12 pomysłów przez 12 miesięcy na podróż w 2017

Koniec roku zbliża się wielkimi krokami i jest to taki czas w którym  snujemy pomysły na podróż na następny rok. Uwielbiamy ten moment planowania. Palcem po mapie szukamy nowych miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić. Oczywiście unikamy tych, które widzieliśmy i dostosowujemy kierunek podróży do okresu w którym będziemy mieć wolne i do 3 latka, który nie je ani glutenu ani nabiału.

Ale ten post nie o tym, co chcemy zobaczyć a o tym co możemy Wam polecić w danym miesiącu roku, na nieco dłuższy aniżeli tygodniowy wypad.

Do rzeczy!

Przesyłamy Wam 12 pomysłów na podróż przez kolejne 12 miesięcy. Wszystkie miejsca są przez nas sprawdzone i przywołują miłe wspomnienia. Oczywiście jest to subiektywna lista i jeśli macie inne pomysły, to śmiało! Komentarze mile widziane.

1. Tajlandia – styczeń

Tajlandia to dla nas serce Azji Południowo- Wschodniej. Zazwyczaj od niej zaczyna się przygodę z Azją. Dobra komunikacja, kilkanaście różnych uśmiechów na twarzach Tajów a każdy o innym znaczeniu. Relatywnie tani kraj z bardzo dobrą kuchnią. Dzika północ gdzie aż prosi o odwiedzenie wiosek zamieszkanych przez liczne plemiona oraz wzięcie udziału w niewymagającym trekking-u po prawdziwej dżungli. A południe kraju? To rozjaśnione światłem złotego piasku odbijającego się w turkusowej wodzie doznania. Miejskie oblicze Tajlandii to tętniąca życiem stolica Bangkok, która z różnych powodów przyciąga turystów z całego świata.  Nieźle jak na pierwsze spotkanie z Azją.

Wpisy o Tajlandii

pomysły na podróż
Uroki dzikiego trekkingu. Północ Tajlandii

2. Wietnam – luty

Miejsce coraz chętniej odwiedzane i nic dziwnego, bo ma wiele do zaoferowania. Zwiedzanie z północy na południe albo w kierunku przeciwnym dostarcza niezłych wrażeń. Północ warto odwiedzić zwłaszcza dla zatoki Halong Bay oraz miejscowości Sapa usytuowanej w górach i otoczonej polami ryżowymi. Centralna część, to piękne kolonialne miasto Hoi An. Natomiast południe wraz z metropolią Ho Chi Minh pokazuje czym w naszym potocznym języku jest „niezły Sajgon” Na dokładkę przepyszne jedzenie- chyba najlepsze w tej części Azji- sprawi, że jeszcze bardziej polubimy ten kraj

pomysły na podróż
Chyba najczęściej fotografowany „rybak” w miejscowości Hoi Ann, Vietnam

3. Maroko – marzec

Pierwszy kraj pozaeuropejski, który odwiedziliśmy i nadal znajduje się bardzo wysoko na naszej liście. Potrzebujesz egzotyki a nie chcesz wyjeżdżać za daleko i wydać za dużo? Maroko to świetny wybór. Pobyt na pustyni, czy nad oceanem oraz wizyta na tradycyjnych targach miejskich w medinach naprawdę robi wrażenie. Do tego podróżowanie jest bardzo proste a kraj sam w sobie jest przyjaźnie nastawiony do turystów.

pomysły na podróż
Pustynne klimaty, Maroko

4. Filipiny – kwiecień

Byłeś już większości krajów Azji Południowo–Wschodniej? Jeżeli tak, to warto teraz wybrać się jeszcze dalej. Chociaż kraj sam w sobie nie posiada wiele interesujących zabytków architektonicznych i do tego kuchnia pozostawia wiele do życzenia względem innych krajów azjatyckich to i tak można zakosztować pociągającej egzotyki. Filipiny to kraj wyspiarski, co powoduje, że rajskich plaż mamy do wyboru, do koloru. A więc nie zapomnij wziąć maski czy rurki do podziwiania pięknych raf. Dodatkowo zobacz na północy głównej wyspy Luzon Banaue i Batad, gdzie pola ryżowe ciągną się aż po horyzont.

Wpisy o Filipinach

pomysły na podróż
Uroki przemieszczania się na Filipinach

5. Gruzja – maj

Gruzja teraz jest już na wyciągnięcie ręki. Nawet za 300 zł możemy tanimi liniami lotniczymi dostać się do tego jakże przyjaznego dla nas kraju. Na miejscu dla tych, co lubią góry jest atrakcji cała masa. Trekking pod Kazbegiem czy Swanetia to tzw. must have! Widok ośnieżonych górskich szczytów, spływających po nich wodospadów oraz soczyście zielonej trawy, na której wylegują się konie i krowy na długo pozostaje w pamięci. Nie zapomnijmy również o samych Gruzinach, którzy swoją gościnnością potrafią zakłopotać w pozytywnym znaczeniu niejednego turystę.

pomysły na podróż
Trekking pod bazę wypadową na Kazbeg. Gruzja

6. Indonezja – czerwiec

Na obecną chwilę dla nas numer jeden ze wszystkich odwiedzonych krajów. Różnorodność kultur, religii i krajobrazów, jaką zobaczyliśmy na miejscu zaskoczyła wielce. Znajdziemy tutaj wszystko, co chcielibyśmy doświadczyć podczas podróży jak: niesamowite religie i wierzenia (Tana Toraja na Sulawesi); krajobraz wulkaniczny (Jawa i wulkan Bromo, Kawah Ijen); rajskie wyspy (Gili przy wybrzeżu Lomboku); wyspę tropikalną wraz z egzotyką (Bali); górskie wspinaczki (wulkan Rijani) etc.

Wpisy o Indonezji

pomysły na podróż
Kobieta pracująca przy uprawie ryżu Indonezja, Sulawesi

7. Norwegia – lipiec

Kraj tak blisko Polski, ale nadal nie najpopularniejszy. Zdajemy sobie sprawię, ze jest tam drogo, ale jeżeli zdecydujemy się podróżować pod namiotem i przywieźć sporą część jedzenie z Polski to wyjazd może okazać się tańszy niż pobyt na południu Europy. W zamian mamy takie widoki, iż ciężko będzie znaleźć nam porównanie z innym krajem europejskim. Krajobrazy przypominają mi Nową Zelandię przedstawianą w fabularnej serii o Hobbitach. Lodowce, fiordy mocno wdzierające się w ląd i piękne góry to znak rozpoznawczy Norwegii, a do tego wszystko świetnie przygotowane pod turystów i na wyciągniecie ręki.

Wpisy o Norwegii

pomysły na podróż
Norweskie Fiordy-Naerfjord.Widoczki Widoczki.

