Lanzarote i Fuerteventura praktyczne informacje – podróż na własną rękę, nie tylko z małym dzieckiem

Spędzony tydzień na dwóch Wyspach Kanaryjskich zaliczamy do bardzo udanych. Pobyt nie był za długi a dzięki krótkiemu leżakowaniu na plaży udało nam się zobaczyć wszystkie miejsca, które były w naszym planie.
Oczywiście wyjazd jak zwykle zaplanowaliśmy na własną rękę, gdyż tak lubimy najbardziej 🙂 Dodatkowo, zwiedzenie dwóch wysp i to w takiej formie dawało możliwość obniżenia kosztów.

Praktyczne informacje 

Kiedy najlepiej pojechać?

Przez cały rok. Tak to możliwe.
Oczywiście, pomiędzy kwietniem a październikiem temperatura wody jest świetna do kąpieli. My byliśmy pod koniec listopada i udało nam się również zanurzyć nie jedną stopę. Słońce świeciło w pełni przez całe 5 dni i temperatura dochodziła do 30 stopni.

Fuertaventura samochodem
Duży plus bycia poza sezonem to puste plaże.

Jak dostać się na miejsce?

Teraz jest to niezwykle proste. Tanie linie jak wizzair i ryanair latają na dwie wyspy i nie tylko.
Fuerteventura: Ryanair (Warszawa)
Lanzarote: Wizzair (Katowice)
My wybraliśmy się z Katowic do Arrecife na Lanzarote. Za naszą trójkę z 2 głównymi bagażami (po 20 kg) i wykupionymi miejscami zapłaciliśmy 1900 zł. Oczywiście na pewno można upolować jeszcze tańsze bilety. W naszym przypadku sam bilet kosztował 450 zł/os. Jeden bagaż główny na naszą trójkę wraz z wpakowanym nosidłem turystycznym musieliśmy obowiązkowo wziąć. Jeżeli chodzi o drugi bagaż to był wypakowany jedzeniem 😉

Jak podróżować na miejscu?

Samochód
Wynajęcie samochodu jest najlepszym rozwiązaniem w przypadku podróży po wyspach. Oprócz wycieczek zorganizowanych, które podróżują autokarami, spotkaliśmy turystów indywidualnych tylko w wynajętych samochodach. Transport lokalny jest słabo rozwinięty i nie dostaniemy się do wszystkich ciekawych miejsc.
Cena wynajmu zwłaszcza poza sezonem nie jest wysoka. Ale trzeba to załatwić jeszcze przed wylotem. Z rozmów ze spotkanymi turystami na miejscu nasza cena za tydzień, która wynosiła 68 EUR (w cenie fotelik samochodowy, dwóch kierowców i pełny pakiet ubezpieczenia) to tyle co oni zapłacili za sam fotelik.
Korzystaliśmy z wypożyczalni Orcar Rent a car . Na lotnisku w Arrecife odbiór samochodu dokonywany jest przy stanowisku Reisen. Pani z okienka oprócz naszych dokumentów i pobrani od razu 68 Euro nie wymagała od nas żadnego zabezpieczenia na karcie kredytowej, co było bardzo miłym zaskoczeniem dla nas.
Zarezerwowaliśmy samochód Seat Ibiza, a dostaliśmy nowiutkiego Citroena Cactusa. Fotelików było do wyboru chyba 30, więc byliśmy zachwyceni.

Drogi na wyspach są bezpłatne, w bardzo dobrym stanie. Są wyjątki gdzie należy troszkę zwolnić bo droga jest szutrowa, ale nawet seicento da sobie radę z dojazdem w każde miejsce.  Oprócz trasy na południu Fuerteventury, przy dojeździe do plaży Cofete oraz plaży na południu Lanzarote, drogi są bez zarzutu. Uważajcie jedynie na wysokie krawężniki, jadąc ulicą robią wrażenie przejezdnych a niekoniecznie są! Tarcie kamieni o nasze podwozie- odczucie bezcenne!. Radary są w parku Timanfaya (Lanzarote) i tam trzeba jechać przepisowo, zresztą nie ma co się spieszyć bo za oknem same cuda natury! Policjantów z suszarkami nie widzieliśmy ani na Lanzarote ani na Fuercie. Parkowanie w większych miasteczkach nie powinno stanowić problemu poza sezonem…w sezonie nie byliśmy wiec nie doradzimy. Gdzieniegdzie- jak to we Włoszech czy Hiszpanii- wymagają na parkingu włożenie za szybę kartki z informacją od której stoimy i tego się trzymajcie gdy zauważycie takie kartki u sąsiada 🙂

Fuertaventura samochodem
nasz czyściutki samochód na szutrowych drogach Fuerteventury
Lanzarote samochodem
Drogi na Lanzarote.

Prom
W przypadku podróży pomiędzy dwoma wyspami, jeżeli nie korzystamy z samolotu, dostaniemy się na nie promem. Są trzy firmy obsługujące trasę Playa Blanca na Lanzarote a Corralejo na Fuerteventura: Fred Olsen Express, Lineas Maritimas Romero – tylko dla pasażerów bez samochodu oraz Naviera Armas
Podróż zajmuje tylko około 25 – 40 minut.
Cena oczywiście wzrasta im bliżej termin. My wybraliśmy podróż Fred Olsen Express. Cena w dwie strony dla 3 osób i samochodu wyniosła 125 EUR.

Gdzie spać?

Noclegi znaleźliśmy oczywiście przez booking.com. Kliknijcie w nasz link BOOKING.COM i dzięki temu otrzymacie zniżkę 50 zł na pierwszą rezerwację.
Rezerwując, szukaliśmy oczywiście takich noclegów abyśmy mogli mieć dostęp do kuchni. Z siedmiu dni, trzy pierwsze noce spędziliśmy w wynajętym całym mieszkaniu w centrum Arrecife, kolejne trzy już na Fuerteventura w miejscowości Costa de Antigua oraz ostatnią noc w Playa Blanca na południu wyspy Lanzarote. Staraliśmy się wybrać takie noclegi z których będzie nam łatwo zwiedzić całą wyspę. Dlatego też wybór padł na miejscowości położone mniej więcej w ich środkowej części.

W terminie listopadowym ceny są naprawdę korzystne aczkolwiek  tańsze noclegi znajdziemy na Fuerteventura aniżeli Lanzarote. Pamiętajcie, iż w sezonie większość ośrodków jest zarezerwowanych przez biura podróży więc warto wówczas pomyśleć o wcześniejszej rezerwacji.

Lanzarote samochodem
Taki „apartament” nam się trafił na Lanzarote. 20 m. od basenu w cichej okolicy!

Co zjeść?

W tym temacie nie wypowiemy się za wiele z powodu naszej diety bezglutenowej. Zabraliśmy ze sobą dodatkowy bagaż pełen produktów z których w naszych wynajętych kuchniach przygotowywaliśmy jedzenie. Udało nam się raz wybrać do restauracji i rzeczywiście polecamy tradycyjną paelle oraz różnego rodzaju przystawki – tapas. Nie narzekaliśmy, gdyż obiad na świeżym powietrzu na klifach z widokiem czy na plaży jest cudowny i nie ważne że z termosu.
Ceny w restauracjach za główne danie zaczynały się od 7 Euro w górę.

Lanzarote samochodem

Fuerteventura samochodem
Ciepły obiadek na klifie…czego chcieć więcej!

Co zobaczyć?

Lanzarote
Oczywiście polecamy zwiedzić najważniejsze miejsca wyspy jak: park narodowy Timanfaya, Mirador del Rio, Jemeos del Agua, Cueva de los Verdes etc. Miejsce oczywiście jest dużo więcej i dokładne informacje znajdziecie w naszych postach:
Atrakcje Lanzarote – w krainie wulkanów – dzień 1
Lanzarote – co warto zobaczyć – dzień 2
Lanzarote – najpiękniejsze plaże i wulkany wyspy – dzień 3

Pamiętajcie, iż do niektórych obowiązują bilety wstępu. Na tą chwilę możecie wybrać pomiędzy dwoma karnetami co bardziej się opłaca w porównaniu do pojedynczych wejść do tych atrakcji.
Karnet do 6 miejsc: Park Timanfaya, Jemeos del Agua, Cueva de los Verdes, Jardin de Cactus, Mirador del Rio i Museo Internacional Arte Contemporraneo – 33 EUR.
Karnet do 4 miejsc: Park Timanfaya, Jemeos del Agua, Cueva de los Verdes, Mirrador del Rio – 28 EUR.

