Pomysł na wakacje – Świętokrzyskie i niektóre jego atrakcje – część 1

Kto by pomyślał, że dopiero od dwóch lat zaczęliśmy bardziej poznawać Polskę. Wszystko dzięki naszej małej Zosi.

To nie, dlatego, że boimy się wyjechać z nią dalej wręcz przeciwnie nadal uwielbiamy poznawać dalsze kraje, ale podczas roku jest tyle wolnych weekendów krótszych czy dłuższych, że możemy z tego korzystać.

Zosia jest bardzo aktywnym dzieckiem, więc zamiast dusić się w czterech ścianach wolimy wyruszyć w drogę 🙂

Tym razem w długi weekend czerwcowy wybraliśmy się w świętokrzyskie. Region dla mnie nie za bardzo poznany, ale również dla Łukasza, chociaż pochodzi z Tarnobrzega. Nasza mała również usatysfakcjonowana, gdyż tematem przewodnim były bajki, zamki i królewny.

Na liście odwiedzionych atrakcji mamy kilka miejsca, ale w te wakacje odwiedzimy kolejne.

 

1. Pacanów

Małe miasteczko na trasie Kraków-Połaniec, nie przyciąga wielkimi atrakcjami, ale dla każdego rodzica jest miejscem, w którym warto zatrzymać się aby poznać historię koziołka Matołka i nie tylko.

Tutaj powstał duży obiekt tzw. Centrum Bajki, w którym możemy przenieść się w świat baśni i bajek. Udając się w trasę po centrum poznamy historię Koziołka Matołka, oglądniemy różne przedmioty związane z postaciami z bajki, wyruszymy pociągiem w kosmos i pod ziemię, zaglądniemy do czarodziejskiego ogrodu czy posłuchamy bicia serca smoka.

W otoczeniu budynku znajduje się duży ogród z placem zabaw. Podglądniemy mieszkające tam kozy oraz zrobimy sobie zdjęcie z makiety postaci z bajek. Dodatkowo w centrum możemy zobaczyć jedno z przedstawień teatralnych oraz odwiedzić księgarnię, która posiada spory wybór bajek.

Wejście do centrum na trasę „w Krainie Baśni” najlepiej należy zarezerwować na stronie na określoną godzinę gdyż ilość miejsc jest ograniczona

Pacanów

Pacanów

Pacanów

 

2. Sandomierz

Moje ulubione miasto. Odwiedzamy je regularnie o każdej porze roku. Rozsławione zwłaszcza od kilku lat poprzez popularny serial „Ojciec Mateusz” przyciąga tłumy turystów. Jest stare miasto położone na wzgórzu to również duża ilość zabytków, urokliwy rynek oraz kolorowe kamienice.

Nasz spacer zawsze rozpoczynamy od bramy Opatowskiej.

Z samej wieży bardzo dobrze zobaczymy wzgórze sandomierskie i rozległą okolicę oraz pobliskie góry pieprzowe. Podążając dalej mijamy liczne sklepy z pamiątkami czy restauracje. Tuż przy wejściu na Rynek po kolei możemy rozpoznać budynki, które stanowiły plenery serialu jak Poczta, Komisariat, Kawiarnia i dalej hotel.

Na głównym placu miasta znajduje się Ratusz czyli najbardziej rozpoznawalny budynek miasta pod którym możemy zwiedzać Podziemną trasę turystyczną. Kontynuując nasz spacer zwiedzamy piękną katedrę i dochodzimy już w stronę brzegu Wisły, gdzie na wzgórzu znajdziemy również zamek. Wizyta w tym mieście nie powinna odbyć się bez wizyty w pięknym wąwozie lessowym Św. Jadwigi.
Sami zobaczcie czy warto.

Więcej informacji i zdjęć znajdziecie w naszym wcześniejszym poście – TUTAJ

Sandomierz
Brama Opatowska
Sandomierz
uliczki Starego Miasta

Sandomierz

Sandomierz
zamek
Sandomierz
Wąwóz Św. Jadwigi
Sandomierz
Wnętrze Katedry

 

3. Chęciny

Małe miasteczko położone w odległości około 15km od Kielc przyciągnęło nas głównym swoim zabytkiem, jakim jest zamek a raczej jego ruiny i górujące nad nim 3 wieże.
Wspinamy się wysoko na wzgórze, na którym zamek góruje nad otaczającym go miastem.
Do dziś zachowały się zewnętrzne mury obronne, dwie wieże, baszta i fundamenty budynków mieszkalnych. Na jednej z wież znajduje się punkt widokowy, z którego przy dobrej pogodzie uda nam się wypatrzeć wierzchołki Tatr.
W samym zamku przymierzymy zbroję rycerską, posłuchamy dawnej muzyki albo zobaczymy pokaz rodem ze średniowiecza.
Dzieci mogą przenieść się w czasie i poczuć się jak księżniczka czy rycerz.

Chęciny

Chęciny

Chęciny

Chęciny

 

4. Tokarnia

Uwielbiam filmy kostiumowe a gdy są polskie zawsze sprawdzam gdzie były wykonane plenery. Tak też było w przypadku Tokarni. Na szklanym ekranie zachwyciło mnie to miejsce.

„Muzeum Wsi Kieleckiej” jest skansenem etnograficznym znajdującym się w podkieleckiej Tokarni.

Teren ponad 70 hektarowy podzielony jest na kilka sektorów, które tworzą oddzielne osady. Można spędzić tam kilka godzin, ale równie dobrze cały dzień.

Więcej informacji i zdjęć znajdziecie w naszym wcześniejszym poście – TUTAJ

Tokarnia

Tokarnia

Tokarnia

5. Szydłów

Polskie carcassonne – tak nazywane jest to małe miasteczko dzięki dobrze zachowanym średniowiecznym murom miejskim oraz układzie urbanistycznym. Jak również jest to tzw. „śliwkowa stolica Polski”.

Miasteczko położone około 40 km od Kielc przez wiele wieków było ważnym punktem na mapie Polski. Trasa handlarzy i kupców do Sandomierza przebiegała w tym miejscu. Od XIV wieku był to ważny ośrodek kultury żydowskiej. Niestety II wojny światowej dokonuje ostatecznych zniszczeń.

Obecnie miasteczko pięknie. Zabytki są odnawiana a turystów przyciągają również cykliczne imprezy.

Pokonując niezbyt długą trasę w tym miejscu, zobaczymy pozostałości zamku, Bramę Krakowską (jedną zachowaną z trzech), Synagogę (obecne muzeum kultury żydowskiej), skarbczyk, kościół farny św. Władysława.

Szydłów

Szydłów

Szydłów

Szydłów

Szydłów

 

Mapa miejsc

Informacje praktyczne:

Centrum Bajki Pacanów –  bardzo dużo rodzajów biletów – wszystkie informacje na stronie www.centrumbajki.pl
Zamek Królewski w Chęcinach – 12 zł/normalny, 9 zł/ulgowy – www.zamek.checiny.pl
Skansen Wsi Kieleckiej w Tokarni – 14 zł/normalny, 8 zł/ulgowy – www.mwk.com.pl

 

Kolejne odwiedzone miejsca już w kolejnym wpisie. A tymczasem wyruszajcie 🙂

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Melaka – kolorowe miasto na mapie Malezji

Jakie malezyjskie miasto na naszej trasie było najbardziej kolorowe?

Z pewnością Melaka.

Gdy zamykam oczy i wspominam to miejsce to widzę czerwone budynki, kolorowe i kiczowate riksze rowerowe oraz wielobarwne chińskie świątynie.

