Kordoba – miasto trzech kultur

Południowy region Hiszpanii – Andaluzja śnił mi się od dawna. Przed oczyma pojawiały się obrazy białych wiosek wciśniętych pomiędzy wzgórzami, miasta posiadające wspaniałe zabytki trzech kultur oraz kolory i zapach kwiatów na ulicach.

Do tego cały czas uczę się hiszpańskiego (chociaż ostatnio z marnym skutkiem) i każdy dla mnie kontakt z tym językiem daje mi bardzo dużo.
Wypad wiosenny w te tereny zanim nadejdą tłumy turystów i upały jest bardzo dobrym wyborem. Tylko trudno założyć, że przez tydzień uda się zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca.
Lecieliśmy do Sewilli więc zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu i zrobienie pętli. Zaczęliśmy od Kordoby, później zostaliśmy w Rondzie, z której robiliśmy liczne wypady do okolicznych białych wiosek czyli Pueblos Blancos i skończyliśmy na Sewilli. Czas bardzo intensywny i w pełni wykorzystany więc polecamy.

Kordoba – co warto zobaczyć?

Miasto trzech kultur ponad 1000 lat temu było największym i najbogatszym miejscem w Europie. W złotym okresie zamieszkiwało go ponad 0,5 miliona osób. Do tego miasto było najbardziej rozwinięte cywilizacyjnie na świcie. Obecnie jest trzecim miastem w Andaluzji po Sewilli i Maladze.

Nasz całodzienny spacer rozpoczęliśmy z samego rana. Pod naszym hotelem znajdował się przystanek autobusowy skąd mogliśmy dojechać bezpośrednio w okolicę Alcazaru. Słońce pięknie świeciło i z minuty na minutę temperatura stawała się coraz wyższa. Zaczęliśmy naszą wizytę od Zamku Królów Chrześcijańskich – Alcazar del los Reyes Cristianos.
Zamek wygląda jak arabski pałac co jest dość niespotykane, gdyż stworzony został przez chrześcijan. Zarówno mury, komnaty jak i ogród wybudowane są w stylu arabskim. Miejsce od 1328 roku stanowiło siedzibę królów, a w 1482 roku stało się miejscem inkwizycji aż do XIX w. Tutaj odbyło się spotkanie królowej Izabeli z Krzysztofę Kolumbem i tutaj publicznie wykonywano wyroki śmierci przez powieszenie zasądzone przez inkwizycję. Zamkowe wnętrza na pewno nie przyćmią tych z pałaców w Grenadzie czy Sewilli ale sala z rzymskimi mozaikami w dawnej kaplicy inkwizycji czy ogród z fontannami i sadzawkami są naprawdę piękne.

Alcazar Kordoba

Alcazar Kordoba

Alcazar Kordoba  Alcazar Kordoba

Alcazar Kordoba

Alcazar Kordoba

Alcazar Kordoba

Alcazar Kordoba

Po wyjściu przechodzimy ulicą Amador de los Rios i po prawej stronie dochodzimy do rzymskiego mostu Puente Romano. Przed wejściem stoi łuk triumfalny – Puerta del Puente, z którego możemy podziwiać widoki na miasto (opłata w informacji turystycznej obok). Rzymski most został wzniesiony przez Arabów, ale na rzymskich fundamentach. Jest masywny, posiadając 16 dużych łuków i łączy brzegi rzeki Gwaldakawir. Miejsce bardzo fotogeniczne, gdzie spotkamy licznych grajków i malarzy. Na końcu mostu stoi twierdza Torre de la Calahorra, w której można zobaczyć wystawę dotyczącą historii miasta jak i Andaluzji oraz wyjść na punkt widokowy na jej szczycie.
My zabawiamy dłużej w tym miejscu, ale głównie z powodu fajnego i kolorowego placu zabaw, który jest przy samym moście, po przejściu na drugą stronę. W końcu nasza mała podróżniczka również musi skorzystać.

Puente Romano Kordoba

Puente Romano Kordoba

Puente Romano Kordoba

Puente Romano Kordoba

Jest już przed pierwszą w popołudnie więc udajemy się do najważniejszego zabytku miasta – Katedry Mezquita. Trafiamy niestety na dużą kolejkę więc decydujemy się na przyjście trochę później. I było to bardzo dobre posunięcie. Grupy już skończyły zwiedzanie, a indywidualni turyści jakoś bardzo nam nie przeszkadzali. Obecna katedra przez wieki była Wielkim Meczetem, który symbolizował potęgę islamu na Półwyspie Iberyjskim. Jest to jedyna muzułmańska świątynia, która zachowała się w Andaluzji od czasów średniowiecza.
Od środka miejsce rzeczywiście wprawie w osłupienie. Budowla jest ogromna. Prace trwały od IX w. a kolejni kalifowie i emirowie rozbudowywali to miejsce. Po wejściu zobaczymy las kolumn (850!), które wspierają dwupoziomowe łuki i dzielą salę modłów na 19 naw. Obejście tego miejsca zajmuje sporo czasu zwłaszcza, że dookoła podziwiamy liczne kaplice, ołtarze oraz wspaniały Mihrab, czyli niszę modlitewną.
Cześć środkowa meczetu została zniszczona a w jej miejsce powstawała od 1523 roku katedra. Budowla jest masywna, z przepiękną renesansową kopułą oraz barokowym sklepieniem. Jest to miejsce, w którym można tylko usiąść i podziwiać. Wychodząc z katedry odpoczywamy na dziedzińcu – Patio de Naranjos, gdzie zapach rosnących pomarańczy przyjemnie drażni nasze kubki zapachowe. Jeszcze warto zobaczyć piękny widok z góry na całe miasto, wspinając się na 93 metrową wieżę dzwonnicy – Torre del Alminar.

Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba   Mezquita Kordoba
Mezquita Kordoba

Mezquita Kordoba

Przez kolejne godziny zajadamy się typowymi daniami kuchni andaluzyjskiej jak: i podziwiamy dzielnicę Juderia, która jest sercem Kordoby. Dzielnica niewiele zmieniła się od czasów, kiedy miasto było jednym z największych w zachodnim świecie. Dzielnicę zamieszkiwali głównie Żydzi, którzy w średniowieczu stanowili jedną z największych społeczności na Półwyspie Iberyjskim. Do dzisiaj to wąskie brukowane uliczki, do których ciężko dojechać samochodem.
Włóczymy się bez określonego celu. Jest biało i kolorowo od kwiatów w donicach przytwierdzonych do fasad domów. W uliczce Callejon de las Flores duży tłok, ale nie dziwi nas to bo kolorowe pelargonie, które kontrastują z białymi ścianami i widok wysokiej dzwonnicy katedry jest warty aby zaglądnąć w to miejsce.
Podążając dalej uliczkami dochodzimy do starej bożnicy żydowskiej, której budynek przez ostatnie lata pełnił różne funkcje. Obecnie jest to miejsce otwarte dla wszystkich ale oprócz kilku dekoracji nic w środku nie znajdziemy. Obok natomiast w tzw. Dom Sefardyjski można lepiej poznać życie i kulturę judaizmu z czasów świetności w tym mieście.

Juderia Kordoba

 

 

Juderia Kordoba

Juderia Kordoba

Na zakończone dnia zostawiliśmy sobie coś specjalnego. Wyjeżdżając z Polski zostawiliśmy zimno i szarość za sobą dlatego tak bardzo sprawiało nam radość podziwianie pełni kolorów wiosny już pierwszego dnia. I ciągle chcieliśmy więcej. Najlepszym do tego miejscem są patia Kordoby czyli małe, domowe dziedzińce znajdujące się w środku domu i wypełnione po brzegi doniczkami pełnymi kwiatów, kafelkami czy drzewkami pomarańczowymi. W Kordobie znajdzie wiele takich miejsc w dzielnicach San Lorenzo, Juderia i Barrio San Basilio. Niestety nie wszystkie miejsca są dostępne dla ludzi, ale warto kupić bilet i zobaczyć 5 prywatnych patios udostępnionych dla turystów w dzielnicy Barrio San Basilio niedaleko Alcazar. Bilet zakupujemy w małym sklepiku na ulicy Caballerizas. Wystarczy skręcić w lewo od Alcazar i przejść w stronę Plaza Luis Navas.
Patia, które odwiedzamy, nawet XVI wieczne, oczywiście otoczone są bielonymi ścianami, na których powieszane są donice z kwiatami. W niektórych miejscach jest ich nawet do 600 sztuk!!!. Do tego piękne łuki, studnie czy azulejos czyli kolorowe płytki. Od tej różnorodności kolorów naprawdę może zakręcić się w głowie.
Pamiętajcie, ze na początku maja w mieście panuje prawdziwe szaleństwo kwiatów. Odbywa się wówczas Festiwal Dziedzińców podczas których patia dostępne są dla zwiedzających, a najpiękniejsze z nich zdobywa nagrodę.
Na samo zakończenie dnia wracamy ponad 20 minut pieszo do naszego hotelu i podziwiamy już bardziej nowoczesne oblicze miasta.

Patios Kordoba
Patios Kordoba
Patios Kordoba
Patios Kordoba
Patios Kordoba
Patios Kordoba
Patios Kordoba
Patios Kordoba

Jeżeli macie jeszcze więcej czasu możecie zaglądnąć do: Palacio de Viana, Muzeum Sztuk Pięknych, Plaza de la Corredera.

↓Klikając w mapkę poniżej szybko odnajdziesz najważniejsze miejsca, które widzieliśmy↓

My dojeżdżając do Kordoby od Sewilli zboczyliśmy z drogi, aby zobaczyć zamek w miejscowości Almodovar del Rio. Pokaźną bryłę zamku zobaczyliśmy już z daleka. Wejście w środy jest za darmo więc jeszcze bardziej nas to zachęciło. Widok z murów na białe miasteczko i okoliczne pola jest bardzo ładny ale dla fanów serialu Gry o Tron jest to miejsce niezwykle interesujące bo właśnie tutaj były nagrywane sceny walki przy zamku Highgarden. Przypominają o tym zdjęcia z planu filmowego.

Almodovar Kordoba
Almodovar Kordoba
Almodovar Kordoba
Almodovar Kordoba

Kordoba – jak dojechać?