Pojedyncze bilety (ulgowy dla dzieci wiek 7-12 lat)
Park Timanfaya – 10 EUR normalny, 5 EUR ulgowy
Castillo San Jose – 4 EUR, 2 EUR
Mirador del Rio – 4,75 EUR, 2,4 EUR
Jameos del Aqua – 9,50 EUR, 4,75 EUR Cueva de los Verdes – 9,50 EUR, 4,75 EUR
Jardin de Cactus – 5,80 EUR, 2,90 EUR

Dodatkowo wjazd na plaże Papagayo płatny 2 EUR

Fuerteventura:
Podczas naszego przejazdu nie płaciliśmy za żadne wstępy. Cały plan wyjazdu z opisem atrakcji znajdziecie w postach.

Fuerteventura – czy plaże są naprawdę takie bajeczne? – cześć 1
Fuerteventura- wiatraki, kozy i miasteczka – cześć 2

Tydzień na dwóch wyspach dla nas był wystarczający. Oczywiście gdybyśmy mogli zostać 10 dni bylibyśmy również bardzo zadowoleni. Wtedy więcej czasu udałoby się nam wygospodarować na odpoczynek. Ale nie pojechaliśmy na miejsce aby leżeć na plażach więc czasu nam wystarczyło na zwiedzanie.
Czy polecamy Wyspy Kanaryjskie? Oczywiście. Zwłacza teraz jak mamy możliwości polecieć tanimi liniami i zorganizować sobie wszystko na własną rękę. Pogoda jest świetna przez większą część roku. Do tego rodzice z dziećmi na pewno znajdą coś dla siebie. Piasku jest pod dostatkiem… 🙂

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Wyspa Bohol na Filipinach – TOP atrakcje

Po pobycie w górach na północy wyspy Luzon wreszcie przyszedł czas na zmianę otoczenia. Jesteśmy na Filipinach, więc chcemy ruszyć na jakąś rajską wysepkę, których na Filipinach ponoć nie brakuje.
Ruszamy na wyspę Bohol w regionie Central Visayas. Przez kolejne trzy dni na wynajętym skuterze oraz łódką poznajemy najbardziej znane atrakcje tej wyspy.

wyspa Bohol co zobaczyć
wnętrze wyspy Bohol

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć


Miejsca warte zobaczenia na wyspie Bohol.

Panglao

Lotem z Manili dostajemy się na lotnisko Tagbilara . Po wylądowaniu panie z informacji turystycznej dają nam wskazówki jak szybko i tanio dostać się z miasta na odrębna wysepkę przyległą do Boholu- Panglao i jedną z jej plaż Alona Beach.
Wyspa Panglao leży tuż u wybrzeży wyspy Bohol i połączona jest z nią dwoma mostami. Jest świetnie przystosowana dla turystów, ma piękne plaże: Alona, Dumaluan a dla fani nurkowania odnajdą tam kilkanaście punktów nurkowych z możliwością zrobienia kursu np. PADI.
Aby dostać się na miejsce oczywiście można wynająć taksówkę ale my najpierw z lotniska łapiemy tricykl w kierunku muzeum, tam znajduje się mikro dworzec, z którego przepełnionym jeepney’em odjeżdżamy do Alona beach.
Po dotarciu do plaży szukamy taniego noclegu, co z góry w tym miejscu jest skazane na porażkę. Pomimo że szczyt sezonu jest już za nami i wiele pokoi czeka na nowych gości to właściciele nie chcą szczególnie schodzić z ceny- no może 10% ale nas to nie satysfakcjonuje. Po przejściu prawie całej plaży i odejściu od niej 100 m. znajdujemy lokum za przysłowiowe 10$Nasza argumentacja że to dziura w suficie, a że fan za wolno się kręci, a że komar przeleciał i ściana jest brudna doprowadza do lekkiej obniżki ceny. Oczywiście szukanie dziury w całym często jest najskuteczniejszą formą targowania.
Sama plaża jest piękna z błękitną wodą, kolorowymi rybkami i pływającymi rozgwiazdami. w takiej scenerii relaksujemy się na całego. Nie ma za dużo turystów, pogoda nas rozpieszcza a woda jest przyjemnie gorąca :). Oczywiście w porównaniu do innych plaż, które odwiedziliśmy w Azji to plaże na wyspie Gili Meno w Indonezjii plasują się na najwyższym podium. Nie tak komercyjne i bardzo na odludziu.

Alona Beach
plaża Alona

Alona Beach

Alona Beach

Alona Beach

Czekoladowe Wzgórza

Plan zwiedzania wyspy jest prosty, wstać jak najwcześniej póki upał tak nie doskwiera. Już o 5:30 czeka na nas pan z „wypożyczalni” i piękny czerwony skuter. Bak pełny i jedziemy. Plan mamy całkiem ambitny bo chcemy przejechać ponad 70 km do Czekoladowych Wzgórz i potem wrócić drogą północnym wybrzeżem. Początkowe 20 km trasy to wszechobecne plantacje drzew palmowych z bananami i kokosami a pomiędzy nimi schowane domki na palach. Dojeżdżamy do Tagbilaran już na wyspie Bohol i kierujemy się na północ na Corolle. Jest ok 7 rano więc jeszcze za wcześnie aby zobaczyć małe małpki Tasiery. Dalej kierunek na wioskę Loboc, gdzie można zobaczyć pływające restauracje na wodzie, oraz skorzystać z rejsu rzeką. My omijamy ten punkt programu, jest dla nas za bardzo komercyjnie a rzekę samą w sobie już widzieliśmy. Kolejny kilometry i dojeżdżamy do punktu widokowego 4 km od Carmen. Mamy przed sobą Czekoladowe Wzgórza.
Liczbę tych małych stożkowych pagórków szacuje się na około 1300. Ich wysokość to od 30 do 120 metrów. Wzgórza powoli stają się odrobinę brązowe, tak jak przypieczone babki czekoladowe. Rzeczywiście wyglądają dość niesamowicie. Nic dziwnego, że Filipińczycy robią sobie przy nich zdjęcia min. na miotle.

Jest już dla nas za gorąco więc zbieramy sprzęt i wskakujemy na skuter, bo to nas ochłodzi. Jedziemy dalej do Carmen, i skręcamy na Sagbayan, gdzie znajduje się drugi punkt widokowy – 20 km od wcześniejszego. Widok może nie tak fajny, ale jest mini park rozrywki -tak bardzo mini. I nareszcie mamy zdjęcie z kaczorem Donaldem i myszką Mikey.
Na punkcie spędzamy może 5 min. Grzeje strasznie. Ufff. Znów motor i już pędzimy w stronę wybrzeża. Teraz czeka nas długa droga do Tagbilaran. Po drodze już sparzyliśmy sobie uda i kolana więc większość trasy jedziemy pozakrywani bluzkami. Zatrzymujemy się przy ciekawszych miejscach i obserwujemy co dzieje się wokół nas. Filipińczycy non stop jak nas widzą to pozdrawiają. Musimy przyznać, że czujemy się tu świetnie. Po 8 godzinach dojeżdżamy do naszej Alona Beach.