Czy warto tam pojechać? Jeżeli jesteś w Malezji zostań tam, chociaż na jeden dzień i to najlepiej w piątek 🙂

Melaka jest wpisana w całości na listę UNESCO. Przez wiele wieków była jednym z głównych miast portowych tego regiony. Wpływy portugalskie, holenderskie, brytyjskie i chińskie mocno wpłynęły na architekturę i charakter tego miasta.

Miasto jest znacznie mniejsze w porównaniu do stolicy i na spokojnie można je zwiedzać pieszo.. Jest bardzo popularne, więc przygotujmy się na większe zagęszczenie turystów, ale w bocznych uliczkach można odetchnąć.

Atrakcje Melaki

Zaczynamy od głównego punktu centrum miasta, jakim jest Dutch Square. Jest to plac nazywany czerwonym z powodu kilku budynków tam znajdujących się i pokrytych czerwonym kolorem przez Brytyjczyków w latach 20 XX w. Na placu znajdziemy ratusz miejski i kościół Dutch Reformed Church –  Christ Church.

atrakcje Melakiatrakcje Melaki

Plac jest jednym z głównych miejsc spotkań oraz miejscem postoju kolorowych, kiczowatych i głośnych riksz rowerowych. Podróżując po Azji wiele razy korzystaliśmy z riksz rowerowych czy motorowych, ale takiego wynalazku jeszcze nie widzieliśmy. Właściciele tych pojazdów dekorują swe pojazdy maskotkami, lalkami i kwiatami. Każdy ma jakiś swój motyw przewodni. Znajdziemy rikszę ze spiderman’em, z postaciami z krainy lodu czy z japońskiej bajki. Do tego głośna muzyka malajskiego disco-polo, wydobywająca się z głośnika zainstalowanego w tym pojeździe i kolorowe światła lampek, które są włączane na noc i powstaje mała jeżdżące imprezowania.

Zosia zakochała się w tym wynalazku. Dotykała i przytulała wszystkie lalki i misie 🙂

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

Idziemy dalej i na wzgórzu tuż za Dutch Square docieramy do ruin kościoła św. Piotra z XVI w. skąd rozpościera się widok na miasto i wybrzeże. Wzgórze przez lata zmieniało swoją nazwę od Malaca Hill, Monti Ali Maria ostatecznie pozostając przy nazwie St Paul’s Hill.

Kierujemy się w stronę wybrzeża i po zejściu schodami w dół dochodzimy do Fortu Samosa a raczej tego co po nim pozostało czyli solidna brama wraz z dwiema armatami.

Jest bardzo gorąco, więc centrum handlowe na trasie jest dla nas wybawieniem. Dobry obiad przy włączonej klimatyzacji jest dla nas czymś najlepszym. Zataczamy pętle i podążamy w kierunku rzeki Malaka River. Na trasie zobaczymy Muzeum Morskie, którym jest replika portugalskiego statku galeon  Flor de la Mar, który w XVIw zatonął u wybrzeży Melaka. Dla tych co lubią oglądać miasto z wysokości przygotowaną wysoką na 110 m wieżę Menara Taming Sari z obrotową platformą. Osiemdziesiąciu pasażerów przez 7 minut może podziwiać miasto z góry.

atrakcje Melaki
pozostałości z bramy fortu Samosa
atrakcje Melaki
galeon Flor de la Mar
atrakcje Melaki
wzgórze św. Piotra

Wracamy do centrum miasta wzdłuż rzeki, na której organizowane są wycieczki promami. Miasto z innej perspektywy musi wyglądać równie przyjemnie.

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

Melaka jest miastem wielokulturowym, co zdecydowanie wpłynęło na architekturę miasta. Stara część miasta jest w kolorze ciemnoczerwonym a wciśnięte pomiędzy budynki świątynie różnych wyznań dopełniają tutaj całości. Wpływy chińskie są tutaj ogromne. Sami Malajczycy pochodzenia chińskiego głównie rozmawiają po chińsku, odwiedzają chińskie świątynie i sprzedają chińskie produkty.

Na naszej trasie nie mogło zabraknąć wizyty w świątyniach. Ulica Harmony jest przykładem religijnej tolerancji w Melace gdzie zobaczymy między innymi świątynie Cheng Hoon Teng z XVI w. Jest to najstarsza tradycyjna buddyjska świątynia w Malezji, poświęcona Bogini Miłosierdzia Kuan Yin. W centrum budynku znajduje się czarna, złota i czerwona rzeźba bogini. Wszystkie materiały, z których wykonana jest świątynia zostały przywiezione z Chin wraz z rzemieślnikami. Ciemne belki z drewna i pięknie rzeźbione ściany pokrywają świątynie. Zapach palących się kadzidełek sprawia, że w środku jest bardzo nastrojowo.

Warto podejść do sąsiedniej świątyni buddyjskiej Xian Lin Si, która niezatłoczona turystami daje nam chwilę wytchnienia a lekki wiaterek na jej balkonach świetnie nas ochładza.

atrakcje Melaki
świątynia Cheng Hoon Teng
atrakcje Melaki
wnętrze świątyni Cheng Hoon Teng
atrakcje Melaki
świątynia Xian Lin Si

Na tej samej ulicy znajdziemy również meczet Kampung Kling Mosque i świątynie hinduską Sri Poyyatha Vinayagar Moorthi.

Spacer w centrum dzielnicy chińskiej wzdłuż głównej ulicy Jonker Street jest nieodłącznym elementem wizyty w mieście. Zobaczymy wiele sklepów również tych z tandetą chińską, ale także liczne restauracje i bary. Najlepszy czas na wizytę Jonker street to piątkowy wieczór i sobota, kiedy ulica zamienia się w wielkie targowisko. Jest głośno, ciasno i pachnąco. Sprzedaje się wszystko od pysznego jedzenia po tanie pamiątki.

atrakcje Melaki

atrakcje Melaki
Melaka targ nocny

Na koniec naszego spaceru nie zapomnijmy o przejściu wzdłuż rzeki Melaka. Kierujemy się na północ. Teren wzdłuż rzeki jest świetnie zagospodarowany po obu jej stronach. Niskie, kolorowe, kolonialne budynki pokryte są w wielu miejscach muralami. Trasa jest jeszcze piękniejsza nocą, gdy zapalone światła lśnią w nurcie rzeki.

atrakcje Melaki
spacer wzdłuż rzeki

atrakcje Melaki                                               atrakcje Melaki

atrakcje Melaki

 

Informacje praktyczne

Przejazd z dworca Puduraya do centrum autobusem numer 17 – 2 RM

wynajęcie rikszy – 30 RM

Nocleg w pokoju 2osobowym tuż przy rzece – 100 RM

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Zanurzyć się w historii – z wizytą w Tokarni

Chodźcie z nami na przemiły spacer.

Zabieramy Was w miejsce klimatyczne i pełne historii.

To tam nagrywano niejeden z filmów czy seriali kostiumowych.  Nie wszyscy lubią takie miejsca, ale to jednak urzeka chyba każdego.

Gdzie to miejsce?

„Muzeum Wsi Kieleckiej” jest skansenem etnograficznym znajdującym się w podkieleckiej Tokarni w województwie świętokrzyskim.

Teren ponad 70 hektarowy podzielony jest na kilka sektorów, które tworzą oddzielne osady. Można spędzić tam kilka godzin, ale równie dobrze cały dzień.

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

Odwiedzamy nie tylko zabudowę dawnej wsi, ale również małego miasteczka.

