach na trasie. Podróżowanie po wyspie nie jest trudne. Główne drogi są dobrze oznaczone a Łukasz czuje się już jak miejscowy. Pędzi, wyprzedza, przeciska się i osiąga czasami zastraszające prędkości. Ale jazda jest bardzo przyjemna, choć po dłuższym czasie tyłeczek bardzo boli a jeżeli się zapomni (jak oczywiście my na Sulawesi) to można nieźle ramiona i twarz spalić.

Czynne wulkany mają wpływ na ziemię, która jest bardzo urodzajna na wyspie. Oglądamy największy z nich wulkan Gunung Agung (ponad 3 tys.m n.p.m.).

Bali co warto zobaczyć
Mt. Gunung Agung (ponad 3tys.m n.p.m.) Najwyższy wulkan Bali

Pola ryżowe pokrywają dużą powierzchnię wyspy. Są precyzyjnie nawadniane przez system wykutych w skale tuneli i kanałów. Aby wykorzystać jak największą przestrzeń strome zbocza pokryte są charakterystycznymi tarasami. Widok jest nieziemski. Jak twierdzą sami mieszkańcy są to stopnie do nieba.

Bali co warto zobaczyć
Tarasy ryżowe niedaleko Ubud, Bali

Na naszej motorowej trasie widzimy wiele tarasów ryżowych, ale te w Jatiluwih są przepiękne. Tarasy ciągną się na wielu hektarach przez okoliczne wzgórza. Niesamowite jest to że z każdego miejsca wyglądają inaczej i mienią się różnymi kolorami. Możemy również podglądnąć mieszkańców pracujących na poszczególnych poziomach wraz ze swoimi zwierzętami. A praca jest naprawdę ciężka.

Bali co warto zobaczyć
Praca na polu ryżowym, Bali

Religia – świątynie i uroczystości

Indonezja jest największym na świecie państwem islamskim jednakże Balijczycy są wyznawcami hinduizmu odmiany dharma. Hinduizm na wyspie pojawił się w XV w. gdy jego wyznawcy uciekali z Jawy pod naporem Islamu. Mieszkańcy wierzą w wielu bogów/demonów, którym regularnie składają ofiary, aby uzyskać ich przychylność.

Codziennie podczas pobytu na wyspie byliśmy świadkami przygotowania i składania ofiar. Dedykowana Pani przemierzała swój teren i składała małe ofiary przygotowane z liści, kwiatów i ryżu. Dla Bogów na podwyższeniu a dla demonów na ziemi.

Bali co warto zobaczyć
Składanie ofiary Bogom i Demonom, Bali

Całe życie mieszkańców podporządkowane jest religii. Każdy dzień zaczyna i kończy się składaniem ofiar a liczba ceremonii podczas roku jest ogromna. Ceremonie inicjacyjne związane z dzieckiem, ślub, pogrzebem angażują całą lokalną społeczność. Dodatkowo każda świątynia obchodzi rocznicę jej powstania „odalan” co przy ilości świątyń na wyspie powoduje, iż każdego dnia bierzemy udział w uroczystości lub podpatrujemy przygotowania.

Bali co warto zobaczyć
Uroczystości odbywające się na ulicach Ubud, Bali

Balijskie świątynie są niezwykłe i stanowią rezydencje bogów. Świątynie posiadają kilka dziedzińców, na których znajdują się pawilony i miejsca do przygotowania ofiar oraz wystawiania spektakli lalkowych. Małe galeryjki i pagody ku czci poszczególnych bogów pokryte są daszkami z suszonych liści palmowych. Wejście stanowi rozstrzępiona brama. Świątynia jest dla Balijczyków miejscem świętym i dlatego nie pozwalają wejść do środka bez odpowiedniego ubioru. Sarong, szarfa do obwiązania w pasie oraz długi rękaw są obowiązkowe.

Wiele większych i mniejszych świątyń odwiedzamy na trasie m.in. piękna Pura Besakih matka świątyń u podnóża wulkanu Agung, Pura Taman Ayun, Pura Ulun.