atrakcje Bohol
rzeka Loboc

Czekoladowe Wzgórza

Piękne Czekoladowe Wzgórza

Czekoladowe Wzgórza

Czekoladowe Wzgórza

wyspa Bohol co zobaczyć
północne wybrzeże wyspy Bohol

wyspa Bohol co zobaczyć

Sanktuarium Tarsierów

Po dobrze przespanej nocy, wsiadamy już o 7 rano na motorek i pędzimy w stronę Corelli– miejscowości w której znajduje się rezerwat mini małpek zwanych tarsiery. Dojazd do sanktuarium-miejsca gdzie te zwierzaki żyją, zajmuje nam około 2,5 godziny. Oczywiście zatrzymujemy się po drodze, aby uwiecznić ciekawe miejsca (np. kościół w Baclayon), niestety upał daje nam się mocno we znaki! Łukasz ma długi rękaw i koszulkę na kolanach a ja spodenki za kolana plus pełno kremu uv50 na sobie!
Sanktuarium Tarsieriów czyli wyraków jest miejscem, w którym te małe małpiątka spokojnie sobie żyją. Oprócz wyspy Bohol żyją również na indonezyjskiej Sumatrze i Celebes. Są malutkie, wielkości dłoni. Mają ogromne oczy i głowę, którą mogą przekręcić o 180 stopni. Sanktuarium zwiedzamy z przewodnikiem, gdyż sami pewnie nie dostrzeglibyśmy tych małych istot, które w dzień głównie śpią. Nie lubią być budzone a tym bardziej nie wolno do nich krzyczeć ani też robić zdjęć z fleszem. Dodatkowo nie żyją w grupie. Dlatego też są pojedynczo poukrywane na gałęziach w liściach drzew.

wyspa Bohol co zobaczyć
kościół Baclayon
wyspa Bohol co zobaczyć
wnętrze kościoła Baclayon

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć
małe małpki Tarsiery

Tarsiery Bohol

Rejs na rajskie wyspy Balicasag i Virgin Island

Być na Filipinach i nie zobaczyć jeszcze więcej rajskich wysepek to grzech 🙂
Ruszamy na tzw. island hopping, czyli wycieczkę charakterystyczną filipińską łódką po okolicznych wysepkach. Oczywiście decydujemy się płynąć z innymi turystami, gdyż cena jest znacznie bardziej korzysta. Z samego rana wraz z parą z Tajwanu i Włoch wyruszamy na pełne morze.
Najpierw płyniemy jak cała sterta innych łódek w stronę miejsca gdzie możemy ujrzeć delfiny. Po chwili pojawia się ich kilka, ale jak to stwierdził kapitan są bardzo nieśmiałe. Kolejne miejsce to Balicasag Island położona ok 4-5 km od Panglao. Piękna turkusowa woda a na plaży mnóstwo białych łódek. Wyspa jest nieduża i spędzamy trochę czasu na odkrywaniu niej, zaglądając to chatek nielicznych mieszkańców. Na wyspie dodatkowo można wziąć udział za dodatkową opłatą w nurkowaniu. Chętni turyści zbierają się w małe grupy i wypływają małymi łódkami na rafy niedaleko samej wyspy. Jest dość ciekawie, ale rafa sama w sobie jest lepsza w Indonezji czy Tajlandii.
Kolejne miejsce to Virgin Island. Myślę, że trochę przereklamowane, ale fajnie przejść się po piasku zanurzonym do pasa w głąb morza. Natomiast w momencie odpływu na środku morza wynurza się piaszczysty fragment.
Jesteśmy już głodni i zmęczeni więc czas wracać. A po południu co można robić w tym upale. Cztery prysznice, drzemka, piwko i dobre jedzenie.
Ciężkie jest życie na wakacjach 🙂

wyspa Bohol co zobaczyć

wyspa Bohol co zobaczyć
wyspa Balicasag
wyspa Bohol co zobaczyć
nurkowanie niedaleko wyspy Balicasag

atrakcje Bohol
Virgin Island

Jeżeli macie więcej czasu i ochoty na zwiedzanie to polecamy jeszcze wiszący bambusowy most w Sevilla czy wodospady.

Informacje praktyczne:

  • wynajęcie skutera – 400 PHP/dzień
  • nocleg – 600 PHP/2os pokój
  • wejście Czekoladowe Wzgórza – 50PHP (od tego roku podobno wzrost do 100 PHP); 30 PHP z Sagbayan
  • Sanktuarium tarsierów – 60 PHP/os
  • island hopping – 250 PHP/os

 

Więcej na temat naszego wyjazdu na Filipiny znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Fuerteventura- wiatraki, kozy i miasteczka – cześć 2

Wcześniejszy dzień naszego pobytu na wyspie był niezwykle widokowy. Plaże Fuerteventury są naprawdę piękne. Nie dziwimy się dlaczego tak wiele osób wybiera tą wyspę właśnie z takiego powodu.
Ale jeszcze chcemy poznać inne atrakcje Fuerteventury, z których wyspa jest słynna.

Czy rzeczywiście wiatraki są tak piękne a kozy są symbolem wyspy?

atrakcje Fuertaventury
Koza jeden z symboli wyspy Fuertaventura

Jak zwykle podczas tego wyjazdu ruszamy z samego rana. Pogoda jest cudowna więc jeszcze bardziej nam się chce.
Jedziemy od razu do miejscowości Antigua droga FV-413. Miejscowość jest jedną z największych wewnątrz wyspy. Generalnie oprócz XVIII w. kościóła Nuestra Senora de Antigua miasto nie oferuje dodatkowych atrakcji. Po drodze mijamy charakterystyczne piękne i białe wiatraki jak na przykład w Tiscamanita.

Fuerteventura – wyspa wiatraków

Wyspa nazywana jest wyspą wiatraków. Los Molinos (wiatraki) pojawiły się na wyspie w XVII wieku. Jedno, dwu lub nawet trzy piętrowe budowle o bielonych ścianach stały się wizytówką wyspy. Mała pamiątka przedstawiająca właśnie taki wiatrak już stoi na naszej półce.

wiatraki Fuertaventura
Liczne wiatraki na wyspie Fuerteventura

wiatraki Fuertaventura

wiatraki Fuertaventura

wiatraki Fuertaventura
Ciekawe miasteczka na wyspie Fuerteventura

atrakcje Fuertaventura
trasa zwiedzania kolejnego dnia na Fuerteventura

Dojeżdżamy do Tuinaje. Szkoda, że nie jesteśmy w październiku, kiedy ma miejsce duża impreza upamiętniająca wygraną bitwę nad brytyjskimi piratami w XVIII. Procesja jest barwna, mieszkańcy ubrani w lokalne stroje a dookoła wszędzie słychać dźwięki muzyki. My kierujemy się na Pajarę. W mieście zabawiamy dłużej. Na miejscu widzimy większą grupę turystów a wszyscy odwiedzają kościół z XVIII wieku Nuestra Señora de la Regla. Piękne drzwi wejściowe zdobią kamienne figury, jak węże i pumy. Wewnątrz kościoła znajdziemy dwa wspaniałe barokowe ołtarze. Oprócz kościoła i ratusza warto zobaczyć malutkie centrum miasteczka. Zadbane domy i typowo kanaryjskie drewniane balkony zdobią ulice.

atrakcje Fuertaventura
kościół z XVIII wieku Nuestra Señora de la Regla w Pajara

atrakcje Fuertaventura

atrakcje Fuertaventura

Jedziemy dalej na zachód do małej wioski rybackiej Ajuy. Miejsce z czarnym wulkanicznym piaskiem przyciąga piękną trasą na klifach. Na miejscu spotykamy już jedną wycieczkę, która tak samo jak my zwiedza pobliskie jaskinie wyrzeźbione w klifach przez morską wodę.

atrakcje Fuertaventura
Klify w wiosce rybackiej Ajuy

atrakcje Fuertaventura

Wracamy w stronę Pajary i tą samą trasą co dzień wcześniej FV-30 ruszamy na północ. Trasa jest również piękna. Pnie się wysoko w górę. Na punkcie widokowym Las Peñitas towarzyszą nam kruki i małe gryzonie. I fajnie tak patrzeć w dal…Po drodze zatrzymujemy się w malutkiej miejscowości Vega de Rio Palmas, gdzie podglądamy śliczny mały kościółek a raczej kaplicę Ermita de la Virgen de la Peña.