Zaglądamy do gabinetu lekarskiego, gdzie wiele elementów z ekspozycji to autentyczne sprzęty sprzed II wojny światowej należące do doktora Witolda Poziomskiego. Zobaczymy jak lekarz mieszkał i jak wyglądała apteka.

 

skansen w Tokarni

Podążając nadal tzw. „ małym miasteczkiem” zajrzymy do kowala i krawca.

skansen w Tokarni

W Foto Atelier zabawiamy dłużej, jako wielbiciele starej fotografii. Wnętrze chaty odtworzone jest jak międzywojenny zakład fotograficzny.

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

Spacerujemy ponad godzinę a przed nami jeszcze tyle do zobaczenia. Teren jest ogromny i tylko dzięki drogowskazom na rozdrożach wiemy jak dalej iść. Autentyczności temu miejscu nadają wiernie przedstawione izby w chatach, ale również same umiejscowienie tych chat. Chociaż to skansen nie znajdziemy tutaj dróg asfaltowych czy chodniczków. Wszystkie chaty porozrzucane są wśród pięknych łąk.

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

Z sektora małomiasteczkowego udajemy się w kierunku wiejskich, bielonych chat pokrytych strzechą w tzw. sektorach Świętokrzyski, Lessowy, Wyżynny i Nadwiślański. Tworzy to odrębne osady oddalone od siebie lasem czy łąkami. Wchodzimy do chat, stodół i zabudowań gospodarczych. Odzwierciedlone są nawet autentyczne układy czworoboczne całych zabudowań a na płotach mienią się w świetle ceramiczne garnki. Krajobraz niezwykle sielski, pokazuje tradycyjną polską wieś.

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

Na koniec odwiedzamy prawdziwy Dwór, w którym pokojach nagrywano nawet Śluby Panieńskie. Obok stoi stodoła a w niej wystawa dawnych wozów, powozów i bryczek oraz spichlerz.

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

Pięknego widoku dopełniają wiatraki, które przypominają mi krajobraz Holandii. Do niektórych z nich można nawet wejść.

skansen w Tokarni

skansen w Tokarni

Kilka godzin mija bardzo szybko. A miejsce na pewno zachęca do jeszcze dłuższej wizyty. W okolicy skansenu warto zobaczyć jeszcze Jaskinię Raj i Zamek w Chęcinach. Ale to już na inną opowieść.

 

Dodatkowe informacje:

  • dojazd z Katowic (2h), Krakowa (1,5h), Warszawy (2,5h)
  • link do strony muzeum http://mwk.com.pl/
  • bilet wstępu: 14 zł normalny, 8 zł ulgowy


Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Cameron Highlands – soczyste pola herbaciane Malezji

Gorąco, wszędzie gorąco.
Cóż pierwsze dni w Kuala Lumpur i Melace przypomniały nam jak można pocić się w Azji. W sumie kąpiel niepotrzebna, bo i tak za chwilę pot pokrywa całe ciało. 37ºC przy olbrzymiej wilgotności takie odczucia jedynie w Azji.

Chcemy odetchnąć na chwilę od miasta i skwaru, ale gdzie? Na szczęście w Malezji są góry. Może nie ogromne, ale 1500 m n.p.m. powoduje, że temperatura w dzień utrzymuje się na 25ºC a w nocy może spaść do 15ºC,  a czasami nawet i niżej- iście zimowa aura jak na Malezję.

Jedziemy w góry

Z bardzo ładnego i nowoczesnego dworca autobusowego w Kuala Lumpur wyjeżdżamy vip-owskim autobusem w kierunku Cameron Highlands. Zajmujemy przestronne miejsca (po trzy w jednym rzędzie). Kierowca na szczęście oszczędza nas tym razem i nie podkręca klimatyzacji na maksa. Ponad czterogodzinna podróży do Tanah Rata, głównej miejscowości turystycznej w regionie Cameron Highlands trochę się dłuży, ale rodzice przerwy nigdy nie mają i bajki opowiadać Zosi trzeba 🙂

Ostatnie dwie godziny to same zakręty, więc dla osób z chorobą lokomocyjną ten fragment trasy może dać się we znaki. Na szczęście na najtrudniejszy fragment trasy Zosia zasypia na brzuchu taty. Parę kilometrów tuż przed miejscem docelowych zauważamy pola herbaciane. Już nie możemy się doczekać, kiedy tam będziemy no i liczymy na trochę więcej słońca.

Decydujemy się na pozostanie w Cameron dwie noce i na spokojne zwiedzanie plantacji. Znalezienie noclegu kompletnie nie stanowi problemu. Jesteśmy poza sezonem, co najważniejsze po weekendzie, więc większość turystów wyjechała. Po przyjeździe pod biuro firmy CS & Travel udajemy się w pierwszą ulicę w prawo i tuż za popularny Father’s guesthouse wynajmujemy pokój z łazienką (wifi i kawa w cenie)

Tanah Rata to mała miejscowość gdzie oprócz paru restauracji, wielu guesthouse-ów i hotelików nie ma za wiele do robienia. Ale nie po to tutaj przyjechaliśmy. Jest niedziela i cotygodniowy targ otwiera się popołudniu. Nareszcie kupujemy owoce, warzywa w dobrych cenach.

Cameron highlands
Tanah Rata w całej okazałości, mała mieścina, nie sposób się tam zgubić.

 

Cameron highlands
Targ w Tanah Rata, smacznie i na bieżąco!

Zielone pola herbaciane – Cameron highlands

Plan na następny dzień zakłada wizytę na plantacjach herbaty, ale oczywiście nie z grupą. Wiem, że większość na to się decyduje, ale my nie mamy ochoty spędzić tylko godziny na plantacji a resztę czasu na plantacjach truskawek w klatce z  owadami czy w ogrodach z kwiatami. Nie przewidzieliśmy tylko, że wjazd na plantację herbaty Boh jest zamknięty w poniedziałek. Taki zonk, ale cóż z tym też sobie poradzimy.

Cameron highlands
Plantacja herbaty Boh jest zamknięta w poniedziałek. Omijając tę budkę ścieżka z lewej strony można podziwiać piękne widoczki.

Opcji zwiedzania pól herbacianych jest kilka, dla nas najbardziej pociągająca to skuter, który z wiadomych względów daje największą frajdę poznawania. Skuter wypożyczyć można bardzo łatwo i dostępność jest duża ale kasków dla dzieci nigdzie na wypożyczenie nie mieli a podróżowanie z dzieckiem na skuterze bez kasku nie wchodziło w grę. Poza tym tutejsza policja obserwuje bacznie turystów i wypatruje tych którym kaski nie leżą a następnie daje po cichu do zrozumienia że puści gapowicza wolno ale jedynie po wręczeniu małej łapóweczki. Malezja pod tym względem to nie Tajlandia, Filipiny czy Indonezja, tutaj przestrzegamy przepisy drogowe!

Z tego względu z samego rana zamiast odpalać skuter decydujemy się złapać stopa i podjechać na plantację Bharat, którą mijaliśmy dzień wcześniej. Trochę mieszkańcy się dziwią gdy machamy na przejeżdżające samochody ale z dzieckiem chyba chętniej zabierają. Dzięki temu już po 30 min jesteśmy na miejscu. Myślę, że spokojnie na stopa można poruszać się w tych okolicach, kierowcy zatrzymują się podobnie jak w Polsce czyli rzadziej niż częściej ale się zatrzymują.

Cameron highlands
Warto pomachać. Tanio i z satysfakcją.