8. Wielka Brytania (Kornwalia) – sierpień

Miejsce, które darzymy wielkim sentymentem. Ponad miesiąc spędziliśmy w namiocie w mieście Newquay. Kornwalia to strome klify, liczne zatoczki i średniowieczne zamki a krajobraz górski tego najbardziej wysuniętego na południowy zachód fragment Wielkiej Brytanii został wpisany na listę UNESCO. Warto zobaczyć Land’s End, Lizard Point, ogród botaniczny Eden Project, wyspa St Michael’s Mount, Newquay, St Ives etc.

pomysły na podróż w 2017
Klif i plaża w miejscowości Newquay (Niuki)

9. Zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych – wrzesień

Parki, parki i jeszcze raz parki narodowe. Piękne i na pewno warte zwiedzenia. Polecamy pojechać pętlą od Los Angeles, Las Vegas, Kanion Kolorado, Monument Valley, Capitol Reef, Bryce Canyon, Death Valley, Sequoia, Yosemite, San Francisco. Na miejscu wystarczy tylko wypożyczyć samochód i całkowicie niezależnie podróżować śpiąc w namiocie.

pomysły na podróż
Punkt widokowy w Dolinie Śmierci (Kalifornia)- wschód słońca.

10. Włochy (Toskania) – październik

Nasze odkrycie tego roku-Włochy.  Podróż do Toskanii zmieniła nasze wcześniejsze niemiłe wspomnienia z przed 10 lat, gdy objeżdżaliśmy pociągami ten kraj od północy aż po Sycylię. Obraz winnic ciągnących się po horyzont i niewysokich gór mieniących się w słońcu kolorami oraz drogi szutrowe otoczone cyprysami pozostaje w naszej pamięci. Wiejski spokój i krajobrazy pozwolą każdemu na prawdziwy reset.

Wpisy o Włoszech

pomysły na podróż
Powszechny widok w Toskanii

11. Indie (Rajastan) – listopad

Indie budzą skrajne emocje. Niektórzy zakochują się od pierwszej wizyty inni tego spotkania nie nazywają miłością. Jeżeli byłeś w innych krajach azjatyckich to warto zasmakować chociaż małą cześć tego zjawiska jakim są Indie . Kuchnia jest ciekawa i warto próbować wszystkiego. Podróżowanie pociągami może być przygodą samą w sobie, gdzie najlepiej uda nam się poznać lokalsów jak i samych siebie. Radżastan to najbardziej kolorowy region Indii, gdzie władali maharadżowie. Ogromna liczba fortyfikacji, wyróżnia się na tle zatłoczonej, kolorowej miejskiej zabudowy.Miejsca w Radżastanie, które warto odwiedzić to: Jaipur – rózowe miasto, Udajpur – białe miasto, Jodhpur – błękitne miasto, Jaisalmer – złote miasto.

Wpisy o Indiach

pomysły na podróż
Indie, Jodhpur- bajkowe miasto.

12. Laos – grudzień

Kraj, który najbardziej będzie kojarzył nam się z tą prawdziwą Azją. Czas płynie tutaj znacznie wolniej . Widok buddyjskiego mnicha staje się nieodzownym obrazem. Luang Prabang, które jest najpiękniejszym miastem Laosu przyciąga licznymi świątyniami oraz klasztorami. Płynąca przez miasto rzeka Mekong pozwala dostać się odległych wiosek, gdzie życie płynie odrębnym torem a my mamy możliwość być tego częścią choć na chwilę.

Wpisy o Laosie

pomysły na podróż
Ten wzrok nas odprowadzał po rzece Mekong- Laos

Co wymyślimy na ten rok…warto te marzenia zacząć realizować już dzisiaj 🙂

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Mówisz Chianti, myślisz wino.

Chianti – smak wina w Toskanii

Obraz winnic ciągnących się po horyzont, niewysokich gór mieniących się w słońcu kolorami i przestrzeni spokoju to obraz Toskanii.

Pierwszy raz Włochy odwiedziliśmy już będzie ponad 8 lat temu. Podróżowaliśmy przez 2 tygodnie z północy na południe z namiotem. Uzależnieni od pociągów, gdyż taki bilet posiadaliśmy odwiedzaliśmy tylko duże i turystyczne miejsca. Chociaż kraj sam w sobie bardzo nam się podobał to jednak nie zapałaliśmy miłością do samych mieszkańców. W pociągu nocnym okradziono nas ze wspomnień, straciliśmy aparat z kartą i zdjęciami z ponad 3 tygodniowej podróży. Pisać pewnie można by więcej ale złe wspomnienia lepiej nie faworyzować a pozostać przy tych miłych, których wiele więcej.

Włochy
Rok 2006- prawie dokładnie minęło 10 lat od ostatniej wizyty we Włoszech. Jakże inna podróż od tej z 2016.

Po latach tanie bilety zachęciły nas do kolejnej podróży do Włoch i nie żałujemy. Mamy tydzień a dużo chcemy przeżyć. Oczywiście plan dostosowujemy też do Zosi, naszego nieokiełznanego prawie 3 latka. Tym razem wynajmujemy samochód, co daje nam poczucie niezależności i swobody w podróżowaniu.

Lot do Bolonii i wyruszamy od razu na południe. Duże miasta jak Bolonia, Florencja, Piza czy Siena wyłączamy z naszego planu, gdyż już tam byliśmy. Tym razem chcemy poznać tzw. włoską prowincję i trzeba przyznać, że czujemy się tam bosko.

Spędzamy czas w regionie Chianti oraz doliny Val d’Orcia z krótkim wypadem do doliny Val d’chiana oraz Umbrii.

Region Chianti jest dla mnie kwintesencją Toskanii. Zielone winnice poprzecinane szutrowymi drogami pokrywają liczne pagórki a pomiędzy nimi wciśnięte małe jak i te większe murowane osady, osady z nieprzeciętną historią.

Region Chianti
Region Chianti. Niekończące się pagórkowate widoki
Region Chianti
Region Chianti. Winnice, winnice, winnice.
Region Chianti
Toskania region Chianti. Malownicze usytuowane winnice.

To właśnie w Chianti produkowane jest znane na całym świecie wino o tej samej nazwie. Odwiedzający ten teren turyści bez problemu mogą uczestniczyć w tzw. „Wine tours” gdzie mogą podejrzeć pracę w winnicy, samą produkcję tego wina jak również wziąć udział w degustacji.

W naszym przypadku musieliśmy odpuścić sobie ten punkt programu, bo trochę nieładnie tak wpaść na łyka nie słuchając historii tworzenia wina- Zosia nie lubi historii.

Region Chianti
…i winnic ciąg dalszy

Oczywiście na trasie co rusz widzieliśmy różnorakie winnice a samą produkcję wina również mogliśmy podglądnąć.

Region Chianti
Produkcja wina.
Region Chianti
Enoteka gdzie możemy skosztować i kupić wino.

Region Chianti najlepiej przejechać samochodem lub jak mamy siłę rowerem choć podjazdów jest bardzo dużo.

Zataczamy pętle wokół trójkąta pomiędzy Florencją, Sieną, a Arezzo. Słynna drogą Via Chiantigiana SR222 jedziemy na północ od Sieny. Widoki są, auto co chwilę gaśnie, aparat fotograficzny nie.