Nareszcie dojeżdżamy do Betancuri. Najbardziej znane i pokazywane w folderach zabytkowe miasteczko Fuertaventury. Malutki ryneczek jeszcze z muzyką na żywo jest bardzo klimatyczny. Miejsce było pierwszą stolicą wyspy, założone w 1404 roku przez normandzkiego rycerza Jean de Bethencourt. Specjalnie wybrane z powodu położenia w centrum wyspy oraz urodzajnych ziem. Obecnie miasteczko zamieszkuje około 600 osób. Centrum jest odrestaurowane, białe domki, palmy i poletka z warzywami sprawiają, iż jak zjeżdżamy z gór to wygląda to jak prawdziwa oaza.
Zwiedzanie miasteczka, po zaparkowaniu przy głównej ulicy, zajmuje nam może około godziny. Ruszamy najpierw pomiędzy typowymi kanaryjskimi, bielonymi domkami do rynku. Niektóre z nich są bardzo stare. Po drodze Zosia daje popis swojego głosu, gdy przez przypadek jej kartka papieru ląduje w koszu. Przestraszeni mieszkańcy, aż wychodzą z domu z pomocą ale na szczęście udaje nam się ją przegadać. No może obiecane lody jej pomogły….:) No przecież nie zawsze jest lekko na wyjazdach.
Z rynku donosi się muzyka na żywo. Miejsce jeszcze bardziej staje się klimatyczne. Co zobaczyć? Kościół Świętej Marii (Iglesia de Santa Maria) z XVIII wieku, kilka muzeów np.; Muzeum Sztuki Sakralnej oraz ruiny XV – wiecznego klasztoru Franciszkanów.

atrakcje Fuertaventura
Punkt widokowy Las Peñitas
atrakcje Fuertaventura
kaplicę Ermita de la Virgen de la Peña

atrakcje Fuertaventura

 

atrakcje Fuertaventura
zabytkowe miasteczko Betancuria

atrakcje Fuertaventura

Znów zakręty i jazda w góry. Z zainteresowaniem stajemy na szczycie trasy przy dziwnych pomnikach, które dumnie się wznoszą. Statuetki Morro Velosa reprezentują Guise i Ayose, dwóch byłych królów na Fuerteventurze, przed podbojem. Zaledwie nieco ponad 2 km dalej znajdziemy punkt widokowy Morro Velosa również zaprojektowany przez Césara Manrique. W środku budynku możemy poznać geologię tej wyspy wulkanicznej ale również z pięknym widokiem napić się kawy.
Uwielbiamy takie punkty widokowe. Widoki są na kilkanaście kilometrów. Niezliczone pagórki zabarwione wieloma kolorami ochry poprzecinane są krętymi, małymi wąwozami na końcu których spostrzeżemy bielone domy wiosek. Piękne kolory wyspy nawet w chwilowym deszczyku odprężają nas. Zosia sama stwierdziła: Ale jest tutaj ładnie 🙂

atrakcje Fuertaventura
Statuetki Morro Velosa
atrakcje Fuertaventura
Punkt widokowy Morro Velosa

atrakcje Fuertaventura

Zjeżdżamy poraz kolejny z gór i kierujemy się do miejscowości Tefia. Tutaj przeważnie wycieczki zatrzymują się w muzeum Ecomuseo La Alcogida ale my wolimy jechać dalej na zachód i znów nad wybrzeże. Docieramy do malutkiej wioseczki Los Molinos nad kamienisto-piaszczystą. Pięknie otoczone przez skały, w których tworzą się ogromne jaskinie (wnęki). Turyści z chęcią spędzają czas w trzech restauracjach. My posilamy się z naszych termosów. Ale widok z klifów mamy przepiękny.
Wracamy tą samą drogą i zjeżdżamy na północ w stonę La Oliva. Po drodze w miejscowości Tindaya szukamy wyjścia na górę ale za bardzo kluczymy i po dotarciu jednak rezygnujemy. Zmierzamy do La Oliva, gdzie w centrum miasteczka zatrzymujemy się przy pięknym kościółku z XVII w. Nuestra Señora de Candelaria. Kościół szczyci się barokowym ołtarzem oraz kamienistą wieżą, z której wypatrywano piratów.

atrakcje Fuertaventura
Wioska Los Mollinos

atrakcje Fuertaventura

atrakcje Fuertaventura

atrakcje Fuertaventura

atrakcje Fuertaventura
Kościół Nuestra Señora de Candelaria w La Oliva

atrakcje Fuertaventura

atrakcje Fuertaventura

Dojeżdżamy jeszcze do Villaverde, gdzie myśleliśmy o wyjściu na wulkan ale jest już za późno i znów mamy problemy ze znalezieniem dobrej trasy. Wracamy na południe trasa FV-10 i dojeżdżamy do Puerta de Rosario, gdzie już nie daleko do naszego apartamentu.

Przygoda z wyspą Fuerteventura już na następny dzień już się nam kończy.
Czy było warto? No pewnie. I mogę szczerze powiedzieć, ze wyspa nie tylko będzie nam się kojarzyła z plażami ale zdecydowanie z bezmiarem widoków, wiatrakami, kozami i pachnącym wiatrem.

Wszystkie wpisy z wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Fuerteventura – czy plaże są naprawdę takie bajeczne? – cześć 1

Jedna wyspa kanaryjska – Lanzarote już za nami a że nie lubimy za długo siedzieć w jednym miejscu to ruszamy na drugą. Będąc w Playa Blanca na południu Lanzarote już widzimy żółte piaski Parku Narodowego Corralejo na wyspie Fuerteventura.

Tylko 20 minut zajmuje nam przepłynięcie promem a stamtąd ruszamy już na południe. Trasą FV-1a jedziemy wzdłuż wybrzeżu. Wyjeżdżając już z Corralejo zaczynają się plażę. Spędzamy trochę czasu na nich, ale bardziej podoba nam się na wydmach które tuż za Hotelem Riu rozciągają się po jednej i drugiej stronie ulicy. Biegamy to w górę i w dół boso po złotym piasku. Zosia jest zachwycona tą wielką piaskownicą.
O zachodzie słońca dojeżdżamy do naszego apartamentu w Costa de Antigua. Kolejny dzień zapowiadał się bardzo ciekawie.
Wstając bladym świtem z zaciekawieniem obserwujemy niebo. Czy znowu będzie słonecznie?

Corralejo
piaski w Parku Narodowym Corralejo

Corralejo

Corralejo

Corralejo

Plaże Fuerteventury – czy warto?

plaże Fuerteventura
trasa naszej wycieczki po Fuertaventura – cześć 1

Playa de Sotavento

Po śniadaniu i przygotowaniu jedzenia na drogę wyruszamy na południe wyspy. Drogą FV-2 docieramy do Costa Calma. Miasto jest typowym kurort stworzonym na potrzeby turystów.
Nie wjeżdżamy w miasto tylko za nim zjeżdżamy na drogę szutrową w kierunku wybrzeża i plaży Playa de Jandia będąca częścią plaż Playa de Sotavento ciągnących się na długości 22 km Półwyspu Jandia. Miejsce jest piękne. Plaża szeroka i bardzo długa – 6km. Jesteśmy z rana, więc mała ilość plażowiczów, ale za to dużo nudystów, którzy bez skrępowania przechodzą koło nas. Zosia, jakość cały czas patrzy w inną stronę :).
Woda jest przyjemna i jest cieplutko a mamy końcówkę listopada. Będąc na miejscu warto wziąć ze sobą napoje i jedzenie bo nie jest to miejsce, gdzie znajdziemy budki z jedzeniem. Na miejscu spędzamy godzinę ale chcemy już ruszać dalej.

plaża Sotavento
przepiękna plaża Sotavento

plaża Sotavento

plaża Sotavento

plaża Sotavento

plaża Sotavento
Dojeżdżamy do Morro Jable, na samym krańcu Półwyspu Jandia miejscowość turystyczna głównie stworzona dla emerytów z Niemiec. Aż czujemy się jak w Niemczech. Zjadamy lody i tuż za miastem wjeżdżamy znów na drogę szutrową. Przez pustkowia (23 km) po 40 minutach docieramy do małej wioski rybackiej Puerta de la Cruz. Osada wygląda dość odludnie zwłaszcza kilkanaście przyczep kempingowym, które są domem dla miejscowych rybaków. Na samym końcu wioski, które jest najdalej wysuniętym na południe punktem wyspy znajduje się latarnia morska – Faro de Jandia. Widoki z niej na osadę i surową Fuertaventure są nieziemskie.