Stopem docieramy na miejsce gdzie  jest cicho i spokojnie i słychać jedynie stukot robotników naprawiających dach pobliskiej restauracji . A  tak poza tym to nie ma nikogo 🙂 Jedynie pracownicy plantacji nieśmiało wynurzają się z za krzaków herbacianych. Wstęp na plantację jest wolny, nie ma znaków ani kierunkowskazów. Należy jedynie zachowywać się godnie, nie śmiecić czy nie hałasować.

Podziwiamy drzewka herbaciane. Bardziej i mniej zielone pokrywają okoliczne pagórki. Kolory się przenikają tworząc morze zieleni. Na polach pracują wynajmowani pracownicy głównie z Nepalu czy Bangladeszu, którzy sprawnie ręcznymi maszynami przystrzygają krzewy a liście zbierane są do dużych worków i przenoszone do fabryki. Spacerujemy pomiędzy krzewami. Warto na plantacji mieć w miarę dobre buty bo jest gliniasto-błotniście no i dłuższe spodnie bo krzaki miejscami są bardzo gęste. Gdy głód zaczyna nam już doskwierać, na śniadanie wybieramy pustą ławeczkę, z której możemy cały czas delektować się tym zielonym rajem.

Cameron highlands
Spacer po plantacji to sama przyjemność, aczkolwiek po deszczu może być ślisko- trzeba uważać.
Cameron highlands
Tłumaczyć nie trzeba
Cameron highlands
Pracownik ścina gałązki herbaty za pomocą ręcznych nożycy.
Cameron highlands
A tutaj już pełna mechanizacja. Szybko ale niekoniecznie lekko.
Cameron highlands
Skoszone listki herbaty trafiają w trakcie prac bezpośrednio do worka.

Cameron highlands

Jest jeszcze przedpołudniem a pogoda wydaje się poprawiać. Musimy to wykorzystać i zobaczyć plantacje Boh. Plantacja Boh jest największa w Malezji. Jakość herbaty w porównaniu np. z tą ze Sri Lanki jest niestety gorsza, a wynika to ze sposobu zbierania listków. W Malezji już od wielu lat zamiast rąk ludzkich wykorzystuje się do tego maszyny. Sama plantacja zajmuje ponad 1200 hektarów a rocznie produkowane jest 4 mln kg herbaty.

Po powrocie stopem do miasta wybieramy taxi aby dojechać pod bramę wjazdową plantacji Boh. Wiemy, że wstępu na plantację dzisiaj nie ma ale nigdy nic nie wiadomo. Z naszym kierowcą taksówki wynajętym na trzy godziny, zatrzymujemy się parę razy na trasie. Drogi są wąskie a widoki niczego sobie i ruch spory ponieważ w okolicy odbywa się codzienny truskawkowy i nie tylko targ. Zamknięty wjazd do plantacji nie zaskoczył nas, więc odrazu szukaliśmy czegoś co sprawi że chociaż trochę nasycimy się widokami pól herbacianych. Decydujemy się na spacer niepozorną drogą znajdująca się po lewej stronie bramy wejściowej. Ścieżka wznosi się na okoliczne wzgórza i nie jest zamknięta. Jak się chwile później okazało byliśmy zadowoleni, że nie udało nam się zwiedzać plantacji wśród tłumu autobusów. Cała plantacja herbaty jest przed naszymi oczami i tylko dla nas. Podążamy coraz wyżej i jest coraz lepiej. Spędzamy około 2 godzin spacerując i podziwiając widoki. A trzeba przyznać, że jest co podziwiać. Jest jeszcze ładniej niż na plantacji Bharat.

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Cameron highlands

Bardzo się cieszymy, że możemy spędzić w tym miejscu tyle czasu ile chcemy a inne plantacje  odpuszczamy. Czas na obiad i relaks czyli próba uśpienia Zosi.

Cameron highlands jest bardzo popularne wśród mieszkańców Malezji ale również Singapuru, którzy mogą tutaj odetchnąć od gorącego klimatu. Dodatkowo jest to miejsce w którym uprawia się warzywa i owoce dostarczane dla całego kraju i nie tylko.

Niezwykle ważne są w tym miejscu …. truskawki. Każdy targ opanowany jest przez te owoce. Kupimy nie tylko owoce ale bransoletki, maskotki, portfele i wiele innych rzeczy w kształcie truskawki albo z jej motywem. Dlatego też każda z organizowanych wycieczek zagląda na ich plantację. A same truskawki w sumie to smakiem nie powalają i ceną. Polskie są znacznie smaczniejsze.

Cameron highlands
Tak wyglądają plantacje truskawek…
Cameron highlands
Kapuściane truskawki…polskie lepsze 🙂

Cameron highlands

Dla wszystkich, którzy mają więcej czasu polecamy również trasy trekkingowe w okolicach. Mapkę znajdziecie poniżej. Trasy są niekiedy dość strome i trzeba uważać zwłaszcza po deszczu bo brodzi się w porządnym błocie.

Informacje Praktyczne

– dojazd z Kuala Lumpur kilka razy dziennie w nieco ponad 4 godziny – ceny od 35RM

– dojazd z Penang, Singapuru oraz Perinthien również bez problemu. Warto zarezerwować dzień wcześniej bilet również możliwość on-line przez stronę bus online ticket

– w Tanah Rata liczne guesthousy z cenami od 40 RM za dwójkę bez łazienki

– wycieczki zorganizowane od 25RM za 3 h podczas których zwiedza się plantację herbaty, truskawek, owadów, róż etc.

– wynajęcie taksówki na 3 h za 75 RM

Inne wpisy z wyjazdu do Malezji znajdziesz TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Na szczyt Błatniej z małym dzieckiem – nasze ulubione trasy

Czy Wy też tak macie? Zbliża się weekend i już planujecie gdzie tu wyskoczyć.

Zanim pojawiła się nasza Zosia lubiliśmy pospać dłużej i tak po prostu ponudzi się w wolny dzień. Ale teraz od razu uciekamy z domu.

Jak jest brzydka pogoda również wymyślamy jakieś zajęcia, bo udawanie wilka, czarownicy czy księcia naprawdę może się znudzić 🙂

Kiedy za oknem świeci słońce i temperatura jest znośna zawsze wybieramy góry. Uwielbiamy nawet jednodniowe wypady. A z racji zamieszkania obecnie w stolicy Śląska wybieramy najczęściej szczyty okolicznych Beskidów.

Po skończonym roczku naszej małej wyruszyliśmy w góry już tak na poważnie. Przez kilka miesięcy udało nam się poznać głównie dobrze Beskid Śląski i Żywiecki.

Jednym z naszych ulubionych miejsc jest Błatnia i znajdujące się tam schronisko.

Błatnia (892 m n.p.m) znajduje się w Beskidzie Śląskim i jest dla nas idealnym miejscem na jednodniową wycieczkę.

Szczyt zdobywaliśmy już kilka razy i w każdej porze roku. Do tego dojście jest możliwe z kilu miejscowości, dzięki czemu nie musimy chodzi cały czas tymi samymi szlakami.

Polecamy zwłaszcza 3 trasy: z Jaworza, z Brennej i Bielska –Białej. W tym roku dodatkowo pokonamy trasę ze Szczyrku oraz Bystrej.

Bielsko Biała – Szyndzielnia – Błatnia – Szyndzielnia – Bielsko – Biała

Bardzo lubimy tą trasę. Nie jest za wymagająca a zwłaszcza dla dzieci bardzo interesująca. Zajmuje 2 godziny i do pokonania mamy 6,3 km z czego 167 m idziemy w górę i 278 m w dół.

Zaczynamy na parkingu pod ośrodkiem przy stacji kolejki linowej na Szyndzielnię. Zamykane gondole i 15 min przejazd zawsze jest atrakcją dla naszej Zosi.