Pewnie wylądujecie tanimi liniami (Ryanair, Wizzair) w Sewilli albo Maladze więc z lotniska należy dostać się do miasta i potem wsiąść do autobusu, który zawiezie was do centrum Kordoby. Jeżeli wypożyczyliście samochód to sprawa jest dużo krótsza i łatwiejsza, gdyż nie ma potrzeby wracać do miasta i z samego lotniska jedziemy bezpośrednio do Kordoby. W samym mieście niestety jest problem z parkowaniem. Bezpłatny większy parking znajdziecie koło centrum handlowego (Centro Comercial El Arcangel). Oczywiście można próbować zaparkować przy ulicy ale w większości miejsca są płatne od 2-3 euro za godzinę lub na parkingu strzeżonym, gdzie opłaty są od 15 euro. My mieliśmy wielkie szczęście, gdyż mogliśmy zostawić nasz samochód przed hotelem, który miał wydzielone swoje trzy miejsca niby tylko na godzinkę ale zgodzili się na 32h 🙂

Kordoba – ceny

– Pałac Alcazar de los Reyes Cristianos – 5 euro strona www
– Katedra Mezquita – 10 euro strona www
– Wejscie na dzwonnice – 2 euro
– Wejście na Puerta del Puente – 1 euro
– Zwiedzanie Patios – 5 euro

– woda – 0,4 euro
– jajka – 0,99 euro
– bagietka – 0,4 euro
– pakowana szynka w plastrach – 1 – 2 euro
– ryba w puszce – 1,7 euro
– truskawki 0,5 kg – 1 euro
– kawa – 1 – 2 euro
– danie dnia (I, II danie, napój, chleb plus deser) – 7,5 – 15 euro

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Malta co warto zobaczyć? – miasta, plaże, atrakcje wyspy oraz info praktyczne

Malta już od dawna była w naszych podróżniczych planach, lecz odkładaliśmy jej zwiedzanie…czasami potrzeba czasu aby zaiskrzyło z dwóch stron. W tamtym roku jednak ceny biletów zbliżyły nas do siebie i z pewnością zachęciły do bliższego poznania. Dodatkowo po sierpniowym pobycie w Norwegii, nie udało nam się wygrzać kości na tyle by do zimy starczyło! A na Malcie szansa wsmarowania w siebie kremu z filtrem jest niewspółmiernie większa aniżeli na norweskich fiordach.

Czy Malta może się podobać? Jak najbardziej chociaż jeżeli chodzi o Europę to Wyspy Kanaryjskie mogą podobać się równie bardzo lub bardziej. Z wyspami na przykład greckimi nie mamy porównania bo… no właśnie po świecie jeździmy, a w Grecji jeszcze nie byliśmy.

Wracając jednak do tematu. Na Malcie odpoczniemy, zjemy dobrze, zobaczymy kilka fajnych miejsc i słońca będziemy mieć aż w nadmiarze.

Początek września na Malcie nie grzeszy zbawiennym cieniem ani chłodnym wiaterkiem- patelnia gwarantowana. Temperatura dochodzi prawie do 40 stopni co zdecydowanie nie sprzyja zwiedzaniu ale woda w morzu jest jaka być powinna. Na szczęście przez 3 dni mieliśmy wynajęty samochód z chłodzącym wiaterkiem co niezmiernie nas cieszyło na trasie.

Jeżeli mamy w planach zwiedzić większą ilość muzeów oraz miejsc dziedzictwa narodowego Malty wówczas warto zakupić kartę Heritage Malta Multisite Pass. Cena 50 euro/dorosły, 25 euro dziecko. Karta ważna 30 dni.

Co warto zobaczyć na Malcie?

Malta a ściślej Republika Malty to wyspiarskie państwo-miasto wielkości Krakowa otoczoną morzem śródziemnym. Miasta i miasteczka wyspy maja swoją historię i potrafią być bardzo urokliwe. Wąskie uliczki, kamienne domy i kamieniste łąki dominują w tutejszym krajobrazie.

↓Klikając w mapkę poniżej szybko odnajdziesz się w miejscach które widzieliśmy↓

 

A tutaj filmik nakręcony dronem.

https://www.facebook.com/bylenachwile/videos/298980597469418/


Valletta

Najmniejsza stolica w Unii Europejskiej, najbardziej nasłoneczniona. Miejsce gdzie znajdziemy ponad 350 zabytków. Wpisana na listę UNESCO, w 2018 została wybrana Europejską Stolicą Kultury

Barokowe miasto zbudowane jest ze złotego piaskowca i otoczone ogromnymi murami. Turystów na głównej ulicy Republiki jest sporo ale wystarczy odbić w bok i już znajdujemy się prawie sami gubiąc się w wąskich uliczkach. Otaczają nas domy z rzeźbionymi balkonami, liczne kościoły oraz ogrody. Widoki z murów z jednej strony na Trzy Miasta (Vittoriosa, Sengla, Cospicua) a z drugiej na miasta Gzira i Sliema – warte doświadczenia.

Na więcej opowieści przyjdzie czas…


Vittoriosa, Sengla, Cospicua (niegdysiejsze Birgu, Isla, Bromla)

Trzy starożytne miasta, które możemy podziwiać z murów Vallety położone na cyplach w zatoce. Ciche, wąskie uliczki, na których spotkamy znacznie mniej turystów niż w popularnej stolicy. Najmniejsza z nich to Sengla, Zapuszczamy się zwłaszcza w głąb Vittoriosy. Kilka z domów ma otwarte drzwi a my możemy podziwiać bardzo stare wnętrza, które wiele pamiętają. Dochodzimy do placu w starej części miasta wypełnionej małymi kawiarenkami. Jeżeli macie czas na miejscu można zwiedzić Pałac Inkwizydora z 1660 roku z wystawą etnograficzna, Muzeum Morskie z wystawą oraz znajdujący się na końcu cypla Fort St Angel z którego rozpościera się piękny widok na Vallette.

Jeżeli mamy w planach zwiedzić większą ilość muzeów oraz miejsc dziedzictwa narodowego Malty wówczas warto zakupić kartę Heritage Malta Multisite Pass. Cena 50 euro/dorosły, 25 euro dziecko. Karta ważna 30 dni.

Do Trzech miast dostaniemy się autobusem np.: nr 2 z Valletty albo płynąc promem, który regularnie pomiędzy 8-19 odpływa z mariny pomiędzy cyplami miast Vittoriosa i Sengla – cena 1,5 euro.

Vittoriosa, Sengla, Cospicua (niegdysiejsze Birgu, Isla, Bromla)


Mdina

Zaglądamy do dawnej stolicy Malty Miasta Ciszy. Miasto położone jest na wzgórzu, w środku wyspy, obwarowane mocnymi murami. To taki powrót do przeszłości. Stara część miasta to wąskie, kamienne uliczki. W mieście obowiązuje całkowity zakaz ruchu kołowego oprócz samych mieszkańców. Tylko tupot koni z wynajmowanych przez turystów karet oraz liczni turyści zakłócają tą panującą ciszę. Niespiesznie spacerując po mieście warto zaglądnąć do katedry św. Pawła, gdzie znajdziemy obraz Matki Boskiej autorstwa samego św. Łukasza oraz udać się na taras widokowy z którego jesteśmy w stanie zobaczyć większą część wyspy

Mdina Malta. Widok z drona.


Marsaxlokk

Miasto na wschodzie wyspy to dawny rybacki port. Nadal znajdziemy tutaj zatokę wypełnioną kolorowymi łodziami Luzzu. Kolory niebieski, żółty i czerwony dominują w tamtejszym krajobrazie. Co tydzień w niedzielę odbywa się wielki targ na którym możemy kupić nie tylko ryby. Targ przyciąga mieszkańców, ale również dużą ilość turystów. W tygodniu zatoka jest znacznie spokojniejsza, a w okolicznych małych restauracyjkach bez problemu znajdziemy stolik, gdzie skosztujemy restauracyjki oferują oczywiście potrawy rybne.

Marsaxlokk
Marsaxlokk – ma swój klimat, zwłaszcza spacer nabrzeżem to sielska przechadzka.


Plaże Malty

Wyspa ma kilka niezłych plaż ale dla nas nie plażowiczów nie zrobiły wielkiego wrażenia. Najbardziej podobało nam się na okolicznej małej wyspie Comino pomiędzy Maltą a Gozo.


Blue Lagoon

W zatoce Blue Lagoon spędziliśmy prawie cały dzień. Dotarliśmy do przystani promowej w Cirkewwa bezpośrednim autobusem z Gziry nr 222, cena 2 euro/dorosły. Stamtąd co 30 min odpływa statek do Blue Lagoon. Drugi statek odpływał z przystanku wcześniejszego. Oczywiście jest możliwość uczestniczenia w rejsie z Sliemy czy Buggiby.

Prom opływa klify wyspy po czym dopływa do Błękitnej Laguny, pomiędzy Comino a Cominotto. Miejsce to raj dla plażowiczów. Woda jest krystaliczna i przeźroczysta. Z samego rano jesteście w stanie znaleźć miejsce na okolicznych skałkach lub wynająć leżak i parasol (20 euro) ale z każdą godziną liczba turystów wzrasta.

My spędzamy kilka dobrych godzin nad Błękitną Laguną. Łukasz przepływa na drugi brzeg do skalistej wysepki Cominotto a my z Zosią pluskamy się w wodzie. Mamy dobrą miejscówkę na skałach więc nic więcej nam nie potrzeba.

Wyspa zamieszkana jest tylko przez 3 osobową rodzinę, która prowadzi jedyny na wyspie hotelik.

Oprócz Blue Lagoon turyści zatrzymują się również w Crystal Lagoon. Nie ma tam łatwego zejścia do wody. Pozostają skoki ze skał.

Plaża Blue Lagoon z drona.
Blue Lagoon – bajeczna plaża, ale trzeba być wcześnie aby usadowić się w miarę dogodnym miejscu.


Golden Bay

Piaszczysta plaża na północno – zachodnim brzegu wyspy. Uznawana za najładniejszą na wyspie. Zatoka kształtem przypomina półksiężyc a w krajobrazie dominuje pokaźnych rozmiarów hotel Radisson. Plaża szeroka i bardzo dobrze rozwinięta infrastruktura turystyczna. Znajdziemy na miejscu restauracje i kawiarnie. Możemy wynająć leżaki, parasole, paralotnie, narty wodne czy inny sprzęt wodny. Plaża dostępna jest dla zmotoryzowanych jak również poruszających się transportem miejskim.