plaże fuertaventury
latarnia morska – Faro de Jandia na samym południu wyspy Fuerteventura
plaże fuertaventury
miasteczko rybackie Puerto de la Cruz

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury


Playa de Cofete

Wracamy ale odbijamy po paru kilometrach jeszcze na zachód. Wspinamy się bardzo wysoko serpentynami i wyjeżdżamy na szczyt przełęczy Punta Peserbe i mowę nam odbiera. Wieje nieziemsko i trudno wyjść z samochodu ale widoki poniżej są wspaniałe. Wysokie góry wulkaniczne spływają aż do oceanu, trafiając na długą na 14 km piaszczystą plażę – Playa de Cofete. Nie zastanawiamy się długo i zjeżdżamy do małej miejscowości przy wybrzeżu.
Cofete to kilka domów obitych kamieniami i restauracja. Dawniej to odległe i niedostępne miejsce było miejscem kryjówki dla rybaków, którzy chcieli uciec przed obowiązkową służbą wojskową. Na miejscu znajdziemy również mały cmentarz, który w większości jest przysypany przez piasek. W oddali zauważamy mały pałacyk, który jest Willą Winter wybudowaną w 1946 roku. O tym miejscu krążą legendy. Jedna z nich mówi, iż było to miejsce, w którym przechowywane były zapasy dla niemieckich statków podwodnych a po wojnie niemieccy generałowie wykonywali w tym miejscu sekretne operacje plastyczne plaży. Niesamowite.
Na plaży jest bardzo wietrznie tak jak czytaliśmy. O kąpieli nie ma mowy a krótki spacer jak najbardziej również z okolicznymi owcami.

plaże Fuertaventury
Piękna plaża Cofete

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury

Trasy widokowe

Powoli wracamy znów na północ. Tą samą droga szutrową otoczeni kurzem docieramy do Morro Jable. Z drogi FV-2 odbijamy za Costa Calma w FV- 605. Kierujemy się na miasto La Pered a później na Pajare. Zgodnie uważamy, że trasa jest przepiękna. Pagórki górskie w kolorze pomarańczowo –beżowym pięknie mienią się w zachodzącym słońcu. I wydaje się jakby płynęły. Na najwyższym punkcie tej trasy znajduje się punkt widokowy, który jest tym samym otwartym obserwatorium astronomicznym.

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury
takie widoki na trasie FV-605 pomiędzy La Pared i Pajara

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury

plaże Fuertaventury
Słońce jest już coraz niżej ale jedziemy dalej przepiękna trasą FV-30. Nie zatrzymujemy się dużo po drodze bo na następny dzień również planujemy przejechać tą samą trasę. Odbijamy na Antique i dalej na wschód jedziemy na wybrzeże do naszego apartamentu.

Ten dzień był przepiękny widokowo. Było spokojnie i blisko natury. Oby więcej takich dni 🙂

 

Wszystkie wpisy z wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie znajdziecie TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Lanzarote – najpiękniejsze plaże i wulkany wyspy – dzień 3

Spędzamy ostatni dzień na pięknej, wulkanicznej wyspie Lanzarote. Dwa wcześniejsze dni były pełne atrakcji (poczytaj Lanzarote-dzień 1 i Lanzarote-dzień 2) ale chcemy więcej, tylko czy da się jeszcze coś wycisnąć z tej wyspy?

Pewnie, że tak! Pozostało nam samo południe do zwiedzenia i chcemy „zahaczyć” o kolejne wulkany. Oczywiście w Parku Timanfaya zobaczymy wiele z nich ale podróż jest autobusem a my chcemy pochodzi i doświadczyć samemu. Mamy w pamięci naszą wspinaczkę na wulkan Rinjani w Indonezji na wyspie Lombok kiedy słońce wychodziło zza krateru. Wiemy, że raczej takich spektakularnych widoków nie zobaczymy ale każde miejsce na świecie oferuje inne wspomnienia.

 

Wulkany Lanzarote

Park Timanfaya, gdzie zobaczyliśmy mnóstwo kraterów już za nami. Nareszcie mieliśmy czas aby zobaczyć z bliska dwa z nich. Ruszamy z Arrecife w stronę regiony La Geria słynnego z uprawy winorośli. Zjeżdżając z drogi numer LZ-30 w drogę LZ-56 po jednym kilometrze stajemy na żwirowym małym parkingu. Jest wcześnie więc jesteśmy sami. Dookoła nas wszędzie wulkany. A niedługa trasa do El Cuervo jest dobrze oznaczona. Samo podejście do krateru zajmuje 15 min a obejście dookoła dodatkowe 30 min. Wulkan nie jest regularnego kształtu. Sam szczyt został rozerwany poprzez wybuch wulkanu ale dzięki temu pęknięciu możemy wejść do środka.

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

Przejeżdżając kilometr dalej można zobaczyć kolejny wulkan ale za to kolorowy – Caldera Colarada. Obejście zajmuje 40 min ale my pędzimy dalej. Poraz kolejny przejeżdżamy przez morze lawy i niedaleko bramy wjazdowej w do Isla del Hilario przy duży parkingu widzimy karawany wielbłądów.

Zosia nie chce nam odpuścić przejażdżki zwłaszcza, że dzień wcześniej już jej obiecaliśmy 🙂 na szczęście wielbłądy są zadbane i w stanie znacznie lepszym niż w miejscu, które odwiedziliśmy dzień wcześniej. Przejażdżka nie jest długa bo 20 min ale w sumie to nam wystarczy. Karawana podąża ścieżką w stronę parku i po zrobieniu małej pętelki wraca na parking.

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

 

Wracamy na trasę i po ponad 20 min jesteśmy w nadmorskiej popularnej miejscowości Playa Blanca. Naszym celem jest jednak wulkan Montaña Roja. Wspinaczka na szczyt nie jest długa ani bardzo wyczerpująca a widoki z góry są iście pocztówkowe. Białe domy miasteczka poniżej mienią się w słońcu a w oddali już widzimy nasz kolejny cel podróży czyli wyspę Fuertaventura. Na samym szczycie wieje dość mocno ale z chęcią obchodzimy dość sporą kalderę. Z parkingiem nie ma problemu, gdyż parkujemy przy najwyżej położonej ulicy Montaña Baja.

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

wulkan Lanzarote

Plaże Lanzarote

Będąc na wyspie nawet jak nie jesteśmy wielkimi fanami opalania się, to nie sposób ominąć plaż. Piękne, szerokie, białe, piaszczyste i puste – o to lubimy ale nie ukrywajmy jesteśmy na Kanarach a nie bezludnych wyspach na Pacyfiku. Jednakże plaże może nie są tak spektakularne jak na Fuertaventura ale z pewnością można na nich odpocząć. We wcześniejszych dniach byliśmy już na kilku na północy czy wschodzie i zachodzie. Podziwialiśmy piaszczyste, żółte na wschodzie ale również małe czarne plaże na zachodzie. Widokowo najbardziej nam spodobała się plaża Famara ale raczej o kąpieli mogliśmy tylko pomarzyć. Surferzy oczywiscie nie narzekali.
Wreszcie popływaliśmy w wodach oceanu, które opływają południowe plaże, które otoczone klifami, są wyjątkowo piękne.
Jak się na nie dostać? Od Playa Blanca kierujemy się na wschodni południowy cypel wyspy. Trasa niedaleko bo zaledwie 10 km ale ostatnie kilometry to tylko przejazd szutrową drogą. Trzeba zwolnić bo wyboje i unoszący się kurz nie pozwalają na szybszą trasę. Wjazd jest płatny – 3 Euro.