Na szczycie zaledwie kilka minut dzieli nas od schroniska pod Szyndzielnią. Schronisko jest duże i bardzo popularne w weekendy, więc zawsze pojawiamy się z rana i cały tłum udaje nam się ominąć. Krótki pobyt na drugie śniadanie i można wyruszać w trasę.

Żółtym szlakiem kierujemy się w stronę szczytu Klimczoka ale nie podążamy w górę tylko czarnym kierujemy się na zachód. Po przejściu 45 minut jesteśmy na Trzech Kopcach pod Klimczokiem gdzie znów rozpoczynamy trasę szlakiem żółtym. I teraz zaczyna się najlepsza trasa. Piękne zejście szlakiem w Rezerwacie Stok Szyndzielni a później odsłonięta trasa biegnąca płaskim grzbietem prze las i łąki pozwala zobaczyć okoliczne szczyty. Po godzinie czasu jesteśmy w schronisku na Błatniej, które bardzo lubimy zwłaszcza z powodu jedzenia – przepyszne naleśniki i ciasto warte są pokonania tej trasy 🙂

Błatnia trasa
trasa z Bielsko-Białej
Szyndzielnia trasa
pierwszy etap wyjazd kolejką na Szyndzielnię
szlaki na Klimczok
Klimczok na trasie
szlaki Błatnia
i idziemy dalej

szlaki Błatnia

szlaki Błatnia
schronisko na Błatniej

Brenna – Błatnia – Brenna

Jest to jedna z pierwszych naszych tras, którą pokonaliśmy z Zosią w nosidle turystycznym.

Parkujemy przy Urzędzie Gminy w Brennej. Czarny szlak prowadzi nas przez las i po około 40 minutach jesteśmy na rozwidleniu pod lasem gdzie łączymy się z zielonym szlakiem, który również rozpoczyna się w Brennej pod Ośrodkiem Zdrowia.

Kolejna godzina pod górę, 2 km pokonane, około 300 m przewyższenia i zdobywamy Wielką Cisową. Na trasie las ustępuje łąkom i możemy podziwiać miasto w dole.

Od Wielkiej Cisowej to już tylko 15 min. Po drodze mijamy jeszcze tylko ośrodek Rancho i jesteśmy w schronisku na Błatniej.

Trasa o długości 4 km (489 km w górę) zajmuje 2 godziny.

szlaki Błatnia
trasa przejścia z Brennej

szlaki Błatnia

szlaki Błatnia
Wielka Cisowa i Błatnia tuż tuż
szlaki Błatnia
dla niektórych właśnie czas obiadu 🙂

Jaworze – Błatnia – Jaworze

Trasa była pokonywana przez nas w zimie i dała nam w kość. Dla naszej Zosi było wręcz przeciwnie bo mogła siedzieć pod ciepłym śpiworkiem w sankach. My natomiast przedzieraliśmy się w śniegu i lekkiej śnieżycy do góry. Trasa zajmuje 2 godziny (5km przejścia, 503 m w górę) jednakże w zimie trzeba więcej czasu przeznaczyć. Szlak zdecydowanie bardziej przyjemny i nie tak wymagający jest, gdy śniegu już brak.

Trasę pokonujemy cały czas żółtym szlakiem.

szlaki Błatnia
trasa z Jaworza
szlaki Błatnia
ciężko, zimno i wietrznie…
szlaki Błatnia
ale jedzenie wszystko wynagrodzi

W tym roku na pewno nie odpuścimy wizyty w schronisku na Błatniej, ale że nie lubimy często chodzić tymi samymi szlakami, na pewno wybierzemy inne.

Kusi nas na przykład 6 godzinna trasa Szczyrk – Klimczok – schronisko na Błatniej – Chata Wuja Toma – Szczyrk.

Oby się udało 🙂

Chcielibyście poznać więcej szlaków górskich przyjaznych dla rodzin z dziećmi i nie tylko? Zobaczcie TUTAJ
Zebraliśmy dla Was listę kilku interesujących miejsc, szczytów i schronisk, które odwiedziliśmy podczas pierwszych nieco ponad 2 lat życie naszej Zosi.

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

Luang Prabang – perła Laosu

Kilka lat temu marzyliśmy o Laosie. Obrazy krajobrazów z filmów o Indochinach pozostały w naszej pamięci. Szukamy spokoju, a tam czas płynie znacznie wolniej i tego właśnie nam było potrzeba.

Nie lecimy do kulturalnej stolicy Laosu. Pokonujemy trasę od granicy z Tajlandią do Luang Prabang płynąc łodzią dwa dni rzeką Mekong. Z burty obserwujemy życie mieszkańców oraz soczystą roślinność. Zobacz nas wpis o tej trasie TUTAJ

Docieramy już w nocy z niezłymi przygodami na trasie do Luang Prabang. Zmęczeni poszukujemy jakiegoś lokum, ale już wiemy, że będzie nam się tutaj podobać.

Luang Prabang – co warto zobaczyć ?

Miasto nas zaskakuje. Z rana czujemy już zapach świeżo wypiekanych bagietek, co nas nie słuchanie dziwi? Ale jak to. Chleb w Azji? Luang Prabang w niektórym miejscach wygląda jak 100 lat temu podczas panowania francuski kolonizatorów. Jest to taki tygiel azjatycko – europejski. Zachwycam się pięknymi kolonialno – azjatyckimi domami, odnowionymi i udekorowanymi kwiatami. A w każdym to restauracja, knajpka lub hotel. W końcu jesteśmy w części turystycznej miasta.

Część miasta, najbardziej znana w Luang Prabang, zajmuje niedużą powierzchnię, ale dzięki temu niespiesznie ją poznajemy. Miasto jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa, więc jest co zwiedzić.

W świetle dziennym spacerujemy brzegiem rzeki Mekong. Droga prowadząca wzdłuż rzeki jest zabudowana pięknymi domami kolonialnymi. Widok z licznych tarasów restauracji na zachód słońca nad rzeką naprawdę urzeka każdego.

Ale nie tylko piękne zachody słońca czy domy kolonialne sprawią, że Luang Prabang stało się prawdziwym magnesem dla turystów. My uwielbiamy świątynie buddyjskie a miasta ma ich mnóstwo. Zwiedzamy wiele z nich. W tym najpiękniejszą Wat Xieng Thong. Cały teren to kilka budynków, które ozdobione są bogatymi zdobieniami. W środku ołtarz Buddy i składane mu ofiary.
Spędzamy w tym miejscu sporo czasu. Uwielbiam obserwować jak mieszkańcy czy też wyznawcy buddyzmu z innych krajów odwiedzają świątynie i niespiesznie wykonują poszczególne rytuały i składają ofiary.

luang prabang co zobaczyć
piękna świątynia Wat Xieng Thong

luang prabang co zobaczyć

luang prabang co zobaczyć

W Luang Prabang nareszcie możemy bardziej poznać buddyzm. Liczne świątynie, ale zwłaszcza klasztory, otwarte na obcych przyciągają śpiewem młodych mnichów. Z wieloma z nich staramy się porozmawiać, jeżeli nie mamy dużej bariery językowej. Są bardzo nami zainteresowani i chętni kontaktu. W czasie naszej wizyty telefony komórkowe nie były tak bardzo rozpowszechnione, więc na pewno było łatwiej na bliższy kontakt. Dźwięki matr wyśpiewywane przez mnichów niosą się po mieście zwłaszcza o wczesnych porach dnia, gdy życie w mieście powoli budzi się ze snu.