Mellieha Bay

Plaża piaszczysta i najdłuższa na Malcie. Spędziliśmy tam w sumie kilka godzin z samego rana. Na szczęście było to tuż przed przyjazdem wszystkich turystów. Plaża jest szeroka i delikatnie schodzi się do wody dzięki czemu najbardziej popularna jest wśród rodzin. Do tego dookoła mnóstwo atrakcji wodnych oraz dostęp do całej infrastruktury turystycznej. Warto podjechać na szczyt okolicznego wzgórza gdzie wznosi się miasto Mellieha. Widoki są niesamowite a nawet plac zabaw niejeden się znajdzie.


Paradise Bay

Malutka plaża kamienista na samej północy wyspy niedaleko terminalu promowego. Miejsce głównie zajmując leżaki i parasole do wynajęcia ale znjadzie się tez nie duży kawałek aby rozłożyć się samemu. Plaża otoczona jest kamienistym klifem a widoki na sąsiednią wyspę Gozo sprawiają, że jest tam naprawdę ładnie.

Paradise Beach …bardzo przyjemny piasek.


St. Peter’s Pool

Jedno z najpiękniejszych kąpielisk na Malcie niedaleko miejscowości Marsaxlokk. Na próżno jednak szukać tutaj plaży, gdyż jest to naturalny basen utworzony w zatoce i otoczony skałami. Amatorzy skoków do wody przedstawiają swoje umiejętności a ci co wolą popływać mają idealne warunki do nurkowania. Parking znajduje się niedaleko kąpieliska ale przygotujcie się na przejazd drogą szutrową.

St. Peter’s Pool – bardzo fajne miejsce na aktywne plażowanie
St. Peter’s Pool – Jest tam kilka miejsc gdzie można skakać do wody z miarę wysokiego uskoku.

Chcecie odwiedzić więcej plaż zobaczcie jeszcze Ghajn Tuffieha czy Gnejna Bay.


Atrakcje Malty

Klify Dingli

Klify Dingli są najwyższymi na południu Europy. Białe, strome klify pięknie komponują się z błękitem morza.
Nie ukrywam, że spędziliśmy trochę czasu aby znaleźć to miejsce. Na mapie google zaznaczone są klify ale w tym miejscu nie było możliwości aby zejść i je zobaczyć. Podjechaliśmy pod kaplicę św. Magdaleny ale łagodne zejście na punkt widokowy znajdował się 1,5 km na południe od kaplicy, w miejscu gdzie znajdują się wykopaliska z czasów brązu a po drugie stronie drogi jest fabryka gdzie wydobywają chyba piasek.  Miejsce jest nieoznakowane a parking jest przy ulicy.

Klify Dingli nie łatwo dotrzeć do nich, ponieważ wszędzie znajdują się prywatne działki.
Dingli Cliffs


Wioska Popeye

W zatoce Ankor na północno – zachodnim brzegu wyspy stworzona została disneyowska scenografia do filmu „Popeye”. To historia śmiesznego marynarza stworzona na podstawie komiksów. Po skończeniu filmu zabudowania pozostały a wioska nadal jest dużą atrakcją turystyczną. Na miejscu można zobaczyć od środka kolorowe domki marynarzy, skorzystać z atrakcji wodnych w zatoce Ankor, zrobić sobie zdjęcie z postaciami z bajki, wykąpać się w dwóch basenach i przepłynąć łódką w stronę jaskiń rozsianych przy sąsiednich klifach. Na miejscu oczywiście możemy zjeść obiad czy coś słodkiego.

Wioska Popeye – warto przeznaczyć na to miejsce co najmniej 5 godzin.

Wioska Popeye – widok od wejścia.

https://popeyemalta.com/

Wstęp czerwiec, wrzesień, październik: 15 euro/dorosły, 12 euro/dziecko (3-12 lat); lipiec, sierpień: 17 euro/dorosły, 13,50 euro/dziecko (3-12 lat); listopad – maj: 11 euro/dorosły, 9 euro/dziecko (3-12 lat)


Rotunda (Kościół Wniebowzięcia Matki Bożej) w Mosta

Jest to najważniejszy dla Maltańczyków kościół. Ogromna budowla powstała w XIX wieku. Jej kopuła jest okrągła i niepodparta co czyni ją pod względem wielkości trzecią w Europie a dziewiątą na świecie. Z kościołem wiąże się tzw. „Cud Bomby” a mianowicie w 1942 roku podczas nalotu niemieckiego 500 kilogramowa bomba spadła pomiędzy grupę wiernych przebijając kopułę kościoła i nie wybuchła. Natomiast druga odbiła się od kopuły.

Rotunda (Kościół Wniebowzięcia Matki Bożej) w Mosta


Błękitna Grota (Blue Grotto)

Jest to jedna z największych atrakcji Malty. Na nas nie zrobiła wielkiego wrażenia. Błękitną Grotę najlepiej zobaczyć podczas 25 minutowego rejsu łódką, które odpływają z portu. W jaskini kręcone były sceny do filmu Hrabia Monte Christo.
Blue Grotto to kilka jaskiń wyrzeźbionych przez morze w skalistym brzegu. Nas samo miejsce niestety nie urzekło. Mieliśmy bardzo słoneczny dzień ale może byliśmy za wcześniej bo słynnych lazurów i fioletów wody za bardzo nie zobaczyliśmy.
Cena rejsu 14 euro.

Błękitna Grota (Blue Grotto)
Błękitna Grota (Blue Grotto)


Co warto jeszcze zobaczyć na Malcie?

– Świątynie megalityczne w Hagar Qim i Mnajdra – powstałe nawet 5800 lat temu.
– Katakumby


Malta bilety lotnicze

Na wyspę dolecimy tanimi liniami lotniczymi. Ryanair obsługuje lotniska w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu i Krakowie natomiast Wizzair lata z Katowic i Warszawy. Ceny potrafią być naprawdę atrakcyjne (200 zł w dwie strony), ale latając z rodziną dodatkowo musimy liczyć się z opłatą za wykupienie miejsc czy bagażu. Oczywiście ceny poza sezonem są najbardziej korzystne. My lecieliśmy we wrześniu z ceną 400 zł za jedną osobę.


Malta noclegi

Z noclegami na Malcie nie ma problemu. Wybór jest bardzo duży. Oczywiście warto skorzystać z oferty na bookingu (skorzystajcie z naszej zniżki 50 zł) czy Airbnb (zniżka 100 zł).
Bardzo dużo hoteli nawet tych niedużych posiada własne baseny czy siłownie.

Największe skupisko hoteli znajdziemy w Sliema, Gzira, Bugigga czy Mellieha. My zdecydowaliśmy się na Gzira co było bardzo dobrym podejście. Nasz hotel to w rzeczywistości apartamenty z własnym aneksem kuchennym, na czym bardzo nam zależało. Mieliśmy 5 min do przystanku autobusowego, gdzie większość autobusów rozpoczynała swój kurs, a dzięki temu nie mieliśmy problemów z dostaniem się do środka. Dojazd z lotniska nie przysporzył nam problemów, gdyż również mieliśmy bezpośredni autobus. Trasa niestety trwała godzinę.


Malta transport miejski lub wynajem samochodu

Podróżowanie autobusem po Malcie komunikacją miejską czasami wcale nie jest przyjemne ani komfortowe ponieważ trudno wejść do autobusu a chętnych w sezonie jest wielu!

Podczas naszego tygodniowego wyjazdu podróżowaliśmy zarówno wynajętym samochodem jak również autobusami miejskimi. 
Wyspa nie jest duża i oczywiście do głównych miejsc można dojechać autobusem, ale musimy przyznać, że samochód dawał nam bardzo dużą niezależność zwłaszcza, że mogliśmy zabrać ze sobą co tylko chcemy. Dodatkowo podczas naszego wyjazdu było bardzo ciepło i jakoś nam się nie uśmiechało stać na przystankach. W ostatnie dwa dni wyjazdu korzystaliśmy z autobusów jednakże wsiadaliśmy na pierwszym przystanku i nie musieliśmy się martwić o siedzenie czy w ogóle wejdziemy do autobusu. 


Wynajęcie samochodu

Oczywiście na wyspie działają wszystkie znane wypożyczalnie jak Hertz, Budget, Avis. My jednak bardzo często szukamy lokalnych wypożyczalni. Zależy nam aby mieć pełne ubezpieczenie wykupione już wypożyczalni i brak pobrania określonej kwoty jako zabezpieczenia z karty kredytowej.

Zdecydowaliśmy się na fimę Swift w cenie 45 euro za dzień w pakiecie all inclusive (wszystko w cenie i brak kaucji) oraz 5 euro za fotelik dla dziecka za dzień.
O czym warto pamiętać?

  1. Pamiętajcie, że ruch na wyspie jest lewostronny a mieszkańcy jeżdżą dosyć brawurowo czasami.
  2. Parkowanie na ulicy jest niedozwolone na podwójnej żółtej linii.  Jeżeli macie hotel w centrum miasta szukanie parkingu może zająć wam trochę czasu.
  3. Wynajmijcie mały samochód i to najlepiej z automatyczną skrzynią biegów. Drogi są wąskie i wszędzie jest niewiele miejsca do zaparkowania.


Transport lokalny

Podróżując lokalnym transportem możemy zakupić pojedyncze bilety ważne 2 h na dowolną ilość przesiadek i kierunków w cenie 1,5 euro/zima; 2 euro/lato; 3 euro/nocą.
Jeżeli planujemy większą ilość przejazdów warto zakupić kartę na 12 pojedynczych przejazdów w cenie 15 euro lub nielimitowaną ilość przejazdów na 7 dni w cenie 21 euro/dorosły; 15 euro/dziecko.

Szczegółowe informacje dotyczące transportu znajdziecie na stronie Malta Public Transport 


Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Nasze podróżnicze podsumowanie 2018 roku – najlepsze wspomnienia

 Kolejny rok kończy się i lubimy podsumować co się udało a co może nie do końca było po naszej myśli.

A, że piszemy bloga podróżniczego to post będzie oczywiście dotyczył naszego podsumowania podróżniczego.