Na końcu drogi duży parking w szybkim tempie zapełniał się wypożyczonymi samochodami. Na miejscu możemy odpoczywać na pięciu plażach oddzielonych od siebie wulkanicznymi klifami tworząc śliczne zatoczki ze złotym piaskiem: Caleta del Congrio, Playa del Pozo, Playa de las Mujeres i Playa del Papagayo. Dwie ostatnie przyciągają jak największą ilość osób. My również jesteśmy pod ich urokiem. Godzina wystarczy a my ruszamy również na spacer wzdłuż klifów. Jest cicho, spokojnie i tylko słychać szum oceanu…

plaże Lanzarote

plaże Lanzarote
plaże Lanzarote

plaże Lanzarote

Playa Blanca, Playa del Carmen

Te dwie nadmorskie miejscowości plasują się na pierwszych miejscach najchętniej odwiedzanych kurortów na Lanzarote. Miasteczka są typowo turystyczne. Znajdziemy tam dobre restauracje, atrakcje dla dzieci, miejskie, długie plaże i wszystko co „letnik” potrzebuje.
My nie spędziliśmy za dużo w nich czasu ale porównując z innymi europejskimi miejscami to jest znacznie spokojniej zwłaszcza poza sezonem.

plaże Lanzarote

plaże Lanzarote

Trzy dni zwiedzania wyspy za nami. Czy było warto zrywać się z samego rana? Zdecydowanie…

Byliście już Lanzarote? Ciekawi jesteśmy waszych wrażeń. Dajcie znać w komentarzu 🙂

Wszystkie wpisy z wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie znajdziecie TUTAJ


Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Lanzarote – co warto zobaczyć – dzień 2

Kolejny dzień zrywamy się z rana albo raczej jesteśmy zerwani przez małego krasnala 🙂

Nie protestujemy, bo nie możemy się doczekać kolejnych atrakcji Lanzarote. Wcześniejszy dzień był pełen wrażeń. Poczytać możecie TUTAJ
Pogoda jest znośna, ale nie możemy doczekać się wreszcie słońca. Nie ma co narzekać bo w Polsce 25 stopni mniej :).

Lanzarote co warto zobaczyć?

Lanzarote - co warto zobaczyć
Nasza trasa w drugim dniu

Haria

Tego dnia chcemy zobaczyć ostatnią atrakcję z naszego biletu – Mirador de Riro. Do otwarcia mamy 2 godziny więc spokojnie wyruszamy na północ w stronę Haria drogą LZ-10. Kolejny raz mijamy miejscowość Teguise i powoli wspinamy się coraz wyżej. Temperatura spada, pojedyncze krople pojawiają się na szybie ale najgorszy jest wiatr. Nie wiemy z jaką prędkością dmucha ale mocno rusza samochodem a zrobienie zdjęcia panoramicznego graniczy z cudem. Trasa do Haria wije się po wzgórzach. Widoki z każdym kilometrem stają się coraz bardziej ciekawe. Kilka kilometrów od miasteczka na punkcie Mirador de Haria przy huraganowym wietrze podziwiamy bielutkie miasteczko u podnóża, góry wulkaniczne i wody oceanu mieniące się w nielicznych promieniach słońca, które próbuje przebić się przez chmury. W samym miasteczku spędzamy głównie czas na placu zabaw. Pierwszy odwiedzany na wyspie przez Zosię. Jedynym problemem są małe kamyczki skał powulkanicznych, które wpadają jej w buty 🙂

Lanzarote - co warto zobaczyć
Lanzarote – w drodze do Haria.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć
Mijamy po drodze samotne domostwa

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Orzola

Mamy jeszcze trochę czasu do otwarcia Mirador del Rio, więc ruszamy dalej na północ. Mały port i mała miejscowości, głównie odwiedzana przez turystów, którzy chcą popłynąć na wyspę La Graciosa, która jest największa wyspą archipelagu Chinijo. A sama miejscowość, to w zasadzie mała rybacka osada, które również posiada nieduże ale piaszczyste plaże. Zaczęło padać i nie zabawiamy długo w miasteczku.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć
Deszcz na chwilę popsuł nam humory, ale tylko na chwilę bo czekało na nas piękne słońce.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Mirador del Rio

Wyjeżdżamy z Orzoli ale drogę zajeżdża nam kolumna kilkudziesięciu kamperów. Chyba trafiliśmy na jakiś zlot. Prędkość spada momentami do 10 km/h. Dobrze, że w obecnych czasach istnieje gps. Znajdujemy jakąś drogę na skróty i nie zastanawiając się odbijamy na zachód. Droga szutrówka w pewnych momentach podnosi nam ciśnienie. Samochód nie jest tytanem mocy ale jakoś dał radę na tych piaskach i podjazdach. Wyprzedzamy ich i po krótkiej chwili jesteśmy już na Mirador del Rio.

Miejsce było dawnym punktem artyleryjskim, ale dzięki Cezarowi Manrique zostało przekształcone w punkt widokowy wraz z dwupiętrową kawiarnią. Widoki są niesamowite. Wypicie kawy z takim widokiem to sama przyjemność. Pogoda jak na życzenie się poprawia. A przed naszymi oczami wyłania się przepiękna wyspa La Graciosa otoczona przez lazurowe wody. Sama wyspa jest oddzielona tylko przesmykiem zwanym El Rio (czyli rzeka) od Lanzarote. Wyspa jest zamieszkana, ale życie toczy się tylko w dwóch miejscowościach Caleta de Sebo oraz Pedro Barba. Reszta terenu pokryta jest przez trzy nieczynne kratery. Żółty piasek pięknie kontrastuje z ciemnobrązową ziemią wulkaniczną.

Lanzarote - co warto zobaczyć
Punkt widokowy na La Graciosa-e. Piękne miejsce które koniecznie należy odwiedzić.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Playa de Famara

Wracając na południe wyspy wybieramy jak zwykle inną trase aby jak najwięcej zobaczyć. Do plaży Famara dojeżdżamy trasą LZ-401. Piękna droga ciągnie się płaskim terenem pokrytym żółtymi piaskami aż wreszcie dojeżdża do ogromnej plaży. Widoki jak z filmów o piratach. Strome skały wystrzeliwują w górę. Liczni surferzy próbują swoich sił na wysokich falach, które mocno uderzają o wybrzeże. W tym rozkoszowaniu się widokiem jedynie przeszkadza silny wiatr. Drobinki piasku dostają się wszędzie, ale w sumie tego się spodziewaliśmy.
Plaża Famara to aż 5 km czystego, żółtego piasku. Jest miejscem wybieranym głownie przez surferów, windsurferów czy kitesurferów. Najdłuższa plaża na Laznzarote otoczona jest z jednej strony miasteczkiem Caleta de Famara, które nie zmieniło się wiele na przestrzeni lat a ogromną skałą Famara.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

El Golfo

Poraz kolejny jedziemy w stronę Parku de Timanfaya. Morze lawy otacza nas ze wszystkich stron. Tuż za bramą wjazdową do Islote de Hilario rozpoczyna się kolejny park poświęcony oczywiście wulkanom. 🙂

Nie przeszkadza to nam bo te może surowe widoki za każdym razem wyglądają inaczej. Po dojechaniu do trasy LZ-2, która prowadzi już na samo południe do Playa Blanka odbijamy w stronę El Golfo, która jest mala wioską składającą się z tradycyjnych białych domów i czarnej plaży. Kilka restauracji i całkiem spory parking z licznymi samochodami turystów. Po co tutaj przyjechać? Po pierwsze odpocząć od typowych turystycznych miejscowości na wschodzie wyspy, zjeść dobrą rybę i zobaczyć Charco de los Clicos czyli zielone jeziorko na środku plaży. Dojście do niego jest bardzo proste, gdyż ścieżka odchodzi tuż przy parkingu. Punkt widokowy znajduje się na klifie. Jeziorko w rzeczywistości nie jest jeziorkiem tylko wodnym kraterem zalanym wodą morską. A zielony kolor zawdzięcza żyjącym w nim algom.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Lanzarote - co warto zobaczyć

Los Hervideros

Zaledwie 5 km na południe od El Golfo odwiedzamy kolejną atrakcje Lanzarote. Wrzące wybrzeże to nic innego jak urwisty brzeg, gdzie fale wody morskiej uderzają w skałę i wzbija w górę pióropusze piany. Skalisty brzeg stworzyła zastygła lawa a woda morska wyżłobiła liczne jaskinie, strzeliny czy podziemne tunele. Poprowadzona ścieżka pozwala podglądnąć ten spektakl siły natury ale nam daje okazję również do zabawy w chowanego.