luang prabang co zobaczyć
codzienne modlitwy młodych mnichów w świątyni
luang prabang co zobaczyć
mnichów buddyjskich w Laosie jest bardzo wielu

 

O świcie mnisi ze wszystkich świątyń wychodzą na „karmienie”. Na głównej ulicy miasta ustawiają się mieszkańcy oraz turyści, aby nakarmić mnichów garstką ryżu i czasami owocami. Cała ta uroczystość wygląda ślicznie. Aż po horyzont mieni się kolor pomarańczowy szat mnichów, którzy wychodzą z poszczególnych świątyń i idą gęsiego wzdłuż głównej drogi miasta. Szkoda, że niektórzy turyści nie potrafią się zachować i nie szanują ich kultury. Strzelają fleszami już z paru metrów. Obecnie sytuacja jest chyba jeszcze gorsza, więc bardzo się cieszę, że odwiedziliśmy to miejsce znacznie wcześniej.

luang prabang co zobaczyć
mnisi udają się po posiłek

luang prabang co zobaczyć

luang prabang co zobaczyć

Dzień rozpoczął się dla nas bardzo wcześnie, więc warto było to wykorzystać. Niespiesznie poznajemy kolejne interesujące miejsca jak Muzeum Narodowe czy Pałac Królewski ale naszą wisienką na torcie jest wzgórze Phu Si, które dominuje nad Luang Prabang. Kolejny raz jesteśmy zachwyceni. Widok ze wzgórza ucieleśnia wszystko z czym kojarzy mi się ten kraj. Brązowe wody Mekongu wijące się wśród bujnej zieleni, która pokrywa okoliczne góry oraz złote strzeliste dachy świątyń.

 

luang prabang co zobaczyć
świątynia w kompleksie Pałacu Królewskiego
luang prabang co zobaczyć
Muzeum Narodowe
luang prabang co zobaczyć
widok ze wzgórza Phu Si

 

A gdy masz więcej czasu. Nie spędzaj tylko na siedzeniu w knajpie, zagłębij się w miasto i poszukaj miejsc gdzie możesz zobaczyć normalne życie mieszkańców.

My idziemy mostem bambusowym na drugą stronę rzeki. Przechodzimy przez wioskę jakże inną od centrum miasta. Drewniane domy, gliniana droga. Nie spotykamy turystów. Widzimy natomiast codzienne życie Laotańczyków. Dochodzimy do żelaznego mostu. Tutaj motorki i rowery pędzą z jednej to na drugą stronę. Chcemy jeszcze przepłynąć na drugą stronę Mekongu, gdzie również znajduje się wioski i parę świątyń. Po ustaleniu ceny wypływamy. Znajdują się tutaj trzy świątynie. My zwiedzamy tylko jedną. Przy innych żądają opłaty. Nie wiemy za co i po co, bo nikt o to nie dba. Wioska, w której jesteśmy jest podstawowa. Ludzie uprawiają małe poletka, dzieci biegają bez butów, chaty są z bambusa i bieżącej wody chyba nie ma. Ludzie są mniej ufni ale udaje się w klasztorze zapoznać kolejnych młodych mnichów.

luang prabang co zobaczyć
i przechodzimy na drugą stronę…
luang prabang co zobaczyć
domy w których mieszkają młodzi mnisi
luang prabang co zobaczyć
inne oblicze miasta
luang prabang co zobaczyć
mnisi są wszędzie…

 

Nastaje wieczór.

Czemu ja nie mam dodatkowej torby ze sobą? Grrrr… Wieczorem jak zwykle na głównej ulicy miasta rozpoczyna się targ Hmongów. Można kupić tu wszystko. Ważne, że ceny są niskie oczywiście po targowaniu a towary przeważnie ręcznie robione. Piękne i kolorowe.

Nie możemy się oprzeć i kupujemy kilka pamiątek. Na koniec warto skusić się na jedzenie z tzw. ruchowych gar kuchni, które jest bardzo dobre i tanie. I najlepsze piwo laotańskie Beerlao jest moim faworytem.

luang prabang co zobaczyć
nocny targ Hmongów
luang prabang co zobaczyć
kupiłabym wszystko 🙂

Za rok minie 10 lat od naszej wizyty w tym miejscu. Ilość turystów w tamtych czasach była znacznie mniejsza niż teraz zwłaszcza, gdy myślimy o naszych rodakach. Ale z opowieści moich znajomych, którzy niedawno odwiedzali ten kraj wiem, iż urok tego miejsca nadal pozostał. Polecamy!

 

Więcej wpisów o naszej podróży po Laosie znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

Spływ Mekongiem z Tajlandii do Laosu – czyli tym razem podróż łodzią

Podróż łódką rzeką Mekong z granicy Tajlandii do Laosu to jedna z tych atrakcji podczas pobytu w Azji o których się nie zapomina.

Dwa dni w łódce, rzeka, piękne krajobrazy ale również turyści z całego świata, którzy z nami podróżują. Co można robić przez ten czas? Jeść, pić świetne laotańskie piwo Lao Beer, oglądać brzeg rzeki i życie mieszkańców, rozmawiać ze współpasażerami i tak po prostu się ponudzić.

Granica tajlandzko-laotańska (Chiang Khong – Huay Xiay)

Ten niesamowity spływ zaczynamy na granicy Laosu w Huay Xiay. Docieramy tam z Chiang Mai beznadziejnym autobusem. Klimatyzacja na full i trzepie przez całą drogę Dodatkowo ledwo, co wyjeżdża pod górę. Plus jest taki, że posiada toaletę, choć dość obskurną oraz dostajemy małe butelki z wodą oraz paczkę ciastek. Normalnie wypas :).
Autobus jest pełen turystów i tak o 15 godz. dojeżdżamy do Chiang Khong. Kierowcy tuk tuków już czekają z wygórowaną ceną za parę kilometrów wiedząc, ze i tak nie mamy innego wyjścia. Przy brzegu Mekongu podbijamy pieczątkę wyjazdową i przepływamy łodzią długorufową na drugą stronę rzeki do Huay Xiay. Płynie z nami chyba z 20 turystów. Szybko idziemy wyrobić wizę. I już jesteśmy w Laosie.
Standardowo rozpoczynamy poszukiwania noclegu w przysłowiowej najniższej cenie. W pokoju tylko materac, ale łazienka jest z ciepłą wodą, więc nie jest źle. Chcemy wymienić pieniądze i kupić bilet na łódkę do Luang Prabang na jutro. Niestety pieniądze można zamienić tylko w banku lub w agencjach, lecz przelicznik jest bardzo zły. Dodatkowo do przystani jest za daleko, więc musimy kupić bilety w agencji. Najlepsze ceny proponuje guesthouse BAP – 240.000 kipów lub 30 $. Musimy płacić w $. Na przystani jest taniej ale nie mamy ochoty znów tuk tukiem jechać tylko po bilety. Pieniądze zamienimy dopiero następnego dnia w banku z samego rana.
Nocleg nad Mekongiem jest atrakcją samą w sobie. Całe życie Laotańczyków tutaj toczy się wokół rzeki.

spływ Mekongiem
Na granicy
spływ Mekongiem
Nad brzegiem Mekongu

spływ Mekongiem

spływ Mekongiem
I jesteśmy w łódce

Pakbeng

Następnego dnia z przyjeżdżają tuk tuki, które zabierają nas na przystań. Podbijamy pieczątki w paszporcie, dostajemy bilety i już jako pierwsi jesteśmy na łódce.
Łódź jest długorufowa z 2 rzędami bardzo twardych ławek. Miejsca jest na 80 osób a nas jest na pewno ponad 110. Mieliśmy wypłynąć, koło 10 ale udaje nam się dopiero koło 12. W końcu po co się spieszyć. Czas nie ma tu wielkiego znaczenia i trzeba się do tego przyzwyczaić.
My rozlokowujemy się na 2 miękkich siedzeniach z tyłu przy burcie.