Dla naszej rodziny był to naprawdę dobry rok. Może w życiu prywatnym nie udało się wszystkiego zrobić ale podróże, które są częścią naszego życia, były częste i bardzo zróżnicowane.

Nasz plan podróżniczy na ten rok zakładał po jednej podróży do Azji, Europy i Polski.

Chociaż jedno z nas pracuje na etacie spędziliśmy w podróży zagranicznej 47 dni i wiele dni w Polsce. Odwiedziliśmy 5 krajów i byliśmy 12 razy w powietrzu. Do tego oczywiście wycisnęliśmy wszystko z naszych weekendów. W całym roku tylko kilka z nich spędziliśmy w domu a reszta była aktywna i bardzo poznawcza.

Najlepsze wspomnienia 2018 roku?
Zobaczcie nasze podróżnicze podsumowanie.

Tegorocznych wspomnień mamy całą masę ale najważniejsze z nich to:

Kazachstan – góry, kaniony i przestrzeń

Kraj, który całkowicie nas oczarował i obecnie plasuje się w pierwszej trójce najlepszych miejsc, które do tej pory odwiedziliśmy.
Oczywiście podróż odbyła się z naszą 4-latką więc wyzwanie było jeszcze większe ale i tak było warto. Podróż była dla nas powrotem do przeszłości, kiedy zaczynaliśmy nasze podróże po Azji ponad 10 lat temu i nie było tłumów turystów,  nie było internetu, a z ludźmi po prostu się rozmawiało.

Do tego cudowna natura. Uwielbiamy góry, przestrzeń i spokój a tam znaleźliśmy tego pod dostatkiem.
Zakochaliśmy się w okolicy miasta Kegen, gdzie wioski schowane pomiędzy góry przyciągały nas jak magnes. Spędziliśmy czas nad licznymi jeziorami (Tuscol, Kandy), w środku kanionów (Księżycowy, Szaryński), nad wydmami czy w górach.

Dla nas ten wyjazd był najlepszym w tym roku a dużo opisów znajdziecie →KAZACHSTAN

Altyn emel śpiewająca wydma kazachstan
Chodzenie po śpiewającej wydmie okazało się nie lada wyzwaniem przy mocno wiejącym wietrze. Śpiewu nie słyszeliśmy- tak mocno wiało 🙂
Kanion szaryńśki z dzieckiem
Autko zostawiamy na krawędzi kanionu a wszystkie niezbędne rzeczy zabieramy ze sobą do Bungalow-ów
Saty Kaindy Kolsai
W dole mieścina Saty. Miejsce wypadowe do jeziora Kaindy i Kolsai.
Góry aktau jak dojechac transport
Piękne góry Aktau w Parku Altyn Emel.

 

Norwegia – fiordy, góry i plaże

To kraj, który odwiedzamy już od paru lat i będzie tak jeszcze długo. Oj cieszymy się, że mamy tam rodzinę 🙂 A Oslo znamy już bardzo dobrze.

W tym roku byliśmy dwa razy i pierwszy raz udało się podróżować podczas lata i zimy. Jak Norwegia to czas spędzamy aktywnie i cały czas na świeżym powietrzu.

Nocleg pod namiotem, wspinaczka na Priekestolen to były nasze plany na to lato i tą wizytę. Udało się, pogoda dopisała a widoki wbijały w ziemię. Do tego zawitaliśmy nad zachodnie wybrzeże na południe od Stavanger. Tam znajdziecie piaszczyste i szerokie plaże.

Zima w Norwegii to całkowicie nowe doznanie dla nas. Dzień jest krótki, pogoda zmienna, ale śniegu w stolicy nie brakuje. Wypoczywamy, jeździmy na sankach, smakujemy specjałów na jarmarku świątecznym ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie ruszyli dalej. Jedziemy na południe od Fredrikstad w stronę wysepek parku narodowego Ytre Hvaler. Cóż widoki i pogoda pierwsza klasa.

Więcej o Norwegii znajdziecie TUTAJ

Preikestolen z dzieckiem
Dwugodzinny trekking wynagradza wspaniałym widokami!
oslo co zobaczyć
Targ Bożenarodzeniowy a raczej festiwalowy w Oslo.
ytre hvaler ciekawe miejsca
Ytre Hvaler to park narodowy położony w południowo-wschodniej części Norwegii i Szwecji, który warto zobaczyć…zwłaszcza jesienią lub zimą gdzie natężenie turystyczne jest umiarkowane.
Oslo plaże fiord
W Oslo znajdziemy piękne nabrzeże z kilkoma kamienistymi plażami.

 

Malta – zabytki, plaże i słońce

Nowy kraj na naszej liście. Ruszamy we wrześniu chcąc jeszcze przedłużyć sobie lato. Jest gorąco, ale nie tracimy czasu i zwiedzamy dokładnie wyspy wynajętym samochodem, co samo w sobie już jest wyzwaniem.

Naszym punktem wypadowym jest Sliema ze wspaniałym widokiem na stolicę Valletta. Objeżdżamy wyspę ze wszystkich stron. Płyniemy łódką do jaskiń Blue Grotto, spacerujemy po klifach Diglii, podziwiamy starożytne miasto Mdina czy podziwiamy zachód słońca w nadmorskiej wiosce Marsaxlokk. Do tego odpoczywamy na licznych plażach jak: zatoka św. Piotra, Ramla, Złota zatoka.

Nie omijamy również wyspy Gozo, której surowy krajobraz, zabytki sakralne oraz małe wioseczki urzekły nas. Cały dzień przeznaczamy również na wycieczkę łódką na piękną wysypkę Camino, która słynie z krystalicznej wody w zatoce Blue Lagoon. Nasza mała podróżniczka również musi skorzystać z atrakcji i zabieramy ją do parku Popeye. Niesamowite miejsce stworzone na potrzeby filmu z bajecznymi domkami i licznymi atrakcjami dla dzieci.

Na deser zostawiamy sobie wizytę w najmniejszej stolicy Europy oraz trzech miastach. Valletta jest malutka, ale wygląda jak muzeum. Ilość zabytków jest ogromna. A spacer wzdłuż wąskich uliczek to sama przyjemność.

Malta
Klify Diglii…komentarz zbędny.
Park rozrywki Popeye, warto tam spędzić większa część dnia. Na pewno nie będziemy się nudzić!
Wyspa Camino wraz z plażą Blue Lagoon.
Wyspa Camino wraz z plażą Blue Lagoon.
Valletta blog podróżniczy
Valletta, setki uliczek, dobre jedzenie.

 

Izrael  – wiele religii i mnóstwo historii

Listopad w Polsce nie jest naszym ulubionym miesiącem. Szybka decyzja i uciekamy tam gdzie ciepło. Izrael od dawna był na naszej liście.

Podróż miała charakter bardzo sentymentalny. Dla nas Izrael to kraj bardzo różniący się od tych, które do tej pory widzieliśmy z powodu bardzo zagmatwanej historii. To wszystko spowodowało, że nie była to tylko podróż typowo turystyczna, ale z mocnym zabarwieniem politycznym w tle. Dla naszej Zosi, która jest bardzo dobrze zaznajomiona z historiami ze Starego i Nowego Testamentu wyjazd był bardzo ciekawy. Wszystkie miejsca były dla niej ciekawe i bardzo dopytywała się jaka z tym miejscem wiąże się historia. Bajki z cyklu Historie Biblijne zrobiły swoje 🙂

Po raz kolejny wypożyczyliśmy samochód i rozpoczynając od północy kraju przemierzyliśmy tereny Nazaretu, jeziora Galilejskiego, pięknej Akky i Hajfy. Nie ominęliśmy oczywiście fortecy Masady na południu i wykąpaliśmy się w Morzu Martwym.

Jerozolima najbardziej nam się spodobała. Klimat Starego Miasta, gdzie cztery religie się ścierają jest niesamowity. Ilość zabytków jest ogromna i kilka dni na zwiedzanie to za mało. Wibrujący i nowoczesny Tel Aviw był idelnym zakończeniem wyjazdu.

morze martwe jak dojechać
Morze Martwe, pływanie w kwasie solnym jest tak samo przyjemne jak i niebezpieczne.
Tani nocleg w jerozolimie
Jerozolima, panorama na stare miasto z naszego hostelu.
Twierdza Masada nad Morzem Martwym. Konieczny punkt w programie zwiedzanie i koniecznie wcześnie rano lub przed zamknięciem.
Tel Awiw, to dobre miejsce na odsapnięcie od tłumów i zgiełku ciasnych uliczek Jerozolimy

 

Polska – w domu zawsze najlepiej

Uwielbiamy podróże po Polsce. Z roku na rok odkrywamy coraz więcej. W tym roku ruszyliśmy znów na wschód, który nas już raz oczarował. Udało nam się spędzić długi weekend czerwcowy na Roztoczu. Chodziliśmy, kąpaliśmy się, jeździliśmy na rowerze i pływaliśmy kajakiem.
Był Roztoczański Park Narodowy, Czartowe Pole, Zamość, Susiec, Józefów i Krasnobród. Wypoczęliśmy i aktywnie spędziliśmy te parę dni.

Jadąc po raz kolejny na wschód nareszcie zwiedziliśmy piękne miasto Lublin a udało się to podczas międzynarodowego Festiwalu Sztukmistrzów. Nie zapomnieliśmy o wizycie w naszym ukochanym mieście Sandomierzu. Która to już wizyta? Oj trudno zliczyć.|

Cały dzień zwiedzaliśmy również świętokrzyskie miasteczka jak: Koprzywnica, Klimontów, Opatów oraz niesamowity zamek Ujazd.

W sierpniu po pobycie w Norwegii ruszyliśmy na zachód Polski. Dolny Ślask nadal jest dla nas nieodkrytą kartą ale z roku na rok chcemy spędzać w tym regionie więcej czasu. Teraz nareszcie zobaczyliśmy kościoły pokoju w Jaworze i Świdnicy, zamek Książ i Bolków, przespacerowaliśmy się wzdłuż kolorowych jeziorek w Rudawskim Parku Krajobrazowym oraz w pięknym mieście Świdnica, której starówka mnie całkowicie zachwyciła.