Lanzarote - co warto zobaczyć

Los Hervideros

Los Hervideros

Los Hervideros

Los Hervideros

Los Salinas

Wracamy już do Arrecife ale droga prowadzi nas brzegiem morza aby nagle odbić w stronę lądu. Mijamy zatokę pociętą jak szachownica. To Salinas de Janubio czyli najstarsza i największa warzelnia soli na całym archipelagu, powstała w 1895 roku. Kiedyś działała pełną parą natomiast teraz zmalało jej znaczenie choć prace nadal trwają.

Nie spędzamy dużo czasu bo cały dzień w trasie powoduje już zmęczenie. Powoli słońce zachodzi już za horyzont i czas wracać.
A co przyniesie kolejny dzień? …. To już w kolejnym wpisie TUTAJ🙂

Wszystkie wpisy z wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie znajdziecie TUTAJ

 Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Bachledowa Dolina – ścieżka w koronach drzew zimową porą

Obiecaliśmy sobie że przerwę Świąteczno-Sylwestrową na pewno w tym roku nie spędzimy w dużym mieście.

I obietnicy dotrzymujemy!

Kochamy góry i spędzamy w nich sporu czasu, całą naszą rodziną. O czym możecie poczytać m.in. we wpisie W góry z małym dzieckiem
Nie było niespodzianką, iż wybór padnie również na miejscowość górką.
Dwa miesiące przed zakończeniem roku rezerwujemy domek we wsi Wierchomla Wielka (Gmina Piwniczna-Zdrój).

Zero smogu, cisza…takie miejsca lubimy! Przy uchylonym oknie naszego pokoju słychać jedynie przepływająca nieopodal rzeczkę Wierchomlankę.
Trzy dni z daleka od gwaru miejskiego mijają za szybko a my staramy się pogodzić nasze ambicje podróżnicze z kapryśną i mocno wietrzną pogodą. Więcej przegrywamy niż wygrywamy ale…
Dzień przed powrotem do rzeczywistości pogoda nam odpuszcza. Po całodniowych opadach śniegu zapowiada się jedno okienko pogodowe od Morza aż do Tatr. Grzechem byłoby wracać do Katowic kilka godzin w samochodzie w takiej pogodzie, dlatego decydujemy się na powrót przez Słowację aby zahaczyć o Bachledową Dolinę.
Niespełna godzinna trasa pomiędzy Piwniczną a Żdziarem jest bardzo malownicza i momentami sama w sobie jest świetną atrakcją.
Miejscami chcieliśmy zatrzymać się na dłużej ale myśl o docelowej bohaterce naszego wypadu skutecznie wraca nas drogę.
12 kilometrów od polskiej granicy w Jurgowie (lub Łysej Polanie) w miejscowości Żdziar można zobaczyć nie lada gratkę dla lubiących obcować z naturą, podziwiać piękne górskie widoki i poczuć silny dopływ adrenaliny.

Bachledova Dolina blog podróżniczy
Już sama trasa stanowiła nie lada atrakcję widokową.
Tatry Bielskie w pełnej okazałości.

Ścieżka w Koronach Drzew

To pomysł dofinansowany przez fundusze unijne, co ciekawe również Polska strona w Gorcach starała się o podobna inwestycję, niestety Słowacy byli szybsi.
Bachledka (czulej nazywana) znajduje się w samym sercu majestatycznych lasów Pienińskiego Parku Narodowego a z jej pomostu rozpościera się na południe widok na Tatry Bielskie a północny kierunek wskazuje na Trzy Korony.

Trasa pomostem mierzy 1234 metrów i „wisi” na 75 palach drewnianych, 32 metry nad gruntem. Prowadzi ona do wieży widokowej o wysokości 30 metrów a jej „ślimakowy” chodnik prowadzący na jej szczyt ma długość 631 metrów. To tyle liczb!

 

Dojście do ścieżki:

W lecie można dotrzeć na skróty przez stok narciarski na początku którego znajduje się wejście do pomostu nad drzewami. Co niektórzy opisują ze udało im się tę trasę przebyć w 15 minut.
W zimie mamy dwie możliwości:
1) wsiadamy o godzinie 10.30 (start kolejki) na wyciąg narciarski i po kilkuminutowej przejażdżce 3 osobową kolejka krzesełkową jesteśmy prawie przy wejściu do Bachledki. Koszt przejażdżki tutaj aktualny cennik
2) Z parkingu samochodowego spacerujemy szeroką dróżką pośród lasu świerkowego, brak podejść (chyba że idziemy na skróty).
My wybieramy opcje drugą i po około 40 minutach jesteśmy przy kasie biletowej. Niestety Zosia nie lubi za bardzo spacerować i całą drogę przesiedziała bez ruch w nosidle, a było z minus 10 stopni C i trochę nam zmarzła.
Po 20 minutowym ogrzaniu w upozorowanej kafejce, chroniącej przed podmuchami wiatru ruszamy na zwiedzanie.

Bachledova Dolina Ścieżka w Koronie Drzew Słowacja
Trasa do Ścieżki w Koronie Drzew jest łatwa i bardzo malownicza.

Nie ma co za wiele pisać, jest super! Ważne aby pogoda dopisywała bo we mgle to nie to samo!

Na drugim planie wieża kończąca trasę nad drzewami.
Ścieżka w Koronie drzew Słowacja
Na ścieżce znajduje się kilka torów przeszkód które najmłodszym umilają spacer.

bachledka ściezka w Koronie drzew
W oddali Trzy Korony.
Ścieżka w Koronie drzew Słowacja
Cień rzucany przez wieże widokową.
bachledowa dolina Ździar
Wyjście na wiszącą ponad 30 metrów nad ziemia siatkę wymaga nie lada odwagi.
Bachledowa Dolina Ścieżka nad korona drzew
Zamiast schodzić w lecie można zjechać w dół widoczną zjeżdżalnią. Zjazd płatny.
Tatry Bielskie bachledowa dolina
Widok na Tatry Bielskie oraz ścieżkę z samej góry wieży widokowej.

Godziny otwarcia

wrzesień 9:00 – 18:00 h
październik, listopad 9:30 – 16:00 h
grudzień, styczeń, luty 9:00 – 16:00 h
Ostatnie wejście możliwe na godzinę przed końcem godzin otwarcia.

Opłata za wejście

Ścieżka w koronach drzew (€)
Dorosły 8,00
Dzieci od 3 do 14 lat oraz seniorzy powyżej 65 r.ż. 6,50
Bilet rodzinny (2x dorosły, 2x dziecko) 21,00
Dodatkowe dziecko w wieku do 14 lat 5,50
Dzieci do 3 lat – bezpłatnie

Więcej informacji na stronie słowackiej TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Podróżnicze podsumowanie 2017 roku

Nowy Roku już nam nastał a my jeszcze z nostalgią wspominamy ostatnie 12 miesięcy.
Nie mieliśmy czasu przed Sylwestrem więc dokonujemy podsumowania 2017 z początkiem Nowego Roku.

Co udało nam się osiągnąć, zobaczyć, doświadczyć a co nadal czeka w kolejce.
Czy to był dobry dla nas rok?
Myślę, że tak.

Zwłaszcza podróżniczo udało się wiele zobaczyć i iść zgodnie ze wcześniejszym planem. Nie będziemy podawać statystyk o liczbie odwiedzonych krajów, przelotach czy czasie spędzonym w podróży.
Najważniejsze, że wykorzystaliśmy każdą nadarzającą się okazję do wspólnego wyjazdu.

Od początku wiedzieliśmy, że chcemy ruszyć w 2017 roku z Zosią dalej a dokładnie do naszej ukochanej Azji. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to dla nas niezłe wyzwanie, bo chociaż sami jesteśmy zaprawieni w boju to jednak podróżowanie z dzieckiem to inna bajka. Dieta bezglutenowa nadal ciąży na nas więc podróżowanie tym bardziej staje się wymagające.

Najpiękniejsza jednak dla nas nagroda gdy słyszymy słowa Zosi: „A gdzie dzisiaj jedziemy?”.

 

Co udało nam się osiągnąć podróżniczo?