Najważniejsze punkty na trasie:

Greve in Chianti i okolice

Greve in Chianti jest głównym ośrodkiem tego regionu. Małe miasteczko z fajnym placem w centrum i licznymi knajpkami jest centrum przemysłu winiarskiego.

Greve in Chianti
Rynek w Greve in Chianti

Na trasie do Greve in Chianti oraz w okolicach odwiedzamy ciekawe starożytne wioski (m.in. Castellina in Chianti) oraz z bardzo długą tradycją winnarską Castello di Verazzano czy Castello Vicchiomaggio– to twierdze górujące nad wielohektarowymi gospodarstwami winiarskimi z wieloletnimi tradycjami.

Malutka średniowieczna miejscowość Montefioralle przyciąga nas spokojem i pięknem.  Tworzy ją grupka murowanych domów wzniesionych na wzgórzu około 1km od Greve in Chianti.

Region Chianti
Widok na Montefioralle, niezwykle malowniczą miejscowość.
Region Chianti
Montefioralle- brama wejściowa.
Region Chianti
Montefioralle od środka.
Region Chianti
Montefioralle, magiczne restauracyjki.
Region Chianti
Montefioralle

Oczywiście chcemy zagłębić się bardziej w ten niesamowity teren i siecią bocznych, prowincjonalnych dróg objeżdżamy okolicę. Trasa sama w sobie jest wielką atrakcją. Polecamy trasę do małej miejscowości Lamole. Wracając na południe od Grave in Chianti trasą SR222 odbijamy na wschód. „Wspinamy się” na coraz to wyższe wzniesienia z których ukazują nam się przepiękne winnice. Natężenie ruchu samochodowego żadne. Czasami myślimy, że tylko my tu jesteśmy. Dojeżdżamy do Lamole.

Region Chianti
Na trasie.

GPS wskazuje nam bardzo okrężną trasę do Volpai, która ma być naszym kolejnym punktem. Nie chcemy się wracać na główną trasę a więc stwierdzamy, że jednak jedziemy dalej. Dobrze, że zasięg był a zapas benzyny wystarczający. Droga szutrowa z dziurami wśród gęstego lasu wraz z przebiegającymi jeleniami była niezłym przeżycie dla naszego wynajętego samochodu

Radda in Chianti i okolice

Volpaia jest wręcz urocza. Na szczycie wzgórza wznosi się mała ufortyfikowana wioska gdzie nadal wytwarzane jest wino przez jedno z gospodarstw a wielowiekowa tradycja jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Volpaia należy do najlepiej zachowanych wiosek średniowiecznych w tej części Włoch. Jest to świetne miejsce aby skosztować wina, zjeść dobrze i zobaczyć samą produkcję tego trunku, którego zapach unosi się po całym miasteczku.

Region Chianti

Region Chianti
Volpaia

 

Radda in Chianti to kolejne średniowieczne miasteczko z wąskimi uliczkami otoczone murami miejskimi, które zwiedzamy. Pięknie położone na wzgórzu z którego w oddali dostrzegamy Volpaia.

Region Chianti
Radda in Chianti
Radda in Chianti
Radda in Chianti

Pod wieczór wracamy już w stronę Sieny. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze wiele razy. Winnice są wszędzie a przy świetle zachodzące słońca wyglądają niesamowicie.

Region Chianti
Gdzieś na trasie.

Zobaczcie również wpisy:

Dolina Val d’Orcia to autentyczna Toskania

Toskania i nie tylko

Toskania – praktyczne informacje na podróż z małym dzieckiem

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

 

Geirangerfjord – najpiękniejszy fiord Norwegii?

Poranek przywitał nas mgłą. Temperatura nie za bardzo pozwala na wystawienie nosa bez długiego rękawa na sobie. Powoli kamping budzi się do życia a odgłos syreny nadpływającego olbrzymiego statku pasażerskiego nie jednego nieboszczyka zerwałby na równe nogi. Łukasz wygramolił się z namiotu i z aparatem w ręce idzie na łowy fotograficzne.

Geirangerfjord, pogoda lekko chłodzi zapędy podziwiania widoków z wyższej perspektywy.
Geirangerfjord, pogoda lekko chłodzi zapędy do podziwiania widoków z wyższej perspektywy.

 

Mgła nieśmiało opada, odkrywając otaczające nas skały. Nie ma na co czekać, szybkie śniadanie i ruszamy na mały rekonesans po okolicy.

Geirangerfjord camping jeszcze senny.
Geirangerfjord camping jeszcze senny.

Serpentynami wyjeżdżamy do góry i wąską drogą dojeżdżamy do malutkiego parkingu Vesterås gard 300 m n.p.m. Po 40 min dreptając po ścieżkach baranów i krów docieramy na punkt widokowy Løsta na wysokości 500 m .p.m. Trasa miejscami zaminowana dość mocno przez kupki zwierzaków no i dość śliska. Idąc tym szlakiem po deszczu zazwyczaj można natknąć się na żywy strumyk- dobre obuwie rzecz bezcenna.Trasa mocno pnie się w górę a widoki z niej są pierwszej jakości. Nie dziwimy się w ogóle, że Geiranger fjord może być uznawany za najładniejszy w Norwegii.

Geirangerfjord, widok z przedsionka namiotu też jest interesujący.
Geirangerfjord, widok z przedsionka namiotu też jest interesujący.
Geirangerfjord
Geirangerfjord, kierujemy się na punkt widokowy Løsta.
dscf0190-jpg-ps-res
Geirangerfjord, nie jesteśmy sami na szlaku.
Geirangerfjord
Geirangerfjord, Zosia czasami odciąża moje plecy i dzielnie pnie się w górę.
Geirangerfjord
Geirangerfjord, po drodze na głównym punkt widokowy znajdują się nie mniej interesujące.
Geirangerfjord
Geirangerfjord, Jak widać ślisko.
Geirangerfjord
do góry do góry!
Geirangerfjord
Geirangerfjord, komentarz zbędny.
Geirangerfjord
Geirangerfjord, punkt widokowy.
Geirangerfjord
Geirangerfjord, widoczną w oddali trasą będzie nam dane jechać, niestety widoki będziemy mieli zgoła odmienne.

 

Popołudniu pogoda niestety się zmienia, co było do przewidzenia. Chcieliśmy udać się jeszcze na punkt widokowy Skageflå, który jest opuszczoną górską wioską na wysokości 250 m nad fjordem ale w deszczu z naszą Zosią nie byłoby za przyjemnie. Z samego rana przy pewnej pogodzie dlaczego nie. Trasę można pokonać najpierw promem, prosząc o wysadzenie w odpowiednim miejscu. Albo dojechać samochodem do Homlong i potem 2 h marszu w jedną stronę.

Popołudnie spędzamy na placach zabaw 🙂 i łowieniu ryb w fiordzie! Wystarczy kij z żyłką na której zawiśnie blaszka z haczykiem a na pewno z głodu nie umrzemy nad Geiranger Fjord. Ryb jest tak wiele, że rybacy-turyści chodzili po kampingu z dymiąca się jeszcze patelnią oferując ciepłą rybkę.