Bali co warto zobaczyć
Uroczystości odbywające się na ulicach Ubud, Bali

Wioski, rękodzieło i sztuka

Ubud jest centrum kulturalnym wyspy. Tutaj znajdziemy najwięcej turystów. Codziennie oglądamy pochody, występy i uroczystości religijne. Mieszkańcy miasta nie ukrywają swojej wiary, wręcz przeciwnie. Bardzo aktywnie uczestniczą w przygotowaniach zawsze odświętnie ubrani w sarong. Dzieci od najmniejszych lat uczestniczą w nauce tańców balijskich: legong, barong, gabor ect., gry na gamelanie oraz teatrze cieni czy lalkowym. Nam również udaje się zobaczyć próby występów oraz fantastyczne przedstawienie tańca dworskiego legong przy akompaniamencie instrumentów perkusyjnych oraz gongów gamelanu. Występujące kobiety i mężczyzna do perfekcji opanowali sztukę ruchu gałek ocznych oraz rąk.

Bali co warto zobaczyć
Tradycyjny taniec balijski, Ubud, Bali

Podczas pobytu wiele razy odwiedzamy wioski. Te położone w niedalekiej odległości od Ubud są prawdziwymi ośrodkami sztuki. Poszczególne z nich specjalizują się wyrobach rzemieślniczych z kamienia, drewna, złota i srebra. Figurki, maski, talarze są eksportowane na cały świat. A ceny są najbardziej korzystne w miejscu gdzie się je tworzy.

Wioski w innych częściach wyspy głównie są zamieszkane przez osoby pracujące przy uprawie ryżu. Wioski tworzą domy umiejscowione przy głównej drodze. Domy wyglądają jak małe świątynie z dziedzińcem otoczonym murem. A wszędzie zielone drzewa palmowe i tropikalna roślinność.

Po prostu raj …

Bali co warto zobaczyć
Uprawa ryżu, gdzieś na Bali

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Indonezji znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Sulawesi – lud Tana Toraja i dobra zabawa na pogrzebie

Lud Tana Toraja choć formalnie wyznaje chrześcijaństwo w swoich wierzeniach wykorzystują animistyczne i pradawne zwyczaje. Narodziny, chrzest czy ślub nie odgrywa aż takiej roli jak pogrzeb. Ale taki dobrze i z rozmachem odprawiony. Całe życie Torajów toczy się wokół przygotowania pogrzebu. Czasami trwa to miesiącami a nawet latami. Pochłania to ogromne pieniądze.

Pola ryżowe w okolicy Rantepao
Pola ryżowe w okolicy Rantepao

Jak wygląda pogrzeb u Tana Taraja?

Z daleka słyszymy pisk świni. Podjeżdżając bliżej na motorach już widzimy, że uroczystość powoli się rozpoczyna. Podczas naszego pobytu uczestniczymy w dwóch pogrzebach. Ten skromniejszy trwa 3 dni natomiast drugi, ten pełen rozmachu, aż 7 dni z liczbą ponad 500 gości. Luther, nasz przewodnik, pomaga nam dostać się do rodziny zmarłego. Syn zaprasza nas do chaty, gdzie jeszcze kilka godzin temu znajdowała się trumna z jego ojcem. W sumie nic w tym dziwnego. U nas też żegnamy rodzinę w taki sposób. Jednak starszy pan leżał w tej chacie od ponad roku. Zabalsamowane ciało po śmierci umieszczono w trumnie i wstawiono do pokoju. Codziennie rodzina odwiedzała zmarłego, opowiadają o mijającym dniu jak również zostawiając posiłki dla niego. Do dnia pogrzebu zmarły traktowany był jak osoba chora. A zadaniem rodziny były zebranie funduszy na pogrzeb. W tym przypadku trwało to ponad rok.

Przygotowania obejmują wybudowanie specjalnych wiat z bambusa, pokrytych blachą falistą, w których goście zostaną umiejscowieni oraz między innymi zakup zwierząt, które zostaną zabite.

Goście zaczynają się zbierać. Każdy przynosi jakiś podarunek papierosy, cukier a zwłaszcza żywy inwentarz. Wszystko skrzętnie jest zapisywane i później nie ma problemu z wymyśleniem, co komu dać w prezencie. Dostałam świnię to dam świnię z powrotem.