Początek roku zawsze powoduje u nas lekkie zdenerwowanie. Pojawiające się promocje lotnicze kuszą ze wszystkich stron a my od razu zaczynamy planować.

Zimowe, bure miesiące bez spektakularnych wyjazdów mijały a my codzienne skreślaliśmy kolejne dni do wyczekiwanego urlopu.

podsumowanie roku 2017
Zima z założenia jest bardziej leniwym okresem na podróżowanie- chłód, krótszy dzień ale…dla chcącego nic trudnego. Tutaj spacer na Błatnią

 

Maj

Wybór padł na nie odwiedzoną przez nas wcześniej Malezję. W ostatniej chwili nasz wyjazd mógł jeszcze się nie odbyć. Ci co śledzili nasz funpage znają historię „kradzieży” 🙂 naszego samochodu w Budapeszcie.

Na szczęście wylecieliśmy a kraj okazał się bardzo łatwy do zwiedzania i wręcz niezwykle przyjazny dla dzieci. No dobra, ale żeby tak nie słodzić to trzeba przyznać, że dostawaliśmy białej gorączki w Kuala Lumpur, gdy próbowaliśmy pokonać miasto wózkiem.
Mimo ogromnego upału i wilgoci przez trzy tygodnie zjechaliśmy dużą część kontynentalnej Malezji. Podziwialiśmy stolicę, podjadaliśmy w chińskiej dzielnicy Malaka, przemierzaliśmy ścieżkami pomiędzy herbacianymi krzakami oraz odpoczywaliśmy na licznych plażach Langkawi.
Trzydziestogodzinny powrót z tropików nie przeszkodził nam wyjechać od razu w ukochane góry.

Malezja Z dzieckiem blog podróżniczy
W Malezji jak nigdy w Azji oprócz plecaków pchaliśmy jeszcze wózek 🙂
Zosia pokochała plaże i ciepłą wodę…mogła by przesiadywać w piasku cały dzień!
Herbaciane pola urzekły nas swoim soczystym kolorem
podsumowanie roku 2017
Poszukiwanie „Murali” w miasteczku George Town to świetna zabawa. Malezja.

Czerwiec

Kolejne miesiące wakacyjne to odkrywanie Polski. Już w czerwcu wyjechaliśmy w świętokrzyskie. Region często mało doceniamy naprawę nas urzekł. Skansen w Tokarni był niezwykły a zamek Chęciny największe wrażenie zrobił na Zosi. Oczywiście nie zapomnieliśmy o wizycie w Sandomierzu, który zawsze jest na naszej liście.
Dodatkowo zajrzeliśmy poraz pierwszy do Kazimierza Dolnego i musimy przyznać, ze nie dziwimy się dlaczego jest tak chętnie odwiedzany. Małe miasteczko, ale bardzo urokliwe.

Chęciny
Piękny zamek Chęciny
Szydłów
Średniowieczne mury w Szydłowie
Sandomierz
Nasz ukochany Sandomierz
podsumowanie roku 2017
Widok na Kazimierz Dolny

Lipiec

Miesiąc poświęciliśmy w pełni na wyjazdy weekendowe. Góry, nasze Beskidy znów „górowały” na liście. Kolejne szlaki czy pieczątki ze schronisk  pojawiały się z każdym wyjazdem w książeczce Zosi. Dodatkowo pierwszy raz braliśmy udział w spływie kajakowym z Zosią na Przemszy. Nie ukrywam, że dla mnie było to wyzwanie i chyba bardziej się bałam niż ta moja mała istotka.

Zosi spływ Przemsza bardzo się spodobał, mama była przerażona 🙂

 

Sierpień

W sierpniu udało się wygospodarować prawie dwa tygodnie wolnego i oprócz pobytu w województwie łódzkim wreszcie dotarliśmy do mojej wymarzonej krainy w Polsce czyli Podlasia.
I nie zawiedliśmy się. Pogoda jak marzenie i atrakcji mnóstwo. Odpoczęliśmy i naładowaliśmy baterie żałując że musimy jednak wracać do tego naszego świata pełnego pogoni, betonu a zimą smogu. Zobaczyliśmy mnóstwo cerkwi, zjeździliśmy rowerem Białowieski Park Narodowy, zobaczyliśmy tereny i wioski wprost z powieści Pana Tadeusza i poznaliśmy kulturę Tatarów.

Narwiański Park Narodowy
Przeprawa przez Narew
Kraina Otwartych Okiennic
Sielska wioska Soce – Kraina Otwartych Okiennic

Kruszyniany
Meczet tatarski w Kruszynianach
cerkiew
Wnętrze jednej z cerkwi
Białowieski Park Narodowy
Białowieski Park Narodowy
Rezerwat Pokazowy Żubrów w Białowieży
Rezerwat Pokazowy Żubrów w Białowieży

Wrzesień

Prywatnie nie był to dla nas dobry miesiąc. Tylko wyjazdy pomogły nam uspokoić myśli i zacząć patrzeć w przyszłość z większą nadzieją. Skoczyliśmy w opolskie oraz na Słowację i pierwszy raz odkryliśmy Małą Fatrę a do tego pobyt na Spiszu. Szkoda tylko, że warunki pogodowe nie pozwoliły nam na więcej.

Mała Fatra- piękny łańcuch górski na terenie Słowacji.
Vlkolinec
wioska Vlkolinec

Październik

W październiku poznałam historię czasów wojny w Warszawie dzięki free walking tours, o czym marzyłam od dłuższego czasu. W dalszym ciągu, jako nowi na Śląsku poznawaliśmy zakamarki tego niesamowitego województwa. Szlak Orlich Gniazd, zamki, pałace czy ciekawe miejsca nie są nam już obce. Dodatkowo odkryliśmy miasteczka północnych Moraw w Czechach jak Příbor, Štramberk i Kopřivnice . I nie zapomnieliśmy o mojej ukochanej Małopolsce.

Kopřivnice
Kopřivnice
Štramberk
Štramberk

zamek w Štramberk
Štramberk
Příbor
Příbor

Listopad

Zmęczeni już jesienią zaczęliśmy marzyć o czymś nowym i co najważniejsze gdzieś gdzie jest ciepło. Dobre ceny biletów lotniczych skusiły nas na wyjazd po raz pierwszy na Wyspy Kanaryjskie. Nie chcieliśmy tylko spędzić czasu na jednej wyspie, więc udało się odwiedzić dwie: Lanzarote i Fuertaventura. Ponad 1000 km, moc wrażeń, piękne wulkany i plaże. Takie wspomnienia zostaną na zawsze.

Lanzarote
Piękna plaża Famara na Lanzarote
Timanfaya
Park Narodowy Timanfaya na Lanzarote
Feurteventura w wieczornym świetle pięknie się złoci.
Dunas de corralejo wydmy piaskowe fuerteventura
Wydmy w Parku Narodowym Dunas de Corralejo , Feurteventura.

 

 

Grudzień

Ostatni miesiąc to czas wyciszenia i przygotowania do świąt ale my zawsze wolimy być w drodze. Zobaczyliśmy jarmarki bożonarodzeniowe we Wrocławiu, Krakowie i Katowicach. A ostatnie dni roku to góry. Tym razem Beskid Sądecki i najpiękniejsze widoki na Tatry Bielskie ze ścieżki wśród Koron Drzew w Bachledovej Dolinie.

Bywają takie dni w górach, że zapomina się o całym świecie. Tutaj Tatry Bielskie.
Bachledowa Dolina Bachledova jak dojechac blog podrozniczy
Bachledowa Dolina. Widok z wieży widokowej

Co nadal czeka w kolejce?

Ohhh mamy wiele planów. Oczywiście wszystkie się nie zrealizują ale nadal chcemy jak najwięcej doświadczać i widzieć ale oczywiście wspólnie jako rodzina. Nie zapominamy o blogu. Mamy postanowienie ruszyć z kopyta. Ale nie zapominamy, że nadal ma być to dla nas zajęcie zrodzone z pasji, a nie przykry obowiązek.

Piękny był ten rok. Mam nadzieję, że Nowy przyniesie Wam i Nam wszystkiego co najlepsze.
Mamy nadzieję, że zostaniecie z Nami.

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