Sama miejscowość Geiranger oprócz paru hoteli, campingów i kilku knajpek jest bardzo mała, można rzec kameralna. Warto przejść się w stronę wodospadu i wspiąć się po schodach, aby kolejny raz spojrzeć na fiord z wyższej perspektywy. Na górze jest również plac zabaw a więc taka wisienka na torcie dla dzieci. Schody prowadzą do Geiranger fjordsenter. Dodatkowo codziennie do portu zawijają mniejsze stateczki jak i te ogromniaste pasażerskie. Fajna dodatkowa gratka dla ich wielbicieli, ale nie tylko. Nas również wciągnęło ich obserwowanie.

Geirangerfjord
Geirangerfjord, rzut oka na prawie całe Geiranger.

Geirangerfjord

Kolejny dzień nie zapowiada się ładnie więc nie ma co siedzieć na miejscu. Ruszamy dalej. Jedziemy na północ Złotą Drogą aby Drogą Orłów dotrzeć do Drogi Trolli. 

Jotunheimen-na dachu Norwegii

Górski krajobraz Norwegii oferuje nam tyle atrakcji, że nie mamy czasu na nudę. Fiordy swoim pięknem urzekają ale warto też wybrać się w wyższe partie gór jak Jotunheimen. Na naszej trasie nie mogło zabraknąć również lodowców – Jostendalbreen.

Największym lodowcem Europy jest Jostendalbreen. Aby zobaczyć jak lodowiec spływa z gór warto wybrać się na jeden z jego jęzorów. Bardzo popularne są Briksdalbreen na północy  i Fjaerland na południowym zachodzie. My decydujemy się na Nigardsbreen na wschodzie gdyż później wyruszamy na trasę Sognefjellet i dalej do Geiranger.

Piękna od samego rana pogoda zachęca nas do dalszej podróży. Krótki przejazd promem z Fodnes do Gaupne i dalej kierujemy się na Jostendal.

W oczekiwaniu na prom.
W oczekiwaniu na prom.
Jostendalbreen Nigardsbreen
Pierwsze kadry Największego w Europie lodowca.

Gdy dojeżdżamy na miejsce z daleka już widzimy piękny jęzor lodowca, który schodzi zygzakiem z gór. A woda, która z niego cały czas wypływa wpada do pięknego jeziora do którego spokojnie można dojechać samochodem.

Z parkingiem nie ma największego problemu. Z chodząc kilka metrów w dół można dojść do miejsca z którego odpływa łódka skracająca czas dotarcia pod jęzor lodowca. Ale sama trasa jest przyjemna i w 45 minut jesteśmy pod jęzorem. Lodowiec w słońcu mieni się i błyszczy i staje się niesamowicie błękitny. A ja myślałam, że będzie biały.

Nasza Zosia śpi słodko a my robimy sobie sesje zdjęciowe na tle ogromnej masy lodu. Jeżeli nie jesteście z tak małym dzieckiem warto wybrać się z przewodnikiem na sam lodowiec. Trasy są prostsze jak bardziej wymagające, krótkie i długie. W rakach na butach i powiązani liną możemy poczuć się jak lodowi wojownicy.

Jostendalbreen Nigardsbreen
Po około godzinnym spacerze docieramy pod lodowiec. Zosia obudzi się dopiero w drodze powrotnej,
Jostendalbreen Nigardsbreen
Jęzor lodowca co chwile oświetlany promieniami słońca- Nigardsbreen

Po kilku godzinach zjeżdżamy z gór do Gaupne i tam nocujemy na kempingu. Nie chcemy jechać dalej gdyż na trasę turystyczną Sognefjellet chcemy przeznaczyć cały kolejny dzień.

Drogą Sognefjell, nie wysiadając z samochodu możemy prawie dotknąć najwyższych gór Jotunheimen.
Trasa prowadzi przez samo serce gór a my możemy podziwiać szczyty pokryte bielącym się śniegiem i czapami lodowców.

Sognefjellet Norway Norwegia
Pogoda nie rozpieszcza ale światło jak najbardziej- Sognefjellet
Jotunheimen Sognefjellet Norway Norwegia
Jotunheimen- kijki powbijane wzdłuż drogi, w czasie zimy są znakami dla pługów śnieżnych.
Sognefjellet Jotunheimen Norway Norwegia
Powoli wspinamy się na czterech kółkach wyżej i wyżej- Sognefjellet
Jotunheimen Sognefjellet Norwegia Norway
Po drodze mijamy samotne hyty.

dscf0139-jpg-ch-kopia-001

Jotunheimen
Olbrzymy w oddali, pomimo że wysokością podobne do naszych tatrzańskich szczytów to przewyższenia robią olbrzymie wrażenie. Jotunheimen.

Od fjordu Sognefjord wspinamy się stromą drogą do punktu widokowego Oskarshaug i podziwiamy polodowcową dolinę Helgedalen i Lusterfjord, odnogę Sognefjorden.

 Jotunheimen Oskarshaug Norwegia Norway
Punkt widokowy Oskarshaug, 100m od miejsca parkingowego.

Najwyższy droga Norwegii osiąga w punkcie widokowym Fantestein wysokość 1434 metry n.p.m. Widok z niego to jak panorama wprost ze szczytu góry.

Punkt widokowy Fantestein.
Punkt widokowy Fantestein.

dscf0051-ps-jpg-res

dscf0070-jpg-ps-res dscf0086-jpg-ps-res dscf0247-jpg-ps

Śnieg nawet w lipcu zalega na tym terenie. A droga w wielu miejscach pokryta jest po obu stronach ścianami śniegu. Podążając dalej na północ teren się obniża i później gwałtownie spada do doliny Breiddalen.

Surowy górski krajobraz ustępuje bujnej zieleni. Koniec drogi Sogefjellet to miejscowość turystyczna Lom. W tym zimowym kurorcie zatrzymujemy się tylko na chwilę, aby zobaczyć słynny XIII w. kościół stavkirke ze smoczymi głowami kończącymi dach oraz dachówką w kształcie smoczej łuski. Jeżeli masz więcej czas to warto się tutaj zatrzymać i udać w piękne góry Jotunheimen.

Jadąc dalej drogą numer 15 chwilowo krajobraz dookoła staje się bardziej „pospolity” aż do momentu, kiedy znów wjeżdżamy w góry. Zastanawiamy się ile razy będziemy jeszcze tak się zachwycać podczas  tego wyjazdu ale chyba to się nie skończy. Kulminacją zachwytów naszej trasy tego dnia to fiord Geiranger. Wcześniej warto wjechać na szczyt Dalnisiba. My jednak jedziemy dalej na szczycie pewnie mgliście a poza tym Geiranger już nas kusi. Serpentynami zjeżdżamy w dół i na punkcie widokowym spokojnie delektujemy się widokiem najpiękniejszego fiordu Norwegii.

ale to w następnym wpisie ;)[pi_wiloke_button button_name=”Geirengerfjord” contextual=”btn-success” size=”btn-sm” link=”https://byle-na-chwile.pl/geirangerfjord/”]

dscf0145-jpg-ps

 

Droga śnieżna na czterech kółkach

Naeroyfjord pozostawił w naszej pamięci niezapomniane wrażenia ale czasu nie mamy dużo a dużo jeszcze chcemy zobaczyć.