Sulawesi Tana Toraja
Jeden z darów dla rodziny zmarłego

Rozpoczynają się uroczystości. Goście już się zebrali a kolejne zwierzęta są zabijane. Na początek świnie. Pisk zwierząt niesie się daleko. Zabite zwierzę szybko jest oprawiane i pieczone. Mięso zostanie zaserwowane gościom. Trumna przy dźwiękach tradycyjnej muzyki (uderzanie bambusem o pień drzewa) jest umieszczana w specjalnej lektyce. Orszak najbliższej rodziny w korowodzie udaje się na plac, gdzie na wieży pogrzebowej spocznie trumna. Kolejne „atrakcje” przyciągają coraz więcej osób. Walki byków oglądają wszyscy z zaciekawieniem. Następnie grupa mężczyzn rozpoczyna swój tradycyjny taniec. Trzymając się za ręce w jednostajnym rytmie przesuwają się dookoła okręgu. I tak upływają dni zabawy pogrzebowej. Jednym z najważniejszym punktów pogrzebu jest zabijanie bawołów. Święte dla Torajów zwierzęta pomagają osobie zmarłej przejść na drugą stronę.

Zwyczaj zabijania bawołów
Zwyczaj zabijania bawołów

Podczas dwóch pogrzebów, w których uczestniczyliśmy zabito ich ponad sto. Dobrze, że nie widzieliśmy tego wszystkiego. Zabicie naraz około 10 nam wystarczyło. Jeden bawół za drugim padał na ziemi z podciętym gardłem. Krew lała się strugami. Zwierzęta ostatnie w kolejce chyba już przeczuwały, co się stanie opierając się przejściu na główny plac.

Przygotowanie świni do upieczenia
Przygotowanie świni do upieczenia

W ostatnim dniu pogrzebu trumna w lektyce wraz z postacią zmarłego wyrzeźbioną w drzewie chlebowym tzw. tau tau zostaje przeniesiona do grobowca. Bardziej zamożne rodziny mogą pozwolić sobie na kryptę wykutą w skale. Wysoko na balkonie ustawia się postacie tau tau.

Tau Tau, podobizna zmarłego, Tana Toraja
Tau Tau, podobizna zmarłego, Tana Toraja

Cmentarze również znajdujemy we wnętrzu różnych jaskiń. Kości i czaszki leżą wszędzie. Drewniane trumny bogato zdobione rozrzucone są bez ładu. Groby małych dzieci/noworodków znajdujemy ukryte w korze drzew.

Miejsce pochówku niemowląt i małych dzieci
Miejsce pochówku niemowląt i małych dzieci

Pogrzeb Tana Toraja, który kojarzy nam się z uroczystością bardzo smutną tutaj jest powodem do świętowania, spotkania się z rodziną oraz zakończenia etapu życia bliskiej osoby.

Wiecej na temat Torajów znajdziecie TUTAJ

[pi_wiloke_button button_name=”Więcej Fotek z Rantepao” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/tana-toraja/”]

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Górnicy z Kawah Ijen

Obrazy koszy pełnych siarki w złotym kolorze, dźwiganych przez mężczyzn z wnętrza wulkanu bardzo utkwiły nam w pamięci jeszcze przed naszym wyjazdem do Indonezji. Wiedzieliśmy, iż spotkanie z górnikami z Kavah Ijen będzie dla nas jednym z ważniejszych spotkań podczas tego wyjazdu.

 

Po nocnym przejeździe przez Bali nad ranem jesteśmy już na Jawie na terminalu w Ketapang. Bierzemy bemo do hotelu (najtańszy na naszej trasie) gdzie zatrzymali się nasi znajomi. Na szczęście wiedzieliśmy ile już powinniśmy zapłacić za przejazd. W hotelu spotykamy Alicje i Andrzeja – Los Wiaheros, z którymi mieliśmy się już zobaczyć pierwszego dnia naszej podróży w Jakarcie. Długo rozmawiamy o naszych przygodach oraz ich już rocznej podróży dookoła świata. Bardzo cieszymy się z tego spotkania. Całe popołudnie kombinujemy jak tu najtaniej dostać się pod wulkan Kawah Ijen. Trochę szczęścia i dobijamy targu. Targować się to my lubimy.