Nie bylibyśmy sobą, bez wizyty w polskich górach. Kolejne szlaki w polskich Beskidach za nami chociaż w tym roku ilość wyjazdów była mniejsza. Zosia rośnie i noszenie jej na plecach przez całą trasę już nie wchodzi w grę. Na szczęście już kilka szlaków prostych pokonała na własnych nogach. Oby tak dalej 🙂

Wycieczki jednodniowe podczas weekendów to nasza codzienność. Atrakcje Górnego Śląska w większości poznaliśmy ale jeszcze parę miejsc warto odwiedzić. Czas aby to spisać.

Wszystkie wpisy z Polski znajdziecie TUTAJ

szumy nad tanwią gdzie jechać roztocze
Jest tyle miejsc w Polsce które zachwycają.
Kajaki na roztoczu są bardzo popularną aktywna forma wypoczynku.
W trasie po Polsce zawsze nas coś zachwyci!
Festiwal sztukmistrzów w Lublinie, na tę imprezę warto zarezerwować cały dzień a nawet dwa!

A jak Wasze tegoroczne wspomnienia? Co najbardziej zapamiętaliście?

Jak zapowiada się rok 2019?

Nic nie planujemy … taki jest plan. Zobaczymy jak będzie.

Ten rok na pewno będzie inny 🙂


Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Preikestolen – symbol Norwegii, nareszcie!:)

Ile razy widzieliśmy ten widok?
Skalna półka  – Preikestolen z widokiem na góry i piękny fiord.
Z tym zawsze kojarzyła mi się Norwegia i chociaż byliśmy już kilka razy na tej ziemi to jakoś nie udawało się dotrzeć.

W tym roku szybka decyzja i nareszcie się udało. Zanim dotarliśmy z Oslo na miejsce po drodze zatrzymaliśmy się na noclegu w Sauda (poczytaj TUTAJ), skąd następnego dnia ruszyliśmy już na południe. Nie byle jak…
Tylko piękną trasą Ryfylke, która należy do jednej z 18 tras widokowych w całej Norwegii. Generalnie dla mnie cała Norwegia jest piękna ale dedykowane trasy to już bajka.
Z Saudy drogą 520 wzdłuż fiordu kierujemy się na południe. Po przepłynięciu promem z Nesvik do Hjelmeland drogą numer 13 dojeżdżamy do miejscowości Jørpeland. Na parking, skąd prowadzi już szlak na Preikestolen mamy tylko 13 km.

Na szlak po zjedzeniu przygotowanego własnego obiadu:) na kuchence ruszamy w samo południe i do tego w niedzielę. Chyba pierwszy raz tak późno wychodziliśmy w góry. Ale cóż nie było wyjścia. Widoki po drodze skutecznie powodowały, że musieliśmy się zatrzymać.

Jaki jest Preikestolen?

Ruszamy oczywiście w trójkę, z nosidłem i pełnym plecakiem potrzebnych rzeczy. Szlak ma długość 4 km i planowany czas przejścia do około 2h. Szlak nie jest bardzo trudno. Czasami wspinamy się do góry po kamiennych stopniach, płaskich szerokich skałach albo chodzimy po drewnianych kładkach ułożonych na bagnistym terenie. Dookoła lasy i małe jeziorka. Zosia dzielnie kroczy na własnych nóżkach. Ludzi ogrom. Czuję się jak na trasie do Morskiego Oka ale gdy już dochodzimy na miejsce jest bosko.

Preikestolen to półka skalna (inaczej ambona) na wysokości 604 m nad Lysefjord, który ma aż 40 km długości. Półka ma wymiary 25 x 25 metrów. Gładkie ściany o długości 300 m doprowadzają do zawrotów głowy. W powierzchni skały widać już szczelinę, która podobno z roku na rok się powiększa. Jest to również popularne miejsce wśród samobójców, którzy potrafią przybyć tutaj z wielu miejsc na świecie.

Tyle razy to widzieliśmy, ale w rzeczywistości wygląda to jeszcze lepiej. Wychodzimy wyżej i spokojnie siadamy podziwiając ten ogrom przed nami. Prawie trzy godziny mijają w mgnieniu oka. Kolejni ludzie odchodzą a przychodzą nowi. Każdy próbuje mieć zdjęcie nad krawędzią. My jakość lepiej czujemy się na górze 🙂
Czas wracać i poszukać jakiegoś pola namiotowego. Ale z chęcią zostalibyśmy na górze na noc.

Informacje praktyczne – Preikestolen:

– przy szlaku znajdują się dwa parkingi. Długość trasy z jednego na drugi jest taka sama. Cena 200 NOK/samochód
– szlak długości około 4 km. Przejście zajmuje około 2h. Trasa oznaczona czerwoną literą T. Po drodze zauważycie informacje
– nocleg na kempingu Landa Park w Forsand – 300 NOK/namiot + 3 os www.landapark.no


Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 

Rjukan, Sauda i droga Ryfylke – znów wracamy do Norwegii

Czy Norwegia może się znudzić?

Jeżeli lubicie naturę i piękne widoki to raczej nie. W Norwegii jest tego dostatek. Dlatego tak lubimy tam wracać. Oczywiście pogoda jest czasami kapryśna, ale jak mówią Norwedzy „ to nie pogoda jest zła tylko ubranie”
Ostatni nasz wypad obejmował kilka fiordów (Geirangerfjord, Sognefjord, Naerfjord), piękne trasy widokowe (droga śnieżna), lodowiec i norweskie miasteczka.
Więcej pisaliśmy TUTAJ

W tym roku wyjazd był całkowicie spontaniczny. Jeszcze na początku sierpnia nie wiedzieliśmy gdzie pojechać za dwa tygodnie. Pogoda w Norwegii od ponad dwóch miesięcy była piękna co było dość dużym zaskoczeniem.
Podczas naszego tygodniowego pobytu oczywiście wyskoczyliśmy na parę dni a resztę spędziliśmy w Oslo, które lubimy i znamy dosyć dobrze nie tylko od strony atrakcji turystycznych, które musimy wreszcie opisać na blogu.

Pierwsza cześć naszej trasy w Norwegii

Kopalnia srebra w Norwegii

Zaczynamy nasz wyjazd w Oslo. Zapakowani w cały sprzęt kempingowy i zapas jedzenia ruszamy z Oslo na zachód. Kierujemy się na miasto Drammen a później Kongsberg, w którym na pewno warto zobaczyć dawną kopalnie srebra, w której obecnie zorganizowane jest muzeum przedstawiające ponad 350 letnią historię wydobycia srebra w tym miejscu. Duża atrakcją jest możliwość uczestniczenia w wycieczce z przewodnikiem, która zabierze nas 342 metry poniżej powierzchni i 2,3 kilometra w głąb góry. Tym razem nie zostaliśmy na dłużej w tym mieście, ale jest na naszej liście.

 

Stavkirrken w Heddal

Kościół w Heddal

Jedziemy dalej na zachód. W miejscowości Heddal zatrzymujemy się przy największych kościele klepkowym inaczej słupowym (stavkirrken) w Norwegii. Jest on jednym z 28 tego typu pozostałych w całym kraju. Kościoły są drewniane i należą do najstarszych drewnianych zabytków w Europie. Norweskie kościoły słupowe powstawały pomiędzy X a XIII w. i miały od jednej do trzech naw. Elewacje pięknie zdobione zwierzętami, głowami smoków i inskrypcjami.
W Polsce również znajdziemy kościół słupowy – świątynię Wang przeniesioną wprost z Norwegii do Karpacza.

Rjukan mroczne miasto

Odbijamy na północ w stronę miejscowości Rjukan. Miasta dość niezwykłego. Położony w głębokiej dolinie przy szczycie góry Gaustatoppen przez 6 miesięcy w roku cierpi na brak światła. Dzięki innowacyjnemu projektowi od 2013 roku sytuacja zmieniła się. Ustawione ogromne lustra powyżej miasta odbijają światło słoneczne podczas miesięcy zimowych i dzięki temu, chociaż cześć miasta nie jest uwięziona w cieniu. Rjukan a zwłaszcza góra Gaustatoppen (1883 m n.p.m) jest odwiedzana przez cały rok. Jest ona uznawana za najpiękniejszą w Norwegii a ze szczytu przy dobrej pogodzie możemy podziwiać aż 1/6 powierzchni Norwegii. Wyjazd na szczyt również jest możliwy dzięki specjalnej kolejce, która jedzie wydrążonym tunelem w samej górze. Norwedzy to mają pomysły 🙂
My podziwiamy górę wyjeżdżając na przeciwległy szczyt kolejką Krossobannen. Gaustatoppen wygląda jak wulkan z tej stron, chociaż szczyt jest wyjątkowo szpiczasty.

Rjukan
Kolej Krossobannen

Rjukan
góra Gaustatoppen wygląda niesamowicie

Rjukan
mejscowość Rjukan jest głęboko schowana na dnie doliny

Widokowa trasa Ryfylke – cześć I

Jedziemy dalej na zachód do Saudy. Od Røldal zaczyna się widokowa trasa Ryfylke. Kolejna piękna trasa, którą poznajemy. Widoki przypominają nam tereny płaskowyżu Hardangervidda. W końcu droga przebiega przy południowych jego terenach.
Na nocleg zatrzymujemy się w Saudzie. Miejscowość znajduje się nad fiordem a sam kamping tuż nad jego brzegiem. Miejsce jest piękne zarówno o zachodzie jak i wschodzie słońca. Aż żal wyjeżdżać.

Piękny Kemping w Saudzie.



Dalsza część trasy na południe w stronę Preikestollen to nadal widokowa droga Ryfylke (w kolejnym poście zobaczcie jak to wygląda). Biegnie wzdłuż fiordu drogą 520 aby po przepłynięciu promem ciągnąć się dalej już trasą numer 13. Widoki oczywiście się nie nudzą bo w Norwegii fiordami można się ciągle zachwycać.
Trasa kończy się w miejscowości Oanes, z której kolejnego dnia wyruszyliśmy w kierunku wybrzeża ale najpierw czekała nas dawno wyczekiwana wycieczka na Preikestolen o czym opiszemy w kolejnym poście.

Sami zobaczcie czy nie jest pięknie?








Informacje praktyczne:

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Saty i jezioro Kaindy czyli zatopiony las

Jezioro Kaindy niewątpliwie wraz z parkiem Altyn Emel, Kanionem Szaryńskim czy jeziorami Kolsai jest największą atrakcją południowo – wschodniego Kazachstanu.