Wyruszamy dalej na północ. Z Gudvangen drogą E16 jedziemy do Aurland. Po drodze mijamy maleńką miejscowość Flam, bardzo popularne miejsce wycieczek. Tutaj można wsiąść do pociągu i ruszyć bardzo widokową trasą. Kolejka Flamsbana pokonuje długość 20 kilometrów do miejscowości Myrdal, która jest położona w górach. Wybudowanie linii kolejowej na początku XX w. w takim terenie było bardzo dużym osiągnięciem. 20 lat pracy, 20 tuneli, nachylenie torów nawet 28% a różnica poziomów pomiędzy stacjami aż ponad 860 metrów. Kilka lat wcześniej pokonałam tą trasę i rzeczywiście przejazd jest niesamowity.

Najpiękniejsze widoki z za okna samochodu jakie można sobie wyobrazić. Śnieżna Droga.
Najpiękniejsze widoki z za okna samochodu jakie można sobie wyobrazić. Śnieżna Droga.

 

Aurland jest miejscem, z którego chcemy ruszyć na trasą Aurlandsfjellet tzw. Drogę Śnieżną, która jest na liście Narodowych Tras Turystycznych Norwegii.

Dla kogoś, kto nie lubi ostrych zakrętów część tej trasy może być koszmarem. W końcu wspinamy się z poziomu morza aż na 1300 m n.p.m. Oczywiście można ten punkt programu ominąć i pokonać góry najdłuższym tunelem Norwegii – 24 km. Ale tam to dopiero można dostał klaustrofobii.

My nie odpuszczamy i 50 km w górach pokonujemy. Chociaż cała trasa jest na niecałe 2 godziny. Nam zajmuje prawie cały dzień ( z przejazdem przez tunel to tylko 1h). Ale nie ma wyjścia. Dla Łukasza to postój, co 5 min. Góry, jeziora i śnieg a mamy środek lata. Przygotujcie się na mocny spadek temperatury.

Z miejscowości Aurland kierujemy się na punkt widokowy Stegastein. Osiem mocnych zakrętów i szybko pokonujemy wysokość. Punkt widokowy jest położony na wysokości 650 m tuż nad fiordem Aurland. Pogody może nie mamy jak marzenie ale woda w połączeniu z górami i śniegiem to jest to co lubimy najbardziej. Dla tych co nie lubią się wspinać to świetne miejsce aby poczuć klimat fiordów.

 

Punkt widokowy Stegastein.
Punkt widokowy Stegastein.

I już myślisz, że dojechałeś najwyżej jak się da a tu niespodzianka. Kolejne zakręty i droga wspina się jeszcze wyżej. Krajobraz ulega zmianie. Jest zimno i coraz więcej śniegu. To niesamowite, że otaczają cię dość niewysokie pagórki a w rzeczywistości to szczyty gór a ty jesteś w samochodzie na 1300 m n.p.m. Trasa jest zamykana przez większą część roku, ale przejezdna i świetnie utrzymana w miesiącach letnich.

I co tu dodać?. Zdjęcia, choć odrobinę mogą oddać piękno tego miejsca.

Na dole około 18 stopni a tutaj ziiiimnnnnoooo!
Na dole około 18 stopni a tutaj ziiiimnnnnoooo!
Droga Śnieżna
Trasa jest cudowna, czujemy się jak na grani tatr a siedzimy w samochodzie

DSCF9804.jpg ps

DSCF9806.jpg ps

DSCF9810.jpg ps

DSCF9811.jpg ps

DSCF9813.jpg ps

DSCF9814.jpg ps

DSCF9815.jpg ps

DSCF9816.jpg ps

DSCF9818.jpg ps

DSCF9825.jpg ps

DSCF9835

DSCF9836

DSCF9837

 

Około 50 km piękna natury za nami. Zjeżdżamy z gór w doliny a potem nad fiord. Tu zostajemy na 2 dni. Czas odpocząć i nabrać sił.

Mamy świetny kamping a miejscowość Lærdalsøyri okazuje się bardzo ładna. Należy do narodowego dziedzictwa Norwegii.

Lærdalsøyri
Lærdalsøyri

DSCF0858

DSCF0861

DSCF0888

DSCF0889

DSCF0660-001

W starym centrum znajdziemy ponad 160 świetnie zachowanych drewnianych domów wybudowanych w latach 1700-1880 w typowym stylu skandynawskim. Zachwycamy się typowym sielskim krajobrazem i trochę żal jechać dalej. Ale już niedługo ujrzymy prawdziwy lodowiec i już nie mogę się doczekać.

Piękne góry i jeszcze piękniejszy Naeroyfjord

Pierwsze widoki na fiord Hardanger zaostrzyły nasz apetyt na więcej. Już nie mogliśmy się doczekać, aby zobaczyć inne cuda natury Norwegii jak m.in. Naeroyfjord.
Nie decydujemy się na wizytę w Bergen. Miałam już możliwość odwiedzić to miasto a poza tym bardziej nas przyciąga natura.
Drogą numer 13 jedziemy w kierunku miejscowości Voss. Miasto jest często odwiedzane przez turystów, którzy lubią odpoczywać, ale aktywnie. Jest dobrym miejscem wypadowym w okoliczne góry a jak ktoś woli wodę to nawet spływ rwącą rzeką można sobie zorganizować.

Trasa Kinsarvik Gudvangen

My jedziemy dalej i po około 40 km odbijamy z głównej trasy przy znaku Stalheimskleva. Jedziemy około 1,5 km wąską drogą w górę do hotelu Stalheim. To z tego miejsca rozpościera się wspaniały widok na dolinę Stalheim.

Dolina Stalheim.
Dolina Stalheim.

Do niedawna tylko ta trasa było udostępniona dla ruchu, obecnie wykuto w skale również tunel. Ostre zakręty drogi o nachyleniu nawet 18% – 25% mogą przyprawić o zawrót głowy, ale widok na góry i piękną zieloną dolinę to rekompensuje.

Stromy zjazd do podnóża doliny Stalheim.
Stromy zjazd do podnóża doliny Stalheim.

Jeszcze tylko parę kilometrów i dojeżdżamy do Gudvangen. Mała mieścina a właściwie osada oprócz jednego sklepu, małego portu oraz 2 kampingów nie oferuje za dużo, ale za to warto spędzić tutaj czas aby z bliska przyjrzeć się najwęższemu fiordowi w Norwegii. Jego „ uroda” została doceniona przez UNESCO i wraz z fiordem Geiranger znajduje się na liście światowego dziedzictwa kultury.

Tuż przy ulicy znajduje się Camping Gudvangen i widok na ścianę skalna która niedawno się osypała niszcząc drogę.
Tuż przy ulicy znajduje się Camping Gudvangen i widok na ścianę skalną, która niedawno się osypała niszcząc drogę.