 

Kavah Ijen
Trasa do punktu pomiaru wagi koszy, kavah Ijen

Wyjeżdżamy z hostelu 4.30. Jeep i my. Po chwili za oknem robi się bardzo deszczowo, wycieraczki nie nadążają a Łukasz tez chyba po cichu płacze, czekał na to miejsce całe 3 tyg. Po 45 min. dojeżdżamy na miejsce. Rzęsisty deszcz zmusza nas by kupić pelerynki! Nasze ubranie nie wytrzymuje takiej ilości wody.

Po 30 minutowym spacerze docieramy do miejsca, z którego wyruszają robotnicy, aby wydobywać z krateru złogi siarki.

Kavah Ijen
Chwila odpoczynku w baraku w którym śpią na kilkutygodniowym „turnusie” pracy- na zdjęciu student, który na naukę zarabia wynosząc siarkę z wnętrza krateru , kawah Ijen
Kavah Ijen
Droga w górę.Kawah Ijen

Górnicy z Kavah Ijen

Czekamy pod strzechą następną godzinę modląc się o kapkę słońca, przy okazji obserwujemy w jakich warunkach żyją górnicy z Kawah Ijen. Większość z nich zostawia swoje rodziny w wioskach i przyjeżdża z różnych stron wyspy, aby zarobić.
Pomimo gęstej mgły i lekko padającego deszczu wyruszamy w stronę krateru. Jakieś 100m od krawędzi pokazuje się piękne błękitne niebo a my jak małe dzieci cieszymy się skacząc do góry! Opłacało się nie rezygnować z wyjścia.

Kavah Ijen
W górę a potem w dół, Kawah Ijen

Oczywiście biegiem schodzimy do kaldery wulkanu (20min) mijając robotników, którzy na swoich barkach dźwigają 80-90 kg kosze wypełnione siarką. Większość w japonkach przemierza trasę 2-3 razy dziennie. Za kilogram tego kruszcu otrzymują 600 Rupi- woda mineralna kosztuje 3000. Trasa ich morderczej wędrówki to ok. 3km raz pod górę raz w dół. My nad jeziorem znajdujący się wewnątrz wulkanu spędzamy ok. 30 min. Na więcej nie pozwala nam szczypiące w oczy i drażniące błony śluzowe opary siarki! Nie pomagają maseczki i dodatkowo zakryte twarze. Po powrocie do Polski, Łukasz nadal kaszle po pobycie w tym miejscu.

Kavah Ijen
Szmata jedynie nieznacznie pomaga znieść zabójczy odór siarki- Kawah Ijen
Kavah Ijen
Zabójcza odór tlenku siarki, chusta pomaga jedynie w małej cześci, Kawah Ijen

Należy też wspomnieć o jeziorze którego zawartość kwasu siarkowego jest tak wysoka, że kontakt ludzkiej skóry z „wodą” natychmiast kończy się poparzeniem. W przeszłości jeden z turystów francuskich uległ wypadkowi i wpadł do jeziora- poniósł  śmierć na miejscu. Szkoda że tej świadomości nie mieliśmy skacząc po kamieniach znajdujących się w jeziorze, aby zająć jak najlepsze miejsce do zrobienia sobie „sweet foci”…

Kavah Ijen
Nam udało sie doskoczyć do ostatniego kamienia…Kawah Ijen

Kawah Ijen zrobiło na nas niesamowite wrażenie, mordercza praca w nieludzkich warunkach za śmieszne pieniądze!

Kavah Ijen
Miejsce wydobywania siarki, Kavah ijen

[pi_wiloke_button button_name=”Więcej fotek z Kawah Ijen” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/kavah-ijen-najniebezpieczniejszy-zawod-swiata/”]

Więcej wpisów o naszej podróży po Indonezji znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Sulawesi- zdjęcia Tana Toraja

[pi_wiloke_button button_name=”Poczytaj o Sulawesi” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/sulawesi-indonezja-wizyta-u-tana-toraja-czyli-dobrze-sie-bawic-pogrzebie/”]

[pi_wiloke_button button_name=”Poczytaj o Sulawesi” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/sulawesi-indonezja-wizyta-u-tana-toraja-czyli-dobrze-sie-bawic-pogrzebie/”]