Podróż jest bardzo przyjemna. Widoki fantastyczne. Przy Mekongu toczy się całe życie Laotańczyków. Widzimy wioski bambusowe, rybaków, ludzi piorących i kąpiących się oraz oczywiście dzieci. Podróż trwa 7 h. Gdy przypływamy do Pakbeng jest już ciemno. Okazuje się, że mieszkańcy już czekają na nas z ofertą swoich noclegów. Wybieramy ten, co jest niedaleko i z niezłym widokiem. Wodę gorącą dostajemy w misce podgrzaną na ogniu. Więc pachniemy jak kiełbaska z ogniska. Światło też gaśnie już o 22.00 bo w miasteczku są tylko generatory. Na szczęście w Laosie może kupić już bagietki i warzywa, więc możemy odsapnąć od ryżu.

spływ Mekongiem
Pakbeng na trasie

spływ Mekongiem

spływ Mekongiem
chwila relaksu
załadunek i w drogę

 

Luang Prabang

Jak zwykle pobudkę mamy bardzo wcześnie. Łukasz idzie robić zdjęcia a ja czekam na kociołek z ciepłą wodą. O 8.00 już jesteśmy przy łódce ale jak zwykle wypływamy później. Słonko świeci, robimy zdjęcia i tak przez kolejne godziny.
Oczywiście po drodze sytuacja się diametralnie zmienia. I tak po 4 h płynięcia łódka po prostu straciła ster :). Dobrze, że kapitan szybko się orientuje i cumuje przy skałach na samym środku Mekongu. Czekamy godzinę zanim nasz kapitan wraca z inną łódką. W tym czasie relaksujemy się na skałach, których tu jest wyjątkowo dużo w samym Mekongu. Druga łódka niestety holuje nas tylko do najbliższej wioski, aby tam wszyscy pasażerowie mogli przejść na kolejną łódkę.
Kolejne godziny mijają i już wiemy, że na czas na pewno nie będziemy w Luang Prabang. Zapada powoli noc. Dobrze, że choć księżyc jest w pełni. Robi się coraz zimniej a łódka nie posiada świateł. W sumie to po co 🙂 Kapitan i pracownicy starają się oświetlać drogę latarkami a nie jest to proste zadanie, gdyż dużo wystających skał jest w tej rzece. Trochę zaprząta nam głowę myśl, co by było gdybyśmy wpadli na jedną z nich? Katastrofa jak w Titanic’u  Co pierwsze ratować? Już widzę Łukasza ze wszystkimi swoimi aparatami w ręce :). O 19 dopływamy do przepięknego Luang Prabang. Cali i zdrowi 🙂

spływ Mekongiem
wioski na trasie
spływ Mekongiem
przymusowy przystanek z powodu awarii
spływ Mekongiem
jakoś może dopłyniemy…

Info praktyczne:

Rejs Mekongiem do Luang Prabang rozpoczyna się w Huay Xai w Laosie i trwa 2 dni. Na nocleg łodzie zatrzymują się w miejscowości Pakbeng. Cena rejsu zaczyna się od 220.000 kipów za dwa dni. Bilet można zakupić na przystania le również w licznych tzw. hostelowych agencjach.

spływ Mekongiem

Więcej wpisów o naszej podróży po Laosie znajdziecie TUTAJ

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂

 

W góry z małym dzieckiem – polecamy trasy

Narodziny dziecka sprawiają, iż nasze obecne aktywności czy upodobania, chociaż na początku tej drogi muszą ulec drobnym modyfikacją.

Trzeba przyznać, iż nasze wyobrażenie na temat macierzyństwa znacznie odbiegały od tego, z czym musieliśmy się zmierzyć w rzeczywistości. Naszą historię początkowych podróży z Zosią znajdziecie TUTAJ

Nasz dusza podróżnicza na jakiś czas musiała zostać przystopowana, ale dość szybko chcieliśmy ucieć z tej sztucznej dla nas klatki.

Takim wybawieniem stały się dla nas wyjazdy w góry.

Od zawsze preferowaliśmy bardziej pobyty w górach niż nad morzem. A więc w momencie pojawienia się w naszym domu nowego członka rodziny również nie chcieliśmy zrezygnować z tych wypadów.

Zebraliśmy dla Was listę kilku interesujących miejsc, szczytów i schronisk, które odwiedziliśmy podczas pierwszych nieco ponad 2 lat życie naszej Zosi. Dokładniejsze opisy szlaków będą pojawiać się na blogu sukcesywnie.

Co polecamy? Czy warto jechać w góry z dzieckiem? Co wypróbowaliśmy na własnej skórze?

Do pierwszego roku dziecka

Jeżeli macie dziecko, które bardzo dobrze toleruje chusty to problem rozwiązany 🙂 Wybór szlaków jest bardzo duży i na dobra sprawę wszystko zależy od was co wybierzecie. Tylko pomyślecie o swoim i dziecka konforcie. Dostosujcie długość trasy i trudność do waszych możliwości i oczywiście dziecka.

W naszym przypadku sprawa się skomplikowała. Po narodzinach Zosi od wakacji planowaliśmy pierwsze wyjazdy. Niestety mała nie chciała się przekonać do chusty, więc niestety pozostał nam tylko wózek.

Gdzie można dotrzeć z wózkiem?

  • Tatry

Dolina Chochołowska, Dolina Kościeliska i Morskie Oko

Trasa nad samo Morskie Oko jest w całości wyasfaltowana, więc nie ma problemów z dojazdem jednakże w dolinach zdecydowanie przyda się bardzie sportowa wersja wózka z dużymi, pompowanymi kółkami.

w góry z dzieckiem
Pierwsza wycieczka w Tatry- spacer do Doliny Chochołowskiej.

tatry z dzieckiem

 

  • Pieniny

Trasa do Czerwonego klasztoru

Trasa dość długa, gdyż prawie 12 km w jedną stronę, ale jeżeli wstrzelimy się w drzemkę dziecka to szybko jesteśmy w stanie pokonać tą drogę. A jak wiemy ciągła jazda dobrze usypia.

 

 

w góry z dzieckiem
Z wózka też dużo widać 🙂

 

Po pierwszym roku dziecka

W naszym przypadku sytuacja po pierwszym roku na szczęście się zmieniła. Z pierwszymi promieniami słońca w marcu, kiedy na szczytach był jeszcze śnieg, wyruszyliśmy na podbój Beskidów z nosidełkiem turystycznym.

Zosia na początku zdziwiona, ale bardzo zainteresowana, zaakceptowała fakt noszenia na plecach. Najbardziej chyba spodobało jej się to, że wszystko widzi i to z wysokości.

Możliwość pokonywania trasy w nosidle pozwoliła nam w pełni korzystać z uroków wycieczek pieszych w góry. Od marca do końca października książeczka PTTK szybko zapełniła się pieczątkami ze schronisk w Beskidach i Tatrach.

Jednakże zasada była zawsze jedna. Wyruszamy na trasy maksymalnie 2,5-3 h w jedną stronę z postojem w schronisku oraz tyle samo przeznaczaliśmy na powrót.

Jakie miejsca polecamy najbardziej?