Naeroyfjord liczy 17km i jest odgałęzieniem najdłuższego fiordu Norwegi Sognefjord. W najwęższym miejscu strzeliste i wysokie góry (wysokość 1500 m n.p.m.) oddalone są od siebie tylko na odległość 250 metrów. Po fiordzie kilka razy dziennie przepływają statki pełne turystów, którzy z poziomu wody podziwiają ten cud natury.
My oczywiście chcemy wyjść w góry bo taka perspektywa podoba nam się najbardziej.

Na noc zostajemy na kempingu Gudvangen, który znajduje się od razu przy głównej trasie prowadzącej do osady. Widoki są niezłe. Tuż za nami góry, przed nami również. A woda spływająca z gór w wielu miejscach tworzy piękne wodospady.

Słońce jeszcze długo nie zajdzie, więc warto coś jeszcze zobaczyć. W odległości 20 km od Gudvagen po przejechaniu tunelu i skręceniu w lewo dojeżdżamy do małej osady Undredal, która do niedawna była możliwa do odwiedzenia tylko drogą wodną. Osada znana jest głównie z najmniejszego jednonawowego kościółka typu stav w Norwegii.

Kameralny kościół- Undredal.
Kameralny kościół- Undredal.
Undredal
Undredal

dscf9692-jpg-ps-res

Noc była deszczowa i zimna – 8stopni ale widocznie Zosi to nie przeszkadzało bo cały czas się odkrywała 🙂
Na szczęście następnego dnia pogoda zaczęła się poprawiać a już podczas wyjścia w góry była idealna.

Jak już wspominałam, chcieliśmy zobaczyć najwęższy fiord. Najlepszym miejscem na to jest wyjście w kierunku szczytu Rimstiegen (725 m n.p.m.) z małej wioseczki Bakka (tzn. kilka domów, którym udało się znaleźć jedyne płaskie miejsca tuż przy brzegu fiordu).

Jeden z nielicznych budynków w mieścinie Bakka.
Jeden z nielicznych budynków w mieścinie Bakka.
A to Bakka w pełnej okazałości.
A to Bakka w pełnej okazałości.

Trasa jest dość wymagająca. Wąska ścieżka pnie się wysoko do góry. Ciężko znaleźć miejsce aby usiąść i spokojnie wyciągnąć Zosię z nosidełka. A więc idziemy nadal do góry. Dochodzimy powyżej linii lasu około 550 m n.p.m. i nie decydujemy się iść dalej. Dla Zosi to wystarczy.
A fiord jest z góry przepiękny. Jak w folderze. Warto było się tak zmęczyć.

Panoramka zaraz po wyjściu na szlak.
Panoramka zaraz po wyjściu na szlak.
i następna.
i następna.
Szlak jest dosc stromy aczkolwiek nie wymagający żadnych umiejętności technicznych.
Szlak jest dosc stromy aczkolwiek nie wymagający żadnych umiejętności technicznych.
Najdzielniejszy piechur na szlaku.
Najdzielniejszy piechur na szlaku.
Widoczki Widoczki.
Widoczki Widoczki.

Naerfjord

 

 

i następne.
i następne.

DSCF9767

W rzeczywistości doszliśmy wyżej jakieś 40 metrów i zaczynaliśmy nieco wyżej.
W rzeczywistości doszliśmy wyżej jakieś 40 metrów i zaczynaliśmy nieco wyżej.

Schodząc w dół spotykaliśmy coraz więcej osób, które jak i my przed chwilą wolnym krokiem wychodzą w górę. Jak to dobrze, że nam zawsze chce się wyjść tak wcześnie rano. Mniej ludzi a najważniejsze znacznie chłodniej 🙂

Czas jechać dalej…

Hardanger fiord i początek przygody na fiordach

Norweskie fiordy znane są ze swojej urody na całym świecie a przyroda tego kraju zachwyca na każdym kroku.
Nas Norwegia również zachwyciła, a kraj plasuje się na wysokim miejscu już do tej pory odwiedzonych przez nas miejsc.

Mieliśmy do dyspozycji w sumie około 3 tygodni ale na samych fiordach byliśmy niespełna dwa. Nie chcieliśmy całego czasu spędzić w samochodzie, więc skupiliśmy się na najważniejszych fiordach i ich dopływach oraz lodowcu Jostedalsbreen i górach Jotunheimen.

Na początek kilka słów czym jest fiord, jedno jest pewne, że nie jada z ręki 🙂 A jest jedynie niecką, doliną zalaną wodą morską którą wyżłobił ustępujący lodowiec/lądolud. Co ciekawe, nierzadko głębokość fiordu przewyższa wysokość strzelistych skał go otaczających.

To tyle teorii!

Pierwsze dni spędzamy w Oslo. Miasto i okolice znamy już bardzo dobrze  więc czas na spakowanie i wyruszamy dalej. Odpuszczamy sobie południe Norwegii i skupiamy się tylko na terenach w trójkącie pomiędzy Oslo – Bergen – Alesund.

Na początek chcemy zobaczyć Fiord Hardanger. Miejscem  z którego najlepiej zacząć piesze wędrówki po jego zboczach jest mała turystyczna mieścina Kinsarvik. Google map pokazuje nieco ponad 5 godzinną trasę z Oslo do Kinsarvik, ale nam zajmuje ona cały dzień i inaczej się nie da bo widoki po drodze nie pozwalają na ciągłą jazdę. Zresztą podróżując po Norwegii należy zmienić definicję podróży, celem staje się bycie w trasie a nie  dotarcie do obranego wcześniej punktu. Oczywiście na taki luksus pozwolić sobie mogą osoby bez małolatów na pokładzie. Nie martwimy się wtedy co nasza pociecha zje na obiad a co na kolację i o której wyląduje w namiocie 🙂 To minusy, a plusy to dalej w opisie i na zdjęciach 🙂

Wybraliśmy drogę gdzie mogliśmy spokojnie zatankować lpg no i niezwykle widokowa.
Wybraliśmy drogę wyróżniającą się widokowo a przy okazji z możliwością zatankowania lpg (autogaz)

Płaskowyż Hardangervidda

W połowie trasy zaczyna się największy w Europie płaskowyż Hardangervidda (powierzchnia 6,500 km2, ze średnią wysokością 1,100 m n.p.m.). Obejmuje aż 3 regiony Hordaland, Buskerud i Telemark. Jest bardzo popularnym miejscem odpoczynku i wędrówek wśród Norwegów. Sam teren wędrówek jest niesamowity. Skąpa roślinność alpejska poprzecinana jest licznymi rzekami, strumieniami i jeziorami. Trasy jedno lub kilkudniowe, a po drodze można zatrzymać się w małych i wyposażonych w najpotrzebniejsze rzeczy domki. Norwegowie chętnie budują na obrzeżach płaskowyżu domki letniskowe tzw. Hytte.