Jezioro Kaindy (inaczej Kajyngdy) znajduje się w parku narodowym Kolsai na wysokości 1867 m n.p.m. Ma 400 metrów długości, a woda jest koloru turkusowego. Połączeniu krystalicznie czystej wody wraz wystającymi ponad jej taflę białymi świerkowymi kikutami, robi niesamowite wrażenie.
Jezioro powstało zaledwie w 1911 roku w wyniku trzęsienia ziemi. Spadające kamienie utworzyły naturalną zaporę w miejscu gdzie znajdował się las. Początkowo drzewa były całkowicie pod powierzchnią wody dopiero w 1980 roku lawina wodna zmniejszyła wielkość jeziora i tym samym pnie drzew zaczęły być widoczne nad powierzchnią wody.

Widok o poranku, zdecydowanie lepsze światło do fotografowania odnajdziemy po przeciwnej stronie jeziora.

W piękny słoneczny dzień, a taki właśnie mieliśmy, turkusowa woda w połączeniu z wystającymi pniami drzew wygląda jak nie z tego świata.

Oczywiście niska temperatura wody, zaledwie 6 stopni odstrasza, ale znajdują się chętni którzy zatopione konary drzew również chcą obejrzeć w ekwipunku nurka. A widok musi być dość niesamowity sądząc po zdjęciach obecnych w sieci.

Obchodzimy jezioro prawą stroną i widok z tej perspektywy bardziej nam przypada do gustu. W prawym górnym rogu brama jeziora do której po chwili dochodzimy.

 

Już przyjemniejsze światło do fotografowania. Zdjęcie z drona.

 

Widok z drugiej strony jeziora Kaindy.

 

Sami i szczęsliwi

Dojazd do jeziora Kaindy

Temat zasługuje na osobny paragraf, bo chociaż trasa z Saty ma tylko 12 km to trwa nawet ponad godzinę. Wyjazd na drogę prowadzącą do jeziora nie jest trudny. Tuż przy wjeździe do małej wioski Saty po lewej stronie za cmentarzem znajdziecie drogę szutrową, która prowadzi w górę, a przydrożny znak pokazuje, iż w tym kierunku znajduje się właśnie jezioro.  A droga no cóż, dziury, kamienie, rzeka i jeszcze większe dziury. Tempo 10 km/h. Do tego okazało się, że standardowa trasa przecina rzekę a jej część została zniszczona osuwiskiem. Pozostaje nam tylko jechać wzdłuż rzeki i dotrzeć do dalszej części drogi. Na szczęście jej poziom był niewysoki. Po 8 km podskakiwania na każdej dziurze dojechaliśmy do budki strażników, gdzie po opłaceniu wstępu niestety trasa się nie kończy. W pewnych momentach jest nieciekawie, ogromne kałuże i błoto i  nasz samochód choć 4 x 4 momentami mocno się poci!

Początek trasy do jeziora Kaindy, osobówka do rzeki da radę, potem nie polecamy.

Najlepiej idzie starym gazikom, które chętnie są wynajmowane przez turystów. Dojeżdżamy do parkingu ale strażnicy mówią, że możemy jechać jeszcze wyżej, gdzie również znajduje się parking. Trasa bardzo wąska ale na szczęście jesteśmy z samego rana i lekko poza sezonem.

Rzeczna trasa, trochę się napociliśmy i zjedliśmy nerwów w trakcie 15 minutowego przejazdu.
Szlaban przed wjazdem na teren jeziora. Przed nami jeszcze 2 km jazdy autem.

Z górnego parkingu, gdzie możemy odpocząć pod wiatami do jeziora prowadzi 10 min szlak. Schodzimy nad taflę wody, robimy kilka zdjęć ale dużo ładniejsze widoki uświadczymy obchodząc jezioro drużką prawej sronie. Niestety nie ma możliwości zrobić pętli wokół jeziora.
Po ponad 2 godzinach wracamy do wioski Saty, której okolica bardzo nam się podoba.

Rozpoczynamy mały rekonesans po okolicy. Za widocznym pagórkiem kolejny i kolejny. Saty.

Saty

Opis dojazdu do Saty jest równie ciekawy więc zdecydowanie nie możemy go ominąć w naszym opisie.

Z Kegen, w którym zabawiliśmy trochę czasu (zobacz jedno z najpiękniejszych dla nas miejsc w Kazachstanie) ruszyliśmy w stronę miejscowości Saty. Google maps pokazuje dwie trasy drogą A-351 (na Ałmaty) i potem P-16 albo no właśnie oznaczenia trasy nie znajdziemy ale droga w miejscowości Zhanalsh łączy się z drogą P-16. Mapy offline pokazują raczej tą pierwszą trasę.

My oczywiście nie chcieliśmy jechać trasą, której cześć pokonaliśmy wcześniej więc ruszyliśmy trasą bez numeru.

Odcinek od Kegen do Shyrganak posiada jako taki asfalt. Później jest coraz gorzej. Przez parę kilometrów jechaliśmy po utwardzonym piachu, gdyż trwały pracę drogowe. Po wyjechaniu na ponad 2000 m n.p.m. mamy tylko dziurawą drogę, ale za to widoki cudowne. Zatrzymujemy się bardzo często podziwiając ośnieżone góry, piękne zielone doliny i … cmentarze, które niesamowicie wyglądają wśród zielonych traw.

Trasa do Saty z Kegen jest niesamowita.
Trasa do Saty sie buduje..jeszcze kilka wiosen upłynie zanim to się stanie.

Na trasie pomiędzy Togyzbulak a Saty asfaltu coraz więcej i komfort jazdy znośny.

Saty jest małą wioską, która staje się bardzo popularna wśród turystów dzięki sąsiedztwu jezior Kaindy (o tym wspominałam powyżej ) oraz trzem jeziorom Kolsai. Niestety nie udało nam się ich zobaczyć z powodu lawiny błotnej, która całkowicie odcięła drogę dojazdową do jezior. Ale jeżeli będziecie na miejscu zdecydowanie polecamy.

Sami w fantastycznych okolicznościach przyrody.

Saty otoczone jest górskimi łańcuchami i poprzecinane korytem rzeki.  Jest świetną bazą wypadową w okoliczne góry. Nie ma tu szlaków. Po prostu ruszyliśmy przed siebie. Pokonując jeden  pagórek naszym oczom pojawiaj się następny i następny.. Do tego trafiło się małe jeziorko a wszędzie podziwialiśmy pasące się konie. Góry pięknie wyglądają, jakby falowały. Jesteśmy wiosną więc jest zielono, ale również brązowo. Najwyższe szczyty pokryte są jeszcze śniegiem.
Zakochaliśmy się w tym miejscu.

 

Informacje praktyczne:

Wstęp nad jezioro Kaindy – 740 KZT/os; 200 KZT/samochód

Nocleg w Saty tuż przy wjeździe za stacją benzynową, przy drodze po lewej stronie „u Szynara” – 10 000 KZT/os; posiłek – 1000 KZT/os

Nocleg oferują jeszcze inne rodzinne domy. My widzieliśmy trzy oznaczone nazwą ” gastinica”

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Kazachstanie znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Kegen i jego piękne okolice wraz z wizytą nad jeziorem Tuzcol

Wiedzieliśmy, że największe atrakcje południowo – wschodniego Kazachstanu nam się spodobają, ale nie wiedzieliśmy, że znajdziemy miejsca jeszcze piękniejsze (subiektywnie) i to nie na głównym szlaku turystycznym.

Czy każdemu tam się spodoba ? Tego nie możemy obiecać, ale my w okolicach Kegen odnaleźliśmy przestrzeń spokoju.

Naszą bazą wypadową była miejscowość Kegen. Nic o niej nie wiedzieliśmy. Nie była nawet w naszym planie. Jedyne co wiedzieliśmy to to, że chcemy zobaczyć jezioro Tuzcol, które znajduje się niecałe 20 km od granicy chińskiej i około 70 km właśnie od Kegen.

Po wizycie w Kanionie Szaryńskim ruszyliśmy w stronę granicy chińskiej nie mając pojęcia czy gdzieś po drodze uda nam się znaleźć nocleg. Większość turystów spała w miejscowości Szonża skąd robiła jednodniowy wypad nad jezioro (widzieliśmy tam dwa rozsądne hostele przy głównej ulicy). My na szczęście mieliśmy czas więc po prostu jechaliśmy przed siebie. Nas czas w żaden sposób nie gonił, ruszyliśmy więc dalej nie martwiąc się za nadto o nocleg czy pogodę.

Kegen znalazło się na naszej trasie. Niepozorne miasteczko, gdzie przy głównej ulicy toczyło się całe życie. Jeden plac zabaw, kilka kafejek, stacja benzynowa przy wjeździe…chyba zagościmy tutaj na dłużej. Wysokościomierz w zegarku wskazuje wysokość ok.1700 m n.p.m. Myślimy, parę pięter i śpimy na Kasprowym wierchu. Miasteczko otoczone ze wszystkich stron, oddalonymi o kilkanaście kilometrów ośnieżonymi górami.  Zostajemy, tylko ….Czy znajdziemy tutaj nocleg? Tak, tylko jeden zaszyty gdzieś w jednej z bocznych uliczek z napisem „Kegen”. Na próżno szukać go w internecie. Facjata hotelu odstrasza.  Szukamy dalej…na darmo! Wracamy pod nasz piekny Hilton 🙂 i dobrze!

Hotel Kegen.

W środku jest całkiem miło i bezpiecznie. Wybieramy nieduży pokój trzyosobowy. Toaleta w korytarzu i odpadające drzwi kabiny prysznicowej w komórce przy wejściu. Ale piękne okolice miasteczka, dostęp do wifi i bycie jedynymi turystami spowodowały, że zostajemy na trzy noclegi. W budynku mieści się centrala taksówek więc przygotujcie się, że telefon dzwoni non stop 🙂 (nocami taxi nie kursuje)

Metraż w sam raz.

No dobrze ale może wreszcie pokażemy Wam dlaczego tak tam fajnie.

Kegen z lotu ptaka…

Główna tętnica tego miasteczka…

Główna ulica miasteczka Kegen

Ciekawe czy ktoś kiedykolwiek zastosował się do tego znaku?