 

  • Beskid Śląski

Szyndzielnia

Świetna opcja dla osób ze Śląska. Dojeżdżamy tylko do Bielska Białej i kolejką w kilkanaście minut jesteśmy prawie na miejscu. Schronisko mocno jest oblegane w weekendy, ale poza sezonem, w tygodniu i przed południem nie ma problemu z miejscem w środku. Ze schroniska możemy nadal kontynuować drogę do kolejnego schroniska pod Klimczokiem (20 minut) albo na Błatnej (2 godziny). Trasy nie są wymagające a widoki na Beskidy super.

w góry z dzieckiem
Zimą też bywa fajnie

 

Klimczok

Widoki z samego szczytu pozwalają podziwiać nawet Babią Górę i Skrzyczne. Samo schronisko łatwo dostępne od strony Szyndzielni. Można też dostać się na miejsce z Bielska i Szczyrku. Trasy dłuższe, ale nagroda w postaci domowego ciasta w schronisku na końcu, lepiej smakuje.

w góry z dzieckiem
Widoki z Klimczoka piękne

 

Błatnia

Nasze ulubione miejsce głównie dzięki świetnemu schronisku ale również szlakom, które są różnorodne i widokowe. Do Błatni doszliśmy już ze wszystkich możliwych kierunków. Kiedy wybieramy się do Bielska wybieramy szlak z Jaworza i Jasionki. Przejście z Szyndzielni też jest piękne. Dokładnie trasy opisujemy TUTAJ

w góry z dzieckiem
Błatnia nasza ulubiona

 

Soszów, Stożek, Równica, Wielka Czantoria

Ciekawe miejsca, chociaż znacznie bardziej popularne. Można dostać się na miejsce kolejką lub też podjechać samochodem. To decyduje, że z powodu tłumów, są na naszej liście daleko za podium.

w góry z dzieckiem

 

  • Beskid Mały

Leskowiec

Szczyt, na którym byliśmy już kilka razy będąc w Wadowicach. Trasa od strony wsi Rzyki jest krótka (45 min) natomiast od Ponikwi dłuższa i zajmuje nieco ponad 2 godziny.  Schronisko jest bardzo przyjemne i popularne zwłaszcza w weekendy. Dodatkowo kaplica Jana Pawła II i szlak papieski przyciągają pielgrzymów w to miejsce. Ze szczytu możemy nawet zobaczyć przy dobrej widoczności Babią Górę i Tatry.

 

Magurka Wilkowicka

Góra na pograniczu Wilkowic i Międzybrodza Bielskiego. Dla nas miejsce, które dość często odwiedzamy zwłaszcza gdy chcemy wyskoczyć na jeden dzień w góry niedaleko Katowic. Trasy z Bielsko-Biała Stalownik oraz krótsza z Bielsko-Biała Straconka są dla nas najlepsze. A samo schronisko z duża łąka dookoła zachęca do odpoczynku.

w góry z dzieckiem
Tak blisko a tak pięknie

 

Hrobacza Łąka

Małe schronisko niestety ostatnio zostało zniszczone przez pożar ale prace remontowe trwają i na sezon mam nadzieję, że zostaną ukończone. Trasa z Międzybrodzia Bielskiego jest bardziej wymagająca niż z Kóz ale za to bardzo widokowa zwłaszcza idą żółtym szlakiem możemy podziwiać widoki na jezioro żywieckie i górę Żar.

w góry z dzieckiem
Widok na jezioro Żywieckie

 

  • Beskid Żywiecki

Hala Boracza, Hala Lipowska, Rysianka

Cała pętla z Żabnicy na południu Żywca zajmuje prawie 6 godzin ale po drodze mamy aż 3 schroniska i fantastyczne widoki. Po wyjści na Halę Boraczą trasa głównie poprowadzona jest szczytami więc trudność nie jest za duża. Oczywiście możemy wyjść bezpośrednio na Rysiankę i na Halę Lipowską co powinno zająć ciągiem ok 3 godzin. Schroniska oferują zwłaszcza przepyszne ciasta ale również duży otwarty teren z pięknymi widokami na okoliczne szczyty.

w góry z dzieckiem
Hala Boracza
w góry z dzieckiem
Hala Lipowska
w góry z dzieckiem
Rysianka

 

  • Tatry

Dla nas Tatry zawsze były pierwszą miłością, ale zasada była jedna. Wychodzimy bardzo wczesnym rankiem, gdy jeszcze nie ma turystów na szlaku. Wiele razy wyjeżdżaliśmy jeszcze po ciemku na rowerach i z czołówkami pędziliśmy przez Dolinę Chochołowską i śniadanie już na górze. Z Zosią na to niestety nie mogliśmy sobie pozwolić jak również na zdobywanie wysokich szczytów. Udało się do tej pory dotrzeć do wszystkich schronisk tatrzańskich, ale polecamy bardzo zapuścić się wyżej.

 

Czerwone Wierchy

Najważniejsze to dostać się na jedną z pierwszych kolejek wówczas już przed 8 rana jesteśmy na szczycie Kasprowego Wierchu.  Trasa do schroniska na Hali Kondratowej zajmuje 2,5 godziny jednak z dzieckiem musimy wydłużyć na pewno ten czas. Szlak nie jest zbytnio wymagający, ale za to widoki są przepiękne.

tatry z dzieckiem
Czerwone Wierchy

 

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Trasa popularna chociaż niewiele osób decyduje się na wyjście z małym dzieckiem. A szkoda. Samo dojście do schroniska w Dolinie 5 Stawów zajmuje 3 godziny ale widoki i odpoczynek nad jeziorami wynagradzają wszystko. Do tego podążały piękną Doliną Roztoki i możemy podziwiać piękny wodospad Siklawa. Dla naszej Zosi szlak naprawdę był atrakcyjny i z chęcią chciał zobaczyć więcej.

tatry z dzieckiem
Dolina Pięciu Stawów Polskich

 

Dolina Gąsienicowa

Piękna trasa Doliną Jaworzynki lub Boczań. W około 2 godziny jesteśmy już na miejscu. Warto jednak przejść się jeszcze dalej, około 40 minut, nad Czarny Staw Gąsienicowy. Widok piękne na Orlą Perć czy Świnnice i do tego odpoczynek nad brzegiem stawu.

tatry z dzieckiem
Chodząca Zosia to chwile oddechu dla tragarza.

 

  • Sudety

Góry Stołowe

Nasze odkrycie tamtego roku 🙂 Do tej pory tylko chodziliśmy po szlakach Beskidów i Tatr ale Góry Stołowe z dzieckiem są świetnym pomysłem. Trasy bardzo proste ale piękne widokowo. Zwłaszcza polecamy Błędne skały, które tworzą malownicze skalne miasto powstałe z bloków skalnych oraz najwyższy szczyt Szczeliniec Wielki, na która prowadzą długie schody ale sama tras później przebiega płaskim wierzchołkiem wśród labirytu różnorodnych form skalnych.

w góry z dzieckiem
Błędne Skały
w góry z dzieckiem
Szczeliniec Wielki

 

W najbliższym czasie mamy nadzieję, że uda nam się poznać dalsze trasy zwłaszcza w Gorcach, Beskidzie Makowieckim i Niskim oraz Karkonoszach.

Na pewno będzie co wspominać.

Serdecznie Was pozdrawiamy!!!

Pakujcie plecak i w drogę.

 

Podobał Ci się wpis? Dołącz do Nas na Facebooku, gdzie znajdziesz bieżące relacje i zdjęcia. Jesteśmy bardzo ciekawi co myślisz. Będzie nam bardzo miło jeżeli klikniesz „lubię to”, zostawisz komentarz lub prześlesz post w świat.
Zapraszamy Byle-na-chwile 🙂