Dużą atrakcją dla nas był sam wyjazd z terenów położonych na wysokości morza na tereny wysokogórskie i to w przeciągu kilkudziesięciu minut spokojnej jazdy. To tak jakby jadąc z Helu po 30 minutach znaleźć się na wysokości schroniska w Dolinie Pięciu Stawów czy w Morskim Oku. Na dole zielono, letnio a na górze srogi górski klimat, gdzie drzew jak na lekarstwo i skały pokryte są śniegiem. Zerkałem na wysokościomierz w zegarku i w najwyższych punktach trasy znajdowaliśmy się w okolicach 1350 m n.p.m.

Płaskowyż Handargervidda, początek trasy.
Płaskowyż Handargervidda, początek trasy.
Widoki zadziwiają i nie trzeba ruszać się z auta by je podziwiać.
Widoki zadziwiają i nie trzeba ruszać się z auta by je podziwiać.
Pierwszy punkt widokowy, tuż przy drodze.
Pierwszy punkt widokowy, tuż przy drodze.
Ciąg dalszy, za zakrętem nowe widoki.
Ciąg dalszy, za zakrętem nowe piękne miejsca.
Deszczowa pogoda jedynie nadaje klimatu pasującego do tego miejsca.
Deszczowa pogoda jedynie nadaje klimatu pasującego do tego miejsca.
Takie widoki tuż z za krawężnika drogi.
Tuż z za krawężnika drogi.

Eidfjord region

Na końcu naszej trasy do Hardanger fiordu przejeżdżamy przez piękną dolinę Måbødalen i zatrzymujemy się, aby zobaczyć Vorringfossen wodospad, który ze 145 m spada w dół doliny. Pogoda zmienia się diametralnie i nawet zaczyna lekko padać. Szkoda, bo wodospad nie ukazuje nam się w pełnej krasie.

I wszystko tak blisko, parę kroków od parkingu.
I wszystko tak blisko, parę kroków od parkingu.
Obracamy głowy o 90 stopni i ukazuje nam się to.
Obracamy głowy o 90 stopni i ukazuje nam się to.

Eidfjord jest miejscem turystycznym i dla tych, co mają więcej czasu lub nie mają ochoty wędrować po górach warte zobaczenia jest: Kjeasen wioska, która góruje na wysokości 530 m n.p.m. nad Sima fiordem oraz Hardangervidda Naturcenter, które przedstawia naturę, klimat i środowisko Norwegii.

Ullensvang region

Kinsarvik był miejscem naszego pobytu przez dwie kolejne noce. Małe miasteczko ma trzy kempingi i jest popularnym miejscem dla wypoczywających nad fiordem turystów.

Widok na fiord z portu w Kinsarvik-u
Widok na fiord z portu w Kinsarvik-u
Ciepła kolacja na chłodnym powietrzu.
Ciepła kolacja na chłodnym powietrzu.

DSCF0760

Naszym celem oczywiście było wyjście w góry, aby tym razem z innej perspektywy spojrzeć na fiord.  W rejonie Kinsarvik jest kilka różnych tras o zmiennej trudności i długości. My z naszą Zosią, dwulatką na wszystko nie mogliśmy się pokusić. Ale o tym w dalszej części wpisu.

Pogoda początkiem następnego dnia nie zachęcała do pieszych wędrówek,  ale na szczęście później się zdecydowanie poprawiła, o czym przekonaliśmy się będąc już na szlaku. Wychodzimy na cześć trasy tzw. HM  Queen Sonja’s trail. Szlak rozpoczyna się z placu który stanowi nieoficjalny parking (brak oznaczeń ale i brak zakazów) do którego można dojechać skręcając w lewo tuż przed stacją paliwową. Po około 8 minutach jazdy dojeżdżamy do naszego nieoficjalnego parkingu położonego jakieś 140 m. n.p.m. Po 2 godzinach wychodzimy na pierwszy z punktów widokowych na wysokości 750 m n.p.m. Później wspinamy się jeszcze trochę wyżej, ale dalsza trasa to już nie z naszą małą Zosią. Normalnie człapalibyśmy dalej ale zielone gluty zwisające z nosa Zosi oraz poprzecinany od chustek nos przypominają nam, że niekoniecznie co przyjemne dla nas jest przyjemne dla dwulatka w nosidle.

My docieramy do wysokości około 850 m. n.p.m a cała trasa wspina się na ponad 1100 m n.p.m. Temperatura spada z każdym metrem wysokości a całość trasy to nawet 8 h marszu. Marszu, który nie wymaga umiejętności technicznych a jedynie samozaparcia i zdrowych kolan. Widoki ponad granicą lasu ukazują nam piękny Hardanger fjord, który rozwidla się na wschód i południe.

Początek lekkiego podejścia, cicho spokojnie.
Początek lekkiego podejścia, cicho spokojnie.
Pierwsze widoki na fiord.
Pierwsze widoki na fiord.
Na szlaku.
Na szlaku.
Zasłużony widok po 1,5 godzinnym trekkingu.
Zasłużony widok po nieco ponad 2 godzinnym trekkingu.
I nieco szerszy punkt widzenia.
I nieco szerszy punkt widzenia.
Podchodzimy wyżej na następne punkty widokowe, gdzie czas na mały posiłek.
Podchodzimy wyżej na następne punkty widokowe, gdzie czas na mały posiłek.
Widok na doliny.
Widok na doliny.
Powyżej juz jedynie płasko i mrocznie, pogoda się powoli pogarsza, chłodniej i wietrzniej.
Powyżej już jedynie płasko i mrocznie, pogoda się powoli pogarsza, robi się nieco chłodniej i bardziej wietrznie.
A to dowód że tam wdrapaliśmy się razem -foto by Pawcio ;)
A to dowód że tam wdrapaliśmy się razem -foto by Pawcio 😉
Zapis gps-a naszej wędrówki.
Zapis gps-a naszej wędrówki.

Kolejne dni można spędzić na dalszych wspinaczkach np.: trasa do 4 wodospadów w dolinie Husendalen, wymagajacy trekking na Mt Oksen (na którego mieliśmy smaka ale nam przeszło gdy  ciągle widzieliśmy ostatnie 300 m. szczytu w chmurach i zielone gluty naszej córki), punkt widokowy z Utne po drugiej stronie fiordu od Kinsarviku oraz dalsze tereny jak Folgefonda lodowiec lub wspaniała ponad 10 godzinna trasa na słynny język trolla tzw. Trolltunga. My decydujemy wyruszyć w dalszą trasę na północ, gdzie kolejne fiordy, lodowce i góry przed nami.

Extra info

Trasa z Oslo do Kinsarvik przez Gol i Geilo zajmuje 5 godzin i ma długość około 340 km. Cześć tej trasy to Narodowa Trasa Turystyczna Hardangervidda (droga numer 7), która biegnie od Haugastøl do Eidfjord. Ma długość 67 km i należy do jednej z 18 dróg widokowych w Norwegii. Na trasie zobaczymy liczne wodospady, rozległe i zielone doliny, lodowce w oddali oraz płaskowyże i góry.