Przestrzeń spokoju…


 

Jezioro Tuzcol

Małe górskie jezioro znajduje się na wysokości 1950 m n.p.m. Nazwa jeziora oznacza słony. I to prawda bo jezioro jest mocno zasolone.
W zależności od pór roku może osiągnąć poziom zasolenia nawet jak w Morzu Martwym w Izraelu. Niestety nie próbowaliśmy czy będziemy swobodnie dryfować na powierzchni. Jest za zimno 🙂

Okolica jeziora jest przepiękna szkoda tylko, że nie możemy zobaczyć szczytów w Tien Shan – Khan Tengri (7,010 m) oraz Pobeda (7,439 m). Jezioro znajduje się na płaskowyżu, ale jest otoczone przepięknie pofałdowanymi górami. Całą drogę od wioski Karasaz nie spotykamy nikogo. Nad samym jeziorem oprócz pasterza na koniu, który wypasał swoje owce nie było nikogo i niczego. Niesamowite, że takie miejsce z takim potencjałem jest nadal nieodkryte. Na miejscu karmimy się widokami i pieścimy uszy ciszą.

Dojazd do Jeziora Tuzcol od Kegen

Pędzimy nad Tuzcol.

i jest….

Jezioro Tuzcol

w takich okolicznościach przyrody chciałoby się zostać jak najdłużej…

Cisza…i cisza.

Napotkany samotny pasterz…




Jak dojechać?
Z Kegen jedziemy drogą A-351 w kierunku do miejscowości Narynkol. Po 35 km odbijamy na północ w drogę podziurawiona jak ser szwajcarski. Dojeżdżamy do wioski Karasaz. Tutaj mamy problemy gdzie jechać, ale miejscowi pomagają chociaż nie wszyscy wiedzą o czym mówimy, bo co dla nas jest atrakcją dla nich jedynie jeziorem otoczonym pastwiskami. Byli całkiem zdziwieni widząc naszą trójkę, pewnie się zastanawiali co nas tutaj przygnało. Przejeżdżamy przez wioskę, na końcu której znajduje się most i zaczyna się droga szutrowa. 10 km i dojeżdżamy na miejsce. Po raz kolejny nie wyobrażam sobie przyjechać tutaj bez samochodu 4×4 po deszczu. W okresie suchym osobówka da radę. Staramy się objechać jezioro ale dla naszego samochodu w pewnych miejscach jest dość grząsko.
Od Kegen nie znaleźliśmy żadnego miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść ale na szczęście znów kuchenka i własny zapas jedzenia się przydał.
Objeżdżamy jezioro od północy i dalej drogą szutrową kierujemy się w stronę miejscowości Tekes na drogę A-351.

Aktasy

Nawet nie wpisujcie w Internecie bo i tak nic nie znajdziecie. Aktasy to mała wioseczka oddalona 20 km od Kegen. Jadąc w stronę jeziora Tuzkol drogą A-351 odbijamy na trasie w lewo po 12 kilometrach.
A po co tam jechać?
Dla widoków. My byliśmy zachwyceni. Dojeżdżając do wioski po drodze podziwiamy piękną dolinę, która ciągnie się wzdłuż drogi a w niej rzeka, która płynie tak jak matka natura tego chciała. Wije się to w lewo to w prawo. Natomiast sama wioska to kilka krótkich szutrowych dróg, ale widok z okolicznych gór niesamowity. Jest położona jeszcze wyżej niż Kegen. Zresztą sami zobaczcie.

Lokalizacja Aktasy

Ładnie co? W przewodnikach cisza…Aktasy!

Wjeżdżamy…Aktasy.

Podróże smakują lepiej razem! W tle Aktasy.

Okoliczny cmentarz. Aktasy.

W oddali Aktasy.


Karkara

Jadąc w kierunku granicy z Kirgistanem drogą A-362, która znajduje się zaledwie 40 km od Kegen mijamy wioskę Karkara. Wioska bardzo biedna patrząc na obejścia domostw. Znów kilka ulic. Płoty sklecone z wszystkiego co dla nas byłoby jedynie odpadem przemysłowym bo każdy kawałek drewna jest na miarę złota. Mieszkania buduje się tutaj ze starych stołów szaf, a sztachety w płocie ciężko uświadczyć.  Wioska otoczona z jednej strony piękną doliną rzeki a z drugiej  wyższymi partiami gór gdzie możemy znaleźć „słoną” rzekę. Dojazd do niej zajął nam dość trochę czasu. Oczywiście nie ma żadnych znaków. Jedynie kierowaliśmy się włączonym gps’em i niewyraźnym śladem rzeki na satelicie mapy google. Nie polecamy trasy po deszczach bo raczej oprócz pasterzy lub psów nie spotkacie nikogo.

Może je kiedyś napotkacie…Karkara

Karkara i meczet.


Dojazd do solnej rzeki od Kegen

Droga do słonej rzeki.

I jesteśmy…jazda dalej robi się niebezpieczna…

To nie śnieg.

Buleksaz, Shyrganak

Wioski tym razem nie są naszym celem, ale droga od Kegen do nich jest warta zatrzymania się i to nie raz. Piękne ośnieżone góry w oddali i znów cudowna dolina z rzeką. Nie ma co opisywać zdjęcia oddadzą to piękno.






   

i Krotki filmik z okolicy Kegen

Informacje praktyczne:
– nocleg w Kegen – 7000 KZT
– jedzenie w restauracjach: jedliśmy w trzech miejscach: Kafe Khan Tengri, w „barze” mlecznym przy głównej ulicy oraz po drugiej stronie ulicy od naszego „hotelu”

Więcej wpisów z Kazachstanu znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Jak aktywnie spędzić czas na Roztoczu?

Odkrywanie Polski wciągnęło nas na dobre dopiero od paru lat.
Polskie góry darzymy ogromną miłością i możemy spędzać w nich każdy weekend, o czym niejednokrotnie Wam wspominaliśmy (TUTAJ), ale od trzech lat coraz częściej odwiedzamy inne regiony.

Śląsk poznaliśmy już prawie w całości więc czas udać się trochę dalej. W tamtym roku zakochaliśmy się w Podlasiu (wpisy znajdziesz TUTAJ) i kolejny raz w tym roku chcieliśmy udać się na wschód. Tym razem padło na Roztocze.

Co można zobaczyć na Roztoczu? I jak spędzić aktywnie czas nawet z dzieckiem?
Zacznijmy jednak od tego co nazywamy Roztoczem.
Roztocze to kraina geograficzna która ciągnie się od Kraśnika aż do Lwowa. Polska część Roztocza dzieli się na trzy części: Roztocze Zachodnie (od Kraśnika do Zwierzyńca, gdzie znajdziemy suche doliny, lessowe wąwozy i małą ilość drzew); Roztocze Środkowe (od Zwierzyńca do Narola, najbardziej rozbudowana turystycznie i atrakcyjna część); Roztocze Południowe (od Narola do Horyńca Zdrój z lesistymi wzgórzami i drewnianymi cerkwiami).

Zobacz naszą trasę po Roztoczu

Roztocze aktywnie

W tym roku odwiedziliśmy Roztocze Środkowe i dzięki cudownej pogodzie mogliśmy spędzić tam czas bardzo aktywnie. Chodziliśmy, kąpaliśmy się, jeździliśmy na rowerze i pływaliśmy kajakiem.

Roztocze pieszo

Na Roztoczu wytyczono aż ponad 1000 km pieszych szlaków turystycznych i ścieżek dydaktycznych i spacerowych. Szlaki i ścieżki biegną przez Roztoczański Park Narodowy, cztery parki krajobrazowe: Szczebrzeszyński, Krasnobrodzki, Puszczy Solskiej, Południoworoztoczański oraz ponad 30 rezerwatów.
Najciekawsze z szlaków to Szlak Centralny, Walk Partyzanckich, Krawędziowy, Szumów czy ścieżka „Czartowe Pole”.

Zanim dotrzemy do „Czartowego Pola” zatrzymujemy się w Józefowie, głównego ośrodka kamieniarskiego Roztocza. Po krótkim pobycie w centrum, gdzie podziwiamy rzeźby wapienne i piękny budynek synagogi, gdzie obecnie znajduje się biblioteka. Jedziemy w kierunku 20 metrowej wieży. Baszta znajduje się tuż przy kamieniołomie Babia Dolina. Spacerujemy wzdłuż krawędzi i dochodzimy do starego cmentarza żydowskiego, którego niektóre nagrobki powoli zarastają wysoką trawą.
Jedziemy 13 km w stronę miejscowości Susiec i zatrzymujemy się na parking w lesie przy rezerwacie „Czartowe Pole”. Legenda głosi, że w tym miejscu kiedyś „jeno czarci tam hasali”. Rezerwat obejmuje 4 kilometrowy odcinek rzeki Sopot. Trasa dydaktyczna to 2 km i jest poprowadzona ścieżką górną (wierzchowiną) i dolną (urwistym brzegiem rzeki). My wybieramy się dolną przez drewniane pomostu i po schodach z poręczami. Po drodze mijamy pomnik Szkoły Podchorążych Sanitarnych z 1931 roku, mogiły partyzantów poległych w 1943 roku oraz ruiny budynku papierni z 1931 roku, w który wdziera się coraz bardziej las.

Ruszamy dalej w kierunku miejscowości Susiec i za znakami docieramy do parkingu przy „Szlaku Szumów”. Jest to jeden z najpiękniejszych i najciekawszych szlaków pieszych Roztocza, długości 17km. Tworzy pętle, rozpoczynając się i kończąc w Suścu. My wybraliśmy się od parkingu w Rebizantach na 3 km ścieżką przyrodniczo – dydaktyczną „Szumy nad Tanwią”. Na trasie wzdłuż rzeki podziwiamy 24 pomosty skalne, które w korycie rzeki tworzą małe wodospady. Przechodzimy wzdłuż dwóch brzegów pokonując dwa nieduże mostki. Trasa jest popularna, ale naprawdę warto tu wpaść.

Na zakończenie dnia będąc w rezerwacie w Krasnobrodzie odwiedzamy piękną drewnianą kaplicę św. Rocha w której nagrywane były sceny filmu „Wyklęty”.

Roztocze aktywnie
kamieniołom w Józefowie

Roztocze aktywnie
cmentarz żydowski w Józefowie

Roztocze aktywnie
baszta w Józefowie

Roztocze aktywnie
rezerwat Czartowe Pole

Roztocze aktywnie
dawny budynek papierni

Roztocze aktywnie
rezerwat Czartowe Pole

Roztocze aktywnie
rezerwat Czartowe Pole

Roztocze aktywnie
„Szumy nad Tanwią”

Roztocze aktywnie
„Szumy nad Tanwią”

Roztocze aktywnie
„Szumy nad Tanwią”

Roztocze na rowerze

Roztocze jest wspaniałym miejscem na rowerowe wycieczki. Trasy są dość łagodne więc każdy w każdym wieku może z nich korzystać. Główną trasą rowerową jest Centralny Szlak Rowerowy, który prowadzi przez najciekawsze miejsca w Polsce i na Ukrainie. Tras jest bardzo dużo i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronach www.jkr.org.pl lub www.roztoczewita.pl

Wybraliśmy trasę od Zwierzyńca do Florianki. Po przyjeździe do Zwierzyńca zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu przy Browarze Zwierzyniec. Jeżeli nie mamy własnych rowerów to nie problem, gdyż wiele miejsc noclegowych je oferuje, ale również tuż za bramą Browaru znajduje się wypożyczalnia. Dostępne są również rowery z siedzeniem dla dziecka. Cena 5 zł/h.
Najpierw niespiesznie zwiedziliśmy niewielkie centrum. Na jednej z czterech wysp stawu w środku miasta znajduje się mały, ale bardzo fotogeniczny murowany kościółek pw. Św. Jana Nepomucena. Wybudowany w XVIII w. ze względu na swoje położenie nazywany jest kościołem „na wyspie” lub „na wodzie”. Po drugie stronie ulicy oglądamy piękny biały budynek byłego zarządu ordynacji zamojskiej, gdzie obecnie mieści się szkoła. W sąsiednim parku powstały trasy spacerowe wokół niedużych stawów zwanych „Zwierzyńczykiem”. W centralnej części znajduje się kanał, po którym niegdyś Marysia Sobieska pływała gondolami weneckimi.

Jedziemy w stronę Starego Browaru. Budynek wzniesiony w 1802-1806 roku pięknie jest odnowiony. Tuż za bramą w ogródku piwnym możemy spróbować tego lokalnego trunku.
Drogą Plażową kierujemy się w stronę wjazdu do Parku Narodowego. Po drodze mijamy dawny Pałac Plenipotenta, czyli zarządcy dóbr zamojskich zwany „Plenipotentówką”. Willa drewniana, dwupiętrowa w stylu szwajcarskim obecnie jest siedzibą Roztoczańskiego Parku Narodowego. Natomiast po drugiej stronie, gdzie również możemy zaparkować, znajduje się Ośrodek Edukacyjno-muzealny RPN z wystawą oraz informacja turystyczną.

My jednak podążamy dalej i żółtym szlakiem dojeżdżamy do doklejonego parkingu przy Stawach Echo, które są bardzo popularne w ciepłe, letnie dni. Powstały w latach 20 i 30 XX w. w celach hodowlanych, ale obecnie powstało tam kąpielisko z piękną plaża. Nadal stawy chronią liczną grupę płazów a nad ich brzegami możemy spotkać wolno pasące się koniki polskie.
Odjeżdżamy od parkingu i po parunastu metrach dojeżdżamy do wieży widokowej skąd można obserwować wszystkie stawy. Jadą dalej na naszych rowerach dojeżdżamy do szlabanu, gdzie dalej jest już poprowadzony tylko ruch pieszy i rowerowy.
Jesteśmy w Roztoczańskim Parku Narodowym powstałym dopiero w 1974 r. Zajmuje 8483 ha, a lasy to aż 93% parku. Szutrowa trasa rowerowa jest wystarczająco szeroka i bardzo dobrze utrzymana. Po drodze zatrzymujemy się przy kładce nad Czarnym Stawem oraz przy dawnej leśniczówce. Naszym celem jest Florianka czyli była osada Leśników Ordynacji Zamojskiej. Obecnie znajduje się tam Ośrodek Hodowli Zachowawczej Konika Polskiego. Na pobliskich pastwiskach mogliśmy je oglądać. Niewysokie koniki spodobały się szczególnie Zosi.

Roztocze aktywnie
Zwierzyniec i kościół „na wodzie”

Roztocze aktywnie
„Zwierzyńczyk”

Roztocze aktywnie
Browar Zwierzyniec

Roztocze aktywnie
stawy Echo w Zwierzyńcu

Roztocze aktywnie
Stawy Echo

Roztocze aktywnie
ścieżka rowerowa w Roztoczańskim Parku Narodowym

Roztocze aktywnie
Roztoczański Park Narodowy

Roztocze aktywnie
Czarny Staw

Roztocze aktywnie
dawna Leśniczówka w Roztoczańskim Parku Narodowym

Roztocze aktywnie
wystawa w budynku leścniczówki

Roztocze aktywnie
Florianka – hodowla konika polskiego

Roztocze w kajaku lub w wodzie

Super pomysłem na kolejną aktywność na Roztoczy są spływy kajakowe. Najpopularniejsze organizowane są na rzece Wieprz i Tanew. Dodatkowo rzeka Lada i Por. Spływy są bardzo różnorodne jak kilkugodzinne, całodniowe, kilkudniowe czy rodzinne. Liczba firm oferująca te usługi jest bardzo liczna, dzięki czemu nie musimy się specjalnie umawiać bo w określonych miejscach na rzece są specjalne ich „punkty”.

Po krótkiej wizycie w ciekawej Zagrodzie Guciów, która jest mini skansenem, jedziemy dalej w stronę miejscowości Bondyrz. Przy starym drewnianym młynie delektujemy nasze podniebienia pieczonym pstrągiem.
Widzimy dużo osób płynących kajakami i sami nabieramy ochoty na taki spływ. Krótka rozmowa z jednym z organizatorów i już po 10 minutach jedziemy w górę rzeki Wieprz. W miejscu Hutki wsiadamy w nasz kajak. Około 2 h płyniemy w dół rzeki. Jest cicho, spokojnie i jesteśmy sami. Rzeka jest płytka z przeźroczystą wodą, z wysokimi szuwarami. Kaczki pływają koło nas i jest pięknie.

Jeżeli marzymy tylko o kąpieli i relaksie na plaży na Roztoczu znajdziemy bardzo dobrze przygotowane kąpieliska z miękkim piaskiem we Frampolu, Krasnobrodzie, Janowie Lubelskim, Zwierzyńcu, Majdanie Sopockim i Józefowie. Dodatkowo z całkiem przyzwoicie rozwiniętą infrastrukturą gastronomiczną.

Kapaliśmy się na trzech kąpieliskach i bardzo je polecamy.
Wspomniane wcześniej Stawy Echo w Roztoczańskim Parku Narodowym z piękną plażą z białym piaskiem i bardzo ładnym widokiem. Kąpielisko w Krasnobrodzie jest duże i dobrze rozwinięte. Ostatnie, które odwiedziliśmy to w Józefowie. Jest mniejsze ale tym samym bardziej kameralne.

Roztocze aktywnie
Zagroda Guciów

Roztocze aktywnie
dawny młyn w miejscowości Bondyrz

Roztocze aktywnie
stawy Echo

Roztocze aktywnie
stawy Echo

Roztocze aktywnie
zalew w Krasnobrodzie

Roztocze aktywnie
spływ kajakowy na Warcie

Roztocze aktywnie
spływ kajakowy na Warcie

Roztocze w siodle

Jeżeli jeszcze czujemy niedosyt to Roztocze w siodle to również świetny pomysł na wypoczynek. Gęsta sieć ścieżek leśnych sprzyja uprawianiu turystyki konnej. Dodatkowo spora ilość stadnin oraz agroturystyk, które oferują konne wyprawy. Popularne szlaki konne to: Szlak Konny „Cwał”; Roztoczański Szlak Konny, czy Ułański Szlak Konny. Szkoda, że nie umiemy jeździć ale chyba czas spróbować.

Na koniec nie zapomnijmy o Zamościu – stolicy Roztocza, który jest jednym z najcenniejszych zespołów staromiejskich i jednym z siedmiu cudów Polski.

Zamość – miasto twierdza

Stare miasto, nie za duże, ale pięknie zachowane. Fortyfikacje odrestaurowano, których budowę rozpoczęto w XVI w. Obecnie możemy podziwiać siedem bastionów z bramami i furtami.
Zamość uznawany jest za renesansowe miasto idealne. Dla nas jest piękne. Nasz popołudniowy spacer zaczynamy od wieży widokowej przy katedrze. Wąskimi uliczkami dochodzimy na rynek, na którym trwa doroczny Jarmark Hetmański. Muzyka i jedzenie to zawsze jest dobre połączenie. Zostajemy do wieczora a zwiedzanie przesuwamy na następny dzień.

Z rana tuż po otwarciu zwiedzamy Muzeum Zamojskie w pięknej kamienicy ormiańskiej. Później sesja na słynnych schodach Ratusza i obserwujemy miasto z jednego z bastionów. Obchodzimy miasto kilka razy. Uliczki z odrestaurowanymi kamienicami i wewnętrznymi patiami bardzo nam się podobają. Po drodze mijamy stara Synagogę, Pałac Zamojskich i liczne kościoły. Na zakończenie naszej wizyty w Zamościu podjeżdżamy do Rotundy, w którym w czasie wojny był zorganizowany niemiecki obóz podległy Gestapo a obecnie to miejsce martyrologii ludności Zamojszczyzny. Miejsce usłane krzyżami ofiar na cmentarzu, a w budynku, poszczególne cele poświęcone są różnym ofiarom II wojny światowej.

Zamość
piękny zamojski Ratusz

Zamość
kamienice na rynku w Zamościu

Zamość
wystawa w Muzeum Zamojskim

Zamość
Muzeum Arsenału

Zamość

Zamość
Zamość to miasto forteca

Zamość
Mauzoleum w Rotundzie

Zamość
Rotunda w Zamościu

Zamość

Było aktywnie i ciekawie a teraz czas odwiedzić inne części Roztocza.
Co możecie jeszcze polecić?

Informacje praktyczne:
Roztoczański Park Narodowy
Atrakcje Roztocza

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