Kampingi są bardzo popularne w Norwegii i na trasie znajdziemy wiele z nich. W Kinasrvik wybieramy Kinsarvik camping (180 NOK za samochód i namiot + 25 NOK za 1 os dorosłą, prysznic 10 NOK za 4 min), który ma małą kuchnię, osobne prysznice i chyba najważniejsze jest  na nim plac zabaw z trampoliną!.

Warto zamówić bardzo przydatne broszury informacyjne poprzez wysłanie maila do głównego oddziału informacji turystycznej danego regionu.

 

Taj Mahal jako dowód miłości

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Być w Indiach i nie zobaczyć jednego z Cudów świata byłoby wręcz niewybaczalne. Tak przyznaje, widzieliśmy Taj Mahal wiele razy, ale nie na żywo i to trzeba było zmienić

Nasza podróż do Agry znowu trwała wiele godzin w pociągu z Waranasi. Bladym świtem wpadamy na dworzec i wszystko pięknie, jesteśmy na czas. Małpy skaczą po pociągach i okradają podróżnych. Szczury delektują się sadzawką i co chwilę czmychają w popłochu do sprytnie ukrytych kryjówek. Pan zamiatacz nabłyszcza peron a potem zasypuje jednego szczura w kanale! Ot ciekawostki.

Po dłuższej chwili wpada na peron mocno opóźniony pociąg Mahruda, który niczym nie rożni się od tego, który nas dowiózł z Deli do Waranasi. Niczym z zewnątrz, bo w środku to inna sprawa. Zaczynamy szorować naszymi krajowymi, mokrymi ściereczkami do twarzy czarne od potu i od podeszw siedziska. Całkiem nieźle sobie radzimy, niestety po pół godzinie do pociągu wpada starsza para i jestem zmuszony zmienić siedzisko na inne. I od nowa chusteczki idą w ruch! Noc mija całkiem szybko, na szczęście. Jedynie pojedynczo puszczane bezwolnie „bączki” i chrząśnięcia pasażerów przerywają sen, lecz tylko na chwilkę, bo zmęczenie daje nam o sobie znać i dalej spijmy błogim snem. Dojeżdżamy do Agry z dwugodzinnym opóźnieniem.

Agra
Wszechobecne małpiaki w miejscach publicznych nikogo tutaj nie dziwią.
Agra
Na skróty

Agra to miasto jak każde inne w Indiach, oczywiście zatłoczone i zanieczyszczone, ale nasz hostel ma świetny widok z dachu na Taj Mahal.
I to nam wystarczy.

Agra
Widok z dachu hostelu w którym się zatrzymaliśmy.

Jedziemy najpierw do Agra Fort. Wyjątkowo nam się tutaj podoba. Widok na Taj Mahal też jest niczego sobie. A sam fort niestety nie jest udostępniony w całości, gdyż wojsko ma tutaj swoją siedzibę. Fort należał do jednego z najważniejszych miejsc w świecie, panujących na terenie Indii Mongołów. Kolejni władcy zarządzali królestwem z tego miejsca.

Chcemy bardzo pojechać na drugą stronę rzeki Jamuny skąd roztacza się wspaniały widok na Taj Mahal.
Niestety czasy kiedy można było podejść do rzeki i z nie tak dużej odległości zrobić zdjęcia minęły. Tuż przy brzegu rozstawiona jest siatka a zastęp chyba 20 policjantów niby pilnuje. Trochę szkoda, bo poziom wody w rzece jest dość nisko i nie widać jej na zdjęciach, ale no cóż. W końcu policjanci mają jakieś zajęcie.

Agra
Widok z przed ogrodzenia- widokówki nie dla każdego 🙂

Wracamy do naszego hostelu. Od przyjazdu uwielbiamy wieczorne wyjścia na kolacje. Jak to świetnie, gdy nie trzeba gotować a ty za małe pieniądze najesz się dobrze i do syta. Podjadam Thali – na jednym talerzu ciapati, ryż, warzywa w sobie curry, ser a Agata Parathe – placek z warzywami i smażony ryż z serem i jajkiem.

Następnego dnia jest jeszcze ciemno i nieśmiało uchylam okno z przekonaniem, że ujrzę za nim gęsta mgłę. Miłe zaskoczenie. Gwiazdy, księżyc i wszystko jak na dłoni a w oddali widoczne budynki Taj Mahal, który jeszcze „śpi”. Udajemy się do południowej bramy. Jest cicho i spokojnie. Psy zwinięte w rogale, rykszarze pokryci kocami i kilku turystów człapie sennie przed nami. Troszkę inny obraz Indii niż ten, do którego przywykliśmy. Do bramy południowej mamy 5 minut spacerkiem, rykszarz spod koca wyszeptuje nam, że musimy się jednak kierować w stronę zachodniej bramy, bo tam są kasy czynne od godz 6.30. Jego wersje potwierdzają hindusi człapiący za nami. Krótki spacer, stajemy w kolejce, bilety oraz woda i szmaty na buty w ich cenie i tak już o 6.50 wchodzimy do Taj Mahal.

Taj Mahal
Muskane porannym słońcem.

Wspomnę o tym, że znowu moja Bronia (Bronica EC-TL) zawiodła. Temperatura zmroziła mechanizm lustra tak, że modły błagania i szlochania nie pomagały, nawet baterie wymieniłem i w akcie desperacji parę razy ją stuknąłem leciutko i pieszczotliwie! Na szczęście jeden fotograf z Niemiec, który również używał średnio-formatowego aparatu podszedł do mnie i powiedział, że jego mamiya rz67 również „zaniemówiła”- czyli jest szansa, że jeszcze na kliszy zrobię parę zdjęć. Po godzinie, gdy temperatura wzrosła do 10 C° strajk zawieszono i dokonałem parę fotek na slajdzie.
W kompleksie spędziliśmy 4 godziny a można i dłużej.

Taj Mahal, uznany za jeden z Cudów Świata, naszym zdaniem jest piękny. Niezwykłe jest to, iż kompleks jest dowodem miłości. Został postawiony przez Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę przedwcześnie zmarłej żony.

Kompleks składa się z głównej świątyni przykrytej ogromną kopułą oraz dwóch symetrycznych budowli po jej dwóch stronach. W rogach głównej świątyni stoją cztery minarety, z których muezin nawołuje do modlitwy. Budowla pokryta jest białym marmurem, który pięknie mieni się w słońcu. Dodatkowo marmur pokryty jest tysiącem kamieni szlachetnych, półszlachetnych oraz dekoracji z czarnego marmuru. Proporcje budowli, geometryczne wzory i kunszt wykonania są niezwykłe.

Ostatni raz byliśmy pod takim wrażeniem z powodu jakiejś budowli w Kambodży w Angkor Wat a więc potwierdzamy, że warto zobaczyć na żywo Taj Mahal.

[pi_wiloke_button button_name=”Fotki- Taj Mahal” contextual=”btn-success” size=”btn-lg” link=”https://byle-na-chwile.pl/taj-mahal-zdjecia/”]

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